środa, 9 maja 2012

# 38. Louis .


Dziś Lou, który zajął mi cztery strony, a w rzeczywistości na komputerze nieco ponad stronę : / Coś ostatnio krucho u mnie z weną... Ale do rzeczy .
Głosujcie na Niall'a w ankiecie na najlepszego blondyna tego lata . ! <klik>
DEDYKACJA DLA KASIUTKI ; *
_____________________________________________

Przysiadłam na ławce i schowałam twarz w dłonie. Czy to możliwe, żeby życie w tak krótkim czasie mogło tak bardzo się skomplikować, a każda cegiełka, którą z uporem i nadzieją układało się, tworząc na pozór trwałą konstrukcję, budowlę, dążąc do sukcesu – mogła się rozpaść? Jeszcze niedawno sądziłam, że to niemożliwe. Teraz wiedziałam jednak, że życie to rzeczywistość i wszystko, co wydaje się trwałe i mocne, może lec w gruzach w najbardziej niesprzyjających okolicznościach, w najmniej spodziewanym momencie...
-          Ćoś śe śtało? Dlaćego jeśteś śmutna? – usłyszałam chwilę później seplenienie dziecka tuż obok swojego ucha.
Podniosłam głowę i spojrzałam na około czteroletnią dziewczynkę ubraną w różową sukienkę. Na jej pyzatej buźce widniał wyraz zdziwienia, ciekawości, a w dużych czekoladowych oczkach słodkiej blondyneczki z uroczym kitkiem na czubku głowy dostrzegłam wesołe ogniki.
Uśmiechnęłam się mimo woli i szybkim gestem otarłam załzawione oczy.
-          Nie, skarbie, nic się nie stało. Nie jestem smutna – zapewniłam małą i rozejrzawszy się po parku dodałam: - Gdzie twoja mamusia?
-          Mamuśa jeś w domku, ja psziśłam z Lusem – odpowiedziała i uśmiechnęła się ukazując białe jak perełki ząbki i dwa słodziutkie dołeczki w policzkach.
-          Z Louis’em? W takim razie gdzie on jest? – spytałam i ponownie rozejrzałam się po parku, jednak nie rzucił mi się w oczy nikt, kto swym zachowaniem zdradziłby, że szuka małej zguby.
-          Nie wiem. On śiedział tam. – Wskazała tłustą piąstką ławkę koło fontanny.
-          Dobrze, a jak masz na imię, kochanie?
-          Emma – odrzekła mała i ponownie radośnie się uśmiechnęła, ciągnąc mnie w stronę ławeczki koło zbiornika z wodą. – Kce śe pobawić!
Wstałam z ławki i nadal wypatrując opiekuna dziewczynki powiedziałam:
-          Najpierw poszukamy tatusia, brata, kuzyna, czy kim tam jest dla ciebie owy Louis.
Podczas gdy mała dreptała koło mnie, a loczki, które nie były upięte w kitka podskakiwały wesoło wokół jej okrągłej twarzyczki, ja wpatrywałam się w otaczających nas ludzi.
Dziesięć minut później mała wyrwała swoją rączkę z mojej dłoni i krzyknęła radośnie: Lus! Pobiegła przed siebie, gdzie kilka metrów dalej czekał na nią z otwartymi ramionami chłopak mniej więcej w moim wieku.
-          Emma! – zawołał z ulgą i porwał dziewczynkę w objęcia.
Był to wysoki brunet o niebieskich oczach. Miał na sobie ciemne spodnie, przyczepione do nich czerwone szelki i biały T-shirt w poziome karmazynowe paski.
-          Gdzieś ty mi zwiała, co? – mówił do dziewczynki, odstawiwszy ją na ziemię.
Ta odwróciła się, podbiegła do mnie, pociągnęła mnie za rękę i zaprowadziła do zdziwionego chłopaka.
-          Pośłam do niej, bo była śmutna.
Brunet spojrzał na mnie i uniósł brwi.
-          Śmutna? – zapytał, nie zorientowawszy się, że naśladuje seplenienie małej. – Smutna? – poprawił się, pokręciwszy głową z irytacją.
Zaśmiałam się.
-          Smutna. Ale już mi przeszło. – Poprawiłam małej kitka, gdyż się przekrzywił. Uciekłam wzrokiem.
-          Miło słyszeć. Jestem Louis, a ty?
-          [T.I.]. – Uścisnęłam mu dłoń, nadal nie patrząc w jego oczy.
Emma ziewnęła.
-          O... Królewna jest śpiąca – rzekł chłopak i wziął dziewczynkę na ręce. – Zaprowadzimy ją do domu i się przejdziemy, co ty na to?
-          Nie wiem... Ja... Powinnam już wracać. – Wcale nie śpieszyło mi się do domu. Jak nic czekały mnie tam kolejne awantury, krzyki i, co tu kryć, kolejne rany odniesione po uderzeniach, które ostatnimi czasy bez przerwy zapewniał mi wciąż upity ojczym.
-          Czy mi się wydaje, czy nie uśmiecha ci się wracać do domu?
Przeniosłam na niego udręczony i pełen smutku wzrok.
-          Przepraszam, nie powinienem był... – speszył się.
-          Nic nie szkodzi – zapewniłam niemrawo, zmuszając się do delikatnego uśmiechu. – Masz rację, wcale nie chce mi się tam iść...
-          Odniosę ją do domu, mieszkamy kilka budynków dalej, wrócę tu do ciebie i wszystko mi opowiesz – powiedział zdecydowanie i spojrzał na zasypiającą już dziewczynkę w jego ramionach.
-          Ale... – próbowałam zaprzeczyć. Przecież wcale się nie znaliśmy! A to, że był Louis’em Tomlinsonem nie pomagało – tym bardziej nie chciałam obarczać go swoimi problemami.
-          Żadne „ale”. Pięć minut – powiedział i odszedł szybkim krokiem niosąc Emmę na rękach, a ja patrzyłam chwilę za nim, aż w końcu, pokonana, usiadłam na jednej z ławek.
Potrafiłam myśleć tylko o tym, dlaczego mama umarła i dlaczego, mimo że nieumyślnie, obarczyła mnie ciężarem znoszenia dokuczliwych kaprysów wiecznie pod wpływem alkoholu ojczyma.
Tak jak obiecał, Louis wrócił po kilku minutach. Usiadł obok mnie i po krótkiej ciszy, która zapadła, rzekł delikatnym tonem:
-          Opowiadaj.
Sprzeczaliśmy się chwile o to, że nie powinnam przytłaczać go moimi problemami, jednak po wielu prośbach, namowach i zdecydowanych spojrzeniach z jego strony zgodziłam się opowiedzieć o swych zmartwieniach.
Kiedy moja nudna i nieciekawa opowieść dobiegła końca, chłopak przygarnął mnie do siebie i mocno przytulił, pozwalając, abym łzami zmoczyła mu koszulę. Wtulona w niego wymamrotałam:
-          Louis, pobrudzę ci koszulkę...
-          Daj spokój z koszulą – zaprzeczył i przyciągnął mnie jeszcze mocniej. – Ile masz lat? – spytał chwilę później, zupełnie innym tonem.
-          A co to ma do rzeczy? – zdziwiłam się, ocierając twarz chusteczką, jednak po pauzie dodałam: - Dziewiętnaście...
-          Jesteś pełnoletnia. Dlaczego się nie wyprowadzisz?
-          Myślisz, że nie próbowałam? I tak mnie znalazł... – mruknęłam z rezygnacją i zerknęłam na zegarek. Wskazywał 19:37. Westchnęłam. – Muszę wracać. I tak będzie awantura, ale nie chcę wszczynać kolejnej z powodu mojego późnego powrotu.
-          To nie wracaj. – Objął mnie jeszcze mocniej i z troską spojrzał mi prosto w oczy, po czym szepnął mi do ucha: - Przenocuj u mnie.
-          Lou, nie mogę. Nie znamy się. Poza tym ojczym chyba mnie zabije, jeśli dziś nie wrócę.
-          Mój znajomy prowadzi hotel. Pozwól chociaż, że zapłacę za twój pobyt w motelu. Jeszcze dzisiaj pojadę po twoje rzeczy...
-          Nie, Louis, nie – przerwałam mu kręcąc głową. – To nie to, że nie doceniam twoich starań, ale on i tak mnie nie puści...
-          A chcesz się przekonać? – spytał chłopak ze złośliwie chytrym uśmieszkiem. – Chodź. Zaczekasz u mnie w domu, a ja pojadę tam po twoje...
-          Dobra, już dobrze – przerwałam mu zrezygnowanym tonem. – Widzę, że nic nie wskóram. Pojadę z tobą.
Ojczym oczywiście stawiał opory, w mniej delikatnym tego słowa znaczeniu, jednak kiedy do gry wkroczył Louis, puścił mnie, wygrażając się przy tym, że i tak mnie znajdzie.
Spakowałam szybko najpotrzebniejsze rzeczy. Upchnęłam do walizki ubrania, kosmetyki, wszystko, co było mi potrzebne by przetrwać nie wracając już do tego domu. Kiedy mieszkał tutaj mój biologiczny ojciec wraz z mamą, były to najlepsze lata mego życia. A teraz, po śmierci mamy... Wszystko się posypało...
Dziesięć minut późnej w asyście Tomlinsona opuściłam przeklęte progi mieszkania z niewyobrażalną ulgą. Poczułam wtedy, że oto nastaje dzień, który zmieni wszystko na lepsze. I tak też się stało. (...)
-          Dziękuję – wyszeptałam do ucha Louis’owi, obejmując go. - Nadal nie mogę uwierzyć, że to koniec z pogróżkami, awanturami i przemocą. A to dzięki tobie....
Minął miesiąc. Louis odwiedzał mnie codziennie. Rozmawialiśmy, śmialiśmy się, poznawaliśmy się lepiej... Aż w końcu się w sobie zakochaliśmy. Stanowimy parę, jakich mało, a każdego dnia kochamy się o cały wczorajszy dzień mocniej i z nadzieją patrzymy w przyszłość, spędzoną już wspólnie jako małżeństwo.


~by Klara

12 komentarzy:

  1. Super! ;D piszesz fajne imaginy ;*

    OdpowiedzUsuń
  2. Bardzo podobają mi się Twoje imaginy. :)
    Czy mogłabyś jakiś o Liamie zadedykować mi?
    Kina.;p

    OdpowiedzUsuń
  3. super dodaj z harry tyko dlugasnty plisssssssssssss jestes superowa kocham tego bloga pozdrawiam xddd

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję za dedykację :)
    Imagin wyszedł świetnie! Mi się podoba, a co do podziękowań od chłopaków, to jestem taka dumna!
    Świetne i więcej takich ;)
    Pozdrawiam ~Kasiutka

    OdpowiedzUsuń
  5. pisz bo dobrze ci to wychodzi prosze jeszcze z 10000000 z louisem♥

    OdpowiedzUsuń
  6. Zajebiste ^^
    Natusss24

    OdpowiedzUsuń
  7. Super, pisz dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny <333333333

    OdpowiedzUsuń
  9. genialny imagin, pisz dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  10. kocham twoje imaginy <3
    pisz jak najwięcej,proszę .

    OdpowiedzUsuń