piątek, 29 marca 2013

# 224. Harry.

Imagine jest bardzo, bardzo inny. Zresztą zobaczycie same.
__________________________________________________
Jak się poznaliście?
Usiadłem na moście z butelką wina, opierając głowę o barierkę. Znów zobaczyłem ten widok. Moje myśli ciągle krążyły nad jednym. Boże co ja bym dał, żeby żyć w tej błogiej niepewności, w tej słodkiej nieświadomości. Moje oczy zamykały się z każdym łykiem napoju, a krew aż buzowała wewnątrz mnie. Nic nie mogłem poradzić, byłem bezsilny, albo po prostu nie chciałem zrobić nic, co pomogłoby mi walczyć. Walczyć z czym? Walczyć z tą świadomością, że ona mnie zdradziła, że muszę się podnieść, odbić od dna życia i zacząć od początku. Bez niej.
- Wszystko dobrze? – z otępienia wyrwał mnie kobiecy głos.
- Tak, tylko świat mi się wali – odpowiedziałem ironicznie i zaczerpnąłem kolejny łyk procentów.
- Kłopoty sercowe? – na siłę próbowała utrzymać ze mną temat.
- Tak – odpowiedziałem zdawkowo i znów zatopiłem się we własnych myślach. Ciągle nie wiedziałem z kim mam do czynienia.
- Jestem [T.I.] a ty? – wyciągnęła do mnie rękę, którą po chwili zastanowienia uścisnąłem.
- Naprawdę nie wiesz kim jestem? – zdziwiłem się.
- Jasne, że wiem, ale czy nie uważasz że lepiej byłoby gdybyśmy przedstawili się sobie normalnie? Przecież to, że jesteś sławny nie upoważnia cię do tego, że każdy musi cię znać. Nadal jesteś człowiekiem.
- Yhm. Jestem Harry. Harry Styles.
Podniosłem głowę, która jak dotąd była oparta o moje kolana i dojrzałem piękną brunetkę. W świetle księżyca jej niebieskie oczy lśniły. Miała długie, rozpuszczone, brązowe włosy, które kaskadami spadały jej na ramiona i tułów aż do odcinka lędźwiowego.  Była ubrana jasno i kolorowo. Granatowe jeansy, jasny sweterek i bluzka w kwiatki.  Całości dopełniał beżowy kapelusz. Była bardzo wysoka, chuda wręcz widać jej było kości. Uśmiechnąłem się, choć przychodziło mi to z trudem.
- Directioner? – zagadnąłem.
- Tak, zauważyłeś bransoletkę? – spytała wymachując wcześniej wymienioną rzeczą.
- Jak podawałaś mi rękę.
Usiadła obok mnie i odwróciła głowę  w stronę gwiazd.
- Co tutaj robisz tak późno? Nie boisz się, że ktoś cię napadnie?
- O to samo mogłabym spytać ciebie – rzekła wymijająco.
- Jestem pełnoletni – odburknąłem.
- Ja też – uśmiechnęła się kpiąco i wstała. Wyciągnęła kartkę z torebki przewieszonej przez ramię i zamaszystym ruchem wykreśliła coś na niej. Po chwili dała mi ją i rzuciła krótkie:
- Jakbyś chciał pogadać to zadzwoń! – w oddali widziałem kontury jej  sylwetki.
Spotkaliście się drugi raz?
Każdego dnia przychodziłem na tamten most,  wspominałem dobre czasy, ale w końcu uświadomiłem sobie, że moja była dziewczyna to wielka pomyłka. Gdyby mnie kochała to nigdy by mnie nie zdradziła. A jeżeli ona nawet nie przejęła się naszym zerwaniem, to czemu ja tutaj nadal siedziałem? Musiałem się wziąć w garść. Zacząłem nowe życie. Każdego dnia chodziłem na siłownię, biegałem, razem z chłopakami graliśmy koncerty, udzielaliśmy wywiadów, rozdawaliśmy autografy. Jednym słowem miałem tak napięty grafik, że nie miałem czasu na imprezowanie czy użalanie się nad swoim życiem na moście i z butelką wódki w ręce. I mało by brakowało a zapomniałbym o [T.I.]. Kiedy wrzucałem spodnie do prania, przeszukiwałem kieszenie czy aby na pewno nic w nich nie zostało. Z tylnej wyciągnąłem skrawek papieru z numerem telefonu. Bez wahania sięgnąłem po telefon i umówiłem się na spotkanie.
Jak wypadło?
Nadzwyczaj dobrze. Umówiliśmy się na małej wysepce przy stawie. Założyłem białą koszulkę, czarne rurki i marynarkę w tym samym kolorze. Około południa ruszyłem w wyznaczone miejsce. Ona już tam stała. Miała na sobie przewiewną sukienkę wykonaną z materiału w kwiatki, wysokie, za kostkę, brązowe botki, koszulę z jeansu, zakrywającą ramiona, z ¾ rękawami, słomiankowy kapelusz i niezliczoną ilość bransoletek na lewym nadgarstku. Przyglądałem jej się z ciekawością malutkiego dziecka. Każdy szczegół  wyglądu dziewczyny  budził we mnie odmienne emocje. Z pewnego rodzaju otępienia wyrwał mnie jej głos:
- Cześć.
- Hej – podszedłem i przytuliłem ją na powitanie. Razem usiedliśmy na kępce trawy i rozmawialiśmy.
- To jak to właściwie jest z tą sławą? – zadała nagle pytanie, które zbiło mnie z tropu.
- Różnie. Raz fajnie, miło, innym razem niezbyt kolorowo.
- To znaczy? – drążyła temat, opierając się ręką o jasno szarawy kamień.
- Są takie dni kiedy nie ma się ochoty żyć, ale trzeba wstać  iść do fanów, rozdawać autografy, robić sobie zdjęcia, udzielać wywiadów. Jednak robimy to, co kochamy. Naszą pracą jest muzyka, czyli nasza pasja, więc tak naprawdę to przyjemność.
- Ale za jaką cenę – dodała po chwili i  nasunęła ciemne okulary na nos.
- Właśnie.
Czym cię urzekła?
Prostotą. Prostotą ducha. Tym, że nigdy nie powiedziała mi, że mam przestać tworzyć muzykę. Wiele razy zastanawiałem się nad odejściem z tego wyimaginowanego życia, ale zawsze na myśl nachodziły mi jej słowa: Rób to co kochasz. Nie widziała we mnie rozpuszczone gwiazdki, tylko człowieka potrzebującego. Przy niej czułem się swobodnie, mogłem powiedzieć wszystko, nie widziałem barier.

Kiedy zostaliście parą?
Najpierw zostaliśmy przyjaciółmi. Okazało się, że mieszka blisko nas, niecałe 3 przecznice dalej. Kiedy pierwszy raz przyprowadziłem ją do domu przywitało ją dosyć śmieszne zdanie Louis’a:
- O! Harry znalazł sobie dziewczynę, która nie wygląda jak jedna kupa zmarszczek!
[T.I.] wybuchnęła śmiechem, ale zaraz później odpowiedziała:
- Nie jesteśmy parą.
Na to wpadła reszta zespołu i rzuciła się na nią. Jednym słowem przywitanie nowej przyjaciółki odbyło się  w miłej atmosferze. Chłopcy bardzo ją polubili, stała się dla nas bardzo ważna. Danielle, Perrie i Eleanor zyskały nową koleżankę do zakupów. [T.I.] była taka ludzka. Potrafiła wygłupiać się, śmiać, robić żarty, a także pocieszać, hasać po sklepach,  robić zakupy dla Niall’a. ( I nigdy jej się to nie znudziło) Zawsze była pomocna, nie umiała przejść obojętnie obok krzywdy bliźniego. Była ostoją radości, optymizmu, darem od Boga.
A parą zostaliśmy kilka miesięcy po naszym pierwszym spotkaniu. Już na początku naszej wspólnej drogi ze strony naszych fanek leciały hejty. O dziwo nie przejmowała się nimi, żyła tak jakby ich nie było. Wiadomo miała załamania, ale zawsze z tego jakoś wychodziła. Zawsze potrafiła wyjść z bagna, jakie gotowały jej nasze fanki.
Czemu była inna?
Nie, ona nie była inna. Ona po prostu była człowiekiem. Takim jak każdy z nas, ale zdawała sobie sprawę z tego kim jest. Nie udawała,  nie oczekiwała czegoś, czego wiedziała, że nie zdoła udźwignąć. Pokazała mi, że nadal jestem człowiekiem, że sława aż tak bardzo mnie nie zmieniła, że nadal jestem ten sam. To ona pilnowała bym nie wariował, to jej nie podobały się moje tatuaże, które jawnie krytykowała i gdy tylko widziała, ż zbliżam się do studia tatuaży od razu zabierała mnie na lody. Czemu na lody? Nie wiem, może dlatego, że bardzo je lubiła. Albo też na spacer. Z nią nigdy się nie nudziłem, ale także potrafiliśmy usiąść przy kominku i cieszyć się ciszą, sobą, własnym towarzystwem, ciepłem, miłością.  Nauczyła mnie żyć, korzystać z tego co się ma.
Jak zachowywała się w stosunku do Twojej rodziny?
Z Gemmą złapała świetny kontakt. Tak naprawdę Gemma była dla niej starszą siostrą. Pomagała [T.I.] a ona jej. Dopełniały się idealnie. Z Anne było tak samo. Trzeba było zobaczyć je razem w kuchni. A jakie zapachy, o smaku nie wspomnę. Za każdym razem gdy przyjeżdżaliśmy w odwiedziny, najpierw jako para, później jako małżeństwo pierwsze co robiła to biegła się przywitać. Wylatywała z samochodu jak torpeda. Była naprawdę przyjazną osobą. W Holmes Chapel znali ją wszyscy. To pomogła pani zabrać zakupy do domu i wnieść na 10. piętro bloku, to zabrała psa na spacer, albo pomogła pielić grządki. Dzięki niej częściej odwiedzałem rodzinne strony. Dzięki niej poczułem, że powinienem cieszyć się ze wszystkiego co mam, ze wszystkiego pomogę kiedyś stracić.
A pierwsze dziecko?
To jakiś sprawdzian z tego czy wszystko pamiętam? Ach, tak wspaniale się wspomina te wspólne chwile. Nasza mała córeczka Darcy urodziła się w maju po przyjeździe z Holmes Chapel. To było piękne uczucie, kiedy [T.I.] podała mi ją do rąk, taką małą kruszynkę, drobną, nieświadomą świata, taki okaz dziecięcego szczęścia. To był jeden z momentów życia kiedy z moich oczu pociekły łzy. Zrozumiałem wtedy jakie mam skarby.
Czemu nie ma jej teraz z Tobą?
Trudne, bolesne wspominać o tym kolejny raz. Odeszła.
Zostawiła cię?
Nawet nie masz pojęcia jakbym chciał mieć tą cholerną świadomość, że odeszła, że jest szczęśliwa z kimś innym, że żyje, oddycha, że w każdej chwili mógłbym z nią porozmawiać. Ale tak nie jest. Jej tutaj nie ma. Czeka na mnie. Tam na górze. Nie odeszła z własnej woli. Odeszła bo musiała. Zabrali ją siłą. Pamiętasz kiedy wspominałem, że przy naszym pierwszym spotkaniu widać było jej kości? Tak, nie miałem pojęcia, że ma anoreksję. Nigdy tego nie zauważyłem. Przecież zawsze była pogodna, miała dużo siły, śmiała się jak każdy inny. To prawda, że powinna ważyć więcej, ale ja tego nie zauważyłem. Byłem zbyt zajęty sobą.
Obwiniasz się za to? Uważasz, że to Twoja  wina?
Oczywiście, że tak. Wiele razy myślę co by było gdyby…
Gdyby co?
Gdybym zareagował. Nie wiem w jaki sposób. Może po prostu wysłał ją do lekarza. Ale zawsze wydawało mi się, że jest zdrowa, szczęśliwa.
Szczęśliwa z pewnością była. Wiesz, że choroby nie da się pokonać?
Mam tą świadomość, ale nie potrafię przyjąć jej do wiadomości.  
Masz jej zdjęcie?
Miliony. Codziennie, gdy idę spać, wyciągam je spod biurka i przeglądam.
Nie jesteś już tym samym człowiekiem? Niech zgadnę umierasz?
Z tęsknoty? Codziennie. Z każdą minutą, sekundą, wiem, że jestem bliżej niej. Popatrz tutaj. ( wskazuje zdjęcie na którym widać młodą dziewczynę z wielkim uśmiechem na twarzy, a obok niej tego samego chłopaka z burzą loków na głowie) A teraz tutaj (wskazuje palcem na fotografię smutnej 50- latki a obok niej 53-letniego chłopaka). Widzisz zmiany?
Co powiedziała ci przed śmiercią?
„Harry nawet kiedy mnie już nie będzie, pamiętaj, że jestem blisko. Wiem, że nie wytrzymasz długo, wiem, czuję to, znam cię, boisz się, ale nie martw się. Ja tu jestem. Kocham cię.”
I codziennie przypominasz sobie te słowa?
Tak, ale od dzisiaj będziemy powtarzać je razem.
Bujany fotel zaskrzypiał, a staruszek  mocniej się w niego wbił. Zamknął bolące od płaczu powieki, a w oddali zobaczył rękę.  Zbliżał się do niej, złapał i wpadł w ramiona [T.I.]. Znów byli młodzi, szczęśliwi i razem.
Razem już na wieki.


~by Agata.

czwartek, 28 marca 2013

# 223. Louis.


Usiadłam przy stole w jadalni, obejmując zziębniętymi palcami kubek z parującą kawą. Zapatrzyłam się w okno, za którym toczyła się bitwa na śnieżki pomiędzy dziećmi sąsiadów, po czym zaśmiałam się, kiedy jeden z dzieciaków wylądował w zaspie śnieżnej.
Drzwi mieszkania otwarły się z rozmachem, po czym głośno zatrzasnęły. Do kuchni wtargnął zimny podmuch wiatru, więc szczelniej owinęłam się szlafrokiem. Zmarszczyłam lekko brwi, pytając się w myślach, kogo, u licha, mogło przywiać.
Do pomieszczenia wpadł Louis, zrzucając z siebie w biegu kurtkę i siłując się z długim, szarym szalikiem. Cmoknął mnie przelotnie w policzek, po czym zaparzył sobie herbatę. Miał zarumienione policzka i czerwony nos, a w jego włosach błyszczały kryształki roztapiającego się śniegu.
- Może tak dzień dobry,  miło cię widzieć, jak minął ci dzień? – spytałam z ironią, okręcając się w jego stronę w momencie, kiedy pochłaniał kawałek ciasta, które dziś rano upiekłam.
- Witaj kochanie, jak zawsze wyglądasz prześlicznie, co dziś robiłaś? – wybełkotał z pełną buzią, i nim zdążyłam odpowiedzieć z irytacją, która we mnie narosła, dodał: - Gdzie dostałaś tak dobre ciasto? Jutro wracając z próby obrabuję tą piekarnię.
- Sama je upiekłam – obruszyłam się, odwracając się od niego.
- Nie wierzę – rzekł po chwili, chcąc się ze mną podroczyć.
- Jakbyś zobaczył, w jakim stanie była kuchnia niespełna godzinę temu, zmieniłbyś zdanie. – Dopiłam kawę, po czym umyłam kubek i wyszłam z kuchni, kierując się ku salonowi. Opadłam na sofę, poprawiłam spodnie od piżamy i zawiązałam szlafrok, by w spokoju obejrzeć denny serial, który akurat emitowano. Nim usłyszałam pierwszą kwestię, upojną chwilę przerwał Lou, wkraczając do pokoju i wpatrując się we mnie z dezaprobatą.
- Ty jeszcze nieubrana? Dochodzi trzynasta – pokręcił głową.
- Skarbie, jest dwudziesty luty, mam ferie – uświadomiłam mu, przesuwając się na kanapie, by widzieć bohaterów na szklanym ekranie.
Chłopak przyglądał mi się chwilę, a potem powiedział równo ze mną:
- Wstawaj.
- Nie kombinuj.
- Porywam cię.
- Nie chce mi się.
- Musisz się ruszać.
- Kiedy mnie się nie chce.
- Jak wrócę, masz być ubrana.
Parsknęłam śmiechem.
- Nie licz na cud.
Louis posłał mi pobłażliwe spojrzenie, po czym wyszedł do łazienki. Ułożyłam się wygodnie na kanapie, po czym przełączyłam na inny kanał, gdzie transmitowano reality show.
- O nie.
Nim zdążyłam zrobić cokolwiek, Louis, który wkroczył do salonu, podniósł mnie, przerzucił mnie sobie przez ramię, a wolną ręką wyłączył telewizor. Nie zważając na moją szamotaninę, zaniósł mnie do mojego pokoju, rzucił na łóżko i podszedł do szafy, wyrzucając z niej połowę jej zawartości. Wybrał byle jakie rzeczy, po czym, nim zdążyłam czmychnąć, ściągnął ze mnie szlafrok i grzecznie poprosił:
- Albo pójdziesz teraz do łazienki i ekspresowo się przebierzesz, albo to ja wkroczę do akcji i nie będzie już tak zabawnie.
- Nienawidzę cię – wysyczałam, chwytając ciuchy pod pachę i wychodząc z pokoju.
- Kocham cię! – dosłyszałam wesoły krzyk chłopaka, a za chwilę trzask i głuchy gruchot. – Yyy… [T.I.], nie byłaś za bardzo przywiązana do tej brązowej szkatułki, prawda?
~ * ~
- Wiesz, że jesteś kompletnym idiotą, prawda?
Lou nie odpowiedział, tylko wyszczerzył się i pociągnął mnie w stronę studia. W środku panowała grobowa cisza, wszystkie światła zostały pogaszone, co mnie zdziwiło, głównie przez wzgląd na wczesną porę.
- Wydaje mi się, czy nie powinno nas tu być? – szepnęłam, kiedy weszliśmy do jednego z pomieszczeń, a Louis włączył światła.
Znajdowaliśmy się w sali nagrań. Na stole pośrodku leżał plik kartek, obok kilka długopisów, a tuż koło nich stała butelka wody. Przekrzywiłam głowę.
- O co…?
- Zaraz zobaczysz – powiedział z tajemniczym błyskiem w oku, po czym pociągnął mnie za sobą na kanapę.
- Lou…
- Hmm?
- Może pójdziemy poskakać na bungee?
Roześmiał się.
- Tchórz. Nikt nam nic nie zrobi za to, że tu jesteśmy. Ale to w tobie lubię, tę spontaniczność – powiedział, po czym lekko mnie pocałował.
- Dobra, wyjaśnij mi, po co mnie tu przyprowadziłeś, a nie mnie uwodzisz – zganiłam go z uśmiechem.
- Mały test. – Jęknęłam. – Nie, żadnych pytań, nic z tych rzeczy. Czysta kartka, długopis, godzina, wszystkie dostępne instrumenty muzyczne. Każdy z nas zamknie się w oddzielnych salach i jego zadaniem będzie napisać piosenkę o sobie nawzajem.
Spojrzałam na niego jak na szaleńca.
- Spałeś ty dzisiaj? Wiesz, że się do tego nie nadaję.
- Skarbie, to zabawa – pokręcił głową z naganą, jakby kpiąc z mojej obawy. – Czas…
- Chwila! – krzyknęłam. – Powiedzmy, że spróbuję. Ale nie określiłeś, czy piosenka ma być wolna, szybka, rymowana, romantyczna, zabawna…
- Ty decydujesz – wyszczerzył się. - … Tymczasem… Start, tchórzu! – ryknął, po czym zgarnął ze stołu pliczek kartek i zatrzasnął za sobą drzwi do pomieszczenia.
Pokręciłam głową i biorąc swój przydział, zniknęłam za drzwiami następnego pokoju.
~ * ~
Godzinę później wyszłam z pokoju z miną zbitego psa. Louis natomiast wyglądał na zadowolonego. Coś kombinował.
- Dawaj, ty pierwsza – rzucił z uśmiechem, rozsiadając się na kanapie.
Westchnęłam. Jako, że moja kartka ziała pustkami, postawiłam na klasykę. Włączyłam laptopa stojącego w kącie pokoju, przeniosłam go na stół. Odszukałam odpowiednią piosenkę, po czym ją włączyłam.
<wysłuchaj i obejrzyj do końca>
- No. To by było na tyle – mruknęłam, kiedy piosenka się skończyła.
- Możesz mi powiedzieć, dlaczego akurat ta? – spytał.
Wzruszyłam ramionami.
- Też jesteśmy dwójką idiotów, która nie potrafi bez siebie żyć. Czasem jesteśmy jak dzieci, wkurzamy siebie nawzajem, droczymy się ze sobą, potrafimy zdemolować pół mieszkania, by sobie udowodnić nasze chore wyobrażenia, ale na tym polega miłość. Chyba. W każdym razie, mimo że nie zawsze było różowo, część mnie należy do ciebie i moje życie naprawdę byłoby do bani, gdybyś się w nim nie pojawił. – Uśmiechnęłam się.
Usta Louisa drżały, kiedy słuchał mojego wywodu.
- Teraz ty, mięczaku – roześmiałam się.
Louis spojrzał na swoją kartkę, na której nabazgrał kilka linijek, po czym skreślił wszystko i dopisał na dole: „Wydało się. Nie umiem pisać piosenek.”
Roześmiałam się. Wtem chłopak porwał laptop, wystukał kilka słów na klawiaturze i postawił go na stole, włączając wideo.
<wysłuchaj i obejrzyj do końca>
- Może i nie muszę walczyć o ciebie tak jak tutaj, ale wiedz, że zrobiłbym dla ciebie wszystko. Tak długo, jak będziesz mnie kochać mam po co żyć.
But don't stress,
And don't cry,
Oh we don't need no wings to fly
Just take my hand
As long as you love me
We could be starving,
we could be homeless,
we could be broke
As long as you love me
I'll be your platinum,
I'll be your silver,
I'll be your gold*
 

* Justin Bieber – As Long As You Love Me
Piosenki użyte w imaginie:
1. Kelly Clarkson – My Life Would Suck Without You;
2. Justin Bieber – As Long As You Love Me. 
 
Ot, kolejny beznadziejny, pozbawiony motta imagin. Pomysł wpadł mi do głowy słuchając piosenki umieszczonej na początku imagina, a przez to, ze Was zaniedbuję, postanowiłam mimo wszystko go dodać. 
~by Klara.

sobota, 23 marca 2013

# 222. Zayn.




Jestem Zayn. Zayn Malik. Chciałbym opowiedzieć Ci krótką historię. Mam nadzieję, że poświęcisz mi swój cenny czas i przez chwilę mnie posłuchasz.

Świat jest ogromny. Tyle ludzi, tak wiele kultur, narodowości. Każdy człowiek różniący się od drugiego. W codziennym zgiełku czy pośpiechu łatwo zejść z głównej drogi. Nigdy tak naprawdę nie wiesz, gdzie Cię rzuci los, kogo spotkasz. Jeśli myślisz, że zaplanujesz sobie każdą minutę w życiu, to się mylisz. Podobnie jest w show-biznesie. Nie zawsze talent, piękno czy wartościowe wnętrze jest doceniane. Liczą się znajomości. Smutne, ale prawdziwe. Może wrócę do bardziej przyziemnych spraw, które dotknęły być może także Ciebie. Co z tego, że jestem sławny? Uważasz, że życie nigdy nie dało mi w kość i nie znam się na czymś, co dotyczy przeciętnego człowieka? Nie zapominaj, iż pomimo tego, że żyję w blasku fleszy, nadal jestem jednym spośród miliarda ludzi na świecie. Tak samo jak Ty mam uczucia, pragnienia, do czegoś dążę.

Proszę Cię. Zatrzymaj się na chwilę i pomyśl, po co żyjesz.
Nim będzie za późno.
Pierwsza minuta może być ostatnią.
Ostatnia minuta może być pierwszą.

1. Zobacz.
Świat taki, jaki był, jest i będzie.
Potrzebującego.
Krzywdę wyrządzaną drugiemu człowiekowi.

-Pomóc ci?- usłyszałem za plecami przyjazny, dziewczęcy głos.
Obróciłem się, wykrzywiając usta w grymasie. Ujrzałem niewysoką szatynkę, która wyciągała ku mnie delikatną dłoń. Byłem skrępowany, nigdy nie prosiłem nikogo o pomoc, wolałem sam poradzić sobie z problemami. „Przeszedłem przez gorsze rzeczy, a taka mała sprawa wymaga, bym jednak przyjął czyjeś wsparcie”- pomyślałem.
-Jeśli byś mogła- westchnąłem.- Tak poplątałem sznurówki, że teraz nie mogę ich rozwiązać.
-W dodatku jedna zaczepiła się o nóżkę ławki- zauważyła dziewczyna, klękając przede mną.
Powoli przekładała sznurki, wykonując swoją pracę z wielkim skupieniem. Po kilku minutach szatynka klasnęła w dłonie i uśmiechnęła się tryumfalnie. Otrzepała spodenki i pomogła mi wstać.
-Nie wiem, jak ci dziękować- powiedziałem, pocierając dłonią kark.
-Zwykły uśmiech jest wystarczającą zapłatą, Zayn- rzekła dziewczyna i ruszyła przed siebie.
-Hej! Nawet nie znam twojego imienia!- krzyknąłem za nią, ale odpowiedział mi tylko ryk przejeżdżającego obok samochodu.

***

-…jabłka, paczkę paluszków dla Liama i mleko, bo Harry wylał całe dla kota i teraz nie ma ani kropelki do kawy- wyliczał Niall, wciskając mi jednocześnie do ręki listę zakupów.
-A nie prościej byłoby kupić cały sklep?- wtrącił Louis, zmywający naczynia.
-Powiem ci, że długo nad tym rozmyślałem, ale zważywszy na…- Irlandczyk wpadł w trans i zaczął wygłaszać przemówienie.
Czym prędzej ulotniłem się z domu, pośpiesznie zabierając z komody kluczyki do samochodu i portfel. Kiedy objechałem już wszystkie supermarkety, kompletując zapasy, przypomniałem sobie, że zapomniałem kupić świeżych owoców. Zdenerwowany uderzyłem dłonią w kierownicę i skręciłem w pobliską ulicę. Nim zdążyłem zamknąć drzwi auta, moich uszu dobiegł krzyk.
-Wandale!
Nie namyślając się długo, poszedłem w kierunku, z którego dobiegały owe błagania o pomoc. Zobaczyłem typowy kramik z warzywami i stojącą przed nim starszą kobietę, która wymachiwała wściekle ścierką.
-Ja wam pokażę! Łobuzy!
-Coś się stało?- spytałem, podchodząc bliżej.
Dopiero wtedy ujrzałem szatynkę zbierającą z chodnika porozrzucane pomidory i ogórki. Tę samą, która kilka dni wcześniej w parku pomogła mi z moimi niesfornymi sznurówkami.
-Och, dobrze, że pana widzę!- ucieszyła się kobieta- Ma pan przy sobie telefon komórkowy? Mógłby pan zadzwonić po policję? Znam te dzieciaki, niech w końcu zapłacą za zniszczenia.
-Mamo, proszę cię- wtrąciła szatynka, nie podnosząc się z klęczek.- Mamy XXI wiek! Nie licz na czyjąkolwiek pomoc i …- urwała, gdy mnie rozpoznała.
-Może zdarzają się wyjątki?- uśmiechnąłem się, wykręcając odpowiedni numer.

***

-O, jesteś!- ucieszyła się szatynka, otwierając drzwi.- Moja mama już czeka z kolacją- dodała, wpuszczając mnie do środka.
-Nie mógłbym odmówić. W końcu mi pomogłaś.
-A ty mi- zauważyła dziewczyna.
-Czyli jesteśmy kwita?- objąłem ją w pasie ramieniem.
Po zjedzonym posiłku, usiedliśmy w jej pokoju na szerokiej, miękkiej kanapie. Założyłem ręce za głowę, rozglądając się po pomieszczeniu. Mój wzrok zatrzymał się na zdjęciu, przedstawiającym trzy dziewczyny. Z tym wyjątkiem, że dwie nie miały głów, ktoś ich twarze nierówno powycinał.
-Kim one były?- zagadnąłem, biorąc ramkę do ręki.
-Nie chcesz o tym usłyszeć- odparła dziewczyna, zabierając mi fotografię i wrzucając ją do kosza na śmieci.
-Jednak nalegam. Obiecuję, że nie będę się śmiał, ani nie powiem niczego, co mogłoby cię zranić- pogłaskałem ją po ramieniu.
Po chwili wahania szatynka rozpoczęła swoją opowieść. Wraz z nią przeżyłem jej ostatnie lata w szkole średniej: poniżanie bez powodu, głupie żarty, wyzwiska. Czułem jej smutek, kiedy niepewnie mówiła o tym, że żyła jak wyrzutek, całkiem odosobniona od społeczeństwa, odrzucona.
-Przepraszam, nie powinnam obarczać cię swoimi problemami- westchnęła, ocierając kilka kropel łez.
-Cieszę się, że się o tym dowiedziałem. I wiesz co? Jesteś bardzo silną osobą. W dodatku piękną. Tamci musieli ci czegoś zazdrościć, wierz mi. Pamiętaj, że zawsze cię wysłucham. Hej, mała- ująłem ją za brodę, by na mnie spojrzała.- Żyj tak, byś to ty była szczęśliwa, a nie ktoś inny. To twoje życie i przeżyj je po swojemu, jasne?
-Dziękuję, Zayn.


2.Dotknij.
Płatka śniegu i ciesz się jak małe dziecko, które dopiero poznaje uroki życia.
Aksamitnej skóry ukochanej osoby.
Porannej rosy na zielonkawej trawie.

Złapałem dziewczynę za rękę i pociągnąłem w stronę plaży. Gorący piasek łaskotał mnie w bose stopy.
-Hej!- zaśmiała się szatynka.- Przecież tu nikogo nie ma. Po co mnie przyprowadziłeś akurat tutaj?
-Chcę, byś dotknęła skrawka nieba- uśmiechnąłem się figlarnie, rozkładając koc w panterkę.
-Nie nadążam za twoim tokiem rozumowania, Zayn- stwierdziła, splatając włosy w warkocz.- Jesteś taki tajemniczy.
-Ale przyznaj, że to właśnie we mnie lubisz- przekomarzałem się z nią.
Dziewczyna pokiwała w zamyśleniu głową, po chwili opadając na koc. Przez pewien czas w milczeniu przyglądaliśmy się słońcu, które prawie całkowicie schowało się za horyzontem. Podałem szatynce koszyk z jedzeniem, by mogła wybrać sobie coś smacznego.
-Długo tu zostaniemy?- zapytała, podnosząc na mnie swój wzrok.- Zaraz zrobi się chłodniej- zauważyła, odgryzając kawałek kanapki.
-Na całą noc- zachichotałem, gdy ujrzałem jej zdziwione spojrzenie.- Nie, nie żartuję- dodałem poważnie.
Niebieskooka odstawiła na bok termos z herbatą i nieśmiało przysunęła się do mnie bliżej. Usiadłem za nią, pozwalając, by oparła się głową o moją klatkę piersiową.
-A teraz spójrz w górę- poleciłem z uśmiechem.
Po niebie sunęły meteoryty, z daleka wyglądające jak spadające gwiazdy z doczepionym ognistym ogonem. Dziewczyna z zachwytem patrzyła w nocny firmament. Splotła swoje palce z moimi, nieznacznie się przy tym rumieniąc. Mocniej ją przytuliłem, gdy usłyszałem:
-Mam nadzieję, że moje marzenie się spełni. Po części już się spełniło…


3.Poczuj.
Pierwsze promienie letniego słońca.
Zapach lasu, gdy zgubisz się w nim wraz z przyjaciółmi.
Smak prawdziwego uczucia.

Las wczesną jesienią wyglądał przepięknie. Niektóre liście już zmieniały swoją barwę, opadały na ścieżkę. Promienie słońca przedzierały się przez korony drzew, nadając temu miejscu swoistego uroku. Szedłem między klonami i brzozami, modląc się w duchu o to, by cel mojej wędrówki był bliżej niż nalej. „Droga przez las nie jest długa, jeśli idzie się nią, by spotkać osobę, którą się kocha”- przypomniały mi się słowa dziewczyny. Kiedy w oddali ujrzałem szatynkę, siedzącą na powalonym pniu, rozpromieniłem się.
-Jesteś- obdarzyła mnie ciepłym uśmiechem.
I wtedy po raz pierwszy naprawdę poczułem, że jestem dla kogoś kimś ważnym, ze zawsze mam do kogo pójść i porozmawiać… To było nowe uczucie, ale bardzo silne i … przyjemne.


4.Daj się ponieść.
Zrób coś szalonego.
Nie planuj, tylko działaj.
Spełniaj marzenia.

-Gotowa?- spytałem, zaciskając mocniej pas na biodrach.
Dziewczyna spojrzała na mnie ze strachem, ale pokiwała twierdząco głową.
-Przecież widzę, że tego nie chcesz- westchnąłem, zakładając jej kask.
-Ale zrobię to- mruknęła, poprawiając zaczepy na nogach.- Robiłeś to już kiedyś?- zagadnęła, próbując ukryć drżenie głosu.
-Kilka razy- uśmiechnąłem się.- Za pierwszym było najgorzej. To znaczy na początku, bo później euforia i adrenalina wzięły górę nad strachem.
-Bardzo pocieszające- rzekła szatynka, prostując się.- Obiecujesz, że mnie nie puścisz?
-A czy kiedykolwiek nie dotrzymałem danej ci obietnicy?- odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
-Pomogłem dziewczynie przejść na drugą stronę barierki. Spojrzałem w dół i sam lekko zadrżałem.
-Nie zapominaj o tym, że to ja się boję wody, nie ty- wtrąciłem, chcąc dodać jej otuchy.- O to w życiu chodzi, by pokonywać słabości.
-Gotowi?- spytał instruktor.
-Tak!- krzyknęła niebieskooka, łapiąc mnie w pasie.
Oparłem brodę na jej ramieniu, zmniejszając dystans między nami. Na trzy skoczyliśmy w dół, piszcząc przeraźliwie i już sam nie wiedziałem, czy ze strachu, czy radości. Lina drgnęła, ciągnąc nas ku górze, kiedy nasze włosy prawie zetknęły się z wodą. Bujaliśmy się kilka minut, nim podpłynął do nas instruktor na motorówce. Odczepiliśmy pasy i wpadliśmy do chłodnej rzeki.
-Jesteś szalony!- wrzasnęła szatynka, chlapiąc dookoła wodą.- To było genialne! Jeszcze raz?
-Na dziś mam dosyć- mruknąłem, łapiąc koło ratunkowe.
Dziewczyna zbliżyła się do mnie, odgarniając mokre włosy z czoła. Przyglądała mi się tajemniczo, słodko się przy tym uśmiechając.
-Wyglądasz jeszcze lepiej bez perfekcyjnie ułożonej fryzury- powiedziała, składając na mych ustach delikatny pocałunek.- A to forma podziękowania za to, że jesteś.
-Więc powinienem ci się odwdzięczyć- stwierdziłem, smakując jej warg.


5.Posłuchaj.
Rad dobrych ludzi.
Bicia Twojego serca, gdy jesteś blisko kogoś, kogo kochasz.
Ciszy i znajdź w niej ukojenie, bo czasem ona jako jedyna jest lekiem na ból.

-A teraz zamknij oczy. Odbieraj świat innymi zmysłami- poprosiła szatynka, zawiązując mi na oczach swoją czerwoną chustkę w białe paski.
-Mam udawać, żę jestem niewidomy?- zapytałem.
-Tak. Spróbuj poczuć coś, co niektórzy mają na co dzień. Zaufanie jest podstawą. Bez niego nie ma związku, przyjaźni. Łatwo je zniszczyć, a odbudować do końca nigdy się nie da- mówiła niebieskooka, prowadząc mnie do drzwi.
-Myślałaś kiedyś nad tym, by zostać psychologiem?- zaśmiałem się, rozpinając bluzę.
-Nie zagaduj mnie, tylko skup się. Idź. Przed tobą schody- rzekła, puszczając moją dłoń.
-Gdzie idziesz?- przestraszyłem się.- Jak mam zejść po stopniach, kiedy ich nie widzę?
-Musisz mi zaufać- usłyszałem jej głos gdzieś przed sobą.- No dalej! Prawa noga lekko do przodu…
Dziewczyna poinstruowała mnie, jak wykonać tak prostą czynność. Zadanie wymagało ode mnie nie tylko skupienia, ale także powierzenia swego zdrowia komuś innemu. A to niełatwe dla kogoś, kto zawsze był samowystarczalny i stronił od litości i czyjejś pomocy.
-Brawo, Zayn- pochwaliła mnie szatynka, ujmując me dłonie w swoje.- Jestem z ciebie dumna. Proszę cię tylko o jeszcze jedno- gdy oddam ci odebrany na chwilę wzrok, nie zapominaj o tym, jak się czułeś bez niego. Czasem dobrze wsłuchać się w otaczający cię świat i bicie twojego serca.
-Wiesz co ono mi właśnie powiedziało?- uśmiechnąłem się.
-Nie, ale zapewne zaraz się dowiem- odparła, ściągając chustkę z mojej głowy.
-Uwaga, cytuję: głupku, trzymaj się blisko niej, bo taka dziewczyna to prawdziwy skarb- powiedziałem, tuląc do siebie brązowowłosą.
-Niech zgadnę- zachichotała- Posłuchasz go, prawda?


6.Odejdź.
Gdy stwierdzisz, ze to jedyne dobre wyjście z sytuacji.
Ale nigdy nie zapominaj o tych chwilach i ludziach, którzy sprawili, że na Twej twarzy gościł szczery uśmiech.

Śmierć jest łatwa. Życie trudniejsze. Zrobiłem wszystko, by choć jedna osoba przez chwilę była szczęśliwa. Żałuję tylko, że moja egzystencja skończyła się tak szybko.

Mój Aniele,
Chciałbym Ci podziękować za ten wspólny miesiąc. Dużo się od Ciebie nauczyłem i naprawdę stałem się o niebo lepszym człowiekiem. Obudziłaś we mnie uczucia, których kiedyś nie znałem. Pomogłaś mi się podnieść i mam nadzieję, że wyciągniesz pomocną dłoń ku niejednej potrzebującej osobie. Nauczyłaś mnie, że trzeba być otwartym na świat, czułym na ludzką krzywdę. Mam nadzieję, że wybaczysz mi, iż nie powiedziałem Ci o mojej chorobie.
A kiedy znajdziesz się na zakręcie nie zapominaj, że za nim jest prosta droga i tylko od Ciebie zależy czy ruszysz dalej.
Twój kochający Zayn




~by Natalia