niedziela, 19 maja 2013

Goodbye.


Tried to walk together
But the night was growing dark

Po wielu przemyśleniach stwierdziłam, że jednak dobrze robię. Decyzję podjęłam już w lutym, ale Klara prosiła mnie bym dała sobie czas. Jednakże odchodzę. Dlaczego? Hm, a dlaczego nie?
Pisanie nie sprawia mi już takiej przyjemności, co niegdyś. Nie mam zapału, motywacji i chęci do pracy. Męczę się, tworząc. Ci, co to czytają-także. Oszczędzam więc straty czasu obu stronom. Nie chcę robić niczego na siłę.
Chciałabym podziękować Klarze za to, że prawie rok temu przyjęła mnie pod swoje skrzydła. Wiele się od Niej nauczyłam, wiele Jej zawdzięczam. Ten czas był cudowny i na pewno nigdy o nim nie zapomnę.
Słowa życzliwości kieruję też do tych, co czytali i komentowali moje prace. Bez Was nie napisałabym ani jednego słowa.

Moja przygoda z imaginami dobiega końca.
Na pożegnanie mogę rzec tylko… MASSIVE THANK YOU.!
Bye
______
Myślę, że powinnam jeszcze przeprosić. Jeśli kogoś zawiodłam x

Natalia

środa, 15 maja 2013

# 235. Liam.


To niewyobrażalnie niepojęte, jak w ciągu kilku minut można znienawidzić podwójną, ciągłą linię i przeciągły pisk. Kiedyś – urywany, piszczący dźwięk nadziei. Teraz – nuta przywodząca na myśl żałobę, koniec wszystkiego.
Mieliśmy mieć dla siebie dni, miesiące, lata. Czas miał mijać wolno, mieliśmy rozkoszować się rozkwitającymi kwiatami, prażącym słońcem, kolorowymi liśćmi, śnieżnobiałym puchem.
Nie płakałem. Tak naprawdę nie docierały do mnie wydarzenia dziejące się od ponad doby. To niemożliwe, niewyobrażalne, przerażające…
Ciskałem epitetami, niepojętymi jak cała ta sytuacja. Bo to nierealne.
Odsunąłem taboret, na którym przysiadłem. Musiałem stąd uciec, upewnić się, że to wszystko to jakiś niemądry, kiepski żart. Rozplotłem palce mojej ukochanej i moje, po czym opuściłem salę. Minąłem chłopaków, płaczącą matkę [T.I.] i wybiegłem z miejsca, które od dziś będzie dla mnie twierdzą, miejscem, w którym wszystko się skończyło.
Obiecałaś być. Obiecałaś mnie nie opuszczać. Miałaś być obok mnie na wieki. Czymże są te słowa teraz, kiedy przyszło mi się zmierzyć z końcem wszechświata?
Wybiegłem na istną ścianę deszczu, rozglądając się po okolicy, w niewiedzy przeczesując pamięć, w nadziei olśnienia. Gdzie miałem się udać?
Nogi same prowadziły mnie do odległego miejsca. Biegłem, a minuty mijały. Cóż znaczą teraz sekundy? Czym jest czas, który przyjdzie mi spędzić w samotności?
Deszcz mieszał się z moimi łzami, które pojawiły się pod moimi powiekami, jakby dopiero teraz mogły uwolnić mnie od rozgoryczenia i smutku.
Z każdą minutą byłem coraz bliżej granic miasta. Wbiegłem do małego lasu, tuż na obrzeżach Londynu, pozwalając nogom prowadzić się w głąb zielonego gaju.
- Obiecasz mi coś?
- Wszystko.
- Nie chcę wszystkiego. Chcę tylko jednego. Żebyś był.
- Na zawsze.
Gałęzie były skutecznym baldachimem, ochraniającym mnie przed opadem, który nadal zraszał miejsce mojego pobytu. Dotarłem do wysokiej sosny, zatrzymałem się koło niej i uczyniłem trzy kroki w lewo. W dziupli sędziwego dębu tkwiła nadal wiązka kwiatów i jedna, interesująca mnie rzecz. Wyjąłem ją delikatnie, uważając, by się nie rozpadła i wpatrywałem się w nią z nadzieją dostrzeżenia prawdy, nadziei.
Na tafli jeziora tworzyły się delikatne fale, których powodem był nadal padający deszcz. Wolnym krokiem przemierzyłem drewniany mostek i wsiadłem do mokrej już do cna łódki, która pomieścić mogła tylko dwie osoby. Dwie konkretne osoby.
Twoje palce zacisnęły się na mojej koszuli, a ja wzmocniłem uścisk. Bałaś się.
- Co teraz? – kwiliłaś, ocierając łzy.
Nie umiałem odpowiedzieć. Ale wiedziałem, że będziemy walczyć. Nie poddamy się.
- Będziemy walczyć. Dla tych dni, którymi los nas obdarzy, dla wspomnień, marzeń, planów.
- Razem.
Pokonanie kilku metrów nie były trudne. Wiosła z łatwością przecinały wzburzoną taflę jeziorka. Nim się spostrzegłem znajdowałem się już na środku zbiornika, chłonąc zimny deszcz i nadal nie spuszczając wzroku z twojej korony. Uśmiechałaś się, kiedy ją trzymałaś, kiedy dotykałaś delikatnych ozdób, kiedy wkładałaś ją na czubek głowy.
Nigdy nie zapomnę, jak twoje włosy lśniły w świetle słońca, jak unosił i plątał je wiatr, powodując u ciebie frustrację. Delikatnie piegi wieńczące twój nosek, który marszczył się wraz z uśmiechem, powodowały, że wyglądałaś jak leśny elfik.
Uśmiechałaś się do mnie. I to wystarczyło.
Wziąłem wianek  do rąk. Płatki ususzonych kwiatów delikatnie drżały pod wpływem moich trzęsących się dłoni. Już teraz, po kilku minutach braku ciebie popadałem w nostalgię. Stanąłem na łodzi, utrzymując równowagę. Deszcz nadal padał, spływał po mojej twarzy, szyi, dłoniach, ale ignorowałem krople, które dawały mi nawet swego rodzaju ulgę.
Podniosłem twarz ku górze i spojrzałem w niebo, które odsłaniały korony drzew. Przez ciężkie chmury zaczynało przebijać się słońce.
- [T.I.]…
- Jestem tu, kochanie.
- Wiem, że cię zawiodłem. Nie dałem ci oparcia. Złamałem się.
- Liamie, jesteś najdroższym człowiekiem, jakiego spotkałam. Nie myśl, że mam ci coś za złe. Jakże bym mogła?
- A jednak. Przepraszam.
- To ja przepraszam. Nie dałam rady, nie wytrwałam. Okazałam się za słaba.
- Jak możesz tak mówić?
- Już mnie nie ma. Nie ma mnie z tobą, Liamie. Przegrałam.
Przełknąłem ślinę i przymknąłem oczy, przywołując obraz ukochanej.
- Pomyślałem, że chciałabyś mieć go przy sobie. Należy do ciebie, zawsze go ubierałaś, będąc przy mnie.
Wierna mistyfikacja o twoim wyglądzie, którą miałem przed oczami, uśmiechnęła się delikatnie. Twoje słowa niósł delikatny wiatr. A może były one tylko moim wymysłem?
- Dziękuję. Liamie…?
- Tak?
- Nie zapomnij o mnie, proszę.
Snop promienia słonecznego padł na dziób łódki. Przysunąłem się bliżej niego, po czym położyłem delikatnie wianek na tafli wody, popchnąłem go w bliżej nieokreślonym kierunku i mruknąłem tylko, mając nadzieję, że usłyszysz:
- Nigdy, [T.I.].


~by Klara. 

 Musicie mi wybaczyć denną fabułę. Przepraszam. Znalazłam tego imagina w zbiorze z lutego '12 roku, poprawiłam tylko błędy, bo nie dałabym rady nic nowego napisać. :) Przepraszam, że ponownie smutny. Nie chciałam. ;c
 W przyszłym tygodniu nie dodam nowego opowiadanka, gdyż wyjeżdżam na wycieczkę. ; ))
 PS: Podekscytowane niespodzianką od 1D? :D Ja osobiście - strasznie. Jak myślicie, co to będzie? x

poniedziałek, 13 maja 2013

# 234. Niall.

Pamiętam…
Jeszcze te kilka ostatnich chwil spędzonych w Twoim towarzystwie. Pamiętam dokładnie każdą minutę. Widzę Twoje podkrążone oczy, a Twoja tęczówki nie dają takiego blasku, nie widzę w nich radosnych iskierek.
Mówią, że oczy są odzwierciedleniem naszej duszy.
Jeśli to prawda, to byłeś wrakiem. Twoja egzystencja nie była pusta, pozbawiona jakichkolwiek dóbr. Byłeś wartościowym, niezniszczonym człowiekiem. Miałeś przyjaciół, rodzinę, mnie. Wierzę, że byłeś dla mnie idealny. Nadal jesteś. Kochanie ja nadal trzymam Cię w sercu. Nadal rozpamiętuję Twoją stratę. Nadal czuję ból. Nadal nie umiem się pogodzić z tym, co zaszło.
Jak co dzień w Londynie padał deszcz. Wróciłam z pracy, rozłożyłam mokre ubrania na ciepłym kaloryferze i położyłam się na wygodnej sofie. Po chwili podniosłam się z niej i usiadłam na parapecie.  Spoglądałam tęsknie w okno. Wypatrywałam Twojej sylwetki, pośród ludzi spieszących się do domów i zasłaniających swoje głowy gazetami, tym samym próbując uchronić się przed kroplami deszczu. Oparłam głowę o ścianę i westchnęłam z rezygnacją. Kolejny raz się spóźniałeś. Nie miałam Ci tego za złe. Wiedziałam jak wiele poświęceń wymaga Twoja praca. Usłyszałam trzask drzwi. Momentalnie uniosłam się w górę i wyprostowałam jak struna. Spojrzałam w stronę, z której dochodził hałas. Stałeś tam Ty, cały mokry i czerwony ze złości. Wolno do Ciebie podeszłam i przytuliłam Cię. Nie zwracałam uwagi na to, że pomoczysz mi suche ubrania. Potrzebowałeś mojej bliskości. Zadarłam głowę w górę i spojrzałam w Twoje błękitne oczy.
- Co się stało? – zapytałam z troską i pogłaskałam Cię delikatnie po policzku.
- Wyjeżdżamy w trasę – burknąłeś w moją stronę i z Twojego policzka spłynęła jedna łza, a za nią potoki świeżych, których nie hamowałeś. Spojrzałam na Ciebie ze smutkiem w oczach. Wiedziałam, że nie chcesz jechać, że najchętniej zostałbyś tutaj, w Londynie. Nie potrzebowałeś mi tego mówić, Twoje oczy zdradzały wszystko.
- Będzie dobrze – pocieszyłam Cię. Przenieśliśmy się z rozmową do kuchni. Usiadłeś na stołku i ukryłeś twarz w dłoniach.
- [T.I.]!  nic nie będzie dobrze! – wykrzyknąłeś wściekły – wyjeżdżamy jutro. O 10 mamy samolot.
Spojrzałam na Ciebie z niedowierzaniem i osunęłam się po ścianie. Nie rozumiałam czemu chcą mi Cię zabrać tak nagle. Czemu nie powiedzieli mi nic wcześniej? Czemu to ukrywali? Wyszłam z kuchni i wróciłam do salonu. Zajęłam moje stałe  miejsce i tak jak przed Twoim przyjściem usiadłam na parapecie.
- Przepraszam – usłyszałam Twój cichy szept nad moim uchem. Odwróciłam się wolno w Twoją stronę i złożyłam długi pocałunek na Twoich ustach.
-  To w końcu Twoja praca- rzekłam i poszłam na górę.
Jeszcze czuję smak Twoich ust na moich. Czuję ich delikatną fakturę, miękkość, pełny kształt. Uwielbiałam Twoje długie pocałunki, którymi pokazywałeś jak bardzo Ci na mnie zależało.
- Zadzwonisz? – spytałam się i zaglądnęłam w Twoje oczy. Widziałam w nich ból.
- Obiecuję -  uśmiechnąłeś się blado i po raz ostatni mnie pocałowałeś. Wylewałam potoki łez, moczyłam Twoją świeżą koszulkę i na końcu patrzyłam jak odchodzisz w stronę hali odlotów. Bałam się o Ciebie.
Wróciłam do domu rozkojarzona i zmęczona. Poszłam się umyć. Zrobiłam sobie kolację i usiadłam w salonie, na kanapie. Włączyłam telewizor. Przełączałam kanały aż w końcu natrafiłam na wiadomości. Kiedy usłyszałam ich treść zemdliło mnie. Prezenter opowiadał  o młodym, brytyjsko –irlandzkim boys bandzie , którego samolot rozbił się niedaleko lotniska we Frankfurcie. Jedzenie, które przed chwilą zjadłam podskoczyło mi do gardła. Cały czas tliła się we mnie nadzieja, że to tylko nieudolny żart. Dopiero, gdy mój telefon się r0zdzwonił, przekonałam się, że to nie żart. Po odebraniu pierwszego połączenia i rozmowie z moja przyjaciółką aparat wypadł z mojej ręki, a ja zaniosłam się szlochem. Pobiegłam na górę i szybko wpakowałam do małej walizki najpotrzebniejsze rzeczy.  Cały czas nie docierało do mnie co się tak naprawdę stał. Strzępki informacji, bałagan i mętlik w głowie. Samolot, 12:37 , katastrofa, Frankfurt, śmigłowiec, szpital, Londyn, sala operacyjna. Wsiadłam do samochodu i ruszyłam do najbliższego i największego szpitala w Londynie. Wybiegłam jak poparzona z auta i sprintem dobiegłam do Twojej Sali.
Jeszcze mam ten obraz. Nadal Cię widzę. Takiego smutnego, chorego, poranionego, pod tą aparaturą, tysiącem kabli i urządzeń. Tak bardzo chciałam się z Tobą zamienić. Skrócić Twoje cierpienie. Gdybym mogła przejęłabym je na siebie.
Pielęgniarka wskazała mi Twoją salę. Po chwili już tam byłam. Trzymałam Cię za rękę. Na chwilę otworzyłeś oczy, wtedy zauważyłam jaki zmęczony i wycieńczony jesteś. Odgarnęłam Twoje jasne włosy z czoła i spojrzałam na Ciebie. Uścisnąłeś lekko moją dłoń i wyszeptałeś:
- Kocham Cię.
Twoje piękne oczy powoli się zamykały. Aparatura zaczęła piszczeć, lekarze przybiegli do Sali, wyprosili mnie z niej. Słyszałam krzyk pielęgniarek, sanitariuszy. Po chwili lekarz wyszedł z Sali i smutnym głosem oznajmił mi:
- Bardzo mi przykro – wypowiedział tą znaną regułkę i odszedł zostawiając mnie samą. To były ułamki sekund, kiedy straciłam wszystko.  Patrzyłam tępym wzrokiem w białą ścianę, i osuwałam się powoli na podłogę.  Schowałam twarz, podkuliłam nogi i pozwoliłam łzom  cieknąć.
Jeszcze widzę Ciebie jak przez mgłę. Chciałabym wrócić do tych momentów, kiedy mnie denerwowałeś, albo kiedy próbowałeś tej swojej miny zbitego psa, by wyłudzić ode mnie kanapkę. Niall, Niall.
Twój pogrzeb. Nie chciałabym go pamiętać, nie chciałabym go nawet wspominać. Moje wspomnienia są tak niewyraźne, jak rysunek namalowany przez pięcioletnie dziecko.
Weszłam do Kościoła, ubrana na czarno. Z bukietem czerwonych róż. Takie jak kochałeś. Pamiętam jak mi powtarzałeś, że na swoim pogrzebie chciałbyś mieć właśnie takie kwiaty. Wtedy śmiała się z Ciebie. Pamiętasz? Nie wierzyłam, że umrzesz wcześniej ode mnie. To stwierdzenie było tak paradoksalne.
Z kamienną twarzą usiadłam w ławce, koło Twojej mamy. Kobieta ledwo się trzymała. Wstrząsały nią spazmatyczne drgawki i nieopanowany szloch. Na środku Kościoła stała Twoja trumna, w której leżałeś. Była otwarta, tak, by każdy mógł się z Tobą pożegnać. Podeszłam wolno do brązowej trumny. Byłeś ubrany w czarny garnitur, w ręce trzymałeś czerwoną różę. Pochyliłam się nad Tobą, spojrzałam na Ciebie. Miałeś zamknięte oczy, Twoje usta były sine, a ciało zimne jak kamień. I dopiero wtedy do mnie dotarło. Że już nigdy się nie zaśmiejesz, nigdy już nie spojrzę w te Twoje piękne, błękitne jak bezchmurne niebo oczy. Nigdy nie dotknę Twoich idealnych włosów, a moje wargi nigdy już nie złączą się z Twoimi. Z moich oczu zaczęły wyciekać łzy, kapały na mój płaszcz. Nie mogłam ich powstrzymać. Twój brat odciągnął mnie od trumny. Nie mogłam pogodzić się z Twoim odejściem, byłam jak otumaniona. Patrzyłam na ołtarz i starałam się w nim doszukać czegoś, co zwróciłoby moją uwagę. Zadzwoniły dzwonki, tym samym wybijając mnie z transu. Ksiądz odmówił modlitwę, przeprowadził mszę. Nadszedł czas. Od tyłu weszli jacyś mężczyźni  w czarnych szatach. Podnieśli wieko i powoli ustawili je na trumnie. Patrzyłam na nich oszołomiona. Chciałam do nich podbiec, powiedzieć, że Ty się zaraz obudzisz. Chciałam ich prosić, żeby mi Cię nie zabierali. Po raz kolejny zatrzymał mnie Twój brat. Jego żona wzięła mnie w objęcia i tuliła  jak małe dziecko. Wyszliśmy z Kościoła, a gdy tylko Twoja trumna przekroczyła próg Kościoła z nieba lunął deszcz. Przez myśl przemknęło mi zdanie, które wypowiadała moja mam za każdym razem, gdy ktoś umierał. Ktoś ważny. „ Pan Bóg płacze kochanie.” Może to i racja?  Szłam za Księdzem i przez cały czas pochodu mój wzrok był wbity w trumnę. W Twoją trumnę. Ułożyli ją na podeście i powoli spuszczali do wcześniej wykopanego dołu. Chciałam krzyczeć. Krzyczeć, że są głupi, że Ty tutaj jesteś, że przecież Ty zaraz wstaniesz i rzucisz mi się w ramiona. Ale to i tak nic by nie dało. Twoja trumna została ułożona w grobie. Rzuciłam bukiet róż do dołu. Tęsknym wzrokiem patrzyłam w tamtą stronę. Wiesz jaką miałam ochotę wskoczyć tam do Ciebie? Jak bardzo pragnęłam znaleźć się koło Ciebie?
Jeszcze czuję smak Twoich ust, ostatni pocałunek jak przez mgłę. Czuję Twoje silne ramiona otulające mnie, gdy było zimno. W których czułam się bezpiecznie. W których chciałam budzić się codziennie, zasypiać i umierać. Chciałam słyszeć Twój delikatny głos usypiający mnie jak najpiękniejsza kołysanka. Chciałam byś już zawsze grał mi na gitarze i obdarowywał mnie swoją miłością. Nie wiem dlaczego, ale zawsze myślałam, że będziemy nieśmiertelni. Że nic nie będzie w stanie nas rozdzielić. Dzisiaj przypominam sobie słowa Księdza:
Dzieci! Śmierć niczego nie zmienia. To okres przejściowy. Każdy ma zadanie, tutaj na Ziemi.  Każdy musi je wypełnić. Jeśli to zrobi będzie spełniony, jeśli nie, Bóg daje mu kolejną szansę. Nie lękajcie się. Pomyślcie, że nasi bliscy, którzy odeszli na tą drugą stronę, czują się lepiej. Człowiek chce wiedzieć wszystko, znać odpowiedź na każde pytanie. Śmierć jest niewytłumaczona, dlatego tak bardzo jej się boimy. Nie jesteśmy nieśmiertelni, ale jaki sens miałoby życie, gdyby kończyło się wraz ze śmiercią? Jaki? Żadnego. Dlatego życie na Ziemi to tak naprawdę przedsmak życia. Życia wiecznego.  Zapamiętajcie. Cokolwiek by się działo, nie smućcie się. Bądźcie silni, nie dajcie się przestraszyć. Śmierć chce Was zniszczyć, bo wie, że w starciu z dobrem nie ma szans. Nie pozwólcie jej wygrać.
Miał rację. Dzisiaj, kiedy codziennie przychodzę na Twój grób, kochanie,  potrafię siedzieć godzinami, płakać i użalać się nad losem. Ale zawsze zanim pójdę do domu, dziękuję Bogu, że pozwolił mi poznać czym jest prawdziwa miłość, jak bardzo w życiu jest ważna i dziękuję losowi, że na mojej drodze postawił Ciebie.
Na zawsze w moim sercu, Niall. Kocham Cię, [T.I.]
______________________________________________
Na dzisiaj żegnam się z Wami na 3 tygodnie. Za tydzień wyjeżdżam na wycieczkę do Londynu, więc to jasne, że nie będę miała czasu napisać czegokolwiek, a do tego dochodzi jeszcze szkoła i oceny, które wyglądają cóż  nie za ładnie. Jeszcze jedna prośba. Czy jest tutaj jakaś uzdolniona i kochana dziewczyna albo nawet więcej, która mogłaby zrobić mi szablon i nagłówek do mojego opowiadania. Z Harrym zaznaczam:) Zgłaszajcie się tutaj : agacia1805@gmail.com



~by Agata.