wtorek, 28 maja 2013

The end.


Czy nie zastanawiałyście się jak to będzie, gdy chłopcy... nasi chłopcy... nasze One Direction zakończy swą przygodę? Nie zaśpiewa już nigdy, pozostanie jedynie w naszej pamięci. Za pewne dla Ciebie to nie jest zwykły boysband. Dla Ciebie to życie, right? Dla mnie też...

"Wyobraź sobie że za kilka minut One Direction zakończy swą historię, zakończy najlepsze lata każdej Directioner.


To właśnie za kilka minut... zakończy się to co miało trwać wiecznie. Zakończy się rozdział w życiu każdej Directioner. Chłopcy siedzieli w garderobie czekając na znak, że mogą wyjść. Cały budynek wypełniał śpiew "Forever Young". Pierwszy raz od tylu pięknych lat dało się słyszeć tylko śpiew pełen bólu, śpiew najwspanialszych fanów na świecie. Chłopcy zdali sobie sprawę jak wielki błąd popełniają. To nie powinno mieć nigdy. To miało być na zawsze.

Mężczyzna z ekipy dał im znak, że to już czas, unosząc kciuk do góry. Cała piątka wzięła głęboki oddech i weszła na scenę, która miała być ich ostatnią w życiu. Uśmiechnęli się, gdy zobaczyli jak wiele osób przyszło ich pożegnać.
Nie było słychać pisków, jak zazwyczaj było a jedynie brawa i krzyki "One Direction forever together", wszyscy klaskali, nieważna kim był. Każdy zdawał sobie sparawęże to wydarzenie jest wyjątkowe. Chłopcy przywitali się z fanami i krzyknęli czy są gotowi aby przeżyć wszystko jeszcze raz. Zaczęli od najnowszych piosenek kończąc na tych pierwszych z x-factora. Kamery i kamerzyści krążyli dookoła, próbując uchwycić każdy moment, by miliony fanów na całym świecie, którzy siedzieli przed telewizorami lub monitorami, mogli przeżywać tą chwilę razem. Chłopcy mimo szlochów i bólu próbowali być szczęśliwi, ale nie udawało się im to zbytnio bo im starsze piosenki tym więcej łez u fanów jak i u nich. W przerwie między śpiewaniem, na ogromnym ekranie na scenie, puszczane były filmiki, przedstawiające najważniejsze i najśmieszniejsze momenty w karierze One Direction. Były też filmiki od fanów z całego świata, którzy w kilku słowach dziękowali i mówili za co ich kochają.

Ostatni koncert zbliżał się do końca, One Direction zbliżało się do końca. Po Viva La Vida nadeszła pora na Torn. (wyobraź sobie - jesteś tam, z nimi i słyszysz tą piosenkę -
< kliknij >) Każdy fan złapał się za ręce z osobami obok, nie ważne, jakiej płci była ta osoba, orientacji czy karnacji. Ważne było tylko to, że jesteś tu, by pożegnać One Direction. Niall, Zayn, Harry, Liam i Louis stanęli na krańcu sceny, również złapali się za ręce i patrzyli na swoich fanów, którzy mimo płaczu, dokończyli piosenkę za nich. Z ich zaczerwienionych oczu wypływały łzy, wyznaczając mokre ścieżki na policzkach.

I'm wide awake and I can see the perfect sky is torn
You're a little late, I'm already torn.

Fani powrzucali na scenę pluszaki w kształtach czterolistnych koniczynek, kotków, żółwi, marchewek i lustereczek. Każdy kształt jakby symbolizował jednego z chłopaków, gdyż na samym początku fanom właśnie tak się oni kojarzyli.


-Dziękuję. Dziękuję, że byliście z nami przez cały ten czas-wyszeptał do mikrofonu Liam. Jego głos drżał i wypełniony był bólem.


-Byliście z nami przez cały czas. Patrzyliście jak dorastamy, jak osiągamy sukces i zmieniamy się. Byliście, kiedy robiliśmy to, co kochamy-powiedział Harry, uśmiechając się przez łzy.


-Pokochaliście nas całymi sercami. Oddaliście nam sporą cześć waszych nastoletnich lat, tylko po to, by wspierać nas w tym, co kochamy najbardziej. Mimo kłótni, afer i skandali, pozostaliście z nami. Kochamy was i zawsze będziemy. Nigdy o tym nie zapominajcie. To wszystko było zawsze tylko dla was-uśmiechnął się Louis, wycierając łzy.


-Nasza podróż okazała się piękniejsza niż mógłbym sobie wyobrazić i nigdy nie będę wam w stanie za to odpowiednio podziękować. Mogę jedynie powiedzieć "Dziękuję" i "Kocham was"!-krzyknął Zayn z rogu sceny.


-Nigdy nie zapomnimy o was i o tym wszystkim. Mamy tyle wspaniałych rzeczy, które będą nam przypominać o tym, jak wspaniałe życie prowadziliśmy, mając u boku najwspanialszych fanów na świecie-dodał po chwili Louis.


-Nie potrafię ubrać w słowa to, co chciałbym powiedzieć. To wszystko zawsze było dla was. Dziękuję za każdą chwilę, każdy uśmiech i każde słowo, które poświęciliście nam. Nigdy nie kochałem nikogo mocniej niż was, directioners, i za pewne nigdy nie pokocham-zakończył Niall wybuchając płaczem. Jego ręce trzęsły się jak oszalałe, i mikrofon wypadł mu z ręki.


Hala pokryła się ciemnością, wszystkie światła zgasły, wszyscy umilkli. Ekran za chłopcami rozjaśnił się, a po chwili wyświetliły się ich przesłuchania.





I'm Harry Styles.
I'm Niall.
I'm Zayn.
Hi, my name is Louis Tomlinson.
I'm Liam.





Światła ponownie rozbłysły, oświetlając scenę. Chłopcy stanęli w małym kółku, przytulając się i płacząc w swoje szyje oraz ramiona. To był ich ostatni grupowy uścisk, zanim każdy odejdzie w swoją stronę, próbując odnaleźć się w normalnym życiu. Ostatni uścisk, jako najbardziej znany boysband w historii.


Stanęli na krańcu sceny. Ich twarze były już opuchnięte i zaróżowione od płaczu. Trzęsącymi się rękoma przyłożyli mikrofon do ust i drżącym głosem powiedzieli:


-Żegnajcie, byliśmy One Direction.


Stali, wciąż patrząc na fanów, którzy płacząc, klaskali i krzyczeli nazwę ich już byłego zespołu. Stali, nie pozwalając sobie nawzajem odejść. Czas wydał się jakby zatrzymać. Świat zdał się zatrzymać tylko po to, by pożegnać piątkę chłopców, którzy zaczynali, mając tylko marzenia, by stać się wokalistami.


Pierwszy ze sceny zszedł Harry, nie będąc już w stanie patrzeć na ból w oczach fanów i swoich przyjaciół, swoich czterech braci, których pokochał całym sercem. Tuż za nim podążył Louis, łapiąc go za rękę i splątując ich palce w pocieszającym geście. Z ich oczu wciąż płynęły łzy, które nie ułatwiały im widoczności. Po chwili dołączyli do nich Zayn i Liam, którzy również nie mogąc patrzeć na tęskne i nieco zawiedzione spojrzenia fanów, zbiegli ze sceny, potykając się o własne nogi, gdyż płacz i śluz z nosa zasłoniły im wszystko. Ostatni wszedł do szatni Niall, gdyż jeszcze przez chwilę stał na scenie, patrząc na rozciągającą się na wiele setek metrów widownię. Machał do fanów, a z jego policzków kapały łzy, które spadały na ziemię, rozpryskując się. Machał, zastanawiając się, jak to się stało, że to jest koniec, skoro to miało być wieczne.


W szatni, Louis obejmował ramieniem Harry'ego, który siedział na kanapie i trząsł się i co chwilę zanosił się coraz głośniejszym płaczem. Liam siedział pod ścianą, opierając łokcie na kolanach. Po jego policzkach spływały łzy. Dopiero teraz naprawdę uderzyło w niego, że to koniec wszystkiego. Po pokoju chodził Zayn. Jego białka były przekrwione i zaczerwienione od płaczu. Policzki miał różowe i wilgotne. Nerwowo próbował odpalić papierosa, nie przejmując się tabliczką, która tego zakazywała. Zapalniczka nie działała, dlatego ze złością cisnął nią o ścianę, a po chwili osunął się na kolana i zaczął wyć żałośnie.


Niall wszedł powoli wycierając łzy, śpiewając tylko cicho:

Forever young, I wanna be forever young
Do you really want to live forever, forever or never?

To na zawsze już koniec, przepraszamy was i... Dziękujemy wam Directioners za wsparcie i za miłość."
całość skopiowana; oryginał:  http://www.twitlonger.com/show/n_1rkgu67



No właśnie. 
Zapewne domyślacie się, że to nie jest zwykły imagin, zwyczajny post. I nie pomyliliście się.
Nadszedł czas rozstania.
Wiem, że tymi słowami w jakiś sposób Was krzywdzę, ale nie podołałam. Na tę decyzję miało wpływ mnóstwo czynników, poczynając od szkoły, kończąc na chęciach i wenie. Nasz skład pomału się wykruszał, najpierw odeszła Julia, później Natalia… Teraz czas na mnie. Nie chcę Was zamęczać koszmarnymi opowiadaniami, jako że to nie sprawia przyjemności ani mnie, ani Wam.
Chciałam podziękować trójce wspaniałych redaktorek, bez których ten blog by nie istniał. Ale najważniejsze podziękowania składam Wam, czytelnikom, którzy byliście z nami, czytaliście, komentowaliście, ocenialiście. To było naprawdę cudowne 13 miesięcy, ale wszystko ma swój koniec.
Każdego dnia, o każdej porze każda z redaktorek może tu wrócić. Kto wie, może kiedyś dane nam będzie spotkać się w tym samym gronie i napisać coś ponownie, choćby kilka słów.
Może kiedyś ogłoszę nabór, poproszę Was o pomoc w ponownym ‘rozkręceniu’ bloga.
Może. Ale dość z gdybaniem.
Bloga http://imaginy-one-direction-fans.blogspot.com/ uważam za zamkniętego.


Po raz ostatni <?>:
~ by Klara.

niedziela, 19 maja 2013

Goodbye.


Tried to walk together
But the night was growing dark

Po wielu przemyśleniach stwierdziłam, że jednak dobrze robię. Decyzję podjęłam już w lutym, ale Klara prosiła mnie bym dała sobie czas. Jednakże odchodzę. Dlaczego? Hm, a dlaczego nie?
Pisanie nie sprawia mi już takiej przyjemności, co niegdyś. Nie mam zapału, motywacji i chęci do pracy. Męczę się, tworząc. Ci, co to czytają-także. Oszczędzam więc straty czasu obu stronom. Nie chcę robić niczego na siłę.
Chciałabym podziękować Klarze za to, że prawie rok temu przyjęła mnie pod swoje skrzydła. Wiele się od Niej nauczyłam, wiele Jej zawdzięczam. Ten czas był cudowny i na pewno nigdy o nim nie zapomnę.
Słowa życzliwości kieruję też do tych, co czytali i komentowali moje prace. Bez Was nie napisałabym ani jednego słowa.

Moja przygoda z imaginami dobiega końca.
Na pożegnanie mogę rzec tylko… MASSIVE THANK YOU.!
Bye
______
Myślę, że powinnam jeszcze przeprosić. Jeśli kogoś zawiodłam x

Natalia

środa, 15 maja 2013

# 235. Liam.


To niewyobrażalnie niepojęte, jak w ciągu kilku minut można znienawidzić podwójną, ciągłą linię i przeciągły pisk. Kiedyś – urywany, piszczący dźwięk nadziei. Teraz – nuta przywodząca na myśl żałobę, koniec wszystkiego.
Mieliśmy mieć dla siebie dni, miesiące, lata. Czas miał mijać wolno, mieliśmy rozkoszować się rozkwitającymi kwiatami, prażącym słońcem, kolorowymi liśćmi, śnieżnobiałym puchem.
Nie płakałem. Tak naprawdę nie docierały do mnie wydarzenia dziejące się od ponad doby. To niemożliwe, niewyobrażalne, przerażające…
Ciskałem epitetami, niepojętymi jak cała ta sytuacja. Bo to nierealne.
Odsunąłem taboret, na którym przysiadłem. Musiałem stąd uciec, upewnić się, że to wszystko to jakiś niemądry, kiepski żart. Rozplotłem palce mojej ukochanej i moje, po czym opuściłem salę. Minąłem chłopaków, płaczącą matkę [T.I.] i wybiegłem z miejsca, które od dziś będzie dla mnie twierdzą, miejscem, w którym wszystko się skończyło.
Obiecałaś być. Obiecałaś mnie nie opuszczać. Miałaś być obok mnie na wieki. Czymże są te słowa teraz, kiedy przyszło mi się zmierzyć z końcem wszechświata?
Wybiegłem na istną ścianę deszczu, rozglądając się po okolicy, w niewiedzy przeczesując pamięć, w nadziei olśnienia. Gdzie miałem się udać?
Nogi same prowadziły mnie do odległego miejsca. Biegłem, a minuty mijały. Cóż znaczą teraz sekundy? Czym jest czas, który przyjdzie mi spędzić w samotności?
Deszcz mieszał się z moimi łzami, które pojawiły się pod moimi powiekami, jakby dopiero teraz mogły uwolnić mnie od rozgoryczenia i smutku.
Z każdą minutą byłem coraz bliżej granic miasta. Wbiegłem do małego lasu, tuż na obrzeżach Londynu, pozwalając nogom prowadzić się w głąb zielonego gaju.
- Obiecasz mi coś?
- Wszystko.
- Nie chcę wszystkiego. Chcę tylko jednego. Żebyś był.
- Na zawsze.
Gałęzie były skutecznym baldachimem, ochraniającym mnie przed opadem, który nadal zraszał miejsce mojego pobytu. Dotarłem do wysokiej sosny, zatrzymałem się koło niej i uczyniłem trzy kroki w lewo. W dziupli sędziwego dębu tkwiła nadal wiązka kwiatów i jedna, interesująca mnie rzecz. Wyjąłem ją delikatnie, uważając, by się nie rozpadła i wpatrywałem się w nią z nadzieją dostrzeżenia prawdy, nadziei.
Na tafli jeziora tworzyły się delikatne fale, których powodem był nadal padający deszcz. Wolnym krokiem przemierzyłem drewniany mostek i wsiadłem do mokrej już do cna łódki, która pomieścić mogła tylko dwie osoby. Dwie konkretne osoby.
Twoje palce zacisnęły się na mojej koszuli, a ja wzmocniłem uścisk. Bałaś się.
- Co teraz? – kwiliłaś, ocierając łzy.
Nie umiałem odpowiedzieć. Ale wiedziałem, że będziemy walczyć. Nie poddamy się.
- Będziemy walczyć. Dla tych dni, którymi los nas obdarzy, dla wspomnień, marzeń, planów.
- Razem.
Pokonanie kilku metrów nie były trudne. Wiosła z łatwością przecinały wzburzoną taflę jeziorka. Nim się spostrzegłem znajdowałem się już na środku zbiornika, chłonąc zimny deszcz i nadal nie spuszczając wzroku z twojej korony. Uśmiechałaś się, kiedy ją trzymałaś, kiedy dotykałaś delikatnych ozdób, kiedy wkładałaś ją na czubek głowy.
Nigdy nie zapomnę, jak twoje włosy lśniły w świetle słońca, jak unosił i plątał je wiatr, powodując u ciebie frustrację. Delikatnie piegi wieńczące twój nosek, który marszczył się wraz z uśmiechem, powodowały, że wyglądałaś jak leśny elfik.
Uśmiechałaś się do mnie. I to wystarczyło.
Wziąłem wianek  do rąk. Płatki ususzonych kwiatów delikatnie drżały pod wpływem moich trzęsących się dłoni. Już teraz, po kilku minutach braku ciebie popadałem w nostalgię. Stanąłem na łodzi, utrzymując równowagę. Deszcz nadal padał, spływał po mojej twarzy, szyi, dłoniach, ale ignorowałem krople, które dawały mi nawet swego rodzaju ulgę.
Podniosłem twarz ku górze i spojrzałem w niebo, które odsłaniały korony drzew. Przez ciężkie chmury zaczynało przebijać się słońce.
- [T.I.]…
- Jestem tu, kochanie.
- Wiem, że cię zawiodłem. Nie dałem ci oparcia. Złamałem się.
- Liamie, jesteś najdroższym człowiekiem, jakiego spotkałam. Nie myśl, że mam ci coś za złe. Jakże bym mogła?
- A jednak. Przepraszam.
- To ja przepraszam. Nie dałam rady, nie wytrwałam. Okazałam się za słaba.
- Jak możesz tak mówić?
- Już mnie nie ma. Nie ma mnie z tobą, Liamie. Przegrałam.
Przełknąłem ślinę i przymknąłem oczy, przywołując obraz ukochanej.
- Pomyślałem, że chciałabyś mieć go przy sobie. Należy do ciebie, zawsze go ubierałaś, będąc przy mnie.
Wierna mistyfikacja o twoim wyglądzie, którą miałem przed oczami, uśmiechnęła się delikatnie. Twoje słowa niósł delikatny wiatr. A może były one tylko moim wymysłem?
- Dziękuję. Liamie…?
- Tak?
- Nie zapomnij o mnie, proszę.
Snop promienia słonecznego padł na dziób łódki. Przysunąłem się bliżej niego, po czym położyłem delikatnie wianek na tafli wody, popchnąłem go w bliżej nieokreślonym kierunku i mruknąłem tylko, mając nadzieję, że usłyszysz:
- Nigdy, [T.I.].


~by Klara. 

 Musicie mi wybaczyć denną fabułę. Przepraszam. Znalazłam tego imagina w zbiorze z lutego '12 roku, poprawiłam tylko błędy, bo nie dałabym rady nic nowego napisać. :) Przepraszam, że ponownie smutny. Nie chciałam. ;c
 W przyszłym tygodniu nie dodam nowego opowiadanka, gdyż wyjeżdżam na wycieczkę. ; ))
 PS: Podekscytowane niespodzianką od 1D? :D Ja osobiście - strasznie. Jak myślicie, co to będzie? x