poniedziałek, 9 kwietnia 2012

# 11. Zayn .


 Podczas czytania tego imaginu, słuchajcie tego: <klik>
___________________________________________________________

Idę do parku. W uszach mam słuchawki, a w nich rozbrzmiewają dźwięki utworów, które najbardziej lubię. Nie zauważam czerwonego światła uniemożliwiającego mi przejście po pasach. Ostatnie, co słyszę to pisk opon hamującego samochodu. A potem już tylko ciemność... (...)
      Budzę się z ogromnym bólem głowy. Próbuję dotknąć ręką czoła, lecz nie mogę jej zlokalizować. Nie czuję jej. Otwieram oczy i razi mnie ostre jasne światło. Nie wiem, gdzie jestem. Dookoła mnie wszystko jest w kolorze białym: ściany, sufit, drzwi, pościel, krzesła, stół... Jedynym odmiennym obiektem jest postać siedząca w kącie, na jednym z siedzisk. Rozpoznaję w niej chłopaka. Przypomina mi kogoś, lecz nie mogę sobie przypomnieć jego tożsamości. Nagle aparatura przy moim łóżku zaczyna głośno piszczeć. Chłopak wzdryga się, spogląda zdezorientowany na urządzenie. W końcu jego wzrok pada na mnie. To... Niemożliwe. Na krześle siedzi Zayn Malik! Zrywa się z niego, podbiega do mojego łóżka i z ulgą mówi:
-           Dzięki Bogu!
Szok jest tak wielki, że nawet nie dociera do mnie, iż mówi po polsku. Chłopak chwyta mnie za rękę, ale nie czuję jego dotyku. Nie czuję nic, oprócz dotkliwego bólu czaszki.
-          Skąd ty... Jak... – zaczynam zachrypniętym głosem.
-          Cii... – szepcze nastolatek i głaszcze mnie po włosach, jednocześnie wciskając drugą ręką guzik przy moim łóżku.
-          Boli... – krzywię się, gdyż ból głowy staje się nie do zniesienia.
-          Wiem, zaraz ci coś dadzą na jego uśmierzenie – mówi i ponownie wciska przycisk.
-          Jak... Skąd ty... Przecież... – szepczę i przypominam sobie czerwone światło, auto pędzące w moim kierunku, pisk opon i ostatnie takty piosenki „Forever young” w słuchawkach.
-          To ja... To moja wina – mówi Zayn i ze zbolałą miną wpatruje się prosto w moje oczy. – Gdybym jechał wolniej...
-          Nie – przerywam mu. – To ja zawiniłam. Nie zauważyłam...
Do sali wchodzi pielęgniarka i nie pozwala mi dokończyć. Kobieta uśmiech się do mnie łagodnie, lecz w jej oczach widzę... Ból? Lęk? Strach? Nie... To smutek. Potworny smutek.
-          Zaraz przestanie boleć, kochanie – mówi i wstrzykuje do jednej z rurek połączonych z moją ręką mlecznobiałą substancję. – Twoi rodzice czuwali przy tobie całą noc, teraz poszli spać. Mam ich obudzić?
-          Nie, niech odpoczną – odpowiadam razem z Zayn’em.
Patrzę na niego, a następnie znów na pielęgniarkę.
-          Ale jak... ?Ale dlaczego...? – pytam i wpatruję się z przerażeniem w kobietę.
-          Ja ci opowiem – przerywa mi chłopak i ze smutkiem dostrzegam łzę spływającą po jego policzku.
Opowiedział. Trafiłam do szpitala, gdyż wpadłam pod jego samochód. Mam złamaną lewą rękę, lewą nogę i pękniętą czaszkę. Jednak to nie najgorsze. Lekarze podczas mojego pobytu w szpitalu wykryli u mnie nowotwór. Rak mózgu – tak brzmiał werdykt. Z każdym dniem jestem bliższa śmierci. Moi rodzice słysząc tą wiadomość, jak wynikało z opowieści Zayn’a, nie chcieli uwierzyć i posili lekarzy o dokładniejsze badania. Nic się nie dało zrobić. Gdyby nie wypadek, umarłabym wcześniej, a tak miałam spędzić z rodziną jeszcze około miesiąca. Czyż to nie dziwne? Gdyby nie wypadek byłabym teraz po drugiej stronie, a tak miałam jeszcze przed sobą miesiąc życia. Wybudzono mnie ze śpiączki (spałam ponad sześć tygodni – czy to możliwe, żeby po tak długim odpoczynku czuła zmęczenie?) i pozwolono wrócić do domu.
-          Ja... Tak mi przykro... To przeze mnie... – zawodził Zayn.
-          Tak, to przez ciebie – przerywam mu. – To przez ciebie nadal żyję. Mam jeszcze miesiąc życia. Czy to nie... zabawne? Nie żyłabym już, gdyby nie inne nieszczęście.
Odzyskuję czucie w kończynach. Rozprostowuję palce u rąk. Rada, że mogę ich użyć, biorę Zayn’a pod brodę, gdyż ucieka wzrokiem.
-          Nie znam cię długo, ale dzięki tobie żyję. Będę twoją dłużniczką do końca życia. Jeśli mogę coś dla ciebie zrobić...
-          W zasadzie... Jest takie coś. – Uśmiecha się pierwszy raz, odkąd się obudziłam. Muszę powiedzieć, że jest bardzo przystojny, a z uśmiechem mu do twarzy.
-          Co? – pytam, zadowolona, że choć trochę poprawił mu się nastrój.
-          Chciałbym... To znaczy... Czy mógłbym... Czy mogę... – jąka się,
Rozszyfrowuję jego zamiary. Zmieszany, odwraca wzrok, lecz gdy nasze spojrzenia znów się spotykają, chłopak pochyla się nade mną i delikatnie całuje mnie w usta.
Może to zabrzmi śmiesznie, ale czuję, że wszystko znajduje się na swoim miejscu. Ot, nudna sala szpitalna w ponurym i nijakim miasteczku nadała sens mojemu życiu.
* 2 miesiące później *
Byłam w domu. Wbrew przypuszczeniom lekarzy, przeżyłam dwa najcudowniejsze miesiące życia. Trzy tygodnie przed śmiercią, Zayn oświadczył mi się. Wzięliśmy ślub w kręgu najbliższych, lecz mój stan zdrowia nie pozwolił nam na huczne świętowanie. Mimo to był to najlepszy, najpiękniejszy, najbardziej wzruszający moment w moim życiu. Nawet teraz, będąc po drugiej stronie świata, pamiętam minę Zayn’a przypatrującego się każdemu mojemu krokowi, kiedy podążałam do ołtarza w białej sukni i welonie, z bukietem czerwonych róż. Na mojej twarzy gościł radosny uśmiech, który już nigdy nie opuścił mojego oblicza. Mimo że było coraz gorzej. Mimo że czułam się coraz bardziej wyczerpana. Szłam wtedy ku memu przeznaczeniu. (...)
Stoję w salonie i ze smutkiem patrzę na mamę w ramionach taty. Obydwoje płaczą. Zayn siedzi obok nich, wpatruje się pustym wzrokiem w ścianę, a po jego policzkach płyną łzy. Na stole przed nimi leży otwarty list, który im zostawiłam:

„Moi Kochami!
Wiem, że jest Wam ciężko. Mnie też. Jesteście najlepszymi, najukochańszymi, najopiekuńszymi, najcudowniejszymi ludźmi na ziemi. Wiem, że powinnam pisać już w czasie przeszłym, ale nie potrafię. Nie mogę dać się pokonać wyobrażeniu, że kiedyś Was stracę.
Mamo, Tato. Jesteście najlepszymi rodzicami na świecie. Kocham Was za kary, za szlabany, za wszystko, co zrobiliście, by wychować mnie jak najlepiej. Nie zawiodę Was. Nigdy. Nawet tam, kiedy już tam będę.
Zayn, skarbie. Dałeś mi siłę, by walczyć. Jesteś jak słońce w deszczowy dzień, śmiech pośród płaczu, nadzieja pomiędzy bólem. Jesteś wszystkim. Jesteś całym mną. Kocham Cię najbardziej na świecie. Nigdy o Tobie nie zapomnę. Zapamiętaj mnie taką, jak w dzień ślubu: uśmiechniętą, radosną... Twoją. Na zawsze.”




 --------------------------------------------------------------

Mój pierwszy smutny imagin . ; ) Co o nim sądzicie.? 

No i oczywiście, dziękuję Wam za przeszło pół tysiąca wejść ;* 

~by Klara

21 komentarzy:

  1. Cudowny! Więcej takich :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. mniej ieej wesolych Lou!!!!-WEW

      Usuń
  2. Jedno słowo : CUUUDNE . !! Ale strasznie się popłakałam ;( Mój TT : @Pati_LoOove_

    OdpowiedzUsuń
  3. Płaczę!!! Ale wzruszający. Kocham takie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Popłakałam się i to tak na serio...

    OdpowiedzUsuń
  5. popłakałam się ;c wspaniałe , ale proszę pisz ze szczęśliwym zakończeniem , bo ja tego nie zniosę .. :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja .. no . kurde ! nie wiem co napisać .. poprostu siedzę i ryczę ! ;(( genialnie piszesz .

    OdpowiedzUsuń
  7. ryczę jak bóbr...
    Cudowne! ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. cudneee !!!!!!!!gdy to czytam rycze to jest boskie ♥♥

    OdpowiedzUsuń
  9. Co o nim sądzimy?
    On jest cudowny!
    i pomyśleć, że to Twój pierwszy smuty imagin.
    To je się boję co będzie dalej.
    Znaczy nie zrozum mnie źle, jest cudowny!
    Pisze to i jeszcze ryczę.
    i mogę się założyć, żebym nie wiem ile razy go przeczytała, to za każdym razem będę płakać.
    płakać?- raczej RYCZEĆ jak idiotka.
    Imagin CUDOWNY!

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeszcze nigdy tak nie ryczałam dosłownie.Imagin przepiękny <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Szczerze jeszcze nigdy czytając różne opowiadania o 1D się nie połakałam ale ten był naprawde wyjątkowy Gratulacje NAPRAWDĘ !!

    OdpowiedzUsuń
  12. Cudny ;* Aż się popłakałam

    OdpowiedzUsuń
  13. Na końcu się popłakałam. Ostatnim razem tak ryczałam jak Zayn skręcił czy tam złamał nogę :'(
    Świetne !

    OdpowiedzUsuń
  14. Znowu rycze wtym dniu hyba 8 raz i to przez imaginy i tłumaczenia piosenek :P

    OdpowiedzUsuń
  15. Super. Poplakalam sie

    OdpowiedzUsuń
  16. Świetnie piszesz wszystkie imaginy ale ten byl przecudny tera siedze i rycze jak głupia :3

    OdpowiedzUsuń
  17. Cudo aż łza kręci się w oku

    OdpowiedzUsuń