niedziela, 29 lipca 2012

# 110 . Louis . część 1 .

Na wstępie: Przepraszam, że wczoraj nie było notki i przepraszam za imagin, który nie pasuje do Lou, ale trudno, obiecałam partowego Tomlinsona, więc proszę. ; ))
_________________________________________________

ELENA – siostra
TYLER – mąż siostry

-          Nie, lawenda będzie lepsza – uparcie przekonywałam siostrę, która chodziła w tę i z powrotem po olbrzymiej kwiaciarni wypchanej po brzegi różnorakimi roślinami, zastanawiając się przy tym, który bukiet kwiatów i ich aromat będzie najodpowiedniejszy, a ja służyłam jej radą. - Lawenda i frezja. Może jeszcze trochę kwiatu pomarańczy.
-          Zbyt odurzające – przerwała mi, po czym z westchnieniem, zwieszając wypielęgnowane ręce wzdłuż boków przyznała mi rację. – Lawenda i frezja. A bukiet...
-          Białe róże. – Podałam jej kształtny bukiecik rafinowanych kwiatów w materiałowej obwódce, przywodzącej na myśl wazonik, obwiązanych srebrną wstążeczką.
Elena spojrzała na mnie z uwielbieniem. Zaśmiałam się cicho, podeszłam do drobnej brunetki i wzięłam ją w objęcia.
-          Co ja bym bez ciebie zrobiła...? – wyszeptała mi na ucho, mocno mnie przytulając.
-          Byłabyś skazana na wybory mamy – odmruknęłam, na co Elena się wzdrygnęła. – Daj spokój, nie będzie tak źle...
-          Przypuszczam, że wybór sukni ślubnej to będzie komedia.
Uśmiechnęłam się do siebie. Siostra mówiła prawdę. Mama przeżywała zaślubiny Eleny i jej wybranka dużo dotkliwiej, niż sama para młoda. Starała się być w każdym miejscu na raz, pojawiała się wszędzie, gdzie tylko trzeba było coś załatwić, zaprowadzała porządek i dyrygowała sprawami organizacyjnymi, czego skutkiem był nadmierny czas wolny dla mojej siostry, podczas którego zjadały ją nerwy.
Po wybraniu wystroju sali udałyśmy się do salonu sukien ślubnych. Przechodziłam przez cały lokal kilkukrotnie, dotykając z uwielbieniem jedwabnych i satynowych materiałów, podziwiając zgrabne szycia, majestatyczne wzory ozdób i delikatne falbanki wykończeń, a przed oczami miałam fantazyjne obrazy, w których to stoję przed ołtarzem, tuż obok wybranka swojego serca i ślubuję mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz że go nie opuszczę aż do śmierci... Marzenia. Gdybym ja kiedyś miała takie szczęście jak podekscytowana teraz Elena i wychodziła za mąż, wybrałabym prostą, zgrabną suknię bez zbytecznych ozdób, gdyż ceniłam prostotę i nie lubiłam sowitego przepychu.
Siostra w tym czasie zdążyła przebrać się już we wcześniej przygotowaną suknię, którą po wielu namowach zgodziła się uznać nasza matka i sunęła w niej dostojnie w moim kierunku. Na jej widok nie opanowałam wzruszenia.
Długi do ziemi tren ozdabiały cekiny i perły, gorset natomiast był prosty, sznurowany na plecach jedwabnymi wstążeczkami, a wcięta talia i bezaty dół przywodziły na myśl odwrócony kwiat kalii. Materiał, z którego uszyto owe cudo cechował się odcieniem kości słoniowej, co świetnie harmonizowało z jasną karnacją Eleny.
-          Wyglądasz... – wykrztusiłam, a moja towarzyszka obróciła się wokół własnej osi, by zaprezentować, jak falbany wdzięcznie wznoszą się i opadają z każdym jej pełnym gracji ruchem. - ... pięknie.
-          Aż dziw, że mama zgodziła się ją wybrać, prawda? – zaśmiała się rozradowana i przygładziła subtelnie materiał.
Przytuliłam ją delikatnie, zważając, by nie uszkodzić delikatnej sukni. Cieszyłam się jej szczęściem, ale tak bardzo jej zazdrościłam...
~*~
-          Kiedy Elena zwierzyła mi się, że się zakochała, nie mogłam uwierzyć. Ona- poukładana, zawsze odpowiedzialna kobieta miała zwariować, dosłownie!, na punkcie jakiegoś mężczyzny?
Siostra uśmiechnęła się do mnie promiennie, a jej wybranek – Tyler- pocałował ją w czoło i objął ramieniem jeszcze mocniej.
-          A jednak – kontynuowałam, ocierając twarz, gdyż jedna z łez zgromadzonych w moich oczach spływała właśnie po moim policzku. – Mimo że czasem coś ich różniło, ich miłość przezwyciężyła wszystko. I teraz stoją tu jako małżonkowie, mając przed sobą świetlaną przyszłość. Gratuluję wam. Za Elenę i Tylera! – wzniosłam kieliszek z szampanem, a za mną wszyscy zgromadzeni na sali.
Zeszłam wolno ze sceny, podtrzymując niezajętą ręką treny błękitnej sukni druhny, by udać się do stołu zastawionego po same brzegi i zasiąść po prawej stronie Eleny.
Chwilę potem toast wzniósł drużba Tylera. Drugi kieliszek szampana. Trzeci i czwarty od rodziców pary młodej. Zawsze stroniłam od alkoholu, ale wstyd nie wypić za pomyślność młodych małżonków, prawda?
Pierwszy taniec należał tradycyjnie do Eleny i Tylera. Siostra i jej nowo zaślubiony mąż wirowali wdzięcznie na środku sali, pomiędzy dziesiątkami czerwonych baloników w kształcie serduszka, które moment wcześniej zostały zrzucone z sufitu. Przyglądałam się im z zachwytem. Pasowali do siebie, mimo że byli całkowicie odmienni. Ona- pełna gracji, średniego wzrostu o czarnych jak bezgwiezdna noc długich włosach, delikatnych rysach twarzy i subtelnych kobiecych kształtach, on- postawny, wysoki mężczyzna, którego szerokie barki i silne ramiona dawały bezpieczeństwo. Również ciemne lokowate włosy, średniej wielkości nos i duże usta były pełne troski i wyrozumiałości. Dwa przeciwieństwa. Tak różni od siebie, a tak dopełniający się , tańczyli, dostojnie stawiając każdy krok w rytm wolnej melodii.
Nagle szklane drzwi za nimi otworzyły się raptownie. Wszedł przez nie wysoki, około dwudziestoletni chłopak o kasztanowych włosach w artystycznym nieładzie, wyrazistych rysach twarzy i malinowych ustach, które rozciągnięte teraz w wyrazie zdziwienia tworzyły komiczny efekt wraz z powiększonymi ze strachu niebieskimi oczami.
Wzrok wszystkich zgromadzonych, w tym także mój i pary młodej zwróciły się w stronę spóźnionego gościa. Chłopak wymamrotał przeprosiny i zaczerwieniony, udał się w kierunku jedynego wolnego miejsca – po mojej prawej stronie. Osunął się na przyozdobione w białe baloniki i kokardy krzesło i, czując na sobie wzrok większości gości weselnych, zaczął bawić się zamkiem przy skórzanej kurtce, podczas gdy na parkiet zaczęły schodzić się inne pary, gdyż orkiestra poczęła grać nowy utwór.
Przyglądałam się ukradkiem nowoprzybyłemu. Wyczuł chyba, że się w niego wpatruję, gdyż moment później przeszył mnie błękitem swoich tęczówek. Spuściłam zakłopotany wzrok, miętosząc delikatną koronkę na wykończeniu sukienki. Twarz chłopaka była mi znajoma, z czego zdałam sobie sprawę dopiero po chwili, lecz nie spotkałam go nigdy osobiście. Jego oblicze często przypatrywało mi się z okładek kolorowych czasopism jak i również stron internetowych czy telewizji.
Chłopak chrząknął cicho, po czym, zdjąwszy kurtkę, podał mi prawą dłoń i przedstawił się melodyjnym głosem:
-          Jestem Louis.
Spojrzałam mu nieśmiało prosto w oczy obramowane długimi, gęstymi rzęsami. Zaniemówiłam, kiedy dostrzegłam jego błękitne tęczówki, a widząc moje osłupienie, dwudziestolatek uniósł brązowe brwi.
-          Przepraszam – wymamrotałam, spuszczając wzrok na jego dłoń. – Jestem [T.I.].
-          Zgaduję, że jesteś druhną. – Chłopak uśmiechnął się szeroko, ukazując rząd śnieżnobiałych, prostych zębów, w których odbijały się różnobarwne refleksy z oświetlenia, jakim dysponowała sala i delikatnie uścisnął moją dłoń.
-          No co ty, jak na to wpadłeś? – zaśmiałam się, a mój rozmówca chwycił pomiędzy kciuk a palec wskazujący jedną z falbanek mojej morskiej sukni.
-          Zmyliła mnie sukienka. – Uśmiechnął się słodko.
Zarumieniłam się.
-          Mogę prosić o uwagę? – odezwała się cicho do mikrofonu Elena i nieśmiało spojrzała na gości. Wszyscy jak jeden mąż zamilkli i skupili wzrok na świeżo poślubionej dziewczynie. – Dziękuję. Chciałabym, chcielibyśmy – spojrzała na Tylera i splotła swoje palce z jego, uśmiechając się przy tym z widoczną w jej brązowych oczach miłością. - ... podziękować wam wszystkim tu zgromadzonym za przyjście, a w szczególności podziękowania składamy naszym rodzicom, którzy pomogli nam w przygotowaniu tej uroczystości i zorganizowali to wspaniałe przyjęcie weselne. Wychowali nas na dobrych ludzi, przynajmniej taką mamy nadzieję, cieszyli sie razem z nami z osiągniętych sukcesów, wspierali w chwilach słabości i to dzięki nim jesteśmy utaj teraz. Kochamy was.
Aplauz i wiwaty, które nastąpiły po jej monologu przechodziły ludzkie normy. Każdy wzniósł toast za rodziców pary młodej i za samych małżonków, nie szczędząc przy tym alkoholu. Kolejne dwa kieliszki szampana i odurzający drink.
-          Może zatańczymy? – zwrócił się do mnie Louis i zerwał się z krzesła, by móc odsunąć moje.
-          Jasne – uśmiechnęłam się i dałam poprowadzić na wypełniony już parkiet.
Bawiliśmy się do rana. Oczywiście znalazło się miejsce na kilkanaście toastów i drinków, a co za tym idzie utrata świadomości i zdrowego rozsądku. Ile zdziałać może kilka ‘kieliszków’ i dobra zabawa po ich spożyciu przekonać się miałam dopiero kilkanaście dni później...
~*~
Delikatny jedwab, puszyste pierze, miękkie łóżko... Zapach świeżo zaparzonej kawy unosił się wokół mnie, podczas gdy każdy oddech przyśmierzał moją głowę o potworne ukłucia.
Otworzyłam zaspane oczy i delikatnie się przeciągnęłam. Dotyk satyny na mojej nagiej skórze przyprawiał mnie o przyjemne dreszcze, a koronki przy ogromnych poduszkach gładziły moją twarz.
Zaraz, zaraz! Obnażone ciało?! Satyna?! Jedwab?!
Poderwałam się do pozycji siedzącej i zaraz tego pożałowałam. Ukłucia spowodowane przez kac spotęgowały się, a licha krwistoczerwona kołderka, którą byłam okryta zsunęła się z mojego uda.  Szybkim ruchem owinęłam się nią na powrót, tworząc szczelny kokon i, nie zważając na okropny ból czaszki, rozejrzałam się po pokoju.
Wnętrze przypominało jeden z pokoi dla nowożeńców. Kremowe ściany, na jednej z nich powieszono pozłacaną ozdobę przypominającą dwie złączone obrączki, czerwone zasłonki w oknach, ale najbardziej piorunujące wrażenie robiło łoże, na którym teraz półsiedziałam: czerwone, w kształcie serca, z rozłożystym baldachimem je okalającym. Nie przyjrzałam mu się jednak dokładniej, gdyż coś, a raczej ktoś skupił moją uwagę dużo sukcesywniej i to jemu poświęciłam dokładniejszą analizę.
Louis siedział przy stole (oczywiście w kształcie serduszka) i podpierał głowę na rękach. Tuż obok niego stała czerwona filiżanka z kawą, która swym aromatem kusiła mnie do wstania. Chłopak miał nagi tors, lecz uprzedzając moje przerażające przeczucia, na nogach naciągnięte miał, tak jak zeszłego wieczoru, ciemne spodnie od garnituru. Trzymał się kulczowo za głowę, zaciskając szczupłe palce na brązowych włosach i mrużąc swoje piękne, błękitne oczy.
Kiedy podniosłam się z łóżka, materiał, którym byłam okryta zaszeleścił, co zaalarmowało Louisa. Podniósł głowę i skierował spojrzenie swoich przeszywających tęczówek na moja osobę. Jego wzrok prześlizgnął się po całym moim ciele, by w końcu zatrzymać się na twarzy.
-          Co... Co się stało? – spytałam szeptem, niezbyt przytomnie.
-          Nie wiem. Nie pamiętam – odrzekł, wstając. – Kawę?
-          Chętnie, ale... Czy my... Czy my... No wiesz? – zapytałam z przerażeniem, mocniej okrywając się kołderką.
Chłopak pokręcił z udręczeniem głową.
-          Nie wiem. Mówiąc najprościej film urwał mi się po północy.
Wyszedł, zostawiając mnie tkwiącą w głębokim szoku. A jeśli to prawda? Jeśli my...?
Louis wrócił chwilę później z gorącą kawą dla mnie. Postawił ja na stole i taktownie się odwrócił, żebym mogła udać się do toalety i przyodziać ponownie w niebieskawą sukienkę, którą znalazłam pod łóżkiem. Strach pomyśleć, jakim cudem tam wylądowała...
Po wykonaniu porannej toalety, acz powinnam powiedzieć popołudniowej, gdyż dochodziła już 15:00, wyszłam z łazienki , by wypić kawę przyniesioną przez Louisa. Mogłam już racjonalnie myśleć, choć pamięć nijak nie wróciła.
Chłopaka zastałam w tej samej pozycji, jak po przebudzeniu. Usiadłam naprzeciwko niego i upiłam łyk parującego napoju. Po chwili zebrałam się na odwagę i zapytałam:
-          Naprawdę nic nie pamiętasz?
Louis nie podnosząc głowy odrzekła udręczonym głosem:
-          Do północy wszystko, każdy taniec, każdy toast, który okazał się zgubny, oczepiny... Po północy – pustka. Świta mi tylko, że drużba zaproponował mi kieliszek, później drugi, drugi zmienił się w czwartego...
Kiwnęłam głowa, choć wewnętrznie czułam przerażającą pustkę. Niepokój, który we mnie buzował przyprawiał mnie o ból głowy i nieprzyjemne skurcze żołądka. Czy to możliwe, żebym postąpiła tak nieodpowiedzialnie będąc pod wpływem alkoholu? Ile bym dała za odpowiedź...




~by Klara

21 komentarzy:

  1. Super. Wielkie wejście Lou. Tylko dlaczego kilkanaście dni później?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zobaczysz, może już w następnej części ;D

      Usuń
    2. Tez jestem ciekawa ;***

      Usuń
    3. no właśnie ja też sie zastanawiam czemu kilkanaście dni później;) Aż tak zabalowali? No nieźle, nieźle ;D

      Usuń
  2. jesteś wielka <3 nie mogę się doczekać kolejnej części ;D

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się z osobą wyżej *-* CUDOWNA nie oddaje twojego geniuszu xd PISZ, bo chce cd : D

    OdpowiedzUsuń
  4. Jezu kocham Cię, Kocham cię kurde!
    Gdybym była facetem wyszłabym za ciebie. :D
    Serio mówię, kurde kocham. kocham cię no !
    Pisz drugą część bo zwariuję < 33
    CUDO!! ;33
    Wyjdź za mnie no !
    :D:D:D:D:D:D
    Pisz dalej masz wielki talent dziewczyno ! ;33

    OdpowiedzUsuń
  5. Hej, dopiero zaczynam swojego bloga, mogłabym prosić o shoutout ? Nie nalegam, ale bardzo zależy mi, żebyś chociaż weszła, przeczytała i (może) skomentowala
    http://so-co-o-o-man.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. <3
    Co mogę napisać?
    Świetny?
    Zarąbisty?
    Idealny?
    Tak, to ostatnie pasuje. :3

    Więc z niecierpliwością czekam na następny!!

    OdpowiedzUsuń
  7. Wow kiedy 2 cz.?! Cudowny ;)

    OdpowiedzUsuń
  8. Super! podoba mi sie, ale tak jak wcześniej nie rozumiem tego "kilkanaście dni później" :D. Ale ciągle piszesz super, weź napisz książkę jakąś, to sobie poczytam :). Kocham tego bloga, i osoby które tu piszą. Wchodzę tu codziennie, i nie funkcjonuje bez tej strony :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest swietny z reszta jak wszystkie twoje opowiadania nie moge sie juz doczekac nastepnego

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten imagin jest megaa czekam na druga czesc ...mialam troche zaleglosci tutaj nie powiem .... ale juz nadrobione <3

    OdpowiedzUsuń
  11. super! imagin jest fajny! : D
    Zapraszam też do mnie:
    http://fans-fans-blog-o-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. O.O JAK TY TO ROBISZ ŻE TAK ŚWIETNIE PISZESZ?!

    OdpowiedzUsuń
  13. cudo, cudo, cudo... nie mam na cb słów, wiesz?:P

    OdpowiedzUsuń
  14. 2 cześć bedzie jutro. Lej dałn lejdis.

    OdpowiedzUsuń
  15. uuuu...Lou nie pij więcej!!!
    Elisabeth

    OdpowiedzUsuń