czwartek, 9 sierpnia 2012

# 120. Louis . część 4.


-          [T.I.]! Wszystko w porządku?
Zdołałam otworzyć oczy, ale mimo wszystko zaraz je przymknęłam, gdyż oślepiło mnie słońce. Nie wiedziałam, po jakim czasie to nastąpiło. Było duszno, wręcz parno; oddychałam z trudem, a zawroty głowy nijak nie ustępowały.
Poczułam coś zimnego na czole. Podniosłam rękę i dotknęłam opuszkami palców owego miejsca, domyślając się, że wspomniany chłodnym obiektem był zmoczony ręcznik.
Warkot silnika sprowadził mnie do rzeczywistości. Zdołałam ponownie uchylić powieki.
Siedziałam, właściwie półleżałam na odchylonym siedzeniu pasażera w samochodzie Louisa, podczas gdy chłopak omijał z zabójczą prędkością auta przed nami.
-          Zgłupiałeś? Zwolnij! – zdołałam wymamrotać, a Tomlinson, słysząc, że się ocknęłam, mało co nie wjechał w błotnik sędziwego forda przed nami.
-          [T.I.]! Jak się czujesz?!
-          Bywało lepiej – mruknęłam, lewą dłoń kładąc na brzuchu, a prawą przyciskając do skroni.
Mój żołądek skurczył się boleśnie, kiedy zdałam sobie sprawę, że przez moją nieuwagę mogło stać się coś dzieciom. Dwa bezbronne maleństwa rozwijające się tuż pod moim sercem...
-          Jedziemy do szpitala – przerwał moje rozmyślania Louis i jakby na potwierdzenie tych słów przyśpieszył.
Skinęłam głową na znak przyjęcia tego do wiadomości. Milczeliśmy chwilę, a ja w tym czasie toczyłam wewnętrzny bój, chcąc zapytać, czy mój towarzysz cieszy się, że zostanie ojcem, choć jego teraźniejsza mina na to nie wskazywała, ale jednocześnie bojąc się jego reakcji. Zwyciężyła ciekawość.
-          Wracając do poprzedniego tematu... – zaczęłam z powątpiewaniem, zwiększając częstotliwość gładzenia swojego brzucha.
Louis westchnął i mocniej zacisnął dłonie na kierownicy.
-          [T.I.]... To wszystko dzieje się tak szybko... No wiesz, trasy, koncerty, wyjazdy, płyty, wywiady... Teraz mamy najgorętszy okres, a ty... Dzieci... – jąkał się. -... to chyba nie najlepsze rozwiązanie. Mnie więcej nie ma w domu, niż jestem, a tobie będzie potrzeba opieka... to nie to, ze cię nie lubię, bo lubię, bardzo, ale... Chyba lepiej będzie ci beze mnie, niż ze mną.
Odwróciłam wzrok i wbiłam spojrzenie w szybę. Gorączkowym mruganiem chciałam odgonić łzy smutku i rozczarowania, które cisnęły mi sie do oczu, jednak bezskutecznie. Już po chwili toczyły się one po mojej zaczerwienionej twarzy.
-          To nie to, że nie chcę dzieci, tym bardziej z tobą, ale uwierz mi, dziesięć miesięcy w roku nie oglądam domu na oczy. Nie wiem, czy sam chciałabym mieć takiego ojca...
-          Lepszy taki, niż żaden – mruknęłam.
-          Nie wiem, [T.I.], naprawdę, nie mam pojęcia...
-          To ja nie wiem, jak możesz to kwestionować! Wolałbyś nie mieć ojca, bo ten dużo podróżuje? Wolałbyś być sierotą? Zatrzymaj auto – powiedziałam zdecydowanie, nie odwracając wzroku od przedniej szyby.
-          Zawiozę cię do lekarza, przecież...
-          Powiedziałam: zatrzymaj samochód – powtórzyłam.
-          [T.I.], było ci słabo, nie mogę...
-          Zatrzymaj się! – krzyknęłam.
Louis zjechał na pobocze. Wysiadłam, trzaskając drzwiami. Nie zważałam na nawoływania z jego strony, szłam zdecydowanie pomiędzy dziesiątkami ludzi kierującymi się w różnych kierunkach. Na razie nie chciałam go widzieć. Musiałam pomyśleć.
~*~
-          Jesteś pewna? Los Angeles to duże miasto, a w twoim stanie... – Elena wyglądała na nie przekonaną.
-          Jestem. Muszę odpocząć, El, a Los Angeles jest na tyle daleko, żebym mogła uwolnić się od mamy... – Skrzywiłam się. Kiedy wspomniana dowiedziała się o ciąży, nie kryła pogardy i wściekłości. Przez najbliższe kilka tygodni miałam ochotę unikać jej osoby i nie wkraczać na wyselekcjonowane ścieżki życia. – Poza tym, jest ciocia. Chyba jako jedyna, z twoim wyjątkiem, z całej rodziny jest wobec mnie w porządku. W razie potrzeby zajmie się mną, już z nią rozmawiałam.
-          Powiedziałaś jej?
-          Tak. Jaki sens miałoby oszukiwanie? I tak już widać.
To już cztery miesiące. Od stu dwudziestu siedmiu dni narastała we mnie idea macierzyństwa.
Zapięłam walizkę i postawiłam ją koło drzwi. Spojrzałam na siostrę. Wyczytała w tym spojrzeniu pożegnanie, bo podeszła do mnie i mocno przytuliła.
-          Uważaj na siebie, dobrze? Pilnuj dzieciaków – powiedziała płaczliwie.
-          Będę. Ty też nie szarżuj, żeby Tomowi przyszło przyjść na świat w miłej atmosferze. –Uśmiechnęłam się do Eleny, a ta odwzajemniła mimikę pomimo łez.
Już pochylałam się, by podnieść torbę, kiedy siostra wytrąciła mi ja z ręki.
-          Ani mi się waż – pogroziła palcem  z uśmiechem, po czym zawołała: - Tyler!
Wspomniany wyłonił się chwilę później i bez słowa zabrał mój bagaż. Ruszyłam za nim, lekko spanikowana przed nadchodzącym pożegnaniem.
Wkroczyłam do salonu z rosnącym poddenerwowaniem. Na kanapie siedziała mama, popijając z porcelanowej filiżanki parujący napój, a obok, na fotelu trwał tato, zawzięcie czytając artykuł o Red Socksach.
-          Wyjeżdżam – oznajmiłam bez ogródek na wstępie.
Matka nadal wlepiała pusty wzrok w telewizję, beznamiętnie skacząc po kanałach, natomiast jej małżonek odłożył gazetę i ściągnął okulary, po czym przeniósł na mnie zdziwiony, acz pełen uwagi wzrok.
-          Przemyślałaś to? – spytał z troską.
-          Tak. Musze... Oswoić się z tą sytuacją.
Mama prychnęłam, lecz tata nie  zwrócił na nią uwagi. Wstał, podszedł do mnie i przytulił.
-          Pilnuj się i dbaj o siebie.
-          Będę. Dziękuję. Za wszystko. Do widzenia, mamo.
Nie odezwała się. Wzruszyłam ramionami i ruszyłam ku drzwiom frontowym. Tuż za płotem stała czarna taksówka, a jej kierowca wkładał walizkę do bagażnika.
-          Trzymaj się. – Uściskałam siostrę, która wyszła za mną.
-          Ty też, [T.I.] – wyszeptała, nim wsiadłam do auta i odjechałam na lotnisko.

~*~
-          Jak to ‘spóźniłam się’? Przecież na bilecie napisano, że odlot jest o godzinie 17:00, a dochodzi 16! – denerwowałam się.
Stewardessa spojrzała na mnie chłodnym, obojętnym wzrokiem.
-          Poprzedni samolot miał awarię, więc zastąpił go numer 14, ten, którym miała pani odlecieć. Poinformowaliśmy o tym na naszej stronie internetowej i zadzwoniliśmy do pasażerów.
-          Taaak? Do mnie nie dotarł żaden telefon! – oburzyłam się.
-          Najwyraźniej to niedopatrzenie. Proszę zaczekać na kolejny lot za... – blondynka spojrzała na monitor komputera. - ... 50 minut.
-          Dziękuję – syknęłam z irytacją.
Wzięłam walizkę i podreptałam w stronę ławek, by móc przysiąść na jednej z nich, gdyż zaczynał mi już dokuczać kręgosłup. Ktoś powie, że w czwartym miesiącu nie ma jeszcze na co narzekać. Owszem, gdy nosi się dwójkę małych nicponi krzyż zaczyna boleć i to bardzo. Strach pomyśleć, co będzie za kilka miesięcy.
Dziesięć minut przed moim rzekomym odlotem stało się coś przerażającego. Miałam już udać się na odprawę, kiedy ogromny mężczyzna w czarnym uniformie ze słuchawką Bluetooth i mikrofonem z nią połączonym wyszedł tuż przed biurko odprawy i powiedział donośnym, turbalnym głosem, który potoczył się echem po całej sali odlotów.
-          Z największą przykrością informuję, że lot Londyn – Los Angeles nie może się odbyć. – W tłumie pasażerów dało się słyszeć dźwięki irytacji i niezadowolenia. – Powodem tego jest... Samolot numer 14 uległ awarii. Uderzył w ziemię tuż przy Pueblo. Nikt nie przeżył.
Zrobiło mi się zimno. Z przerażenia i smutku skurcze żołądka zwiększyły częstotliwość do takiego stopnia, że byłam zmuszona wybiec z sali i pędem udać się do toalety. Wbiegłam do jedynej wolnej kabiny i spędziłam tam kilkanaście minut, klęcząc przy muszli i płacząc.
Na pokładzie miałam być ja. Ta myśl napawała mnie potworną grozą. Płakałam, bo świat opuściły dziesiątki osób, niekoniecznie mi znanych, ale dzięki zrządzeniu losu, tragedii nie doświadczyła i moja rodzina. Wiem, że byłam egoistką. Dzięki spóźnieniu moje dzieci nadal żyją.
Opuściłam toaletę, słaniając się na nogach. Ogromy zegar tuż nad biurkiem stewardesy głosił godzinę 17:36. Otaczali mnie przygnębieni ludzie, a niektórzy z nich zanosili się spazmatycznym szlochem. „Pewnie zawiadomili rodziny” przemknęło mi przez myśl, kiedy omijałam bliskich ofiar.
Naszła mnie przemożna chęć pocieszenia tych osób. Doznali straty, jakiej mogli doznać moi rodzice i siostra.
W tłumie odnalazłam swoja walizkę. Na miejscu, które jeszcze niedawno zajmowałam siedziała teraz starsza kobieta z siwymi włosami spiętymi bursztynową klamrą, ubrana w bury płaszcz, spod którego wystawała kwiecista suknia i szary golf.
Przysiadłam koło niej, nie wiedząc co robić. Sięgnęłam po chusteczki i podałam jej opakowanie, po czym objęłam ją delikatnie ramieniem.
-          Tam był mój wnuczek, mój James... – zawodziła.
-          Przykro mi – wymamrotałam, czując, że oczy zaczynają mnie piec od napływających łez.
Parę minut później w oddali mignęła mi  sylwetka biegnącego mężczyzny, który najprawdopodobniej próbował dostać się do centrum informacji. „Kolejny żałobnik” pomyślałam ze smutkiem.
-          ZADAŁEM PANI PYTANIE! – krzyknął ktoś od strony biura. – GDZIE ONA JEST?! BYŁA NA POKŁADZIE?!
Może to paranoja, ale owy głos tak bardzo przypominał mi dźwięk wydobywający się z ust Louisa, iż w pierwszej chwili pomyślałam, że to właśnie on wypytuje się o kogoś z rodziny.
-          PROSZĘ, NIECH PANI ODPOWIE! [T.I.] [T.N.], miała lecieć do Los Angeles! Brunetka, mniej więcej metr siedemdziesiąt i najważniejsze – była w ciąży. Błagam, niech ona żyje...
Sparaliżowało mnie. Nie, to niemożliwe, niby w jaki sposób miałby dowiedzieć się o moim locie.... Chyba, że Tyler...
-          BYŁA. NA. POKŁADZIE?!
Wstałam delikatnie, żeby nie obudzić staruszki i spojrzałam w kierunku zamieszania. Uczyniłam kilka kroków w przód i nareszcie dostrzegłam pełen obraz sytuacji.
Brunet w ciemnej kurtce opierał się o biurko obsługi i przypatrywał się wystraszonej, lecz o obojętnym wyrazie twarzy kobiecie z wściekłością domagając się odpowiedzi, podczas gdy dwóch ochroniarzy próbowało odciągnąć go od stanowiska, gdyż zebrał się już spory tłum gapiów.
-          Pani nie rozumie! Pokłóciłem się z nią przed wyjazdem, zachowałem się jak kompletny palant, nie wiem, co we mnie wstąpiło i teraz tego żałuję, żałowałem już wtedy, kiedy mnie zostawiła... Jeśli ona... była... była tam... to straciłem jedyną okazję, żeby ją przeprosić i prosić o wybaczenie. Muszę ją przeprosić, rozumie pani?! Musze... – Po jego twarzy płynęły łzy, kiedy osuwał się po laminowanym blacie biurka.
-          Wysoka brunetka w ciąży? [T.I.] [T.N.]?  - wymamrotała stewardessa, pisząc coś zawzięcie na klawiaturze. – Spóźniła się na samolot. Miała zaczekać na kolejny odlot. O ile się nie mylę... Stoi tam.
Louis podniósł raptownie głowę, a pełen nadziei wzrok skierował na kobietę, po czym podążył za jej spojrzeniem.
Nie mogłam się ruszyć. Tkwiłam na środku hali odlotów i obejmowałam brzuch, jakby ktoś był w stanie zagrozić moim maleństwom i wpatrywałam się Louisowi prosto w oczy przez chwilę, która wydawała się wiecznością.
Chłopak wyrwał się z rąk ochroniarzy i uczynił kilka kroków wprzód. Zatrzymał się dobre piętnaście metrów przede mną. Stał i wwiercał się we mnie pełnym nadziei spojrzeniem.
-          [T.I.]... – szepnął.
Nawet nie zdałam sobie sprawy, kiedy zaczęłam płakać. Ot, moje imię wypowiedziane przez ojca moich dzieci poruszyło mnie tak samo a może i sukcesywniej jak tragedia, która miała miejsce niecałą godzinę temu.
-          [T.I.], jesteś cała... Dzieci są całe... Boże, tak bardzo cię przepraszam, nie wiem, co we mnie wstąpiło, dlaczego to powiedziałem.... – mówił, przybliżając się do mnie stopniowo. – Wtedy, kiedy odeszłaś zdałem sobie sprawę, że jesteś dla mnie ważna, mimo tych kilku nielicznych spotkań, że podświadomie już chciałem te dzieci, ale usta same mówiły to, co niekoniecznie było prawdą... Kiedy usłyszałem, że pojechałaś na lotnisko, a samolot, którym miałaś odlecieć miał wypadek... Przeraziłem się, że nigdy nie dane mi będzie przeproszenie ciebie, zobaczenie dzieci...
Po jego twarzy też płynęły łzy. Nie łatwo było mi przyznać się do tego, ale nie mogłam znieść widoku smutnego oblicza Louisa. Chciałam być twarda, dać mu odczuć błąd, jaki popełnił i zmusić, by ubiegał się o przebaczenie, ale... nie potrafiłam.
Nie wiem, jak to się stało, ale w następnej sekundzie już płakałam w objęciach chłopaka, mocząc mu przy okazji koszulę, która wystawała spod nie zapiętej kurtki.
Spod półprzymkniętych powiek dojrzałam błysk flesza. „No tak, Louis Tomlinson obejmujący zapłakaną, ciężarną dziewczynę to rzadki widok” pomyślałam w tym samym momencie, kiedy chłopak podniósł wzrok i zgromił wściekłym spojrzeniem fotoreportera.
-          Sio – mruknął, a ja zdziwiłam się, kiedy mężczyzna usłuchał i oddalił się.
-          Przepraszam za wszystko. Naprawdę. Możemy zacząć wszystko od początku?
-          Pod jednym warunkiem – rzekłam tajemniczo.
-          Jakim? – spytał z ciekawskim błyskiem w oku.
-          Z dzieciakami. – Uśmiechnęłam się, a on odwzajemnił mimikę.
-          Z dziećmi. Naszymi maluchami – powtórzył i mocno mnie przytulił, a po chwili wyszeptał mi do ucha: - Kocham cię. Te dwójkę brzdąców też.
-          I ja ciebie – odmruknęłam, wtulając się w niego.
Wzięliśmy moją walizkę i udaliśmy się z powrotem do domu. Ja, Louise, Tommy i Louis. Nareszcie razem.


~by Klara

38 komentarzy:

  1. świetnie cudownie brak słów

    OdpowiedzUsuń
  2. śliczne *_*
    będzie kolejna część? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Brak mi słów - cudowne <3 Będą jeszcze jakieś części czy to już była ostatnia? xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ta była ostatnia : )

      Usuń
  4. KTÓRY IDIOTA DAŁ OCENĘ ZALEDWIE 5?!
    DAWAĆ ADRES, IDĘ PO SIEKIERĘ!
    Ja pierdziele *_*
    Toż to jest takie piękne <3
    Świetne <3
    Jaki czad, rodzinka Tomlinsonów: Caroline, Louis, Tommy i Louise Tomlinson :3
    Cudnee, kocham Cię ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. Cudowny :) taki magiczny <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Zajebiste!Cudowne!Ehh wspaniałe1!:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jaaaaaaaaa kocham te imaginy ...i jeżeli mogłybyście powiedzieć ...kiedy bd kolejna o Harrym ...to byłabym szczęśliwa ;D

    OdpowiedzUsuń
  8. wow niesamowita część <3

    OdpowiedzUsuń
  9. jeszcze kilka części ! :) To było wsspaaaniałe :*
    uwielbiam wasze imagine !
    <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Boskie!!!najlepszy imagin jaki do tej pory przeczytałam.....rewelacja...czekam na kolejne imaginy o reszcze chłopaków...
    prosze cie napisz o Harry'm

    OdpowiedzUsuń
  11. OOOOO. Jakie To Słodkie! Louis Agresor. Mrr. Cudny imagin :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale masz talent dziewczyno!!!!! To jest aż niemożliwe, gdy to czytałam tak sie wczułm że ,aż ciarki mi po plecach przeszły. Czytam twoje imaginy ,ale tem bezkonkurencyjnie jest najlepszy. Kocham cie pisz jak najwiecej takich imaginów.

    OdpowiedzUsuń
  13. świetna część, tak jak pozostałe, ale szkoda że to już ostatnia ;*
    Kinga :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Dajcie kolejną część Harrego ! ;)

    OdpowiedzUsuń
  15. Takiego talentu ze świecą szukać ;D Niesamowity był ten imagin, a ja przez te kilka dni nie mogłam się doczekać kolejnych części. Zarąbisty *.*

    OdpowiedzUsuń
  16. świetne...
    szkoda że nie będzie następnych....:/
    //Gosia~Xx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (następnych części) ;)
      sorki
      //Gosia~Xx

      Usuń
  17. http://imaginy-bloog.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  18. Nie no nie moge po prostu świetne!!@HoranTheE

    OdpowiedzUsuń
  19. @HoranTheW xd***

    OdpowiedzUsuń
  20. poprostu boski ♥
    follow me :) @dominika_122

    OdpowiedzUsuń
  21. Super ...!
    Nie da się tego opisać tak po prostu ...
    PS. Czekam na kolejne (:

    OdpowiedzUsuń
  22. asdfghjkl;lkjhgf jakie to wspaniałe...normalnie rycze,sama czułam do tych dzieci....chcociażby one nie istnieją w rzeczywistości a to takie wzruszające prosze napisz kolejną część :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  24. zarąbisty a ta menda co dała 1 ma w pysk :)/Gaba

    OdpowiedzUsuń
  25. omomomomomomomo *_______________* najlepszy na tym blogu i we wszechświecie!!!! Wydaj książkę, proszę cię! Będę pierwsza osobą, która kupi :DDD

    OdpowiedzUsuń
  26. oooooo...
    Mogę panią prosić o autograf?
    Elisabeth

    OdpowiedzUsuń
  27. WoW !! Jakie zakończenie . BOSKIE !! :3

    OdpowiedzUsuń
  28. Rozbraja mnie mina Zayn'a na końcowym gifie !! :D:D:D

    OdpowiedzUsuń
  29. Omal się nie popłakałam! O rany... :3

    OdpowiedzUsuń
  30. Matko !! Kocham Cię za to !! :) SZacun ;) Oby tak dalej ;**

    OdpowiedzUsuń
  31. Superowski :)
    Karolina :)

    OdpowiedzUsuń
  32. Mega, MEGA, MEGA lepszego w życiu nie czytałam.

    OdpowiedzUsuń