wtorek, 11 września 2012

# 139 . Niall .



- Ja, Nialler Głodomor Horan, obiecuję wszystkim tu zebranym, czyli [T.I.], Misiowi Głodkowi, Panience Złotowłosej i Hungry Boy’owi, że za dziesięć lat, kiedy w wieku dwudziestu lat nie znajdę drugiej połówki, poślubię moją przyjaciółkę na zawsze, [T.I.]. – Dziesięciolatek wzdrygnął się i dodał z sarkazmem: - Kto to pisał? Ty? Strasznie mętne.
Trzepnęłam go w ramię i sama wyrecytowałam regułkę:
- Ja, [T.I.] Miedzianowłosa [T.N.], obiecuję wszystkim tu zebranym, czyli Niallowi Głodomorowi Horanowi, Misiowi Głodkowi, Panience Złotowłosej i Hungry Boy’owi, że za dziesięć lat, kiedy w wieku dwudziestu epok nie znajdę swojego wybranka, którego będę darzyć uczuciem podobnym do tego, którym darzę tego oto tutaj blondyna, poślubię mojego przyjaciela na zawsze, Nialla.
Otworzyłam oczy. Było już wypowiedziane. Przyrzeczenie zostało potwierdzone. Nie wierzę, że mogłabym kogoś pokochać bardziej niż Niallera. To był mój jedyny, prawdziwy przyjaciel, któremu mogłam powierzyć każdą, nawet najbardziej strzeżoną tajemnicę bez obawy, że ją wyda. Był… Niallem. Cudownym, prawdziwym, szczerym, oddanym, wiernym, zawsze będącym przy moim boku chłopakiem, którego znałam niemalże od urodzenia. Dlaczego więc tak się przejmowałam dziecięcą przysięgą?
Wyciągnęłam mały palec zagięty w haczyk i spojrzałam na przyjaciela pytającym wzrokiem.
- Obiecujesz?
Przełknął głośno ślinę i wypuścił z płuc nagromadzone po długim wdechu powietrze, po czym zmierzył mnie długim spojrzeniem i, nieco niepewnie, splótł swój palec z moim. Dodał cicho, melodyjnie:
- Obiecuję.
~*~

Otworzyłam oczy i przyjrzałam się swojemu odbiciu w lustrze. „Dziecięce rozważania” parsknęłam w myślach i przygładziłam śnieżnobiały materiał odstający tuż nad moją talią.
- Ta nie pasuje. Chcę prostą suknię do ziemi, o zwykłym trenie w kolorze kości słoniowej. Nie uśmiecha mi się chodzić w bezowatym cudzie. To te pierwsze zawsze podobały się Nia… To znaczy – poprawiłam się prędko – Jamesowi.
Mama spojrzała na mnie podejrzliwie.
- Jego nie ma. Już od czterech lat. Wyjechał, zostawił ciebie, zostawił dotychczasowe życie na rzecz kariery, pamiętasz? Nie rozpamiętuj tego, co było. Masz ruszyć do przodu, sama to powiedziałaś. A James jest najlepszym powodem, dlaczego żyjesz. Za miesiąc wasz ślub, kochanie. To jego kochasz. Jemu ufasz.
Kiwnęłam głową, lecz wewnętrznie nie do końca zgadzałam się z matką. Nie kochałam go, to znaczy nie tak, jak Nialla. James był moim… sama nie wiem, kim był. W każdym bądź razie nie osobą, którą chciałam pojąć za męża, zamieszkać z nim i doczekać się potomstwa. Tym człowiekiem od zawsze był Nialler. „Ale on wyjechał” powiedziałam sobie i w duchu przyznałam mamie rację. „Jego nie ma przy mnie. Wyjechał. Chciał zostać gwiazdą, został nią i wiedzie pełne sukcesów życie w stolicy Anglii, podczas gdy ja z każdą myślą o farbowanym blondynku czułam tuziny ostrzy przeszywające na wskroś moje serce…”
- To co z tą suknią? – rzekłam, żeby przerwać krępującą dla mnie ciszę.
- A, tak… Już szukamy…
Niska i nieco krępa kobieta z mysimi włosami odziana w kremowy kostiumik poczęła przeglądać stojaki w poszukiwaniu sukni wyjętej wprost z bajki specjalnie dla mnie. Dopiero teraz, kiedy musiałam sprostać postawionemu przede mną zadaniu w postaci przymierzania i wyboru spośród setek sztuk ślubnego ubioru zdałam sobie sprawę na co się zgodziłam przyjmując oświadczyny Jamesa. Żona. Jakże pesymistycznymi i skrajnymi uczuciami napawało mnie to jedno słowo. Nie chciałam ślubu, nie z Jamesem. „Nialla nie ma” powtarzałam do znudzenia, by w końcu pogodzić się z tą myślą, lecz daleko mi było do tego celu.
- Co powiesz o tej?
Kobieta musiała wysoko unieść ręce, by zwiewny satynowy materiał nie dotykał podłogi i bym mogła dostrzec suknię w pełnej krasie. Prosta, bez zbędnych ozdób, w odcieniu kości słoniowej, bez ramion, lecz nie mocno wydekoltowana. W sam raz.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu lekko się uśmiechnęłam. Spodobałaby się mu.
- Idealna – odpowiedziałam lakonicznie, napawając oczy nadnaturalnym cudem.
~*~

Spuściłam głowę, ale nie odpowiedziałam.
- Co jest? Kochanie?
James podszedł do mnie i uniósł mój podbródek, zmusiwszy mnie przy tym, bym spojrzała mu prosto w oczy. Nie chciałam o tym rozmawiać.
- Co się stało? Proszę, proszę powiedz mi.
- Zadzwonił. – Za wszelką cenę próbowałam ukryć cisnące się do moich oczu łzy. Nie byłam pewna, czy była to oznaka radości, czy też smutku. 
- Zadzwonił? Kto..?
- Niall.
Mój narzeczony zesztywniał. Przygarnął mnie do siebie i przytulił, sądząc najwyraźniej, że to dla mnie traumatyczne przeżycie. Sama zresztą nie wiedziałam, czy zaliczało się do tej kategorii.
- Czego chciał? Jeśli nie chcesz, nie musisz mówić, zrozumiem… - rzekł łagodnie, jednak ja pojęłam aluzję kryjącą się pod jego ciekawością. Konkurent nareszcie dał o sobie znać.
- Dowiedział się o ślubie. Chciał… Życzył mi, nam, wszystkiego, co najlepsze na nowej drodze życia.
Nie wyjawiłam mu prawdy. Nie tak do końca. Niall chciał pojawić się na ślubie, pytał, kiedy się odbędzie i czy mógłby ostatni raz zobaczyć mnie, radosną, szczęśliwą u boku mężczyzny, którym on nie mógł być, ale to ja stchórzyłam i rozłączyłam się. Po czterech latach męczącego wyczekiwania na telefon, jakikolwiek znak, list, informację o życiu osobistym, ale nie taką, jakie zamieszczała prasa i o których można było czytać na niezliczonych stronach poświęconych jego zespołowi… stchórzyłam. „Idiotka, idiotka. IDIOTKA!” torturowałam się myślami, chcąc być ukarana za swoją głupotę.
James nie skomentował moich słów. Przytulił mnie tylko mocniej, jakby chcąc potwierdzić, że to jemu jestem pisana, że to z nim przyjdzie mi spędzić resztę moich dni…
- Kocham cię – szepnął mi do ucha brunet i chciał dosięgnąć mych ust, lecz delikatnie ale stanowczo odsunęłam się kilka kroków i wymamrotałam:
- Wybacz… Nie mam ochoty.
Przytłoczona wydarzeniami z dzisiejszego dnia poszłam na górę do sypialni. Nie zaprzątawszy sobie głowy zmianą ubrań bądź wzięciem kąpieli, runęłam jak długa w puszyste falbany pościeli pozwalając, by pierze otuliło mą twarz i łzy spływające po moich policzkach mogły w nie wsiąkać. Zasnęłam, a obrazy zmieniające się przed moimi zamkniętymi oczami przypominały czasy, w których jeszcze byłam szczęśliwa, roześmiana, pozytywnie zakręcona… Kiedy byłam u boku Nialla.
~*~

Chcąc nie chcąc musiałam odeprzeć smutki, rozterki i wszystkie zwątpienia na bok, by dać mamie ubrać się w ciasno opinający mnie gorset i długi do ziemi tren sukni. To już dziś. Nadszedł dzień, w którym to miałam stać się do końca życia małżonką Jamesa. Czy tego chciałam? Będąc szczera ze sobą… Nie. Ciągle wierzyłam, że Niall wpadnie do sypialni, krzyknie, żebym tego nie robiła, że to z nim powinnam być… W rzeczywistości wiedziałam, że to nigdy nie nastąpi. Słuch po nim zaginął od czasu pamiętnego telefonu. Nie chciał mnie.
Dlaczego więc nie mogłam się z tym pogodzić? Jedno słowo „nie” a zadawało tak dotkliwe rany…
- James już jest. Możemy przystąpić do błogosławieństwa, kochanie?
Mama stała w progu i mierzyła mnie uważnym spojrzeniem. Pokiwałam delikatnie głową, by chwilę później schodzić po stromych schodach w sukni, której treny musiałam podtrzymywać, by nie spaść ze stopni.
Na dole w salonie czekał już na mnie James z moimi przyszłymi teściami. Uśmiechnęłam się do nich delikatnie i, podszedłwszy do narzeczonego, obdarzyłam zlęknionym spojrzeniem moich rodziców.
Błogosławieństwo, ozdobione auto, kościół… Przed wejściem do świątyni rozejrzałam się niepewnie, sama nie wiedząc, dlaczego to czynię. Miałam wrażenie, że ktoś mnie obserwuje.
Prychnęłam. No tak, dzisiaj będziesz celem spojrzeń ponad sześćdziesiątki osób, więc weź się w garść, mała!” upomniałam siebie.
Usłyszałam wolną, melancholijną melodię wygrywaną na organach. To był sygnał dla mnie. Pozwoliłam, by ojciec ujął moją dłoń w pewnym uścisku i uczynił kilka kroków, prowadząc mnie ku ołtarzowi, jednak nim znaleźliśmy się w zasięgu wzroku gości weselnych, usłyszałam ciche westchnienie i szept:
- [T.I.]….
Odwróciłam się z prędkością, która zaskoczyła nawet mnie samą. Straciłam równowagę, a osoba, do której należał ów głos nie pomogła mi jej odnaleźć. Nic się nie zmienił. Ciągle ten sam styl, ciągle ten sam głos, ciągle ten sam odcień włosów, które farbował od najmłodszych lat, ciągle ten sam szczery wyraz oczu, ciągle ten sam… on.
- Niall…
- [T.I.], czekają na nas – ponaglił mnie ojciec, kiedy spojrzał na chłopaka z lekka urażoną i zaniepokojoną miną.
- Kilka sekund. – Niallowi zaszkliły się oczy. – Chciałem powiedzieć tylko jedno. Przepraszam. Przepraszam za to, że cię zostawiłem, że wyjechałem, bo pragnąłem kariery. Przepraszam. Ale… w pewnym względzie cieszę się, że to zrobiłem. Dzięki temu ułożyłaś sobie życie z mężczyzną, którego kochasz. – Uśmiechnął się, lecz był to wymuszony grymas. – Gdybym… Gdybym wrócił wcześniej, gdybym w ogóle nie wyjechał, moglibyśmy… Wszystko mogłoby być inaczej. Ale teraz… Bądź szczęśliwa. Żegnaj, [T.I.].
Zrobił krok w tył, potem następny i puścił się biegiem wzdłuż chodnika, wymijając patrzących się na mnie ludzi. Wyrwałam się tacie i zbiegłam ze schodów z zamiarem pobiegnięcia za nim, ale… nie mogłam. Rozejrzałam się. Każdy z przechodniów przenosił wzrok albo ze mnie na oddalającą się sylwetkę chłopaka, albo z niego na mnie. Pożegnał się ze mną. Pogodził się z tym, że ułożyłam sobie życie z innym mężczyzną. Życzył mi szczęścia. Nie… to nie może być prawda… Naprawdę się poddał?
Za moimi plecami rozległy się dzwony kościoła, jednak były niecodziennie zniekształcone, jakby wygrywały ten sam, szybki rytm, niepasujący do świątyni… Drgnęłam.
- Jakże miło, że panna [T.N.] zaszczyciła nas na powrót swoją obecnością. A więc, kiedy jesteśmy już w pełnym składzie informuję, iż na przyszłej lekcji zajmiemy się zasadą kwantową…
Uniosłam głowę, kiedy salę wypełniły kpiące śmiechy. Sen. Zwykłe, niemiłe, niecodzienne i nieprawdopodobne zdarzenie, które nigdy nie miało miejsca i mieć go nie będzie. Mistyfikacja. 



 ~by Klara

29 komentarzy:

  1. Jezus Chrystus ... * . * zabiłaś mnie ... ale dobrze że to sen , bo jakby to była prawda , tobym cie chyba zabiła za to , że oni nie są razem xD

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten początek jest świetny ;D Hahha rozwalił mnie xD Bardzo fajny imaginy, ale osobiście uważam, że brakowało mu tego 'czegoś'. Ale i tak cię kocham xD

    OdpowiedzUsuń
  3. Szok szok szok a imagin świetny bardzo mi się spodobał:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak zawsze świetne .. już myślałam ,że Niall na prawdę on niej odszedł ,a tu takie coś ... Klara .. jesteś wielka kocham twoje imaginy :D
    PS:mam taką małą prośbę ,gdyby któraś z wam mogła napisać imagina o Niallu z Happy-endem :D Na 18 września ..ponieważ wtedy obchodzę urodziny :D
    ...
    Jak zawsze czekam na kolejny imagin z waszej strony :D

    OdpowiedzUsuń
  5. moze druga czesc ?|
    cos ze ten początek z dzieicstwa jest prwda ale reszta juz nie ?
    proszę

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. przyłączam się do prośby. 2 część
      !

      Usuń
  6. KOCHAM CIĘ! POWINIEN POWSTAĆ FANDOM WYZNAWCÓW KLARIZMU xd TY MASZ WIELKI TALENT NIE ZMARNUJ TEGO!!! ;P

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. OMG...Chciałam wiedzieć czy wyjdzie za Jamesa!!! nieeeeeee...będę płakać :( ale i tak spoko i motyw z klasą hahaha ;> A tak poza (przepraszam że wykorzystuje tego bloga) zapraszam na mojego bloga http://0ne-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. super jest! :) To jest najlepszy blog z imaginami polskimi w całym internecie! Dziękuję ci że go założyłaś :*

    OdpowiedzUsuń
  10. genialnee
    napisz 2 cześć tego porszeeeeeee

    OdpowiedzUsuń
  11. Fajny taki niespodziewany koniec jest super=D

    Ewwus

    OdpowiedzUsuń
  12. Supper taki inny konies


    Ewka :P

    OdpowiedzUsuń
  13. oczywiście będzie część 2 ? ;pp
    cuudoo *__*

    OdpowiedzUsuń
  14. Ulala.. Czekam na następny. Imagin boski/ chce następny !!

    OdpowiedzUsuń
  15. Zabiłaś mnie poprostu dobrze że skończył się tak a nie inaczej

    OdpowiedzUsuń
  16. chyba cię uduszę dziewczyno ;) myślałam że będzie dramatyczna końcówka, a tu proszę, sen! nie no, jesteś nieprzewidywalna ;* świetny imagin. Dołączam się do próśb, może 2 część ? ;)
    Kinga :)

    OdpowiedzUsuń
  17. Umarłam Boże Niall płacze! O Boziu, nie płacz! Prosze! Super imagin. Wiem że zawsze to pisze, ale na prawde mi sie podobają opowiadania na tym blogu.

    OdpowiedzUsuń
  18. AAA SUPER SUPER! <3 też myślę że powinnaś dodac 2 część. ;) boże jest cudownyyyyyy xxx

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam, wiem, że za to mnie znienawidzicie i spłynie na mnie lawina skarg i pretensji, ale kompletnie nie mam pomysłu, co do dalszej części. Fabuła, która jest powyżej jakby zawęziła kręgi innych pomysłów i, według mnie, nie mogłabym nic innego wykombinować, by stworzyć ciąg dalszy. Jeśli bardzo wam zależy, jasne, mogłabym spróbować, ale na prawdę, nie mam pomysłu... Jakieś sugestie w związku z ów partem 2? ; )

      Usuń
  19. Wow... <3 Moje wymarzone wesele... Ale ja bym pobiegła.

    OdpowiedzUsuń
  20. To tylko sen, a ja się poryczałam jak małe dziecko... Jesteś niesamowita<3

    OdpowiedzUsuń
  21. Co kurwa ?! Boże.. To to.. To jest piękne !! \(*O*)/

    OdpowiedzUsuń
  22. Niall... Obiecaj mi,że nigdy, przenigdy mnie nie zostawisz...
    Elisabeth

    OdpowiedzUsuń
  23. nie no ja tu prawie rycze a ty mi mówisz na końcy że to sen. Ale imagin Zarąbisty

    OdpowiedzUsuń