środa, 5 września 2012

# 136. Liam .

Biegłam najszybciej jak potrafiłam. Ścieżka pomiędzy dwoma wysokimi żywopłotami skąpana była w nikłej poświacie księżyca, co nadawało jej straszny charakter, wyjętej wprost z horroru. Nogi pomału odmawiały mi posłuszeństwa, jednak nie przystawałam, wręcz zwiększyłam tępo, by nie dać się słabości i skręciłam w uliczkę po prawej wysypanej żwirem, który nieprzyjemnie chrzęścił mi pod stopami i zdradzał moje położenie. Po lewej stronie alei wznosiły się wielkie domostwa o równie pokaźnych ogrodach, jednak po bliższym przyjrzeniu się wcześniej wymienionym można było spostrzec, że w ów domach od dawien dawna nikt nie zamieszkiwał. Trawniki zdziczały, na grządkach z uschniętymi kwiatami pojawiły się chwasty i niechciane zarośla, a pręty składające się na miedziane płoty pokryła gruba warstwa rdzy. Ulicy, którą podążałam nie oświetlała żadna latarnia, więc niepocieszona zwolniłam, by uniknąć upadku, tym bardziej, że żwir zastąpiła inna nawierzchnia – pod stopami wyczuwałam trotuar wyłożony kamieniami.
Mijałam właśnie mieszkanie okalone drewnianym płotkiem, które po części stało się już łupem korników, kiedy zahaczyłam czubkiem buta o kanciaste podłoże. Zachwiałam się i w panice wyciągnęłam rękę, żeby chwycić się desek, jednak nie przyszło mi do głowy, że ów parkan nie wygląda zbyt stabilnie, więc nie znalazłam w nim statecznego oparcia. Runęłam na ziemię, a deseczki poodrywały się od stelażu i upadły wokół mnie robiąc nieprzyzwoicie dużo hałasu, który okazał się dla mnie zdradziecki.
Syknęłam kiedy na moim kolanie pojawiła się szkarłatna plama, a dżinsy ozdobiła dziura wielkości kurzego jajka. Przeniosłam cały ciężar ciała na zdrową nogę i pokuśtykałam dalej, byle dalej stąd. Za sobą słyszałam dudniące kroki prześladowcy, jednak uparcie pokonywałam kolejne metry w nadziei, że uda mi się dostać do jakiejś bardziej zaludnionej części miasta.
Dotarło to do mnie szybciej, niż ów dostrzegłam. Przede mną znajdował się ceglany budynek który kończył ponurą ulicę. „Ślepa uliczka” uprzytomniłam sobie ze zgrozą. Rozejrzałam się rozgorączkowanym wzrokiem po domostwach i z ulgą stwierdziłam, że los jednak nie odwrócił się ode mnie dzisiaj w całej krasie. Jedna z furtek była niedomknięta. Podeszłam do nie i pchnęłam ja, po czym pokuśtykałam w głąb zapuszczonego ogrodu ku ruinom domu.
Zdziwiłam się, kiedy pchnęłam drzwi i okazały się otwarte. Oczywiście nie obyło się bez przeraźliwego zgrzytu i skrzypienia, które poniosło się echem po całym wnętrzu, ale perspektywa tego, że miałam się gdzie schronić dodawała mi otuchy.
Weszłam po zdezelowanych schodach na górę, a skrzypiące deski, z których były stworzone, sprawiały, że bałam się uczynić krok naprzód w obawie przed zawaleniem konstrukcji. Dźwięk każdego mojego nastąpnięcia wzmacniany był skrzypieniem i sypaniem się kurzu ze stropu. Umknęłam do jednego z pokoi wzdłuż zaniedbanego korytarza w nadziei, że uda mi się tam przeczekać odejście  intruza. Zamknęłam za sobą drzwi i podeszłam do zakurzonego okna, w którego rogu ogromny pająk uwił sobie sieć i właśnie był w czasie konsumpcji jakiegoś nieszczęsnego owada, który zaplątał się w jego dzieło. Przetarłam szybę dłonią i wytężyłam wzrok, jednak nieprzeniknione ciemności uniemożliwiły mi dostrzeżenie alejki i ewentualnego intruza podążającego nią.
Przysiadłam na podłodze z zamiarem doglądnięcia okropnie poranionego kolana. Oderwałam rękaw koszuli i przewiązałam nim ranę, po czym podniosłam się z zakurzonej posadzki i otrzepałam spodnie. Krok naprzód. Głośne skrzypnięcie. Jeszcze jeden. Przerażające pęknięcie ciągnące się w poprzek podłogi przebiegająca wprost pod moimi nogami. Zgrzyt. Osuwająca się podłoga…
Odskoczyłam w bok. Deski, potężne chmury kurzu, pyłu i szczątków domu upadło z hukiem piętro niżej, a ja, przerażona, wpatrywałam się w dziurę na środku pokoju i w opadający szarawy proszek. Chwyciłam się kurczowo jednej z kolumienek tuż przy ścianie, a mój wzrok wędrował po kolei od jednego gobelinu na ich szczycie do drugiego.
Wycofałam się brzegiem do drzwi. Hałas na pewno sprowadził, a właściwie wskazał miejsce mojego pobytu prześladowcy, więc nie chciałam go kusić jeszcze bardziej i czym prędzej czmychnąć do innej kryjówki. Jednak nie było to takie łatwe, bo kolano zaczęło mnie niemiłosiernie szczypać i strasznie drętwieć. A kiedy zaglądałam do kolejnego pokoju, usłyszałam jego.
- Wiem, że tu jesteś… Nie uciekniesz mi…
Pisnęłam. Drzwi na końcu ustąpiły, a ja weszłam szybko do pokoju i zamknęłam je za sobą.
- Nie ukryjesz się przede mną… wyjdź i staw mi czoła…
Przestałam oddychać. Oparłam się plecami o drewniane drzwi i wsłuchiwałam się w szurające kroki za mną. Ciężki, urywany oddech był coraz bliżej. Zabarykadowałam drzwi połamanym krzesłem stojącym tuż obok i zaczęłam omijać slalomem kartonowe pudła wypchane po brzegi staroświeckimi gratami, których nie potrafiłam zidentyfikować.
Prześladowca dotarł do drzwi za mną, a więc przyśpieszyłam. Czego chciał? To jasne. Na kilometr było od niego czuć alkohol, a obrzydliwy oddech i nieczyste myśli, które rozpoznałam po tym, jak mnie dotykał, kiedy go minęłam na ulicy, działały obezwładniająco no moje myśli i paraliżująco na moje ciało. Bałam się, że nie zdążę mu uciec. Bałam się, co może mi zrobić, jeśli mnie dopadnie co, po względzie na moją perfidnie zranioną nogę, nastąpi prędzej czy później.
Okno okazało się otwarte. Wyjrzałam na zewnątrz i dostrzegłam, iż od ziemi dzieli mnie odległość ponad pięciu metrów, jednak w powypalanym słońcem trawniku zakorzenił się rozłożysty krzak. Wdrapałam się na okiennicę i, rzucając ostatnie przerażone spojrzenie w kierunku drzwi, przy których klamka drgała nerwowo, gdyż nietrzeźwy próbował za wszelką cenę dostać się do środka, skoczyłam.
Lot trwał krótko, a dzięki przyciśnięciu do ust dłoni, nie wydobył się z nich żaden pisk czy krzyk, co na pewno wzmogłoby czujność obcego. Sturlałam się z kłującego krzaka i podniosłam się na nogi, po czym, kuśtykając coraz to mocniej, pognałam w kierunku uliczki. Nim zdołałam ją uchylić, sama otwarła się przede mną, a ja zatoczyłam się na murek tuż przy niej, czego skutkiem było poodzierane ramię i cichy syk wydostający się z moich ust.
- Co ty tu…? Kim jesteś?!
Otwarłam szeroko oczy i się skuliłam. Boże, proszę, tylko nie kolejny pijany gwałciciel…
- Co ci jest? Jesteś ranna? Słyszysz mnie?
Upadłam na twardy grunt i schowałam twarz w dłoniach. Nie, niech na mnie nie patrzy. Sama w sobie wzbudzałam strach, lęk i wstręt. Cała byłam w ciemniejących siniakach, zakrzepłej krwi i śladach kurzu po walącej się podłodze w ruinie domu za mną. Nie wiem, dlaczego obrałam właśnie tą trasę przez najmniej zaludnione obrzeża Londynu. Nie wiem, dlaczego.
- Słyszysz mnie? Nic ci nie zrobię – zapewnił mężczyzna łagodnym głosem, kucając koło mnie i dotykając mojego zranionego kolana.
Odsunęłam się gwałtownie i niemalże krzyknęłam. ‘Nie ufaj mu! Nie ufaj!’ podpowiadał mi rozum. Przypatrywałam mu się szeroko otwartymi, przerażonymi oczami.
- Zostaw mnie – wysapałam zachrypnięta i skuliłam się jeszcze bardziej.
Od strony budynku doszedł nas hałas łamanego drewna i wywarzania drzwi, a następnie groźny wrzask:
- Znajdę cię gdziekolwiek się ukryjesz, dziewucho, słyszysz mnie?!
Pisnęłam. Przerażenie, które odczuwałam mnie paraliżowało, ale dawało mi też dziwną determinację, żeby uciec stąd jak najdalej, dodawało siły i wytrwałości.
- Kto to? Kto tam jest? Wiem, że się mnie boisz, ale obiecuję, nic ci nie zrobię. Skrzywdził cię? – pytał nieznajomy brunet, przyglądając się moim napadom strachu. – To on zadał ci te okropieństwa? Wiem, że umiesz mówić. Proszę, odpowiedz.
Pokiwałam głową i zaszlochałam. Na wspomnienie obrzydliwych dłoni i dotyku, które mi zadawały przechodziły mnie dreszcze. „Proszę, proszę, niech to będzie sen. Boże, zabierz mnie stąd….” Tworzyłam w myślach litanie.
Kątem oka zauważyłam, że chłopak sięga do kieszeni. Zadrżałam.
- Zadzwonię po policję. Ta siedziba należy do mnie, niedawno ją odziedziczyłem, więc…
Parę minut później schował telefon i ponownie się nade mną pochylił.
- Jak masz na imię? Odprowadzę cię do domu, jeśli chcesz.
Nie odpowiedziałam. Niech dadzą mi spokój. Wszyscy. Chcę umrzeć.
Chłopak westchnął.
- Ja jestem Liam. Słuchaj, nie możesz tak tutaj siedzieć, musisz iść do szpitala, trzeba cię opatrzyć, zbadać…
- Nic. Mi. Nie. Jest. Zostaw mnie w spokoju – wymamrotałam.
- Nie zmuszaj mnie, bym…
Podniosłam się gwałtownie z ziemi i skoczyłam na bruneta. Ten, nie spodziewając się mojego ataku, nie był w stanie się obronić i oboje wylądowaliśmy na trawie. Szamotałam się z nim kilka chwil, by po chwili pozwolić mu wyciągnąć białą chusteczkę, która symbolizowała flagę…
GAME OVER.

- HA! Wygrałam! Wygrałam! Tchórz! – naigrywałam się z Liama, odkładając konsolę na stół i wybuchając perlistym śmiechem.
- To nie fair. Chciałem ci pomóc. – Zrobił minę obrażonego dziecka i założył ręce na piersi.
- Wiem, wiem… Masz za dobre serduszko – zamruczałam mu do ucha. Po chwili dodałam: - To w tobie kocham.
Rozpromienił się.
- Następnym razem…
-… olśnisz mnie swoją przebiegłością, tak, na pewno – zarechotałam.
- Jeszcze się przekonasz – zastrzegł i udał obrażonego.
- Oczywiście. Dasz mi odczuć porażkę. Dam ci fory, skarbie – rzekłam ze śmiechem i pocałowałam nadąsanego chłopaka, który zaraz się rozchmurzył po przegranej grze.




~by Klara.
----------------------------------------------------------------------------


Wiem. Beznadzieja. Chyba ten rozpoczynający się rok szkolny działa na mnie przytłaczająco, choć TEGO powyżej nie da się niczym usprawiedliwić.

21 komentarzy:

  1. wow, jesteś naprawdę niesamowita!masz wielki talent <3

    jeśli masz ochotę, zapraszam do mnie: http://onedirectionpolskieimaginy.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  2. cudowny, piękny, śliczny i jeszcze długo by mi zeszło z pisaniem tych określeń...
    Jeżeli chcesz poczytać to zapraszam tutaj http://szalonepisarki-imaginy.blogspot.com/
    I jeśli byś mogła, to pozostaw coś po sobie.
    To dla mnie ważne, bo ten blog jest początkujący i prawie nikt go nie czyta.
    Z góry dziękuję.

    Ell

    OdpowiedzUsuń
  3. Jestes genialna ! Aż słów brakuje, czekam na kolejne imaginy. A w chwili wolnego zapraszam do przeczytania : imaginy-onedirection-fans.blogspot.com :)
    Mam nadzieję, że sie podoba.
    + zostaw ślad jeśli chcesz. To dla mnie bardzo, bardzo wazne.

    ~Twoja wierna fanka D. ♥

    OdpowiedzUsuń
  4. hehe ;d
    no nie ;p
    to była tylko gra xD
    nie pomyślałabym ;))
    co ty gadasz dziewczyno ?
    jest...
    świetne <3
    macie wiele zajefajnych imaginów ;pp
    nawet jeśli jeden by ci nie wyszedł to się nie przejmuj ;)))
    teraz ja tez nie koniecznie mam wenę i czas ://
    no cóż trudno :(
    pozdrawiam ;* hid.bloog.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Dlaczego uważasz ,że ten imagin był zły? Nie znasz się xDD On był świetny ,naprawdę :D W życiu nie przypuszczałabym ,że to gra :D Szkoła może dobija ,ale weny Ci nie odbiera :D

    OdpowiedzUsuń
  6. Ten imagin nie jest beznadziejny jest cudowny

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja pi**dole dziewczyno ! Znajdę cię i uduszę ! Jak śmiesz gadać takie głupoty ! To jest zły imagin ? wtf !? Jesteś genialna ! I tej koniec ... grr ... ja się tak bałam a ty z grą wyjeżdżasz ;D Kocham cię normalnie ty idioto ;D
    I więcej nie chce tu pierdół słuchać o złych imaginach ! Od reszty redaktorek również !

    OdpowiedzUsuń
  8. nie mów że ten imagin to beznadzieja! Żeby stworzyć coś takiego trzeba mieć wielki talent i bogatą wyobraźnię. Ten element z grą jest świetny ;*
    Kinga :)

    OdpowiedzUsuń
  9. łe tam, farmazony opowiadasz xD super jest ten imagin ! uwielbiam tego bloga ! nie moge uwierzyć że tyle opublikowałaś już imaginów od kwietnia ! O.O gratuluje ci weny i mam nadzieje że cie nigdy nie opuści i kiedyś doczekam sie książki którą napiszesz :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jeśli jeszcze raz napiszesz że ten imagin to beznadzieja, to pamiętaj że cię znajdę ;D Jest genialny !!! Zapraszam na www.just-by-me-1d.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  11. Super Imagin . : )
    Zapraszam do mnie http://blog-o-one-direction-fans-fans.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. ja chce jeszcze ! jeszcze jeden ! z Niallem !

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. *___* le dead *__*
    Przyjaciółka poleciła mi tego bloga i przyznam się, że miała rację. Jest genialny :D Zaskoczyłaś mnie tą grą :)
    Kasia :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Jak zrobiłaś te serduszka spadające ? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ugh... poszukaj na bajery.net :) wpisałam tam dodatki na bloga, kursor i musisz wpisać kod do okienka... nie wyjaśniłam, wiem :D pisz na mejla, wtedy ci podam cały link i w ogóle ; *

      Usuń