środa, 21 listopada 2012

# 173 . Louis .


Imagin Alexii na urodzinki ; 3 Wszystkiego, co najlepsze, kochana, dużo zdrówka, szczęścia, miłości, samozadowolenia, spełnienia marzeń, biletu na koncert 1D i tego wszystkiego, co Ci się w główce tworzy.  J
Na prośbę, dodaję jej imagin, gdyż tego sobie zażyczyła. ^^
Będziemy robić takie odstępstwa, jeśli zażyczycie sobie na urodziny, byśmy wstawiły wasz imagin, po poprzednim poprawieniu. Rezygnujemy jednak z pisania prac na zamówienie (urodziny, imieniny etc.), gdyż jest to dla nas presja, a nuż się wam nie spodoba. : )

Kończyły się wakacje - zaczynała nowa szkoła. Mając 19 lat w końcu idę na studia. Na szczęście nie będę tam sama, bo moja najlepsza przyjaciółka Kate również interesuje się fotografią. Jak dobrze, że znalazłam ją te parę ładnych lat temu w zatrzaśniętej szkolnej toalecie... Od tamtego wydarzenia, które miało miejsce na początku podstawówki, nie rozstajemy się na krok. Nawet razem mieszkamy, z czego ogromnie się cieszymy. Pasujemy do siebie.
Rozbrzmiał pierwszy dzwonek, za nim następny i kolejny. Czas w szkole mijał nam bardzo szybko. Nim się spostrzegłyśmy skończyła się pierwsza połowa drugiego semestru. Obie cieszyłyśmy się jak głupie, że przez ten czas zdołałyśmy poznać wiele nowych, ciekawych informacji o fotografowaniu, a także dowiedzieć się kilku "trików".
Siedząc na korytarzu w czasie przerwy usłyszałyśmy głos dyrektorki wydobywający się z głośników:
-W ramach zajęć praktycznych w przyszłą sobotę uczniowie pierwszego roku wybierają się w plener, uczniowie roku drugiego takie wyjście mają...
Dalej już nie słuchałam, bo razem z Kate zaczęłyśmy piszczeć z radości, że to już tak blisko. Po uspokojeniu się mogłam wychwycić jedynie ostatnie zdanie pani dyrektor:
-Do środy wszyscy uczniowie muszą zgłosić się do swoich wychowawców w celu podzielenia na grupy i uzyskania szczegółowych informacji.
Już miałyśmy lecieć do naszej opiekunki lecz nagle dźwięk dzwonka wypełnił cały korytarz i musiałyśmy udać się do sali na lekcje. Po skończonych zajęciach prawie biegnąc dotarłyśmy do pomieszczenia, w którym siedziała wychowawczyni popijając kawę i "grzebiąc" w telefonie.
-Dzień dobry - powiedziałam lekko zdyszanym głosem. - Przyszłyśmy w sprawie tego sobotniego wyjścia...
-A tak. Już wam wszystko mówię. - Odłożyła kubek z napojem i sięgnęła po dziennik. - Gruby będą ośmioosobowe. Każdy „zespół” wybiera się w inne miejsce, na inne wydarzenie. Aby było sprawiedliwie, postanowiłam podzielić was według listy, więc wychodzi na to, że... - przeciągnęła ostatnie słowo zaglądając do dziennika - ...ty i Kate jesteście w tej samej grupie.
Bardzo się ucieszyłyśmy słysząc tą wiadomość.
-Bądźcie w sobotę przed 9:30 pod szkołą. Cała wasza ósemka pojedzie autobusem wraz z którymś z nauczycieli, najprawdopodobniej z panem Adamsem.
-A wiadomo gdzie i na jakie wydarzenie się wybieramy? - rzuciła Kate. Sama byłam tego bardzo ciekawa, ale przez to całe podekscytowanie, że jedziemy trochę popraktykować, zapomniałabym o to zapytać. Pani spojrzała do innego, małego zeszyciku leżącego obok sterty papierów.
-Wiem tylko, że to będzie jakaś polana, gdzie nagrywany ma być teledysk.
-Teledysk?! - krzyknęłyśmy obie. - Czyli, że poznamy kogoś sławnego?!
-Na to wychodzi - powiedziała z uśmiechem wychowawczyni. Na naszych twarzach pojawiła się ogromna radość i niedowierzanie.
-Ale czyj to teledysk?  - zapytałam z nadzieją, że z ust kobiety usłyszę słowa „Justin’a Bieber’a”, którego byłyśmy wielkimi fankami. Jednak po zadaniu tego pytania uświadomiłam sobie, że przecież jesteśmy w Londynie, więc czemu Justin miałby nagrywać tu teledysk?
-Niestety nie mam pojęcia dziewczynki. Albo to będzie niespodzianka, albo dowiecie się podczas wyjazdu.
-No dobrze. Dziękujemy za te informacje. Do widzenia! – rzuciłyśmy jeszcze, idąc w kierunku drzwi.
Przez całą drogę rozmyślałyśmy czyj teledysk może to być. Byłyśmy podekscytowane jak nigdy dotąd. Coraz mniej czasu pozostawało do tego wyjazdu. Jeszcze nikt nam nie powiedział z jaką gwiazdą będziemy mieć styczność, a był już piątek, dlatego tym bardziej chciałyśmy, aby ten dzień się skończył i jak najszybciej nadeszła sobota. Po powrocie do domu wpadłyśmy w panikę nie wiedząc w co się jutro ubrać.
-No i co ja mam założyć?! – krzyczałam stojąc przed otwartą szafą wypełnioną po brzegi najróżniejszymi ciuchami.
-A ja?! Myślisz, że mi jest łatwiej? – usłyszałam zdenerwowaną Kate wydzierającą się ze swojego pokoju.
-Dlaczego życie kobiety jest tak trudne? – zbulwersowana powiedziałam prawie przez łzy, ale z drugiej strony żartując.
W końcu, po niespełna dwóch godzinach wywracania szaf do góry nogami, obie znalazłyśmy coś, co nam odpowiadało. Przed pójściem spać spakowałyśmy jeszcze do toreb wszystko co potrzebne, łącznie z naszymi narzędziami pracy - aparatami, abyśmy rano miały więcej czasu na drobiazgi takie jak makijaż czy fryzura.
O 7:30 zadzwonił budzik. Upragniony dzień nadszedł. Zbiegłam po schodach wpadając do kuchni, by sprawdzić, czy Kate już tam była, bo jej pierwszą rzeczą po przebudzeniu było przyrządzanie śniadania dla nas obu. Tego ranka sytuacja się powtórzyła. Przekraczając próg ujrzałam przyjaciółkę stojącą z patelnią, która nakładała wciąż skwierczącą jajecznicę na dwa talerze stojące na stole. Wyszczerzyłyśmy się tylko ledwo powstrzymując się od pisku. Calutkie śniadanie przesiedziałyśmy w ciszy, porozumiewając się spojrzeniami. Po szybkim daniu w mgnieniu oka znalazłyśmy się w swoich pokojach i zaczęłyśmy zakładać na siebie to, co wybrałyśmy podczas wczorajszego dylematu ubraniowego. Wyszłyśmy z „naszych królestw” niemalże w tym samym momencie. Kate miała na sobie czerwone conversy, jasnobrązowe spodnie, czerwoną koszulkę w serek z masą różnych białych napisów, a na to wszystko szarawą marynarkę z podwiniętymi rękawami. Ja natomiast założyłam błękitne vansy, czerwone spodnie z lekko wywiniętymi nogawkami, białą bluzkę w cienkie granatowe paski oraz ciemnoniebieskie szelki.
-Wyglądamy zaskakująco cudownie. – uśmiechnęła się moja współlokatorka.
-Oczywiście, że tak! A niby jak inaczej miałybyśmy wyglądać? – odparłam zaczynając się śmiać.
Teraz nadszedł czas na fryzury i makijaż. Nigdy nie lubiłyśmy się zbytnio malować, więc użyłyśmy troszkę pudru, na rzęsy nałożyłyśmy czarny tusz, a na naszych ustach znalazł się jedynie błyszczyk. Z włosami dużo nie robiłam. Dlatego, że z natury są lekko falowane nie trzeba nic z nimi cudować. Same z siebie dają fajny efekt. Postanowiłam tylko związać je w luźny kucyk po lewej stronie. Włosy Kate są proste, więc na jej głowie zawitał kok ozdobiony spinką z czerwonym kwiatkiem pasującym do reszty ubioru.
Na zegarku była już 9:00, a za jakieś pół godziny powinnyśmy być pod szkołą. Na szczęście nie miałyśmy daleko, bo mniej niż 15 minut drogi. 25 minut po dziewiątej dotarłyśmy na miejsce zbiórki, gdzie stała prawie cała nasza grupa oprócz jednej osoby, na którą musieliśmy chwilę poczekać. Po pięciu minutach „spóźnialski” przyszedł. Wypadło akurat tak, że z całej „załogi” ja z Kate byłyśmy jedynymi dziewczynami, więc postanowiłyśmy całą „wycieczkę” trzymać się razem-chociaż i tak byśmy tak zrobiły. Podróż zajęła około godziny, a nagrywanie teledysku miało zacząć się o 11. Przez to pół godziny mogliśmy zwiedzić teren i trochę się z nim zapoznać skoro mamy rozwijać swoje umiejętności robiąc tu zdjęcia. Pan Adams, opiekun naszej grupy, kazał nam być równo o 11 i ani minuty później po największym drzewem jakie stało na tej pięknej rozległej polanie. Tak jak powiedział, tak zrobiłyśmy.
-A więc, kochani studenci – zaczął z uśmiechem; zawsze był pogodnym człowiekiem – Jak zapewne wiecie jesteśmy  na planie teledysku…
Obie modliłyśmy się, aby powiedział „Justin’a Bieber’a”, zaparło nam dech w piersiach.
-…zespołu One Direction…
Nie słyszałyśmy dalszej wypowiedzi pana Adams’a, bo zatrzymałyśmy się na ostatnich słowach. Miny momentalnie nam zrzedły. Nie lubiłyśmy One Direction… Tak szczerze to nie znałyśmy ich za dobrze, jedyne co o nich wiedzieliśmy to to, że takie coś jak ich zespół w ogóle istnieje. Teraz miałyśmy ochotę wracać, ale niestety było za późno, bo musiałyśmy uczestniczyć w zajęciach. Nigdy nie mogłyśmy znieść ciągłego gadania dziewczyn ze szkoły „jakie to łan dajrekszyn jest cudowne”. Jakoś nie trawiłyśmy tej piątki będącej bożyszczem miliona nastolatek na całym świecie, głównie to z wyglądu, bo przecież nic o nich nie wiedziałyśmy. Może wyciągamy zbyt pochopne wnioski? Jak uda nam się trochę z nimi zapoznać, nie jako z gwiazdami tylko jako ze zwykłymi chłopakami, wtedy będziemy oceniać. Otrząsnęłyśmy się w tym samym momencie, w którym nasz opiekun skończył swój monolog. Po krótkiej chwili dostrzegłyśmy duży czarny samochód z przyciemnianymi szybami. To byli chłopcy z One Direction. Pogodna piątka wysiadła z auta i pierwsze co zrobiła to podeszła do naszej grupki zwyczajnych studentów. Chyba wiedzieli kim jesteśmy i z jakiego powodu tu przybyliśmy, ponieważ zaczęli się nam przedstawiać. I to tak po prostu, bez żadnych obaw, że jesteśmy jakimiś szalonymi fanami, i że zaraz rzucimy się im na szyje prawie ich dusząc, czy też zemdlejemy na ich widok. Męska część praktykantów z naszej grupy mało przejmowała się na planie czyjego teledysku jesteśmy, o wiele bardziej interesowało ich to, że mogą poćwiczyć fotografię. Ja z Kate też powinnyśmy zapomnieć o obecności sław, gdyby nie to, że jeden z członków zespołu prawie wcale nie odrywał ode mnie swoich oczu. Z tego co zapamiętałam po ciągłym słuchaniu dziewczyn na przerwach był to Louis. Poznałam go po ubraniu, gdyż często albo ma na sobie bluzkę w paski, albo gładką koszulę zapiętą pod samą szyję, którą miał właśnie dzisiaj, czy też szelki. Dokładnie w tym momencie zauważyłam jak się ubrałam.
W czasie nagrywania klipu nie mogłam skupić się na robieniu tego co powinnam. On tak samo. Pstrykając fotki widziałam głównie jego wzrok na moim obiektywie i ten zniewalający uśmiech. Tak. Zniewalający. Bo trzeba przyznać, że był piękny. Sama nie wiem dlaczego, ale z minuty na minutę coraz bardziej mi się podobał. Nie tylko wyraz twarzy ukazujący rząd białych zębów, ale również cały Louis. Potrafił wszystkich rozśmieszyć, a mnie tak bardzo, że ledwo utrzymywałam aparat w rękach.
-Co ty się tak ciągle rozpraszasz? – podeszła Kate i zapytała szczerząc się jakby myślała „chyba ktoś wpadł ci w oko”.
-Eee…co? Ja… nie, dlaczego tak myślisz? Chyba ci się wydaje… - odpowiedziałam jąkając się po czym odwróciłam wzrok chcąc uniknąć jakiegokolwiek dalszego rozwoju tej konwersacji.
-Tak, tak. Mów kto to, muszę wiedzieć kim jest ten szczęściarz.
-Ehh… Chodzi o… - nie dokończyłam. Przed odpowiedzią przyjaciółce uratował mnie pan Adams posyłając nam spojrzenie, które kazała wracać do zajęcia.
-Jeszcze się dowiem, zobaczysz. – rzuciła i oddaliła się ze swoim aparatem. Posłałam jej tylko przesłodzony uśmiech i od razu zabrałam się do ponownego klikania spustu migawki.
Było już ciemno, około 22, więc musieliśmy powoli się zbierać kończąc tym samym przygodę na planie teledysku najsławniejszego boysband’u XXI wieku. Spakowaliśmy wszystkie nasze rzeczy do toreb czy jak część-do plecaków. Chowając aparat do pokrowca zauważyłam, że nigdzie nie mam osłonki na obiektyw. Przeszukałam każdą kieszeń, najgłębsze zakamarki torebki, lecz jej nadal nie było. Zdenerwowałam się, ponieważ ten mały przedmiot zapobiegał przed zabrudzeniem i zniszczeniem ważnego elementu aparatu. Klęczałam przed moim bagażem mając nadzieję, że przykrywka jednak tam jest, gdy nagle usłyszałam głos osoby stojącej a moimi plecami.
-Tego szukasz, prawda [T.I.]? – powiedział chłopak trzymający jedną rękę w kieszeni spodni, a drugą, w której znajdowała się czarna przykrywka, wyciągnął w moją stronę uśmiechając się przy tym nieśmiało. Louis.
-O! Tak! Dziękuję ci bardzo, Lou. – sięgnęłam po moją zgubę, by po zamknięciu aparatu spytać podejrzliwie:
- Skąd wiesz, jak mam na imię?
- Popytałem tam i ówdzie… - odrzekł zmieszany, po czym dodał: -Poszłabyś kiedyś ze mną na spacer, kawę… czy coś? – chciał się uśmiechnąć ponownie, ale chyba był trochę zdenerwowany przez co miał z tym problem. – Jeśli chcesz oczywiście i pod warunkiem, że mieszkasz niedaleko St. James Park.
Zachichotałam lekko i odpowiedziałam patrząc prosto w hipnotyzujące niebieskie oczy Louis’a.
-Z tym parkiem to żartujesz, tak?
-Nie, mówię serio - zrobił poważną minę, ale za kilka sekund na jego twarzy zawitał szeroki uśmiech.
-No bo tak się składa, że akurat przy nim mieszkam.
-Czyli zgadzasz się, żebyśmy gdzieś wyszli? – zapytał z nutką nadziei w głosie.
-Hmm… Zastanowię się. – odrzekłam z chytrym uśmieszkiem.
-Jak  już się zdecydujesz od razu daj znać. – wręczył mi karteczkę złożoną w kostkę i oddalił się do ekipy filmującej i reszty zespołu. Ja udałam się do grupy, z którą tu przyjechałam. Zbliżając się do naszego busa już z daleka widziałam minę Kate. Chyba wie o kogo chodziło. Zajęłam miejsce w pojeździe obok mojej przyjaciółki.
-No ładnie. Z Louis’em się zadajesz? Do czego to doszło…
-Ale on mi tylko podał osłonkę na obiektyw!
-To wiem, ale nie uwierzę, że tylko. Tam na 100 procent wydarzyło się coś więcej. – rzekła Kate z dużym przekonaniem. Miała rację.
-Nie dasz mi spokoju? – westchnęłam.
-Nie dam.
-Louis oprócz tego, że dał mi moją zgubę, zapytał czy miałabym ochotę gdzieś się z nim wybrać. – powiedziałam powoli czekając na reakcję Kate.
-Dlatego tak na ciebie patrzył… Więc życzę powodzenia na randce!
-To nie będzie randka. – syknęłam, zaciskając zęby.
-Dla ciebie może i nie, ale dla niego… Kto wie?
A jeśli Kate ma rację? Starałam się na razie o tym nie myśleć. Do domu dojechałyśmy kilka minut po 23. Tuż przed położeniem się spać przypomniałam sobie o propozycji Louis’a. Postanowiłam zgodzić się na wyjście. Sięgnęłam po telefon z zamiarem napisania do niego SMS-a, tylko że na wyświetlaczu widniała godzina 11:37pm. Pomyślałam że to raczej za późno na pisanie do kogokolwiek. Jednakże w myślach odnalazłam jego słowa „od razu”. Teraz już bez wahania wystukałam wiadomość na dotykowym ekranie mojej komórki:
          „A więc kiedy i gdzie? [T.I.] :)”
Nie musiałam długo czekać  na odpowiedź.
          „Może jutro ok. 17 w okolicach fontanny w St. James Park? Louis ;)”
          „No to do zobaczenia :)”
Odłożyłam telefon obok poduszki i momentalnie zasnęłam.

Niedziela mijała mi spokojnie. Do spotkania z Lou została mi jeszcze ponad godzina. Dzisiaj nie musiałam za bardzo głowić w co mam się ubrać. Założyłam zwykłe jeansowe rurki, kolorową bluzkę, koszulę w żółto-czarną kratę i czerwone trampki, a włosy zostawiłam rozpuszczone.
Dochodziła 17, więc wyszłam z domu zamykając go starannie. Na szczęście Kate pojechała rano do rodziców i wróci jutro w godzinach wieczornych, iż dzień jutrzejszy jest wolny od zajęć szkolnych. Idąc alejką parku dostrzegłam chłopaka siedzącego na ławce niedaleko miejsca gdzie umówiłam się z Louisem. Wyglądał na zamyślonego, ale z uśmiechem karmił samotnego gołębia kręcącego się w jego pobliżu. Zatrzymując się blisko postaci poznałam, że to była osoba, z którą miałam się spotkać.
-Kevin! Keeevin! – wołał szarego ptaka, kiedy zobaczył mnie. – Hej, czekałem na ciebie razem z Kevinem.
-Kevinem? – nie miałam pojęcia dlaczego akurat „Kevin” i dlaczego akurat wskazał na gołębia.
-Czyli nie jesteś fanką One Direction? – stwierdził bardziej niż zapytał. – Po prostu lubię gołębie. Dlaczego „Kevin”? A tak jakoś.
-Dobra… – przeciągnęłam unosząc jedną brew. – Już wiem o tobie trzy rzeczy: jesteś przystojny, zabawny i lubisz gołębie.
-A ja nie wiem o tobie nic. – zrobił smutną minę po czym szybko dodał – No dobra, trochę wiem.
-Doprawdy? Jakież to informacje o mnie posiadasz? – rzekłam z pytającym spojrzeniem siadając obok niego na ławeczce.
-Że jesteś bardzo ładna, zabawna i nie lubisz zespołu, do którego należę.
-Hej! Nie powiedziałam, że nie lubię waszego zespołu! Po prostu was nie słucham i nie obserwuję 24 godziny na dobę na twitterze. – sprostowałam udając oburzoną.
Rozmawialiśmy tak jeszcze przez jakiś czas śmiejąc się co kilka minut, czy też przekomarzając się. Tematami naszej pogawędki były rzeczy codzienne, również zespół, w którym był Louis. Wymienialiśmy się także wiadomościami o nas samych. W pewnym momencie powróciliśmy do rozmowy o One Direction, chłopak nagle rzucił:
-Czy ty zadajesz tyle pytań o członków zespołu, żeby potem chwalić się całemu światu, że przyjaźnisz się z jednym z nich?
-Oczywiście że nie. Po prostu jestem ciekawa jak wygląda życie gwiazd od drugiej strony, tej nieznanej większości osób.
-Na pewno? – dopytał mrużąc oczy.
-Tak, na pewno. Nie jestem osobą, która zrobi wszystko tylko dla sławy i pieniędzy. – uniosłam delikatnie kąciki ust.
-No to jedziemy do reszty! – krzyknął szczerząc się i wstając z ławki jak poparzony.
-Masz na myśli resztę One Direction? – upewniłam się ostrożnie.
-Jeśli nigdzie się dzisiaj nie wybierasz, ani nie masz żadnych innych planów to czemu nie? – powiedział wciąż pokazując swoje białe zęby.
Co jeśli się tam zasiedzę? Co powiem Kate? Będzie się o mnie martwić, albo pomyśli sobie nie wiadomo co. Chociaż… no tak. Kompletnie zapomniałam, że do jutrzejszego wieczoru nie ma jej w domu. Po kilkusekundowym rozważeniu całej sytuacji, podniosłam się z ławki i ruszyłam z Louis’em do jego samochodu. Za niecałe 10 minut byliśmy pod piętrową, pomalowano na biało willą. Lou wjechał do podziemnego garażu, a za chwilę otwierał drzwi wejściowe domu całego One Direction. Jak prawdziwy dżentelmen puścił mnie przodem, co jak się okazało, nie wyszło na dobre. Ledwo zauważyłam jakąkolwiek rzecz będącą wystrojem wnętrza, kiedy dostałam piłką plażową prosto w twarz słysząc przy tym czyjś zachrypnięty głos.
-Jak tam randka, marcheweczko?
-Ałć? – powiedziałam ze zdziwieniem, gdy piłka turlała się już po podłodze.
-O matko, przepraszam, nie wiedziałem, ze Lou przyprowadzi swoją dziewczynę. Chciałem, żeby to on dostał tą piłką. – chłopak z loczkami lekko się zaczerwienił spuszczając wzrok i wskazując na okrągły przedmiot.
-Harry, uspokój się. To nie jest moja dziewczyna. Znamy się dopiero jeden dzień. – na policzki Louis’a również wkradł się lekki rumieniec, po czym zwrócił się do mnie – Mam nadzieję, że nic ci nie jest? Niestety z nim już się chyba nie da nic zrobić.
-Wszystko w porządku. Prawie zawsze, gdy do kogoś przychodzę dostaję czymś niespodziewanie w twarz. – zaśmialiśmy się. Słysząc, że coś się dzieje, reszta lokatorów pojawiła się obok nas. Odezwał się Lou:
-Hej chłopaki, to jest [T.I.]. [T.I.], to jest Liam, Niall, Zayn, a ten najgłupszy to Harry. - po tych słowach zielonooki posłał mu groźne spojrzenie. Uśmiechnęłam się do wszystkich na powitanie.
-No to jak, gołąbeczki. Randka się udała? – wyrwał nagle blondyn stając pomiędzy mną a Louis’em obejmując nas.
-Oczywiście, że się udała. – wyszczerzył się chłopak stojący po prawej stronie Niall’a i uwolnił się spod jego ramienia, by móc stanąć przy moim boku. – Jesteśmy szczęśliwymi Kevinami.
Kiedy Lou po tych słowach delikatnie musnął mój policzek poczułam jak robię się czerwona.
-Mówiłeś, że nie jesteście parą! – krzyknął oburzony Harry. – Jak mogłeś mnie okłamać?!
Na te słowa wszyscy wybuchneliśmy śmiechem.
-No właśnie… Ja też nic o tym nie wiem. – Skrzyżowałam ręce na piersi i posłałam szatynowi pytające spojrzenie.
-Jeszcze kiedyś o tym pogadamy. – mrugnął do mnie unosząc kąciki ust i łapiąc mój nadgarstek pociągnął do przytulnego salonu, w którym siedzieli pozostali lokatorzy. W tym czasie Niall przyniósł kilka smakołyków.
Z opowieści pozostałej czwórki wynikało, że to właśnie niebieskooki blondyn był największym żarłokiem. Każdy z nich opowiedział mi trochę o sobie, z czego mogłam wywnioskować, że osoby tworzące zespół są po prostu porządnie walnięte-w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Już po godzinie czułam się, jakbyśmy byli bliskimi przyjaciółmi znającymi się wiele lat. Nasz śmiech wypełniał całą nowoczesną, elegancko urządzoną willę. A to chłopcy bili się o byle co, a to Irlandczyk rozpoczynał kłótnię o wyjedzenie jego porcji żelków.
-Idioci. – wyrwałam znienacka próbując opanować chichot.
-Aż tak nas nie lubisz? – zapytał Liam siedzący na podłodze robiąc minę zbitego szczeniaka.
-Żartujesz? Ja was bardzo lubię! Nawet tak bardzo, że chciałabym zostać tu dłużej czy nawet zamieszkać, ale nie mam zamiaru przeszkadzać wam w bitwie na jedzenie, więc będę już lecieć. – miałam właśnie wstać z kanapy, gdy odezwał się Zayn:
-Tylko, że ty nam w niczym nie przeszkadzasz. Możesz przenocować jeśli masz ochotę.
-Mówisz poważnie? – zrobiłam wielkie oczy patrząc co raz to na innego z nich. Kiwali twierdząco głowami. Rzeczywiście, nie uśmiechało mi się spać w pustym mieszkaniu. – Chętnie, jednak jest problem. Nie będę raczej spać w tym, co mam teraz na sobie, a niestety nie noszę w torbie zapasowej piżamy. A, i jeszcze jedno: zero żartów z moim udziałem.
-Okej, postaramy się. – uśmiechnął się chytrze Harry, a ja spojrzałam na niego podejrzliwie.
-Pójdę skombinować ci jakąś piżamę. – powiedział Liam i zniknął w jednym z pokoi. Gdy chłopcy zaczęli sprzątać salon po swoich wybrykach, wrócił Liam z białą koszulką i szarymi dresami w ręce. Podziękowałam mu serdecznie i udałam się do łazienki na piętrze, po wcześniejszym zapytaniu, gdzie się ona dokładnie znajduje. Wzięłam jedynie szybki prysznic, nie lubiłam długo moczyć się w wannie. Następnie umyłam zęby palcem korzystając z czyjejś pasty stojącej na półeczce pod lustrem. Założyłam ubranie, które dostałam, wzięłam pod pachę to, w czym tu przyszłam i już po 15 minutach byłam gotowa do spania. Słyszałam, że wszyscy byli na dole, więc krzyknęłam:
-Mógłby mi ktoś powiedzieć gdzie mam się teraz udać?
-Już idę! – wrzasnął Louis. Za kilka sekund wbiegał już po schodach i pierwsze co ujrzał to mnie w za dużych ciuchach swojego przyjaciela. Zbadał mnie wzrokiem powstrzymując wybuch śmiechu.
-Wyglądam jak wyglądam, nie musisz komentować.
-Chciałem tylko powiedzieć, że do twarzy ci w dresie Liam’a, ale skoro nie chcesz, żebym się odzywał - już jestem cicho. – odrzekł ze słodką miną, po czym otworzył drzwi niedaleko łazienki i wskazał na pokój. – Jeśli nie masz nic przeciwko, to zapraszam do siebie.
-A ty gdzie będziesz spał? – zapytałam z zaciekawieniem.
-O tutaj. – odpowiedział siadając na małej sofie pod jedną ze ścian.
-Czyli ja tu? – pokazałam palcem na pościelony tapczan. Louis pokiwał głową i wyszedł z pomieszczenia.
Byłam zmęczona, więc szybko położyłam moje ubrania na krześle stojącym przy biurku, odłożyłam telefon na szafkę nocną i rzuciłam się na łóżko przeznaczone dla mnie.
Poczułam jak ktoś siada na tapczanie, na którym spałam. Elektroniczny zegarek wskazywał godzinę 3:11am.
-Wytłumaczysz mi, proszę, co ty wyprawiasz? – zaspana zadałam pytanie Louis’owi wgrzebującemu się pod „moją” kołdrę.
-Przepraszam, nie chciałem cię obudzić. Zawsze, gdy śni mi się koszmar, idę do któregoś z chłopaków, ale dzisiaj ty byłaś bliżej. – zatrzymał się na chwilę – To mogę?
Pomyślałam chwilkę. Właściwie… Czemu nie?
-Jasne, chodź. – odpowiedziałam mało myśląc, ponieważ jak najszybciej chciałam powrócić do spania.
Obudziłam się o 7:58, kiedy chyba jeszcze wszyscy spali, gdyż nie słyszałam żadnych odgłosów dochodzących z dołu czy piętra. Wiedziałam, że już nie usnę ponownie, więc miałam zamiar wstać i zrobić niespodziankę lokatorom szykując im śniadanie. Jednak nie byłam w stanie wykonać tej czynności, iż na moim brzuchu znajdowała się ręka Louis’a. Powoli obróciłam się, by na niego spojrzeć. Wyglądał tak słodko, że nie miałam serca go budzić. Jednakże sama nie mogłam się ruszyć, niestety musiałam wyrwać chłopaka ze snu. Zastanawiałam się tylko jak. Delikatnie, spokojnie nim potrząsając, czy też zrzucając go z łóżka? Wybrałam tę bardziej drastyczną metodę, ale zanim obudzę przystojniaka, sprawdzę komórkę. Miałam taki nawyk, że po przebudzeniu patrzyłam, czy nie dostałam żadnego SMS-a, albo czy nie przyszło jakiekolwiek powiadomienie. Odblokowując telefon, wyśliznął mi się on z ręki i z hukiem wylądował na podłodze.
-Co się stało?! – wydarł się Louis spadając przy tym z tapczanu robiąc większy hałas niż komórka. Nie zdołałam powstrzymać wybuchu śmiechu, co zaskutkowało tym, że mój głos rozniósł się po całym budynku. Szczęśliwie, żaden z chłopców do nas nie przyszedł.
-Spokojnie, to tylko telefon. Aż tak bardzo się przestraszyłeś? – wydusiłam z siebie, gdy w końcu nabrałam powietrza w płuca. – I mógłbyś mi jeszcze powiedzieć w jaki magiczny sposób twoja ręka znalazła się na mnie?
-Wiesz, dlaczego przyszedłem do ciebie w nocy, prawda? – pokiwałam delikatnie głową, a Lou zaczął mówić dalej – No. Śniło mi się, że coś złego ci się dzieje i  po prostu chciałem cię chronić.
Te jego oczy tak bardzo mnie hipnotyzowały, aż miałam ochotę patrzeć na nie całymi dniami. Nie, nie, nie… Musze się otrząsnąć. Lecz taka prawda.
-To miłe z twojej strony. – uśmiechnęłam się lekko, mój wzrok wciąż spoczywał na jego tęczówkach. – A teraz wybaczysz, ale idę zrobić śniadanie.
-Zobaczymy jak dobre będzie. – chłopak poruszył śmiesznie brwiami i przybrał chytry wyraz twarzy.
Po kilku minutach skończyłam poranną toaletę i udałam się do kuchni. Byłam chyba jedyną osobą, która wtedy nie spała. Jednak zaczynając smażyć trzeciego naleśnika przestałam być samotna, bo do pomieszczenia wszedł Niall.
-Uuu naleśniczki wyczuwam. – powiedział oblizując się.
-Nie rozpędzaj się tak, dostaniesz dopiero, kiedy wszystkie będą gotowe. – uprzedziłam blondyna, a ten zrobił smutną minę i usiadł przy stole podpierając głowę rękoma. Kiedy wkładałam brudne naczynia do zmywarki, w kuchni pojawiła się reszta zespołu.
-Teraz możesz. – zachichotałam kierując wzrok na Niall’a. On wyszczerzył się i od razu wyciągnął rękę w stronę gorącego posiłku.
-On jeszcze ani jednego nie zjadł?! – wypalił Zayn i zrobił wielkie oczy tak jak Harry, Liam i Louis.
-Nie pozwoliłam mu. – odparłam zadowolona.
-Jakiej tajemniczej siły użyłaś do zrobienia tego? Przecież to jest rzecz prawie niewykonalna! – odezwał się tym razem Liam.
-Nie powiem, bo wtedy nie będzie już tajemnicza. – uśmiechnęłam się zadziornie.
-To chyba wolimy nie wiedzieć. – zaśmiał się Harry.
-Zboczuchy. – rzuciłam w nich ścierką.
Niall raczej nie słuchał naszej rozmowy i nie wiedział o co chodzi, ponieważ cały czas gadał sam do siebie wpychając do ust kolejne kawałki naleśników.
-Lepsze niż Harry’ego! – wykrzyknął nagle Irlandczyk.
-Skoro lepsze niż Hazzy to ja nie wiem jak one smakują… Nie wyobrażam sobie tego… - powiedział Lou zajmując przy stole miejsce obok blondyna.
Cała piątka objadała się jedzeniem przygotowanym przeze mnie, nawet Harry, który podobno do tej pory wykonywał ten posiłek najlepiej.
-No ładnie, niezłą mam konkurencję. – mruknął loczek, na co wszyscy zareagowali śmiechem.
-Twoja konkurencja niedługo zniknie. – poklepałam zielonookiego po ramieniu. – Zaraz będę się zbierać.
Louis chyba zasmucił się tą informacją; poznałam to po wyrazie jego twarzy. Jak to ja, dałam się namówić, żeby zostać trochę dłużej. Trochę to znaczy do godziny 8.
Kiedy wchodziłam po schodach w celu zabrania telefonu, który zostawiłam przy łóżku, usłyszałam  chłopców rozpoczynających rozmowę. Zatrzymałam się na którymś ze środkowych stopni w momencie, w którym padło moje imię.
-[T.I.] jest całkiem fajna, nie? – głos Liama dotarł do moich uszu.
-I ładna. – dodał Styles. On tylko o jednym…
-Nie zapominajmy, że ma zdolności kulinarne. – dorzucił ten wiecznie głodny.
-No, no. Spoko dziewczyna. – tym razem usłyszałam Zayn’a.
- Hej, Lou, a ty będziesz tak siedział bez słowa? – zapytał Li.
-Mówiłeś coś? Przepraszam, wyłączyłem się na chwilę. – zająkał się Louis.
-Ooo my już wiemy co oznacza, kiedy przestajesz kontaktować i nie wypowiadasz się na temat jakiejś panny. Wytłumaczysz nam to? – wtrącił Hazza.
-Ach, co mam tłumaczyć? I tak zapewne wiecie o co chodzi… - westchnął Lou.
-Louis się zakochał, Louis się zakochał! – szeptała jednocześnie pozostała czwórka chłopaków, jakby nie chcieli, żebym to usłyszała. Jednak te słowa dotarły do mnie bardzo wyraźnie. „Dlaczego ja na to nie wpadłam? Jak mogłam tego nie zauważyć?” – pomyślałam. Miałam mętlik w głowie. Nie miałam chłopaka, więc to nie o to chodziło. Po prostu nie wiedziałam jak to możliwe. Moje rozmyślania przerwały czyjeś kroki powoli zbliżające się w stronę schodów. Szybko wbiegłam na górę pokonując resztę stopni i energicznie pchnęłam drzwi do pokoju, w którym spałam. Sięgnęłam po moją własność, a gdy się odwróciłam w progu stał szatyn, któremu rzekomo się podobam.
-Skoro już idziesz, to może cię odprowadzę? Nie chciałbym, aby coś ci się stało. W dzisiejszych czasach nie wiadomo kogo spotkasz na ulicy. – schował ręce do kieszeni i uniósł lekko kąciki ust.
-Ja tez nie chciałabym, aby coś ci się stało. W dzisiejszych czasach nie wiadomo jakie fanki spotkasz na ulicy. – odpowiedziałam starając się go przedrzeźniać. Zaśmialiśmy się chwilę, po czym dodałam: - Zgadam się, żebyś mnie odprowadził, ale jak się przebierzesz.
-Ale po co? Nie mogę tak wyjść? – oburzony wskazał na piżamę, którą miał na sobie.
-W mojej obecności-na pewno nie. – odpowiedziałam bez wahania krzyżując ręce na piersi. Lou z groźną miną obrócił się i poszedł do łazienki, na co zareagowałam ukazaniem moich zębów.
Za około 15 minut byliśmy gotowi do wyjścia. Zanim minęliśmy próg pożegnałam się z Liamem, Zaynem, Niallem i Harry’m przytulając każdego z osobna.
-Będziemy tęsknić, odwiedzaj nas czasem! –krzyknął jeszcze Zayn, gdy byliśmy w drodze do furtki. W odpowiedzi posłałam mu szeroki uśmiech.
-Następnym razem przynieś naleśnik! – dorzucił Niall. Pokiwałam sarkastycznie głową i zniknęłam z Louis’em za żywopłotem rosnącym na posesji chłopaków.
Droga obyła się bez piszczących fanek, czy jakichkolwiek nieprzyjemności, ponieważ Lou założył szeroką bluzę z kapturem. Po prawie 20 minutach staliśmy już pod moim domem. Kate jeszcze nie było. I dobrze. Odwróciliśmy się przodem do siebie i chcąc wyjaśnić to jak najszybciej, powiedziałam cicho:
-Słyszałam waszą rozmowę. W kuchni. Czy to prawda?
-Nie chcę sprawiać ci problemu, ale… tak, to prawda. – wyjąkał spuszczając wzrok na swoje buty.
Bez słowa pocałowałam go w policzek. Najwyraźniej zrozumiał co to miało znaczyć. Też się w nim zakochałam. Pewnie brzmi to niedorzecznie, no ale miłość jest nieobliczalna.
-A jakbyś tak została moją dziewczyną? – zapytał z błagalnym wzrokiem. On chyba lubi walić prosto z mostu… Tym razem dostał buziaka centralnie w usta.
-Wystarczy taka odpowiedź? – uśmiechnęłam się słodko, a on mocno mnie przytulił. Po chwili oderwaliśmy się od siebie. Louis uniósł jedną brew i poparzył na mnie pytającym wzrokiem.
-Jak powiemy reszcie, że po tak krótkim czasie naszej znajomości jesteśmy razem?
-Miłość od pierwszego wejrzenia? – odpowiedziałam mu pytaniem na pytanie.
-Tak… Zostańmy przy tym. – uśmiechnęliśmy się do siebie, po czym ponownie wtuliłam się w jego tors.

~by Alexii

30 komentarzy:

  1. Imagin naprawdę fajny.Dziewczyna ,która go napisała ma naprawdę do tego talent.

    OdpowiedzUsuń
  2. Urodzinki mówisz? No to Happy B-Day i jakiegoś ogromnego Party Hard! A co do imagina, bardzo mi się podoba. Chciałabym czytać więcej imaginów w podobnym stylu. xxx

    upalllife.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Świetny. Ciągle się uśmiechałam jak go czytałam :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Awwwwww *____* Happy B-day <3 Cudowny imagin :D

    OdpowiedzUsuń
  5. najlepszego ;) ten imagin jest świetny! ;D
    Kinga ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ooo cudowny HAPPY B-DAY

    OdpowiedzUsuń
  7. Bardzo fajny :) 10/10 :P

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękny bardzo mi się podoba
    Kocham czytać wsze imaginy :D

    OdpowiedzUsuń
  9. DZIĘKI WSZYSTKIM ZA MIŁE SŁOWA DOTYCZĄCE IMAGINA I ZA ŻYCZENIA URODZINOWE ! ♥
    Cieszę się bardzo, że się podoba :3

    OdpowiedzUsuń
  10. Happy B-Day ;) Zaje*isty imagin ;D Więcej takich.... <3

    OdpowiedzUsuń
  11. świetny, bardzo mi się podobał, ale jednej rzeczy nie mogę wam wybaczyć, dziewczyny. Imię Louis wymawia się Lułi, czyli odmienia się: Louis'im (czyt. Lułim) oraz Louis'ego (czyt. Lułiego). a nie Louis'a, czy Louis'em... proszę, weźcie to do waszych serduszek pełnych weny i fantazji!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. ale tam jest jeszcze "s" ... czyli raczej wymawia się Lułis

      Usuń
    3. Wow, jest na prawdę fajny , świetny !
      Trochę spóźnione , ale Najlepszego :D
      Czekam na następny , i bardzo proszę o jakiś zabawny z Niall'em ;)

      Usuń
    4. Nie zgodzę się, mówi się Luis, Luisa, Luisowi, Luisem, Luisie. To jest poprawnie. No sorry Cię bardzo :/
      Niall's wife :)

      Usuń
    5. Ale w wywiadach nawet słychać , że mówią do niego "Lui"

      Usuń
    6. Odmienia się "Louisa", a nie "Louis'ego", jestem pewna ;)
      Końcówkę "y" odmienia się na "ego", np. Harry'ego.

      Usuń
  12. One word, girls- WOW!
    Genialne, naprawdę :) Wyobraziłam to sobie, jak film :)
    Kocham xoxo
    Niall's wife :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspaniały ♥

    Czekam na kolejny z Louisem ;3

    OdpowiedzUsuń
  14. Alexii, jesteś niesamowita ! Powinnaś być kolejną autorką bloga ^^
    Kina ;p

    OdpowiedzUsuń
  15. Świetne! Na prawdę rewelacyjne! *_________* Naprawdę wspaniały. Czytałam to jednym tchem <3

    OdpowiedzUsuń
  16. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  17. fantastyczny imagin :D masz talent dziewczyno :) po prostu rewelacja !!!!!!!!!!!!!!!!! :) bardzo mi się podoba, jest zabawny i ciekawy :)
    mam nadzieję, że kiedyś jeszcze napiszesz imagin i gdzieś będzie wstawiony :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ojojoj <3 Urooocze :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Nn więc dołączając się do waszej kłótni, imię Louis czyta się Lułi, a imię Lewis czyta się Lułis. Poza tym w j. angielskim nie odmienia się rzeczowników, więc jeśli jako Polacy odmieniamy to imię to od nas zależy jak to zrobimy. Imagin świetny! XD Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  20. super imagin i jeszcze taki długi OMG :) uwielbiam Lou <3

    OdpowiedzUsuń
  21. KOCHAM:) Jak to czytałam to uśmiechałam się do monitora patrząc czy nikt nie zobaczy jak sie szczerze ;P

    OdpowiedzUsuń