poniedziałek, 29 kwietnia 2013

# 231. Zayn. część 3.

*Zayn*
Ta dziewczyna byłą tak strasznie wredna i pewna siebie. Jak mogła dać mi trefnego papierosa? Jej arogancja, brak szacunku i jakiejkolwiek kultury były przejawem tego, jak bardzo nienawidziła ludzi. Ale bądźmy szczerzy. Czy ja nie jestem taki sam? Widzę minę mojej mamy, gdyby [T.I.] przyszła do naszego domu. Pewnie przywitałoby ją miłe : „O! Damska wersja Zayn’a!”
Miała mnie oprowadzać po szkole. Pff. Bo ludzie myślą, że nie dam sobie rady. To będzie przedsmak zwycięstwa.  Zwycięstwa nad tą dziewczyną.  
Po 4 pierwszych lekcjach wyszedłem z Sali i ruszyłem na spotkanie z [T.I.]. Czekałem na nią w holu jakieś 15 minut, gdy się w końcu pojawiła.
- O! Widzę, że królowa raczyła się zjawić – uśmiechnąłem się sztucznie.
*[T.I.]*
- Uważaj żeby królowa nie zrzuciła cię w przepaść – odszczeknęłam się temu debilowi i ruszyłam w odwrotną stronę.
- Chwilę! Gdzie ty idziesz? – dobiegł mnie jego głos, już lekko zdenerwowany.
- Oprowadzać cię po szkole.
- A może tak będziesz oprowadzać mnie a nie swój plecak? – ten dupek zaczynał mnie coraz bardziej irytować.  W jednej chwili znalazłam się koło niego, chwyciłam go za koszulkę i przysunęłam do siebie.
- Pamiętaj. Ja mówię raz, nie czekam na nic, nie jestem grzeczna i mi się nie podskakuje. Zrozumiałeś słonko? – nadal trzymałam go za kołnierz. Chłopak wykonał jeden niespodziewany ruch, położył swoje ręce na mojej talii, tym samym uwalniając się z uścisku, przysunął swoje usta do moich i wpił się w nie zachłannie. Zdziwiona oddałam pocałunek. Miał sprawne usta, lekko spierzchnięte, które z zachłannością coraz mocniej i czulej. Tak chyba czulej wbijały się w moje. Odsunęłam się od niego, gdy zdałam sobie sprawę z tego co robię. Chłopak spojrzał na mnie ze zdziwieniem, a ja go spoliczkowałam.
- Co ty wyprawiasz?! – wydarłam się na niego.
- Całuję cię? Chyba nie powiesz, że ci się nie podobało co? – na jego twarzy pojawił się chytry uśmieszek.
- Jesteś bezczelny – wykrzyczałam mu prosto w twarz.
- Gram twoją bronią. Kochana to jest wojna, nie tanie romansidło – spojrzał na mnie z pogardą. Znowu go spoliczkowałam. Nikt nie wykorzystał mnie jeszcze tak perfidnie jak on.
- Co ty robisz? – złapał nie za ręce i po raz kolejny przyciągnął do siebie. Jego uścisk był tak mocny, że nie mogłam się wyrwać. Biłam go, kopałam, ale on jak trzymał mnie tak trzymał. Jego żelazny uścisk bolał.
- Zayn, puść – dukałam przez łzy, które sączyły się z moich oczu, spowodowane bólem.
- Nie. Mnie też bolało. Siłował się ze mną.
- Proszę – w końcu się poddałam i przestałam z nim walczyć. Chłopak wypuścił mnie z uścisku i spojrzał na mnie z politowaniem. Miał rację.
Byłam zimną suką, pozbawioną uczuć.
Podeszłam do ściany i walnęłam w nią z pięści. Zabolało. Ale ten ból ukoił moje zszargane nerwy, które dzisiaj dawały o sobie znać jak nigdy. Ja jednak byłam głupia. Taka pozostałam. Stoczyłam się po ścianie i upadłam na zimną podłogę. Nie chciałam okazywać słabości, ale to było po raz kolejny silniejsze ode mnie. Znowu chciałam pokazać, że jestem silna, ale nie potrafiłam. W końcu podniosłam głowę i spojrzałam na Zayn’a. patrzył na mnie w osłupieniu. Chyba nie będę w stanie dalej go oprowadzać czy chociażby robić kolejnych numerów.
- Ja… ja… muszę… iść… - wydukałam i wybiegłam ze szkoły, nie bacząc na krzyki chłopaka.  Biegłam przed siebie jak najdalej. Byle żeby nikt mnie nie widział. Najpierw ruszyłam do ukochanego parku, ale zastałam tam dość nieadekwatny widok. Całująca się para. Nie będę przeszkadzać. Pobiegłam dalej chcąc za wszelką cenę zostawić za sobą przeszłość i wrócić do teraźniejszości. Uciekałam sama przed sobą. Nagle zadzwonił mój telefon. Odebrałam niepewnie, nie wiedząc kto odezwie się w słuchawce:
- Tak? –spytałam mojego rozmówcę.
- [T.N.] gdzie ty się do cholery podziewasz?! – z początku wydarł się na mnie mój trener.
- Koło parku. O co chodzi? – mój chłodny jak skała ton od razu sprowadził go na ziemię.
- Zapieprzaj mi na trening. Już! Za 10 minut chcę cię widzieć pod salą! – wydał rozkaz i rozłączył się.
- Pierdol się stary dziadzie – mruknęłam pod nosem i ruszyłam na halę treningową. Znowu musiałam zapieprzać jak koń. Znowu treningi. Ale tak naprawdę tylko one w pełni działały na mój stres. Muzyka mnie nie uspokajała, nie widziałam w niej żadnej przyjemności. Owszem lubiłam słuchać muzyki, piosenek, ale nie sprawiało mi to przyjemności. Dopiero na morderczych treningach, pełnych przekleństw, wyzwisk, wylanego potu, braku szacunku i ogromu prób i upadków nauczyłam się żyć. Nauczyłam się, że w życiu nie ma litości. Jeśli ktoś chce cię zlać, to zleje cię prędzej czy później. Będzie czekał na odpowiedni moment, by uderzyć i żeby bolało jak najbardziej. Nie masy wpływu na to czy da ci w zęby, czy kopnie w brzuch. Ty możesz się spodziewać bólu, a nie litości. Nikt nie powiedział, że życie będzie łatwe.  Nie oczekiwałam, że takie będzie.
Weszłam do ogromnej hali i szłam ciemnym korytarzem. Cały czas miałam wrażenie, że ktoś mnie śledzi. Poszłam do szatni, by się przebrać. Założyłam czarne legginsy,  czarny top do ćwiczeń i ochraniacze wspomagające stawy skokowe. Na stopy nałożyłam baletki i wyszłam na salę treningową. Rozgrzewkę zaczęłam od kilkunastu kółek, a skończyłam na sprintach i ćwiczeniach rozciągających.
- O! Widzę, że jednak przyszłaś – powitał mnie trener z szelmowskim uśmiechem na twarzy.
- Nie mogłabym opuścić treningu. Mam swoje zasady. Nie pamiętasz? – zwróciłam się do niego z jadem w oczach.
- Pamiętam aż za dobrze. Wskakuj na drążek – wskazał na przedmiot gimnastyczny, a ja posłusznie wykonałam jego polecenie. Na początek wykonywałam drobne obroty, które później przerodziły się w wysokie wyskoki i pętle. Musiałam odpocząć. Kiedy tylko zeskoczyłam z drążka ruszyłam do szatni, nawet nie zatrzymując się na wyjaśnienia.
Od czego zaczęła się moja przygoda z gimnastyką akrobatyczną, wyczynową i sportową? Dobre pytanie. Właściwie to nie znam odpowiedzi. Wszystko zaczęło się, gdy skończyłam 8 lat. Wtedy moi ukochani rodzice, których ciągle nie ma w domu, odkryli we mnie potencjał sportowca i zaprowadzili do szkoły gimnastycznej. Tam przyjęli mnie ciepło. Co tu dużo mówić, kiedy byłam już w zaawansowanej grupie, odbyły się eliminacje do międzynarodowych zawodów w gimnastyce artystycznej. Załapałam się do grupy reprezentującej Anglię. Pojechaliśmy do Ameryki, gdzie odbywały się takowe zawody. Moje koleżanki dały świetne występy, a kiedy ja miałam wejść na podest, po prostu nie wytrzymałam psychicznie. Byłam za słaba. Wybiegłam z hali i nigdy więcej nie wróciłam do tej dyscypliny. No cóż, było o mnie głośno. I zaczęło się wszystko sypać. Wyrzucili mnie ze szkoły, zabrali stypendium i obsmarowali  w gazetach. Później przedawkowałam, poznałam panią Brooks, ale tą historię już znacie i wróciłam do sportu. Dzięki niej. Pomogła  mi przełamać barierę. Dużo jej zawdzięczam.
No, dosyć tego wspominania. Czas wrócić do ćwiczeń. Weszłam dziarskim krokiem na halę i wskoczyłam na matę. Wykonałam parę salt, obrotów, zakończyłam już doskonalę wyuczoną pozą i usłyszałam czyjeś brawa. Nie zdziwiłoby mnie to, gdyby nie fakt, że mój zapyziały trener nie ma w zwyczaju klaskać. Obróciłam wolno głowę i zobaczyłam Zayn’a. od razu do niego podbiegłam i hardo spytałam:
- Co ty tutaj robisz?
-  Przyszedłem przeprosić – uśmiechnął się do mnie życzliwie. Życzliwie? Tak on się uśmiechnął. Życzliwie! Odwzajemniłam niewymuszony uśmiech i rzekłam:
- Teraz jest twój czas. Zamieniam się w słuch – moja wypowiedź nie była zimna czy chłodna. Była po prostu normalna. Widzicie? Tak działa na mnie gimnastyka.
- No to ten, no przepraszam – uśmiechnął się i wziął mnie w objęcia. Zdziwiona przytuliłam się do niego. Jego zachowanie było bardzo dziwne. Odsunęłam się od torsu chłopaka i spojrzałam w górę, ponieważ był ode mnie wyższy. I to był błąd. Zatopiłam się w jego pięknych brązowych jak czekolada oczach. Nasze twarze ponownie się zbliżały, któryś raz już tego dnia. W końcu poczułam smak jego ust na swoich. Położyłam ręce na jego karku, tym samym pogłębiając pocałunek. Chłopak wyraźnie zdziwiony nie przestał mnie całować.  W tamtym momencie nie wiedziałam co robię. To było silniejsze ode mnie. Chyba  wpadłam. Uśmiechnęłam się przez pocałunek.  Zayn najwyraźniej to poczuł, bo wykonał taki sam ruch.
Tak bardzo nie chciałam się od niego odsuwać, ale musiałam. Nie mogę się znów do kogoś przywiązać. Odejście tej osoby znów będzie bolesne, a tym razem już tego nie przeżyję.
- Zayn my nie możemy – powiedziałam do chłopaka  ze smutkiem wyrysowanym na mojej bladej od emocji twarzy. W jego oczach zobaczyłam smutek, pomieszany ze zrezygnowaniem. Zawiódł się na mnie. To kolejna osoba którą zawiodłam. To takie uczucie, którego nie da się opisać, które jest silniejsze. To jak widzisz, że zawiodłeś, że dałeś ciała. To jeszcze gorsze niż spoliczkowanie. Policzek się zagoi, przestanie boleć, a rana w umyśle, sercu zostanie już na zawsze.
- Przepraszam, ja nie mogę. Nie chcę znowu zawieść – spojrzałam w jego pełne bólu oczy i uciekłam. Kolejny raz.
Uciekam od problemów, nie chcę się przyznać, że jestem słaba. Nie chcę ranić ludzi na których mi zależy. Bo chyba mi na nim zależy, prawda? Chyba go kocham.
Pobiegłam do domu i zaczęłam pakować walizki. Mój telefon dzwonił nieprzerwanie, ale nie odebrałam ani jednego połączenia i nie odczytałam żadnej wiadomości. Przełamałabym się, okazała swoją słabość.
Szybko zakupiłam bilety przez Internet na lot do Londynu.
Jestem tchórzem. Wiem to, ale ja już taka zostanę na zawsze. Za bardzo boję się zaufać, a potem zranić. Jestem tchórzem.

~by Agata.

piątek, 26 kwietnia 2013

# 230. Zayn. część 2.

On naprawdę nie wiedział z kim zadarł. Był jeszcze taki niedoświadczony. 
- [T.I.] czy mogłabyś oprowadzić Zayn’a po szkole? -  na przerwie zaczepiła mnie pani Brooks.
- Ale ja? – zrobiłam wielkie oczy. Nie wyobrażałam sobie tego. Ja i on obok siebie dłużej niż przez 45 minut? Wykluczone!
- Tak, ty. Jako jedyna znasz najlepiej tą szkołę – tu mnie miała. To była prawda. Znałam każdy zakątek tej dziury, wiedziałam o skrytkach, nieznanych pomieszczeniach.  Nikt nie wiedział tyle co ja.
- Ale ja…ja… - zaczęłam się jąkać. Byłam na straconej pozycji. Kolejny raz.
- [T.I.] proszę. Dobrze wiem, że mogę na tobie polegać. Koniec rozmowy. Liczę na ciebie – uśmiechnęła się do mnie i odeszła w stronę pokoju nauczycielskiego.  Tupnęłam nogą w podłogę i rzuciłam plecakiem o panele. No nie wierzę! Ja mam go oprowadzać?! Wolne żarty!  Wyszłam ze szkoły,  trzaskając frontowymi drzwiami. W głowie układałam sobie plan na najbliższe dni. Najbliższe dni spędzone w towarzystwie tego pozera. Co on sobie wyobraża? Myśli, że da mi popalić. Nawet nie wie jak bardzo się myli. Wróciłam do domu i od razu usiadłam przy komputerze. Weszłam na moją ulubioną stronę. Przesunęłam strzałkę w dół i wybrałam kilka produktów. Poduszka purchawka, sztuczna guma, gumowy papieros. Na razie wystarczy. Jutro powinny być.
Przebrałam się w obcisłe legginsy, czarny top i adidasy, wzięłam IPoda, słuchawki, butelkę wody i wyszłam z domu. Pobiegłam do parku. Lubiłam to miejsce, pomimo przykrych przeżyć związanych z niedaleko położonym stawem. Położyłam się  na pobliskiej ławce i patrzyłam w chmury. Niektóre z nich wyglądały jak zwierzęta, inne jak legendarne postacie, a najbardziej oddalone, niczym osoby.  
Po kilkunastu minutach wstałam i zaczęłam biegać wokół drzew rozsianych po parku.  Zmęczona wróciłam do domu. Położyłam się na kanapie i włączyłam telewizor. Same nudy, jakieś horrory, komedie, seriale kryminalne. Nic ciekawego.  Miałam dosyć dzisiejszego dnia.  Powoli zasnęłam.
Rano obudził mnie cichy łoskot. Podniosłam się na łokciach i spojrzałam wokoło. Wszędzie porozwalane były moje rzeczy, buty i inne rzeczy, będące w kompletnym nieładzie.  Powoli wyszłam z łóżka, postawiłam jedną stopę na zimnej podłodze i od razu ją schowałam.
- Zimnooo – wymruczałam i jeszcze bardziej nakryłam się kołdrą. Nie dane było mi jednak nacieszyć się błogim stanem tymczasowego otępienia, ponieważ po chwili usłyszałam dźwięk telefonu.
- O, nie, nie, nie. Nie odbiorę – nakryłam uszy poduszką, ale to nic nie dało, bo owy ktoś dobijał się do mnie z coraz większą natarczywością. W końcu musiałam wstać, jednak nie odebrałam  telefonu. Ruszyłam do łazienki, umyłam zęby, rozczesałam włosy, pomalowałam rzęsy, nałożyłam trochę pudru i przejechałam  błyszczykiem po ustach. Wyszłam z pomieszczenia, ubrałam jasną koszulę, którą włożyłam w czarne rurki, ozdobione ćwiekami. Do tego bransoletka z nitami, wygodny plecak i byłam gotowa. Na dole założyłam jeszcze trampki i jak oparzona wyskoczyłam z domu. Miałam oprowadzić pana Malik’a po  szkole, więc musiałam się przygotować. Ze skrzynki na listy wyciągnęłam paczkę ze sprzętem do robienia kawałów i ruszyłam do szkoły. Doszłam do szkoły i od razu skręciłam w stronę szafek. Wrzuciłam do mojej plecak, z którego wyciągnęłam poduszkę purchawkę.  Ruszyłam na chemię. Mojego kolegi z ławki jeszcze nie było. Idealnie. Położyłam na jego krześle poduszkę i udałam,  że jestem grzeczna. Po kilkunastu minutach zjawił się nasz „ sexy boy”. Zaśmiałam się w duchu. Był tak wpatrzony w siebie, że nawet nie zauważył zasadzki. Z gracją i nonszalancją usiadł na krześle, a purchawka zadziałała. Po klasie przeszło długie pruknięcie.  Nie mogłam opanować śmiech, zresztą jak większa część klasy. Kiedy Zayn wstał z krzesła, podniósł purchawkę i zamachnął się, by ją rzucić do Sali weszła nauczycielka chemii, a purchawka wylądowała na jej głowie. Wpadłam w szaleńczy śmiech, a mulat spalił buraka, poszedł po zabawkę i przeprosił jędze.
- Taki Bad Boy a przeprasza? No nie wierzę – znowu zaczęłam się śmiać jak szalona.
- Mam w sobie trochę kultury – podszedł do mnie i wbił we mnie wkurzony wzrok. Uśmiechnęłam się  złośliwie i rzuciłam:
- Kulturę? No co ty nie powiesz. Oprowadzam cię dzisiaj po szkole, o 11, pamiętaj. Nie będę czekać wieki -  powiedziałam i otworzyłam podręcznik.
- Zemszczę się. Pamiętaj. Ze mną nie wy…  – szepnął mi na ucho, ale nie zdążył skończyć, ponieważ nauczycielka mu przerwała:
- Zayn! Może ty poprowadzisz lekcję ? A z [T.I.] umówisz się później.
-  Pani sobie żartuje?! Nigdy nie umówiłabym się z tym palantem! Ja i on?! A zdrowa jesteś stara jędzo?!  - wydarłam się na nią zdenerwowana.
- [T.I.] [T.N.]! Jak ty się do mnie zwracasz?! Natychmiast proszę wyjść z klasy i wrócić jak się uspokoisz! – wskazała ręką na drzwi i kazała mi się wynosić.
-  Myślisz, że chcę tu siedzieć? – spojrzałam na nią z ironią – A ty pamiętaj dzisiaj  o 11 na holu.  Nie będę czekać, jak się zgubisz to twój problem – pokazałam palcem na Zayn’a i wyszłam trzaskając drzwiami. Byłam wkurzona. Na nią, na niego i na cały świat. Siedziałam na korytarzu z podkulonymi nogami i myślałam nad kolejnym numerem.
- Ale z ciebie koks! – usłyszałam głośny krzyk tego debila, dochodzący z końca korytarza.
- Przynajmniej nie jestem takim tchórzem jak ty! – odszczeknęłam się i wróciłam do rozmyślań. Mój kolejny plan czas wcielić w życie!
Wyciągnęłam paczkę sztucznych papierosów wyciągnęłam jednego i podetknęłam pod nos Malik’a.
- Chcesz? – zapytałam życzliwie i uśmiechnęłam się do niego.
- Jasne – wyciągnął rękę po papierosa i zawiadiacko się uśmiechnął.
- Trzymaj zapalniczkę – rzuciłam mu przedmiot i czekałam na jego reakcję. Przyłożył papierosa do ust i zaciągnął się. Za pierwszym razem nic się nie stało, ale kolejny ruch spowodował, że trefny szlug zaczął się palić niezmiernie szybko. Zayn wyrzucił go szybko na podłogę i zdeptał.
- Co to było?! – wykrzyknął w moją stronę oburzony.
- Wojna mój drogi, wojna. 2:0 dla mnie – zaśmiałam się i podniosłam z ziemi zadowolona.


~by Agata.

poniedziałek, 22 kwietnia 2013

# 229. Zayn. część 1.

[T.I.]
- O! widzę, że [T.I.] zjawiłaś się w porę w sam raz na kartkówkę – uśmiechnęła się do mnie ta jędza, kiedy tylko weszłam do Sali.
- Chyba ci się coś  poprzewracało w głowie, jeśli myślisz, że napiszę jakąkolwiek kartkówkę – uśmiechnęłam się do niej szyderczo i usiadłam w mojej ławce szkolnej. Ta idiotka myśli, że mnie do czegoś zmusi. Myli się. To ja tutaj króluję. Ta szkoła, albo raczej zatęchła dziura jest mi cała posłuszna. Nikt nie odważy się, żeby coś mi powiedzieć. Nie tylko przez moje zachowanie czy „brak szacunku do starszych” jak to mówią inni. Moi rodzice są jednymi z głównych sponsorów szkoły. Nasz ukochany dyrektor nie miałby za co opłacać prądu czy jak kupować kredy. To było śmieszne.
- Mogę zacząć lekcję?- spytała ze zdziwieniem i zniecierpliwieniem w oczach, nauczycielka.
- Rób co chcesz – odpowiedziałam równie bezpretensjonalnie. Położyłam nogi na ławce, wyciągnęłam telefon i zaczęłam dzwonić do każdego z klasy. Po kilku sygnałach się rozłączałam, ale ci idioci nie wiedzą, że jest taka możliwość wyłączenia głosu w telefonie, więc co chwilę mieliśmy okazję słuchać innego dzwonka. Niezły ubaw. Miałam jeszcze zadzwonić do nauczycielki, kiedy przerwał mi dzwonek. Rozbawiona wyszłam z klasy.
Szłam korytarzem w kierunku Sali od angielskiego. Jedyna lekcja na której siedziałam grzecznie? Nie. Grzecznie to za dużo powiedziane. Po prostu lubię  naszą wychowawczynię. Jest młoda, fajnie uczy, potrafi zaciekawić i przede wszystkim śmieje się z nami, czasem robi psikusy, staje w naszej obronie i różne inne. Na tej lekcji staję się inną osobą.  Ponura weszłam do Sali, ale gdy ujrzałam naszą wychowawczynię humor od razu się poprawił, a usta same wygięły się w uśmiech. Jak zwykle siedziała na biurku, czytając książkę i popijając kawę ze śmiesznego kubka. Usiadłam w mojej ławce i wyciągnęłam podręczniki. Nauczycielka na chwilę wyszła i zostałam sama w klasie. Po chwili reszta uczniów zjawiła się w pomieszczeniu. Czekaliśmy tylko na naszą panią. Nie minęło więcej niż 5 minut kiedy zjawiła się w Sali. Ale nie sama.
- Dzieci… - zaczęła, ale ktoś jej przerwał z oburzeniem.
- Młodzież, proszę pani.
- Dobrze – westchnęła zrezygnowana, choć widziałam, że sytuacja najwyraźniej ją śmieszy. Poczciwa kobieta.
- A więc droga młodzieży, poznajcie Zayn’a Malik’a, waszego nowego, szkolnego kolegę. Od dzisiaj będzie uczęszczał z Wami na lekcje. Proszę, przyjmijcie go ciepło – kiedy wymawiała ostatnie zdanie, w szczególności spojrzała na mnie. Podniosłam ręce w geście niezrozumienia. Spojrzała na mnie wymownie i już siedziałam cicho. Posadziła nowego w mojej ławce. Jak dotąd nikt ze mną nie siadał. Może się bali, no albo nie chcieli wchodzić mi w drogę chociaż to i tak na jedno wychodzi. Dopiero teraz przyjrzałam się temu Zayn’owi. Dość wysoki, ciemne, czekoladowe oczy, naszpicowane żelem włosy, lekki zarost. Ubrany był w czarne rurki, białą koszulkę, a na nią narzuconą skórzaną marynarkę i czarne buty. Bad boy? A i zapomniałam o czerwonym fullcapie. Nonszalancko usiadł koło mnie i wyciągnął podręczniki. Zmierzyłam go wzrokiem.   Za kogo on się uważał? Co za pozer. Ze mną nie ma tak łatwo.
Wyraźnie zadowolona kobieta zaczęła lekcję, gdy zauważyła, że Zayn jeszcze żyje. Puściłam jej krzywy uśmiech. Znała mnie lepiej niż ktokolwiek, wiedziała co ze mnie za ziółko, jakie mam wady, których zdecydowanie więcej niż zalet. Wiedziała wszystko zaczynając od mojej sprawy z niczym nie interesującymi się rodzicami, dragami, alkoholem a kończąc na gimnastyce. Głównie jej zawdzięczam to, że tutaj  jestem. Można powiedzieć, że mój sentyment do niej, zrodził się, kiedy uratowała mi życie. Pamiętam jakby to było wczoraj. Poszłam nad taki mały staw, gdzie zawsze paliłam, wciągałam, połykałam i nie wiadomo co jeszcze.  W każdym bądź razie wstrzyknęłam sobie za dużo heroiny i powiedzmy prosto w twarz. Przesadziłam. Po jakiejś chwili poczułam jej działanie. Rozłaziła się po całym moim ciele, w pewnym momencie zabrakło mi tchu. Czułam się jakbym tonęła, ale nadal mogła oddychać. To doświadczenie skończyłoby się nieciekawie gdyby nie pani Brooks. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że będzie moją nauczycielką. Gdy tylko zobaczyła mnie, jak się wiję i krzyczę z bólu od razu do mnie podbiegła i zadzwoniła po karetkę. Cudowna służba zdrowia przyjechała nawet szybko, a w czasie oczekiwania nauczycielka cały czas trzymała moją rękę i uspokajała mnie. Potem przyszła odwiedzić mnie w szpitalu. Była mi bardzo bliska, a gdy dowiedziałam się, że będzie mnie uczyć, przyrzekłam sobie, że nigdy nie zapalę żadnych drag, nie wezmę papierosa do ust i nie tknę alkoholu do osiemnastki. Dla niej. Spłacam dług za uratowanie życia. Postanowiłam również, że będę dla niej miła. Nie musiałam udawać, przy niej uśmiech sam wkradał się na moje usta. Ach. Wspomnienia.
-  Ej. Halo – poczułam szturchanie w lewy bok i jakiś natarczywy głos.
- Co? – spytałam rozkojarzona. Przeniosłam się tak daleko w przeszłość, podróżowałam ze wspomnieniami, tak długo, że zapomniałam o teraźniejszości?
- Dzwonek – rzekł mulat i wyszedł z Sali. Zwlekłam się z krzesła i ruszyłam do drzwi.
Ponownie, nie wiem który to już raz szłam ponurym korytarzem. Było tam dosyć tłoczno, więc kiedy tylko ktoś widział, że idę momentalnie się przesuwał. To takie fajne, kiedy wszyscy się ciebie boją i jest się prawdziwą królową. Wyszłam w końcu na boisko. Wyciągnęłam telefon i zaczęłam się nim bawić. Było nudno.
- Słyszałem, że to ty tutaj królujesz? – usłyszałam głos za sobą. Nie odwróciłam się.
- Tak. Nie pasuje ci coś? – spytałam hardo.
- Nie skądże. Tylko  pogódź się, że od dzisiaj to ja jestem Bad Boy’em w tej szkole. Twoja pozycja spada, a ja się wspinam – zuchwale usiadł na murku obok mnie. Jego przeciętność i zapatrzenie w siebie było wręcz śmieszne. Cze on naprawdę myślał, że zwali mnie ze stołka, który ja sama stworzyłam. Wielu próbowało. Poddawali się po około tygodniu.
- Jesteś tutaj raptem kilka godzin, nie masz pojęcia z kim zadarłeś – odezwałam się pewnie i wstałam. Ruszyłam w stronę szkoły, gdy poczułam jak łapie mnie za rękę.
- Przekonamy się. Ja nie znam ciebie, ty nie znasz mnie. Walka wyrównana – zaśmiałam się pod nosem i obróciłam się w jego stronę.
- Przepraszam co ty powiedziałeś? Chcesz walczyć ze mną o pozycję w szkole? W mojej szkole? Dobrze się rozumiemy?  I jeszcze powiedziałeś, że walka jest wyrównana? Ty chyba naprawdę nie wiesz co mówisz – teraz już pokładałam się ze śmiechu – Myślisz, że jak masz tonę żelu na włosach, skórzaną marynarkę to jesteś koks? – dotknęłam jego włosów, jednak gdy chciałam rozwalić jego idealną fryzurkę, gwałtownie złapał mnie za rękę i wykręcił mi ją. Zrobiłam jeden ruch, którym była malutka śruba i już moja ręka byłą wolna. Zdziwiony pa Malik spojrzał na mnie ze zdziwieniem.
- Główka boli – popukałam się po czole i spojrzałam na niego spod byka – naprawdę nie wiesz z kim zadarłeś – ponownie zaśmiałam się szyderczo i zostawiłam go zdziwionego.


~by Agata.