Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bromance. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bromance. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 stycznia 2013

# 195 . Larry .



Pamiętasz ich pierwsze spotkanie? Kiedy to za czasów X-Factora stali się dla siebie, jak bracia? Ale między tą dwójką zawsze było coś więcej. Te ukradkowe spojrzenia, chichoty, rzeczy o których wiedzieli tylko oni. Od razu złapali ze sobą świetny kontakt, uznali że mogliby zamieszkać razem, po czym zrobili to. Na dodatek Harry był niepełnoletni, a musiał przeprowadzić się do Londynu. Nie będę Cię przekonywać, że między nimi jest coś więcej niż zwykła przyjaźń czy też nie. Bo nie od tego tu jestem. Nie osądzam Eleanor, mimo wyrobionej już opinii na jej temat. Chcę Ci tylko uświadomić, czytelniku, że już nie jest tak, jak było kiedyś. Skończyło się, odeszło w dal. Chcę Ci tylko opowiedzieć historię, która przecież mogła się zdarzyć. Bo niby czemu nie?



 Domu rodzinnego się nie zapomina.

Louis spakował ostatnie rzeczy, pakując je do wielkiej przepastnej torby podróżnej. Rozglądnął się dookoła swej dawnej sypialni, zastanawiając się czy aby na pewno niczego nie zapomniał. Westchnął, zakładając torbę na ramię. Zostawiał tu mnóstwo wspomnień. Szczególnie tych szczęśliwych, radosnych, ale i pełnych gniewu. Przecież w każdej przyjaźni zdarzały się zgrzyty. Ale pomimo to, to był jego dom. Tak, nie bał się użyć tego słowa. Te dwa krótkie lata, które tu spędził razem z Harry'm mocno wyryły się w jego pamięci i, mimo że właśnie się wprowadzał do nowego mieszkania, gdzie zamieszka ze swoją dziewczyną, to mieszkanie będzie zawsze jego domem. Ciepłym, bezpiecznym, rodzinnym, do którego uwielbiał wracać po męczących podróżach. Nie zwlekał z odejściem. Każda minuta zwłoki oznaczała kolejne minuty cierpienia i wyrzutów sumienia, że zostawia tu Harry'ego samego. W końcu taksówka już czekała na dole, gotowa zawieźć go do jego nowego miejsca, które od dzisiaj będzie jego domem. Przeszedł szybkim krokiem do przedpokoju, chwytając za klamkę, kiedy usłyszał głos dochodzący z głębi mieszkania.

- Klucze zostaw na komodzie. - Drgnął. Był pewien, że jego przyjaciel szwęda się gdzieś po mieście. A może on sam nie zauważył go, zbyt zajęty pakowaniem się? Przymknął drzwi, które zdążył już w połowie otworzyć i położył torbę na podłodze. Zaglądał do reszty pokoi, lecz stały one puste. Dopiero w salonie ujrzał otwarte drzwi od balkonu. Podszedł bliżej, rozsuwając firankę. Harry siedział tam sam, odwrócony do niego tyłem, patrząc w gwiazdy i dzierżąc w dłoniach butelkę z piwem. Przyłożył ją do ust, upijając łyk bursztynowego napoju, który wlał choć trochę ciepła w jego zmarznięte ciało. Poczuł gorzki smak piwa, dzięki czemu choć jedna tysięczna cząstka jego ciała przestała być trzeźwa. Przestała krzyczeć i wyć z bólu, chcąc za wszelką cenę pozostawić Louisa przy swoim boku.

- Tak, nadal tu jestem. Zdziwiony? – Louis zadrżał na dźwięk tych słów. Jego najlepszy przyjaciel nigdy się tak nie zachowywał. A już na pewno nie w stosunku do niego. Harry sam się zdziwił, że wypowiedzenie tych słów przyszło mu z taką łatwością. Ale czy na pewno? Więc co tu robią te łzy skrzące się w kącikach jego oczu? Powinien dać sobie spokój, przestać odgrywać te szopki, ale… Nie potrafił. To bolało. Tak cholernie bolało. Zdziwił się, kiedy kątem oka zauważył swojego przyjaciela nadal stojącego za nim. Był pewny, że już dawno odszedł i odjechał do swojego nowego domu. Zauważył, jak brunet zadrżał z zimna, mimo płaszcza, który miał na sobie. Już chciał wstać i go przytulić, jak to zawsze robił, kiedy uświadomił sobie okropną rzecz. Już nie jest tak, jak kiedyś. Zawsze zamieni się w nigdy. Zamiast tego, chcąc powstrzymać łzy cisnące się od oczu i chcące za wszelką cenę utorować sobie drogę po jego policzkach, wypił kolejny łyk z butelki. Jedna, pojedyncza łza zdążyła popłynąć po jego policzku, ale szybko ją starł, dziękując Bogu, że Louis nie jest w stanie jej zauważyć.

- Też będę za tobą tęsknić – wyszeptał Louis sam do siebie tak cicho, iż był pewien, że młodszy z chłopców nie usłyszał tego. Jak bardzo się mylił.

Kiedy Harry upewnił się, że został już sam, zaczął płakać jak małe dziecko, dając upust wszelkim emocjom, które kłębiły się w nim już decydowanie za długo.



Louis wpakował już ostatnią torbę do taksówki, zatrzaskując bagażnik. Już miał wsiąść do auta, kiedy jakiś skrawek przykuł jego uwagę. Kartka odwrócona wierzchem do dołu, wyglądała jakby ktoś brutalnie ją rozerwał. Obok niej, kilka metrów dalej, zauważył drugi taki sam fragment. Podniósł obie te części, podchodząc bliżej latarni, by jej światło mogło mu oświetlić to co trzymał w rękach. Odwrócił jedną część, na której ujrzał Harry’ego. Chłopak uśmiechał się od ucha do ucha, uwydatniając dołeczki w policzkach. Jego oczy wprost błyszczały radością. Obejmował kogoś, lecz w tym momencie zdjęcie zostało oderwane. Louis znał to zdjęcie i był niemal pewien, co ujrzy na drugim fragmencie. Z bijącym sercem odwrócił je. To był on sam. Tak samo uśmiechnięty, wręcz trykający radością. Przyłożył dwa kawałki do siebie. Pasowały idealnie. Spojrzał do góry, skąd widział ich balkon. Poprawka. J eg o balkon. Nadal tam siedział z butelką piwa w ręku, wpatrując się tępo przed siebie. Jego oczy błyszczały w świetle księżyca, czyżby od łez?

Już chciał schować te dwa fragmenty do wewnętrznej kieszeni płaszcza, kiedy coś przykuło jego uwagę. Data i dwa zdania.

23.07.2011. Przyjaciele na zawsze. I nikt nigdy nas nie rozdzieli.

Nie wytrzymał, rycząc jak małe dziecko. Spojrzał ponownie do góry, niemal krzycząc i błagając w myślach, by Harry spojrzał w dół i go zauważył. Lecz nic takiego się nie wydarzyło. Więc cały zalany łzami wsiadł do taksówki, odjeżdżając na dobre.



Harry pamiętał, jak rozdzierał to zdjęcie. To było tego samego dnia, kiedy Louis oznajmił mu, że się wyprowadza, by zamieszkać z Eleanor i przyjechał, by spakować swoje rzeczy. Loczek w złości otworzył swój album ze zdjęciami, odłączając to zdjęcie od reszty. Poszedł na balkon i rozdarł je na pół, puszczając wolno na wietrze. Kilka minut później Louis przyjechał i zaczął się pakować. Odganiając te wspomnienia, Harry dopił butelkę i wrócił do wnętrza, zamykając uprzednio drzwi od balkonu. Wyrzucił butelkę do kosza pod zlewem w kuchni i poszedł do swojego pokoju. Każde miejsce, kąt w tym mieszkaniu przypominało mu o wspólnych chwilach z Louis’em. Padł na swoje łóżko, mocno wtulając się w kołdrę i zaczął płakać.

 Mijały dzień za dniem. Godzina za godziną, minuta za minutą, sekunda za sekundą. Wracał tam niemal co wieczór, obserwując swojego najlepszego przyjaciela na balkonie. Siedział tam jak wtedy, tępo wpatrując się w jakiś punkt usytuowany gdzieś w przestrzeni naprzeciw niego. Często wydawało mu się, że oprócz butelki alkoholu w dłoniach, widział łzy w jego oczach. Jednak nie mógł tego stwierdzić przez istniejący mrok.

I tym razem tu przyszedł, ledwo udając mu się wymknąć z domu. Eleanor zaczęła coś podejrzewać, kiedy już któryś raz z kolei wychodził z domu, wykręcając się tym, że zapomniał czegoś kupić, albo że właśnie umówił się na spotkanie ze znajomymi.  I tym razem tak było, kiedy powiedział jej tą samą wymówkę. Nie chciała mu na to pozwolić, już się ubierała, aby pójść z nim, ale on szybko chwycił płaszcz i jak wichura wybiegł z domu, trzaskając za sobą drzwiami. 

Stanął pod balkonem, lecz tym razem nikogo tam nie zobaczył. Zamiast tego światło przedzierało się przez okno jego dawnej sypialni. Często kiedy któryś z nich nie potrafił zasnąć lub po prostu potrzebował bliskości, szedł w nocy do tego drugiego, bez słowa kładąc się do łóżka i wtulając w swojego przyjaciela. To było takie normalne.

Louis wziął głęboki oddech i popchnął lekko drzwi furtki, które o dziwo były niedomknięte. Ruszył ścieżką prowadzącą do drzwi frontowych, a jego serce waliło mu jak młotem, jakby zaraz miało wyskoczyć z jego piersi. Już podniósł dłoń zwiniętą w pięść, by zapukać, kiedy zamiast tego po prostu nacisnął klamkę. Drzwi ustąpiły, co było kolejną rzeczą, która go zaskoczyła. Całe mieszkanie było skąpane w ciemnościach, a jedynym źródłem światła była poświata latarni zza okna na ulicy oraz blask żarówki z góry. Stał chwilę w przedpokoju nasłuchując, ale jedyne co słyszał to martwą ciszę.

Nagle poczuł, jak cała krew odpływa mu z twarzy, kiedy do głowy przyszła mu okropna myśl. A co, jeśli Harry coś sobie zrobił i już od kilku godzin leży… martwy? Nie! Nie mógł tak myśleć. Podążając za poświatą światła dochodzącą z góry, przeskakiwał po dwa stopnie schodów, najszybciej jak mógł, nie zważając, że zaraz Harry może go wyprosić, jeśli tylko… Lekko dysząc, uchylił lekko niedomknięte drzwi jego dawnej sypialni i… zamarł.

Loczek spał zwinięty w kłębek, w pozycji embrionalnej na jego dawnym łóżku, ubrany w jego starą koszulkę, którą pewnie musiał pominąć podczas pakowania, a która pewnie leżała na samym dnie szafy. W rękach trzymał maskotkę, której bliźniaczka stała na półce w pokoju Louis’a. Kiedyś kupili sobie dwa takie same pluszaki, z napisami na koszulkach. Louis miał „I love Harry”, a Harry „ I love Louis”. Łzy napłynęły do jego oczu. Zauważył lekko podkrążone i zaczerwienione oczy Styles’a, co wyglądało jakby nie spał, tylko płakał od kilku dni. Serce ścisnęło mu się z rozpaczy, łzy napłynęły do oczu. Zakrył dłonią usta, nie chcąc, by wydobył się z nich głośny, spazmatyczny szloch. Jak najszybciej wydostał się stamtąd, uciekając jak tchórz.



Musiał minąć tydzień, by Louis był w stanie tam wrócić. Tym razem był także gotów, by zapukać do drzwi i skonfrontować się z rzeczywistością. Przeszedł ostatnie kilka metrów dróżką wiodącą do frontowych drzwi i, wziąwszy głęboki wdech, zapukał. Odczekał kilkanaście sekund i zapukał ponownie, gdyż nikt mu nie otworzył. Już miał powtórzyć po raz trzeci tę czynność, gdy drzwi się otwarły. Jego serce galopowało, gdy podniósł wzrok i ujrzał przed sobą wysokiego mężczyznę, który z pewnością nie był Harry’m. Zamarł i zapomniał, czemu w ogóle się tu znalazł.

- Mogę w czymś pomóc? – odezwał się czterdziesto paroletni mężczyzna.

- Um, mogę rozmawiać z Harry’m Stylesem? – spytał, wyraźnie skonfundowany. – Właścicielem mieszkania – dopowiedział, w razie gdyby mężczyzna nie pojął, o co mu chodziło.

- Z tego co mi wiadomo, ja jestem teraz właścicielem mieszkania. Pan Styles sprzedał mi je tydzień temu.

Louis wybąkał jakieś nieskładne przeprosiny i natychmiast zawrócił.

Harry nie pojawił się na próbie następnego dnia. Zamiast tego, management oznajmił im tylko, iż brunet wziął urlop i wyleciał na wakacje. Data jego powrotu była wielką niewiadomą. Mijały już dwa tygodnie, a on nadal nie dawał znaku życia. Louis obawiał się najgorszego. Tego, że Harry’emu coś się stało. Szedł właśnie uliczkami miejskiego parku, gdy całkowicie rozbity emocjonalnie, usiadł na ławce, a łzy mimowolnie popłynęły po jego twarzy. To była jego wina. Tylko i wyłącznie. To on się wyprowadził, on ciągle tchórzył i uciekał przed rozmową. A teraz? Schował twarz w dłonie, uradowany iż park o tej porze świecił pustkami. Na dodatek uświadomił sobie coś bardzo ważnego. Niespodziewanie usłyszał swoje własne imię, lecz w jeszcze większe zdumienie wprawiła go osoba, która to imię wypowiedziała.

- Louis? – przed nim stał Harry. Ten sam osiemnastolatek z brązowymi lokami na głowie, teraz trochę mniej sprężystymi i bardziej matowymi, z tymi samymi dołeczkami w policzkach, które aktualnie nie były ukazane. Jego ubrania były z lekka pomięte, a on sam wyglądał jak duch siebie samego sprzed lat. Ale to był wciąż ten sam Harry. Jego Harry, którego tak bardzo…

- Co ty tu robisz? – spytał starszy z nich, zadzierając do góry głowę i nawet nie ocierając łez, które nadal płynęły z zapuchniętych oczu.

- Właśnie wróciłem z Ameryki, gdzie spędziłem dwa tygodnie. Byłem w studio, ale chłopcy mi powiedzieli, że wyszedłeś się przejść.

- Skąd wiesz, że tu jestem?

- Louis – młodszy przysiadł na ławce, delikatnie się uśmiechając. – Kto cię zna lepiej niż ja sam?

Louis pokręcił głową, jakby chciał temu zaprzeczyć. Ta rzeczywistość za bardzo w niego uderzała, powodując kompletne ogłupienie.

- Byłem tam – wyszeptał, spuszczając wzrok i pozwalając łzom kapać na ziemię. – Po mojej wyprowadzce przychodziłem do naszego wspólnego domu niemal codziennie. Chciałem z tobą porozmawiać, widziałem jak cię to niszczyło, ale… Nie potrafiłem. Jestem tchórzem.  Czemu wyjechałeś? – spytał znienacka.

- Potrzebowałem przemyśleć parę spraw – odparł wymijająco Harry, odrywając wzrok od Louisa, którego obserwował przez ostatnie kilka minut.

- Jakich spraw? – drążył Louis.

- Między innymi musiałem rozgryźć swoje uczucia. Te w stosunku do ciebie.

- Ja swoje już rozgryzłem, tak myślę. – Louis powoli dochodził do sedna sprawy, chcąc wyznać loczkowi to, co sobie oświadomił stosunkowo niedawno. – Harry… - nareszcie odwrócił się w jego stronę, lekko biorąc jego dłoń w swoją. – Nie chcę już się ukrywać z tym co naprawdę czuję. Nie chcę już udawać, że jestem szczęśliwy z Eleanor. Myślę, że ja cię…

Nie dane było mu dokończyć, gdyż Harry poderwał się z miejsca, wyrywając swoją dłoń z uścisku.

- Nie! Nie! – wykrzyknął, zakrywając sobie uszy rękoma. Zdziwiony Louis wstał, gotów uspokoić młodszego, gdyby ten dostał ataku paniki.

- Co się stało? – spytał łagodnie, chcąc podejść do Harry’ego, lecz ten natychmiastowo się odsunął, uniemożliwiając jakikolwiek kontakt.

- Właśnie dlatego wyjechałem. Chciałem się pogodzić z tym, że jest jak jest, i że nigdy nie będzie tak, jak chcemy, żeby było.

- Ale to się może stać. – Louis wyciągnął rękę w jego kierunku, która natychmiast została odepchnięta.

- Nie będzie. Ty jesteś z Eleanor, a ja… - jego oczy zaświeciły się od łez, oddech przyspieszył i wyglądało na to, że zaraz nadejdzie atak. – A ja to ja. Louis, nie chcę cierpieć, słyszysz? Nie chcę. – ostatnie zdanie wyszeptał, a bariera pękła. Zaczął płakać, nie potrafiąc tego zatrzymać. Louis natychmiast znalazł się blisko niego, porywając go w mocny uścisk. Harry schował twarz w zagłębieniu jego szyi, szeptając:

- My nigdy nie będziemy razem, Louis. Nigdy.

Brunet lekko odsunął od siebie Harry’ego.

- A kto tak powiedział? – powoli zmniejszył dzielący ich dystans, aż usta zetknęły się w delikatnym i słodkim pocałunku. Wiedzieli, ze to pierwsza i ostatnia taka chwila. Że potem znów trzeba będzie udawać.

- Ale to w porządku. Bo ja dam radę, jeśli tylko będziesz obok. – dokończył Harry, ponownie wtulając się w Louis’a. Tkwili tam jeszcze przez kilka minut, aż odeszli, wracając do tego, co było wcześniej.

Może z tym wyjątkiem, że coś się miedzy nimi zmieniło. Mimo, iż już mieszkali osobno, a Louis nadal był z Eleanor, oni to zdawali się zaakceptować. Bo mieli siebie.
~by Julia

wtorek, 29 maja 2012

# 57 . Niall & Liam .

 Dziękuję za komentarze pod poprzednim moim imaginem z Harry’m ;) Liczę, że ten także Wam się spodoba, bo mi… Już nie bardzo xD Dziś premiera UAN DVD ! Kupujecie? Ja kupuję w piątek, ponieważ już zamawiałam z dwa miesiące temu przez Internet, żeby było taniej, a odbiór jest dopiero w piątek. Akurat w dzień dziecka ;D
Pozdrawiam ;*
______________________________________________

Wracałam od lekarza, nie mogąc uwierzyć w moje - nasze, szczęście. Bo ja byłam szczęśliwa. Nie wiedziałam tylko, czy on też będzie. Nie wiedziałam, czy w jego życiu znajdzie się miejsce dla kolejnej osoby.
- Niall! – krzyknęłam od progu, gdy tylko weszłam przez drzwi. – Niall, muszę ci coś…
Urwałam, bo w przedpokoju zauważyłam trzy walizki oraz Nialla ciągnącego kolejną.
- Jedziesz gdzieś? Przecież dopiero co wróciliście z trasy. – zdziwiłam się. Chłopak postawił walizkę i westchnął. Podszedł do mnie i delikatnie wziął moją rękę.
- [T.I], muszę ci coś powiedzieć. Ja… Wypaliłem się. Bardziej cię traktuję jak siostrę niż kogoś z kim miałbym spędzić całe swoje życie. Oczywiście, dalej możemy zostać przyjaciółmi, ale nie zamierzam cię okłamywać. Nie zamierzam udawać, że jest w porządku, kiedy tak naprawdę nie jest.
- Czyli to koniec? – wyszeptałam, nawet się nie poruszając. Stałam tam zamurowana, nie mogąc uwierzyć, że jeszcze kilka dni temu wszystko było w porządku.
Chłopak kiwnął głową i chwycił za uchwyty czterech walizek.
- Zawsze będziesz dla mnie kimś ważnym – powiedział, całując mnie w policzek, po czym ruszył w stronę wyjścia. Jednak po chwili ponownie usłyszałam jego głos, który wypowiedział moje imię. Odwróciłam się, mając nadzieję, że to wszystko okaże się tylko żartem. Okrutnym, ale żartem. Że rzuci te walizki i zacznie się śmiać na cały głos, mówiąc, że przecież nigdy by nie mógł mnie zostawić. Jednak zamiast tego usłyszałam tylko:
- Mogłabyś otworzyć mi drzwi? – uśmiechnął się, wskazując głową na walizki, które trzymał w obu rękach. Podeszłam i to uczyniłam, po czym zatrzasnęłam drzwi. Mijały minuty, a ja nadal tam stałam, nie mogąc się ruszyć.
- Ale, Niall. Ja jestem w ciąży – wydukałam w pustą przestrzeń. Bo przecież jego już nie było.
Przez następne dwa tygodnie nie odzywałam się do nikogo. Siedziałam sama w salonie w piżamie całymi dniami, i zastanawiając się, jak to dalej będzie. Nie chciałam teraz mówić Niallowi. W końcu sam powiedział, że nie chce już ze mną być, a dziecko zmieniłoby sytuację tylko na tyle, że wróciłby do mnie z przymusu – obowiązku. Dopiero tydzień później włączyłam telefon, który przez cały ten czas leżał schowany w szufladzie. Zerknęłam na ekran. Wiadomości od rodziców, przyjaciółki i… Liama. Jako jedyny z chłopaków próbował się do mnie dodzwonić. Oprócz kilku SMS-ów od całej reszty w stylu: „Hej, wybierzesz się gdzieś z nami?”, Liam wysyłał mi bardziej coś w stylu „Jak się czujesz?”. Oddzwoniłam do niego. Odebrał po drugim sygnale.
- [T.I], to ty? Dlaczego nie odbierasz? Coś się stało?
- Liam… wychrypiałam, gdyż mój głos po tak długim okresie czasu nieużywania, zdążył już osłabnąć. – Tak, to ja. Nie, nic się nie stało, tylko… - westchnęłam. Niby czemu miałabym go okłamywać? Oprócz Nialla, to zawsze z nim najlepiej się dogadywałam. – Wiesz, co. Przyjedź do mnie, to ci wszystko wyjaśnię.
- Będę za piętnaście minut – obiecał i się rozłączył.
I tak, jak powiedział, po kilkunastu minutach był u mnie. Kiedy ujrzał całe stosy chusteczek, mnie w przetłuszczonych włosach, o nic nie pytał. Przytulił mnie tylko do siebie i pozwolił się wypłakać.
Minęły dwa miesiące. Liam bardzo mi pomógł i kiedy pewnego dnia wyznał mi miłość, nie odrzuciłam jej. Ale wiedziałam też, że dłużej nie mogę go okłamywać.
- Liam, musimy porozmawiać – rzekłam i stanęłam przed moim chłopakiem. Spojrzał na mnie wyczekująco, nie odzywając się ani słowem.
- Ja… Nie powiedziałam ci wszystkiego. Wiem, że może mnie przez to znienawidzisz, ale… Jestem w ciąży.
Przez chwilę nadal nie odzywał się ani słowem. Dopiero po kilku sekundach wstał i okręcił mnie wokół własnej osi, krzycząc:
- Będę ojcem!
Kiedy postawił mnie na ziemi, pocałował mnie, ale go odepchnęłam.
- Nie, Liam… Ty nie rozumiesz. To Niall jest ojcem – wyszeptałam. Przez te kilka sekund przez jego twarz przebiegło mnóstwo emocji: zdziwienie, szok, ból, złość.
- On o tym nie wie, prawda?
Pokręciłam przecząco głową. Zanim zdążyłam go powstrzymać, wstał i wyszedł z domu.
- Liam! – pobiegłam za nim. Widziałam jak wsiada do swojego auta. Wróciłam po kluczyki do własnego, zamknęłam dom i pojechałam za nim. Liam wyprzedzał mnie o kilkaset metrów. Zatrzymał się dopiero przed wielkim domem, w którym mieszkali chłopcy i wtedy dotarło do mnie, co chce zrobić. Wysiadł i ruszył gniewnym krokiem w stronę drzwi.Po kilkunastu sekundach, pobiegłam za nim.
- Liam! – krzyczałam. Wbiegłam do salonu, gdzie ujrzałam szarpaninę mojego chłopaka z blondynem. Niall był całkowicie zdezorientowany, przy czym Liam szarpał go za bluzkę, krzycząc na niego.
- Stary, o co ci chodzi? – krzyknął Niall, gdy wyszarpał się od bruneta.
- Nie wiesz o co chodzi?! Nie wiesz?!
- Liam, nie rób tego. Proszę cię! – krzyczałam histerycznie.
- Ona jest w ciąży! – krzyknął, wskazując na mnie. Wszyscy zamarli. – Z tobą – dodał po chwili, tym razem szeptem, po czym wyszedł z salonu i wsiadł do auta. I to był ostatni raz, kiedy wszyscy go widzieliśmy.
*
Od tego czasu minęło półtora roku. Nikt nie widział Liama. Tak jakby rozpłynął się w powietrzu. W gazetach pisano kilkakrotnie o jego śmierci, lecz my nadal wierzyliśmy, że żyje. Mimo, ze nie odezwał się do nas od tamtego czasu ani razu, nie dał żadnego znaku życia, mieliśmy nadzieję, że wszystko z nim w porządku. Nam z Niallem urodziła się córeczka, którą nazwaliśmy Lea. Przynajmniej tak, chcieliśmy zapamiętać Liama. Pokazać, że nadal o nim pamiętamy. My z Niall’em może nie zeszliśmy się, ale razem wychowujemy małą. Ja pogodziłam się już z tym, ze mi i Niall’owi nie uda się naprawić naszych relacji, ale nie potrafiłam zapomnieć o Liamie. Dopiero jak go straciłam, zrozumiałam moje uczucia. Cóż, za ironia… Dopiero, kiedy coś stracimy, potrafimy to docenić. Siedziałam właśnie z Leą na kolanach i przeglądałam informacje w Internecie. Weszłam na jakiś portal, gdy ujrzałam z boku nagłówek:
„Liam Payne widziany w Liverpoorze?”
Natychmiast kliknęłam w podany link. Moim oczom ukazało się kilka zdjęć bruneta z zarostem na twarzy i w lekko zniszczonych, brudnych ubraniach. Na jego twarzy nie było widać żadnego choćby cienia starego Liama. Był chudy, przez co ubrania strasznie na nim wisiały. Jednak ktoś kto go długo znał, mógł w nim rozpoznać osobę, którą kiedyś był. Rozpoznałam okoliczny park, w którym trzy lata temu byłam na wycieczce. Spojrzałam na godzinę dodania tej informacji. „14:30”.
Spojrzałam na zegarek. Było za dziesięć trzecia po południu. Wstałam, chwyciłam Leę na ręce i wsiadłam do auta. Do Liverpoolu dojechałam w godzinę. Padał deszcz, a w parku nie było nikogo. Obeszłam z małą na rękach cały rezerwat, ale nie było widać ani żywej duszy. Poczułam jak do oczu napływają mi łzy. Odzyskałam na chwilę nadzieję i znów ją straciłam, a to bolało.
- [T.I]?- usłyszałam męski głos. Odwróciłam się. To był Liam. Wyglądał tak samo jak na zdjęciach. Zmęczony, jakby postarzał się o dziesięć lat.
- Liam – szepnęłam, a po policzkach popłynęły mi łzy. Płakałam ze szczęścia. Chłopak podszedł do mnie i spojrzał z troską na małą.
- Jest śliczna – wyszeptał i pogłaskał ją po włoskach. Uśmiechnęłam się.
- Liam, tak się o ciebie martwiliśmy. Chcemy, żebyś wrócił. Ja chcę, żebyś wrócił. Żebyś wrócił i już został ze mną i Leą.
Liam uśmiechnął się tylko tajemniczo.
- Zrobisz to dla mnie? – ciągnęłam dalej. – Wrócisz?
- A chcesz tego? – spojrzał na mnie uważnie.
- Chcę tego bardziej niż czegokolwiek innego. Kocham cię.
Pocałował mnie. Oparł się czołem o moje czoło, a ja wreszcie poczułam się bezpieczna i szczęśliwa.
- Mogę? - Spytał, wskazując na małą. Podałam mu ją. Wziął ją na ramiona, a drugą wolną ręką objął mnie w pasie. Wracaliśmy do samochodu. Wracaliśmy do domu.


~by Julia

poniedziałek, 7 maja 2012

# 36. Liam . / Niall .

 Hej ;*
1 . Dziękii za TYLE wyświetleń . ! Jesteście BOSKIE . ! < 3
2 . Jutro Hazza , Lou w środę o ile zdążę co przepisać , bo zajął mi 4 strony -,-
3 . Dzisiejszy imagin... Hmm , trudno mi tak naprawdę powiedzieć , kto tutaj jest głównym bohaterem , dlatego napisałam "/" ; )
4 . BUZIAKI dla 18 . ! ; *
5 . Chłopcy WYGRALI w każdej nominowanej kategorii ! Matko, ale jestem z nich dumna...
6 . Imagin NIE jest mój . Przesłała mi go Julia . NIE jest to również jej imagin! Znalazła go na jednym z angielskich blogów, przetłumaczyła go i mi go wysłała. (Dziękuję ; *)
Poleca Wam do czytania włączyć to: <klik>
Miłego czytanka i zostawcie po sobie komentarze (dla Julii oczywiście, bo to ona natrudziła się z tłumaczeniem ;D)
____________________________________________________________

- Nie wiem już co mam robić – szepnął Niall, przeczesując palcami włosy. Łza spadła na ziemię, wsiąkając w glebę.
- Louis już się nie odzywa... – Pociągnął cicho nosem, jego oddech zrobił się nierówny. – Odkąd Harry się zatracił, ciągle jest niepocieszony.
Liam się nie odezwał, pozwalając, by Niall się wypłakał.
- Harry stracił kontrolę nad swoim życiem. Został aresztowany, Liam. Aresztowany!
Powietrze było mroźne, a ziemia wilgotna i miękka. Wiatr cichutko szumiał w koronach drzew, z których spadały liście, przygotowując się do zimy.
„Jest taki cichy”, pomyślał Niall.
- To znaczy, wiedziałem, że bierze narkotyki, ale nie wiedziałem, że był też dilerem. – Jego głos lekko się załamał, kiedy wrócił pamięcią do zdjęć.
Z ogoloną głową, nabiegłymi krwią oczami i wytatuowanymi ramionami, Harry w niczym nie przypominał siebie. Nie był już tym czarującym chłopakiem, którym kiedyś był. Nie było już tych dołeczków w policzkach, loczków, żadnego szczęścia w jego oczach. Niall musiał trzymać się z dala od gazet, bo nie mógł znieść widoku Harry’ego.
- Louis oszalał, musiał odejść. Nie było wyboru, lekarze go zmusili. – Ścisnęło go w gardle, kiedy zalała go fala wspomnień. Potrząsnął źdźbłami trawy, strząsając z nich krople deszczu. A może to były łzy, sam nie wiedział.
- Odwiedziłem go dzisiaj. Nie radzi sobie zbyt dobrze. Nie sądzę, aby mnie rozpoznał. – wyszeptał Niall. Nagle jego oczy otworzyły się szeroko, kiedy do głowy wpadła mu pewna myśl.
- Powinieneś go odwiedzić, Liam! To by mu pomogło! – powiedział podekscytowany, a jego głos cicho poniósł się echem.
Liam się nie odezwał, a twarz Nialla znów przybrała ponury wyraz. Spuścił głowę.
- Nie, masz rację. Jemu już nic nie pomoże.
Jego palce bawiły się bezmyślnie koszulką, kreśląc kółka na symbolu 1D. T-shirt był już wyblakły i lekko rozdarty. Czuł się taki samotny i nieszczęśliwy.
- Oh, i jeszcze Zayn. – Niall znów podniósł głowę. Jego dolna warga zadrżała, kiedy próbował zmusić się do wypowiedzenia tych słów. Przekazywanie tego wszystkiego Liam’owi było bolesne. Sprawiło, że wszystko powróciło.
- Zayn wyjechał. – Zakrztusił się. – Nie rozmawiałem z nim, odkąd… odkąd…- Niall ucichł.
„Kiedy ostatnim razem rozmawiałem z Zayn’em?”, spytał sam siebie, czując jak ściska go w brzuchu na samą myśl o tym. Zayn odszedł od reszty chłopaków, kiedy ich zespół się rozpadł. Nie mógł znieść powiązania z zespołem muzycznym, któremu się nie udało. To było dla niego zbyt wstydliwe.
- Cóż… Już długo z nim nie rozmawiałem – dokończył blondyn, czując się pokonanym.
Potarł palcami zarost na twarzy, zastanawiając się, kiedy ostatnio się golił. Na jego kolanie widniała znajoma dziura w spodniach, które nie były już zmieniane od tygodni.
- Dlaczego musiałeś odejść? – spytał nagle Niall, podnosząc głos. – Gdybyś został z zespołem, wszystko byłoby w porządku!
Kipiał od niego gniew, kiedy zaczął krzyczeć i płakać jednocześnie.
- NIC BY SIĘ NIE STAŁO, GDYBYŚ TU BYŁ!
Nagrobek Liama był ledwo widoczny przez łzy, ale Niall’owi udało się na niego podciągnąć. Kiedy przejechał palcami po wypolerowanym kamieniu, wszystkie wspomnienia wróciły.
Dom w X-Factorze, występy na żywo, kontrakt z wytwórnią, podpisywanie płyt, koncerty, gale, trasy, wyprzedane bilety, wypadek…
To był koniec tego wszystkiego. Kiedy samochód uderzył w Liam’a, egoistycznie zabierając im jego, to wszystko zniknęło. Wszystko nad czym pracowali, poszło na marne. Nie byli One Direction bez niego. Bez niego byli niczym.
- Tęsknię za tobą – wyszeptał. – Chcę wszystko naprawić, ale… Nie mogę. Nie mogę.
Jego głos był ledwo słyszalny, gdy skulił się nad grobem.
- Wiem, że ty byś mógł. Zawsze wszystko naprawiałeś, Liam. - Schował twarz w dłoniach i zaczął płakać. Rzeczywistość uderzała w niego mocniej niż kiedykolwiek.
- Byłeś moim najlepszym przyjacielem, ale po prostu mnie zostawiłeś. – Podniósł ponownie głos. – Zostawiłeś mnie samego, a ja już nie wiem co robić!
Wstrząsały nim fale płaczu, zaczął się dusić. Mijały godziny, a on oglądał jak pomarańczowe słońce zaczyna gasnąć i zamieniać się w noc.
- Gdybym mógł z tobą porozmawiać... – szepnął do Liam’a, kiedy powoli zaczął ogarniać go sen. I w tych ostatnich sekundach świadomości, usłyszał cichutki głosik:
- Możesz. 



~by Julia