poniedziałek, 14 stycznia 2013

# 193 . Harry .

Jeśli ktoś lubi Taylor, to niech sobie zamieni jej imię. Imagina nie pisałam z myślą żeby ją jakoś upokorzyć czy hejtować.
_______________________________

Włącz: < klik >
 - Dlaczego ty to zrobiłeś? Dlaczego mnie tak zraniłeś? Co chcesz przez to osiągnąć?!
- Ale [T.I.] to nie tak- tłumaczył się.
- Tak?! Jak ty mogłeś?!
-[T.I.] posłuchaj, daj sobie wytłumaczyć.
- Z kim?- zapytałam.
- Z Taylor.- padła cicha odpowiedź.
-Nienawidzę Cię! Jesteś dla mnie nikim! Rozumiesz?! Nikim! Nie liczysz się już w ogóle! Spójrz!- podsunęłam mu pod nos świstek gazety.- Widzisz?! Co ty  z siebie  robisz?! Kim ty jesteś?! Myślałam, że Cię znałam! Chłopcy promują nową płytę, a Ty mnie zdradzasz z Taylor! Jesteście zespołem, a Ty robisz wszystko by być w centrum uwagi. Ciągle jakieś skandale, picie, alkohol, papierosy, narkotyki, kolejne tatuaże o znikomym znaczeniu. Co chcesz przez to osiągnąć?! Większą popularność?! A może teraz zostawisz chłopców samych i zaczniesz karierę solową?! Nie zdziwiłabym się! Jesteś z nich najmłodszy, a taki pazerny na pieniądze, sławę. Co ty myślisz?! Że ja nie wiem, o tych wszystkich zdradach, że byłam tylko zabawką?! Kiedyś liczył się dla Ciebie zespół, zabawa, pasja, a nie szczyty list przebojów. Teraz nie jesteś już taki spontaniczny, wszystko jest wymuszone, każdy Twój ruch zaplanowany. Co jeszcze?! Czym jeszcze zaskoczysz świat?! A może te sławetne loki, to tylko peruka, zielone oczy to soczewki, a dołeczki w policzkach to botoks, co? Nie chce Cię znać. Jesteś nikim, nikim!
-[T.I.] czekaj!- słyszałam w oddali jego głos, ale nie zatrzymałam się. Powiedziałam wszystko, co tak bardzo mnie raniło, a teraz chciałam usunąć się w cień. Zresetować życie i zacząć wszystko od początku.
Bolesne wspomnienia uderzyły mnie wraz z podmuchem zimnego, jesiennego wiatru. Każde miejsce, każda chwila, przywoływała natłok myśli, wyrzutów sumienia, troski, bólu, miłości. Odeszłam, ale nie zapomniałam.  Po tym jak zostawiłam Harrego, wyjechałam do Francji, do Paryża. Wiedziałam, że będzie szukał mnie w Polsce, ale ja chciałam odetchnąć, odpocząć. Wydzwaniał do mnie codziennie, wysyłał dziesiątki, smsów, które i tak lądowały w koszu, nieprzeczytane i zapomniane. W końcu zmieniłam numer. Rodzice dzwonili, pytali się gdzie jestem, martwili się.  Opowiadali, że Harry przyjechał do nich do domu i zrobił karczemną awanturę. Koniecznie chciał mnie znaleźć. Dlatego nie powiedziałam im gdzie jestem. W końcu by pękli i powiedzieli mu. Cały czas utrzymywałam z nimi kontakt i uspokajałam ich zszargane nerwy, że wszystko jest ze mną dobrze i że jestem bezpieczna.  Wierzyli.
 Po 1,5 roku wróciłam tu, do Londynu. Odremontowałam mieszkanie, znalazłam pracę, prowadziłam normalne życie. Jednak Francja tak bardzo mnie zmieniła. Nie pamiętałam gdzie znajdował się choćby zwykły sklep, nie mówiąc już  o parku. Chciałam koniecznie odwiedzić jedno miejsce.
A teraz w nim byłam. Czułam pustkę, zagubienie. Bałam się, nie potrafiłam znaleźć drogi powrotnej, a kłębiące się myśli i wspomnienia, które przychodziły ze zdwojoną siłą, nie pomagały mi w tym. Przypominało mi się wszystko. Nasza pierwsza randka, pod lekko opadającymi wierzbami, o zachodzie słońca. Szczęście, jakie mnie wtedy rozpierało promieniowało do teraz w mojej  pustej głowie. Pierwszy pocałunek w deszczu, decyzja o wspólnym mieszkaniu. To wszystko działo się tak szybko, tak nagle. Każdy ruch, każda decyzja uświadamia mi jak byłam od Niego uzależniona, jak ważny był w moim życiu, jak bardzo go kochałam i nadal kocham. Kolejne przygody, wspomnienia, przelatywały w moich myślach. Aż w końcu natrafiłam na to ostatnie. Ból, żal , złość, bezradność, płacz, tęsknota, smutek.  Natłok uczuć, wyniszczających mnie od środka. Zdrada spowodowała brak zaufania, potem była już tylko zazdrość i w końcu ból, rozdzierający mnie od środka. Nie mogłam tak żyć. Zmieniłam życie, a teraz  znowu tu wracam.  I wszystko powraca. Przed moimi oczyma widnieją zdjęcia uśmiechniętych, radosnych ludzi, cieszących się własnym towarzystwem, a potem odchodzącego Harry'ego, ze spuszczoną głową i loczkami opadającymi na jego delikatną twarz. Żałowałam, ale nie cofnę czasu.
Prawdziwa miłość otwiera ramiona, a zamyka oczy.
Zaczynało się ściemniać, a ja byłam tylko w jeansach, białych Vansach i lekkiej bluzie. Musiałam wracać. Problem tkwił w tym, że nie wiedziałam gdzie. Przyjść tutaj potrafiłam, ale wrócić już nie. Gdzieś w oddali zauważyłam jakąś postać. Podeszłam i zapytałam:
- Przepraszam, ale zgubiłam się. Czy mógłby Pan powiedzieć mi jak dojść do Kingsey Road?- postać odwróciła się w moją stronę, zdjęła kaptur.
Mój świat zawirował. Nie to nie mogła być prawda. Nie, tylko nie to. Kiedy moje serce się już goi, nie. To niemożliwe. To nierealne. Kiedy już prawie zapomniałam, gdy się pogodziłam. No właśnie , kiedy prawie zapomniałam.  To nie może być On, to na pewno ktoś podobny, nie przecież to nie On. Tysiąc myśli, a żadnej odpowiedzi. Spojrzałam w jego zielone oczy. Smutek. Przecież miał Taylor, był z nią szczęśliwy. Bynajmniej tak mi się wydawało.



- Na Kingsey  Road? Musi Pani iść prosto w lewo, wyjść z parku i skierować się w drugą alejkę.
- Dziękuje Panu bardzo.- lekko się uśmiechnęłam i zaczęłam powoli iść. Tak, żeby nie nabrał podejrzeń. Już byłam jakieś 10 metrów od Harry'ego, gdy poczułam jak ktoś łapie mnie za rękę. Wiedziałam kto to. W duchu modliłam się, żeby mnie zostawił. Ale nie, przecież to Harry.
- Poczekaj. Proszę.
- Słucham?- udawałam, że go nie znam.
-[T.I.] Nie udawaj, proszę. Zostań, porozmawiajmy,
Każde głębsze uczucie prowadzi do cierpienia. Miłość bez cierpienia nie jest miłością.
- Harry, nie.
- Daj mi chwilę.
-Dobrze- odpowiedziałam zrezygnowana. Wiedziałam czym to groziło. Wiedziałam, znałam go aż za dobrze.
- Chodź.- pociągnął mnie za rękę, w nieznanym mi dotąd kierunku.
-Gdzie mnie prowadzisz?- zapytałam z dezaprobatą w głosie.
Nie odpowiedział. Przyzwyczaiłam się do tego, że ignorował mnie za każdym razem.
Zaprowadził mnie na wielki korzeń. Koło niego znajdował się malutki staw. Usiadłam na reszcie drzewa i z tajnego schowka wyciągnęłam małą szkatułkę. W niej znalazłam stare zdjęcia, po czym zaczęłam je przeglądać. Harry usiadł obok mnie. 2 lata temu uznałabym to za normalne, że siedzimy tutaj, w tym niesamowitym miejscu, razem. Ale teraz? To wszystko się zmieniło. Nie jest tak jak dawniej.  Już nigdy tak nie będzie.

Czekanie sprawia ból. Zapomnienie sprawia ból. Lecz nie móc podjąć żadnej decyzji jest najdotkliwszym cierpieniem.
Samotna łza spłynęła po moim policzku. Szybko ją otarłam. Nie chciałam, by Harry zobaczył jak się rozklejam.
- Pamiętasz?
-Tak- tylko to byłam w stanie z siebie wydusić.
- Byliśmy tacy szczęśliwi.
- I co z tego?
- Dlaczego odeszłaś?
- Dlaczego mnie zdradziłeś?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie.
Nie usłyszałam odpowiedzi.
-Tak myślałam. Wiesz co Harry, nadal nie rozumiem Twojego zachowania. Przez przypadek się spotkaliśmy, a Ty zaciągnąłeś mnie tutaj? Po co to? Dlaczego akurat tutaj? Muszę iść.
- Zaczekaj. Zerwałem z Taylor.
- Nią też się bawiłeś? Jesteś żałosny. Myślisz, że jestem w stanie Ci wybaczyć? Po tym co zrobiłeś?
- Nie liczę, że mi wybaczysz. Nie liczę, że do mnie wrócisz. Nie liczę, że coś się zmieni.Chce Ci tylko coś powiedzieć.
- Mów.
- Przepraszam. Przepraszam za wszystko, za zdradę, za to, że tak cierpiałaś, za to, że jestem takim dupkiem, że nie potrafiłem docenić Ciebie, zespołu, szczęścia, życia, rodziny, wszystkiego. Przepraszam, że musiałaś wyjechać, że  musiałaś zostawić dotychczasowe życie, przyjaciół. Przepraszam.
Nastała cisza. Po chwili wyszeptałam:
- Wybaczam.
- Co?
- To co słyszałeś. Wybaczam Ci.
- Przepraszam.
-  Coś się zmieniło w Twoim życiu?
- Tak. Żyje bez Ciebie, bez miłości, czuje się pusty, nie robię tatuażów,  nie pale, nie ćpam, nie piję. Żyje, bo żyje. Ale nadal Cię kocham.  Nie potrafię inaczej.
Nie odpowiedziałam. Nie potrafiłam? Nie wiedziałam co? Nie miałam chłopaka,  życie mnie już nudziło. Wielokrotnie myślałam nad żyletką, tabletkami, ale co by to dało, czy moje problemy by zniknęły?
- Powiedz coś- usłyszałam jego cichy szept.
- Harry co mam ci powiedzieć.? Że nadal Cię kocham, że nigdy nie przestałam? Że codziennie przed snem przeglądam albumy z naszymi zdjęciami, jakbym chciała, żeby te czasy wróciły? Staram się zapomnieć, ale nie mogę. Nadal moja cząstka należy do Ciebie. To jest nieuleczalna choroba. Nie ma na nią sposobu. Chyba jedynym jest śmierć.- zaczęłam płakać. To nie miało tak wyjść. Nie miał się nade mną litować. Po chwili poczułam na moich barkach ciepłą bluzę chłopaka, który utkwił we mnie swój wzrok. W końcu przytulił mnie tak, że jego zapach owinął mnie całą, a delikatny oddech i lekkie bicie serca uspokajały moje skołatane nerwy.
- Przychodzę to codziennie, codziennie liczyłem, że Cię tu spotkam. – mówił lekko, a ja czułam jak bije jego serce.
Zawsze  na świecie ktoś na kogoś czeka.
- Spotkałeś.
-Spełniłem moje marzenie.
To możliwość spełniania marzeń sprawia, że życie jest tak fascynujące.
-Przepraszam- szepnął mi do ucha.
- Przepraszam-odpowiedziałam tym samym.
- Kocham Cię- szepnął.
- Za co?- spytałam z ciekawością, wtulona w zagłębienie jego szyi.
- Nie mów nic. Kocha się za nic. Nie istnieje żaden powód do miłości.
- Hm. W takim razie ja Ciebie też kocham.
Odsunęłam się od jego szyi i spojrzałam w te zielone oczy. Gdy je dzisiaj zobaczyłam były smutne, przepełnione tęsknotą i żalem. Teraz majaczyły w nich  radosne iskierki, które sprawiały wrażenie, jakby świeciły w ciemności. Odgarnęłam jego loki z czoła, a brunet lekko ujął moją twarz i złożył na moich ustach długi pocałunek. Był on pełen tęsknoty. Tęsknoty za drugą połówką zgubioną gdzieś po drodze życia, napotkaną niespodziewanie. Teraz jednak znalazłam to czego tak długo szukałam. Straciłam Go na chwilę, na chwilę jego miłość, abym musiała sobie uświadomić ile dla mnie znaczy. Znalazłam go.
Żadna wielka miłość nie umiera do końca. Możemy strzelać do niej z pistoletu lub zamykać w najciemniejszych zakamarkach naszych serc, ale ona jest sprytniejsza-wie jak przeżyć.

Budzić się i zasypiać przy Tobie, umierać i rodzić się na nowo razem z Tobą, witać każdy dzień z radością w sercu i zasypiać ze spokojem, wiedząc, że jesteś tuż obok mnie, że zawsze byłeś, choć tego nie czułam i zawsze będziesz.
                                                                                                                                    
                             
 ~ by Agata.

sobota, 12 stycznia 2013

# 192 . Niall .


Imaginy urodzinowy od Kingi dla Karoliny -> @megustawawa : )
Wszystkiego, czego sobie zażyczysz, szczęścia, miłości, zadowolenia z życia, samorealizacji, uśmiechu na twarzy, wesołości i odwagi, by kroczyć w życiu i być zawsze sobą! ; )

Dzisiaj urodziny obchodzi też Malik! Nie wiem, czego mam życzyć temu chłopakowi… Właściwie już mężczyźnie… lalalalallalalalalalalallalala, on zawsze będzie siedemnastoletnim Zaynem z ‘Vas Happenin’?!’ na ustach, który wydurniał się przed kamerką i śpiewał piosenki w X Factorze! Przynajmniej dla mnie. ^^
Cudowną dziewczynę już ma, wiernych przyjaciół też, powodzenie w życiu, grube miliony na koncie (tak, tak, wiem, hańba mi, to nie jest najważniejsze… xd), kochającą rodzinę i co najważniejsze – oddanych fanów, którzy wbili dziś do trendów z hasłem #HappyBdayZaynfromPoland, a o 17.00 przewidują akcję z hasłem "Best Wishes Zayn from Poland", więc jeśli ktoś ma twittera - wpadajcie i pomagajcie! : )
Jednym słowem: Szczęścia, Malik, dobij do setki albo i dalej. :D

A teraz zapraszam na imagin….
---------------------------------------
[I.T.K.] - Imię Twojej Kuzynki

- Witaj siostrzyczko! - z uśmiechem na ustach weszłam do pokoju [I.T.K.].
- No hej, kuzyneczko. - Przytuliłyśmy się na powitanie.
- Więc, co ode mnie chciałaś? Zadzwoniłaś tak nagle, że myślałam, że się coś stało.
- A żebyś wiedziała, że się stało! Najpierw usiądź.
- Co jest? – zapytałam z obawą, siadając na kanapie.
- No więc… - zaczęła, ale nagle ucichła. - Mam nowego chłopaka!!! - wykrzyczała mi prosto w ucho.
- To nie nowość - odpowiedziałam z przekąsem. [I.T.K.] co chwilę zmienia swojego „życiowego partnera”.
- Ale teraz jest inaczej. Zaraz ci pokażę - nie wiem, co w nią wstąpiło. Jej radość była nieopisana. - Robi w sobotę grilla i zaprosił mnie. Znaczy nas. Ma czterech kumpli. Trzech z nich ma dziewczyny, ale jeden: blondyn o niebieskich oczach jest wolny - posłała mi znaczący uśmiech. Wiedziała jak trafić w mój czuły punkt. Uwielbiałam blondynów z niebieskimi oczami i ona doskonale o tym wiedziała. Nie wiem czy to tylko zbieg okoliczności czy coś z jej inicjatywą.
- Nie potrzebuję twojej swatki – warknęłam, udając wkurzoną, ale moja kuzyneczka mnie rozgryzła.
- Ale kto tu chce cię swatać? Ja po prostu chce się dobrze bawić w fajnym towarzystwie. To jak, pójdziesz? - objęła mnie ramieniem.
- Nie. Nie znam tych ludzi, a poza tym będę się czuła obco, bo ty ciągle będziesz mi kazała siedzieć z tamtym kolesiem. I mi tu nie wmawiaj, że go polubię z powodu wyglądu.
- Jak chcesz. Ale ja jestem pewna, że zmienisz zdanie jak ci coś pokażę - posłała mi znaczący uśmiech i podeszła do komody.
[I.T.K.] wyjęła z szuflady zdjęcie i podała mi je. Prawie padłam żywym trupem. Fotografia była bardzo podobna do http://media.tumblr.com/tumblr_m1t5qpwP5O1rn00j5.jpg tylko, że widniała na niej moja siostra i… Harry Styles! Z niedowierzenia przetarłam oczy.
- Czy… Czy… to jest… przecież - przełknęłam głośno ślinę. - TO JEST HARRY Z ONE DIRECTION!!!!
Chyba nigdy w życiu tak głośno nie krzyczałam. Przecież 1D to mój ulubiony zespół. Domyśliłam się, że tym niebieskookim blondynem był Niall Horan. Od pół roku mam słabość do tego chłopaka. Kurde blaszka, ta moja sisterka wie jak mnie przekonać. I za to ją kocham.
- Tak, Harry. To jak, idziesz? Bo wiesz, jeśli nie… To nie będę cię namawiała - zrobiła z ust śmieszny dziubek i oczy, jak kot ze Shreka. 
- No.. - teraz czułam się troszkę głupio. - No wiesz, PEWNIE, ŻE PÓJDĘ !!! - uwiesiłam się [I.T.K.] na szyi i wycałowałam w oba policzki.
To nie może być prawda. Za dwa dni poznam całe One Direction i mało tego, jeszcze Danielle, Eleanor i Perrie. Życie jest piękne!

*sobota*
U chłopaków byłyśmy umówione na osiemnastą. Godzinę wcześniej ubrałam się w czarne rurki i beżową bokserkę, a włosy splotłam w luźnego kłosa. [I.T.K.] postawiła na bardziej romantyczny wygląd. Miała na sobie czarne legginsy do połowy łydki i tunikę całą wysypaną czerwonymi różami. Włosy pomogłam jej spiąć w koka. Tak ubrane i przygotowane na wszystko stałyśmy przed domem chłopców o równej osiemnastej.
Zadzwoniłyśmy do drzwi, które po krótkiej chwili otworzyła nam Danielle. Ta piękna dziewczyna o zabójczych włosach miała na sobie zwykłe dżinsy i czarny T-shirt z logo 1D. Nawet w tak normalnych ciuchach wyglądała pięknie. [I.T.K.] przywitała się z dziewczyną Liama i wpuściła nas do środka.
- El, Perrie, chodźcie, przyszła [I.T.K.] z kuzynką - Dan zawołała swoje przyjaciółki. Dziewczyny po chwili zeszły na dół, a moja siostra mnie z nimi poznała. Następnie wyszłyśmy tylnymi drzwiami do ogrodu. Tam mało nie zeszłam na zawał. Przy grillu stali Niall i Liam, a Larry ganiał się po całym podwórku. Zayn siedział na huśtawce i wszystkiemu się przyglądał. Gdy cała nasza piątka wkroczyła, chłopcy przerwali swoje czynności i wszyscy się ze wszystkimi zapoznali. W sumie to tylko ja z chłopakami, bo reszta już się znała.
Po chwili Harry objął moją siostrę i poszli się całować, Danielle poszła na ławkę z Liamem, Lou i Eleanor stali z boku, a Zayn i Perrie też zajęli się sobą. Przy grillu zostałam tylko ja i Niall.
- Słuchasz czasem One Direction? - zapytał nieśmiało chłopak.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się. - codziennie. Jestem Directioner.
- Miło. [I.T.K.] dużo mi o tobie mówiła. Oczywiście same dobre rzeczy.
- … - Boże, co ja  mam mu odpowiedzieć?
- Mówiła też, że jesteś bardzo ładna. I się nie myliła - zaczęliśmy się śmiać. Wymieniliśmy się numerami i jeszcze chwilę pogadaliśmy. Potem wszyscy usiedliśmy przy stoliku i zjedliśmy kiełbaski.
Około godziny dwudziestej ja i blondyn znów zostaliśmy sami. Harry i moja siostra udali się w bardziej odosobnione miejsce (chyba wiedziałam, dlaczego), Danielle i Liam poszli do chłopaka do pokoju, Perrie i Zayn oglądali TV, a Lou odwiózł Eleanor do domu, bo ta miała jutro jakiś ważny egzamin. Znów rozmawialiśmy, śmialiśmy się i opowiadaliśmy o sobie. Z Niallem dogadywałam się naprawdę dobrze.  Pomińmy fakt, że chłopak bardzo mi się podobał, przecież i tak nic z tego nie wyjdzie.

*trzy miesiące później*
Zaprzyjaźniłam się z Horanem na dobre. Spotykaliśmy się dwa razy w tygodniu. Chcieliśmy częściej, tylko Niall nie mógłby. Powód? Koncerty, wywiady, spotkania z fanami itp. Bardzo często razem gotowaliśmy, oboje uwielbiamy jeść. Jednak jak coś razem upichcimy to dla wszystkich. Ciągle się wygłupiamy, nawet przy gotowaniu. On jest naprawdę, naprawdę niesamowity.
Dziś sobota. Idę do Niall’a. Założyłam krótkie brązowe spodenki i beżową bluzkę. Włosy rozpuściłam. Tak „odstawiona” mogłam wyjść na ulicę. O piętnastej stałam pod domem mojego przyjaciela.
- Hej - daliśmy sobie buzi w policzek na przywitanie. - Co dziś robimy?
- Może coś zjemy? - zaproponował wiecznie głodny blondynek.
- Pewnie, ale najpierw trzeba coś ugotować - odparłam, otwierając lodówkę.
Dwie godziny później mieliśmy na stole stosik kanapeczek, budyń, świeżo upieczone ciasto i oczywiście Nando’s. Już chciałam usiąść do stołu, ale Niall mnie zatrzymał.
- [T.I.], zanim zjemy, chciałbym ci o czymś powiedzieć - na jego twarzy można było dostrzec trochę smutku.
- O co chodzi? - złapałam go za rękę.
- No bo widzisz… Ja i chłopcy…, to znaczy One Direction… My jedziemy za tydzień w trasę - chłopak spuścił głowę.
- Co? - uśmiech momentalnie znikł z mojej twarzy - Niall, jak to? Co z dziewczynami? Co ze mną?  - byłam bliska rozpaczy. Może wydać wam się to dziwne, ale nie wyobrażałam sobie tygodnia bez uścisku Horana. Nawet nie chciałam myśleć, jak to wszystko będzie wyglądało.
- Nie denerwuj się, proszę… Tylko przytul mnie mocno - spełniłam jego prośbę. - [T.I.], ja ci zaraz wszystko opowiem.
Usiedliśmy na kanapie.
- Więc tak. Za tydzień zaczynamy, ale przez pierwszy miesiąc koncertujemy tu, na miejscu, w Anglii. Potem tydzień dla Irlandii i ruszamy do Ameryki. Tam będziemy przez dwa miesiące.
- ILE ?! - w ogóle nie mieściło mi się to w głowie.
- Nie bój się. Dziewczyny jadą z nami - uśmiechnął się delikatnie. - Ty też, jeśli chcesz.
- Oczywiście, że chcę - chciałam przytulić chłopaka, ale się odsunął. Ciekawe dlaczego…
- Tylko… - zaczął i spuścił głowę.
- Tylko co? - pewnie to „tylko” było powodem, dla którego nie chciał mnie przytulić.
- Ja… po prostu nie chcę. Nie chcę, żebyś ty jechała tam…
Czyli jednak ON nie chce mnie w Ameryce. Będę mu… będę wszystkim przeszkadzać. Oczy mi się zaszkliły.
- Rozumiem Cię. Ja… muszę już wracać. Przepraszam, muszę coś załatwić - chciałam wstać, ale Niall mnie zatrzymał. W co on gra? Nie chce, żebym jechała, to nie pojadę. Proste i logiczne. A może kogoś poznał? Może nie chce już się przyjaźnić, bo ta dziewczyna jest zazdrosna? Te i inne pytania przewijały się przez mój umysł podczas gdy Horan przyciągnął mnie do siebie tak, że stykaliśmy się czołami.
- [T.I.], ja nie chcę, żebyś ty jechała tam… jako… jako moja kumpela.
- A jako kto? - odpowiedziałam zachrypniętym głosem i ze łzami w oczach.
- Jako… moja dziewczyna - wypowiedział te najpiękniejsze słowa i złączył nasze usta w pocałunku. Poczułam w moim brzuchu aktywne motylki. Oderwaliśmy się od siebie.
- Zgadzasz się? - zapytał i zawadiacko się uśmiechnął.
- Niall… dlaczego pytasz? - widziałam zawstydzenie, które mignęło w jego oczach. Chciał też coś powiedzieć, ale zrezygnował i oddalił się kawałek. - Po co pytasz, skoro odpowiedź jest oczywista? Jasne, że się zgadzam! - podeszłam i znów dzieliły nas tylko centymetry. Najpierw pięć, po chwili trzy, aż w końcu nic. Tym razem to ja rozpoczęłam pocałunek, który chłopak odwzajemnił.
 Po chwili siedzieliśmy przy stole i pałaszowaliśmy nasze jedzenie.
Nagle przyszli chłopcy.
- A co wy się tak szczerzycie do siebie, co? - spytał Louis z dziwnym uśmieszkiem. Spojrzałam na niego i dostrzegłam jak puszcza oczko do Harry’ego.  O co mu chodzi?
- My? Nie, nic - udałam zdziwioną. – A  ty?
- A co ja? - udawał głupka. Podszedł do mnie Niall. Wziął moją dłoń i pocałował ją. Potem pocałował mnie w usta.
- Uuuuu - Po pokoju rozeszły się brawa. Zaczęłam się śmiać.
- Ale o co wam chodzi? Tak, przyznaję. Jesteśmy z Niall’em parą - uśmiechnęłam się i przytuliłam do blondyna.
- No nareszcieeee! Gratulacje, Niall, chłopie ! - zaczęli się drzeć, a ja kompletnie zdezorientowana wlepiłam wzrok w niebieskie oczy mojego chłopaka.
- Nareszcie?
- No bo Niall już od dawna jest w tobie zakochany. I tak w ogóle to wspaniale do siebie pasujecie. Gratuluję - wyjaśnił mi Zayn. Po chwili każdy z chłopców podszedł do mnie i przytulił. Zaczęłam się śmiać z całej sytuacji, ale jednak byłam… jestem najszczęśliwszą osobą na Ziemi.


~by Kinga.

czwartek, 10 stycznia 2013

# 191. Wszyscy .


Popłakałyście sobie w tym tygodniu za sprawą trzech smutnych imaginów dziewczyn, jednak ja mam inny zamiar ;)



Wsunąłem na bose stopy kapcie, owijając się szczelniej kocem i ostrożnie z kubkiem herbaty w rękach ruszyłem do salonu, chwytając drugą ręką pilota, włączając telewizor. Ekran rozbłysnął i po chwili dało się zauważyć jakąś wielką scenę i dwóch prowadzących na niej. Oboje wystrojeni, próbujący rozbawić publiczność na dole, przy okazji zapowiadając kolejny występ.

Serio? Będę spędzać Sylwestra przed telewizorem? Ja? Zayn Malik? A niech to! To będzie najgorszy Sylwester w moim życiu. Pierwszy taki i mam nadzieję, że też i ostatni.

W milczeniu, przerywanym jedynie dźwiękami piosenek, popijając herbatę, leżąc na kanapie w salonie pod kocem, w duchu przeklinałem Perrie. A może bardziej jej managera? W końcu to on w ostatniej chwili zebrał ją i resztę zespołu i kazał lecieć do Ameryki, żeby, jak to określił, 'usłyszał o nich większy świat'. A miało być tak pięknie. Romantyczna kolacja, następnie spacer na rynek, skąd moglibyśmy oglądać fajerwerki. Pierwszą godzinę właśnie tak przesiedziałem, nie robiąc niczego niezwykłego. Dopiero kilka minut po 21 usłyszałem ciche pukanie do drzwi mojego apartamentu. Niechętnie wstałem z miejsca i powlokłem się, by otworzyć intruzowi.

- Louis? Niall? Co wy tu robicie? Nie mieliście być…?

Nie dane mi było dokończyć, gdyż bez zbędnych ceregieli wparowali do środka. Louis podążył za Niall’em, a w jego rękach zauważyłem dwie butelki alkoholu. Sylwestra zamierzali spędzać z dwoma butelkami? To chyba jakieś kpiny.

- Chyba masz coś w domu, prawda? - Z zamyśleń wyrwał mnie młodszy z nich, jakby czytając w moich myślach.

- Hoho, ty się tak nie rozpędzaj - zganił go Tomlinson.

- Dobrze, mamo - przewrócił oczami blondyn, a po chwili oboje wybuchli gromkim śmiechem.

- Powiecie mi co wy tu robicie? – przerwałem im tą wesołą paplaninę.

- Jak to co? Ratujemy cię od najnudniejszego Sylwestra w twoim życiu – oparł Horan, jakby to było najnormalniejszą rzeczą pod słońcem, jednocześnie rozglądając się po kuchni, zapewne w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. Już miałem zamiar otworzyć usta, gdy ubiegł mnie Lou.

- Od razu odpowiadam na wszystkie twoje pytania. Zamierzałem spędzić Sylwestra z Eleanor, jednakowoż… - Jedna… Co?! – Jednakowoż w ostatniej chwili w drodze do jej domu, zmieniłem zdanie. Nie uśmiechało mi się spędzanie Sylwestra na kanapie, tak jak ty to miałeś zamiar uczynić – wskazał znacząco na jakiś głupi program, który nadal leciał w tle oraz koc i kubek na stole. Z lekka zawstydzony, chwyciłem pilota i wyłączyłem nadajnik. – Z Eleanor czy bez, zrozumiałem coś, chłopcy. – Zrobił pauzę dla większego efektu.- Nie chcę już z nią być.

- Co?! – wykrzyknęliśmy zdumieni jednocześnie z Niallem. Blondyn o mało nie zakrztusił się jedzeniem, które właśnie połykał. Natychmiast do niego podbiegłem i klepnąłem go kilka razy mocno po plecach. Nie tego się spodziewaliśmy.

- Więc zadzwoniłem do niej i skłamałem, że się źle czuję. Jakoś udało mi się ją przekonać, że nie potrzebuję jej opieki i w ten oto sposób zadzwoniłem do Nialla. – wskazał na czerwonego na twarzy blondyna, który właśnie uspokajał oddech. – Wiedziałem, że nie miał żadnych planów, więc właśnie montujemy ekipę.  Dzwoniliśmy do Liama i Harry’ego, ale Liam właśnie szaleje w klubie, a Harry nie odbiera.

- Ale skąd wiedzieliście, że tu będę? Przecież przy ostatniej rozmowie mówiłem wam, że razem z Perrie zamierzamy coś zaplanować.

- Drogi przyjacielu, a od czego jest Twitter? – zaśmiał się brunet, podchodząc do mnie i obejmując mnie ramieniem. – Jeśli nie chciałeś, aby świat wiedział, że Sylwestra spędzisz na kanapie w domu i to na dodatek sam, nie trzeba było tego publikować. – posłał mi ciepły uśmiech. No, tak. Może pisanie na Twitterze moich żalów nie było najmądrzejsze. Jednak dzięki temu, teraz przynajmniej nie byłem sam.

- Sorry, chłopcy, ale jeśli chcecie się napić, to musimy skoczyć do sklepu. W barku nie mam nic. – usłyszałem zawód jęku, gdy nagle ktoś zapukał do drzwi.

- Cześć, mogę wejść ? – Harry stał na progu drzwi, lekko się uśmiechając. – Cześć Lou i Niall.

- Dzwoniliśmy do ciebie – rzekł z wyrzutem Niall.

- Wiem, nie słyszałem, przepraszam. – posłał im obojgu przepraszające spojrzenie, a po chwili już śmiali się z czegoś innego.  

- A mogę wiedzieć, co ciebie tu przywiało? – spytałem, jednak wcale nie żałując jego przyjścia.

- Nudna impreza, tyle. To nie to samo, co z wami. – wzruszył ramionami, a widząc nas zakładających kurtki, zreflektował się. – Och, wychodzicie gdzieś? – wyraźnie posmutniał.

- Idziemy po więcej piwa, bo ten głąb się nie zaopatrzył – odparł Louis, wskazując głową na mnie.

- Ej! – udałem obrażonego, usłyszawszy to nadane mi przezwisko, jednak po chwili parsknąłem śmiechem. – Idziesz z nami? – spytałem.

- A nie będę wam przeszkadzał? – skulił się w sobie, a ja wręcz nie mogłem w to uwierzyć. I chyba nie tylko ja. Cała nasza trójka podeszła do loczka, obejmując go ramieniem.

- Cholera, jesteś naszym przyjacielem. Jak możesz w to wątpić? – spytał Louis, co skutecznie przekonało Styles’a, bo już po chwili uśmiechał się promiennie, ukazując swoje rozkoszne dołeczki w policzkach. Już mieliśmy wychodzić, kiedy ktoś gwałtownie wtargnął do mieszkania, otwierając tak mocno drzwi, iż te uderzyły o ścianę. W progu stał kompletnie zalany w trupa Liam z dwoma butelkami wina w rękach.

- Ma-macie może ocho-o-tę na wino? – spytał, uśmiechając się do nas lekko nieprzytomnym wzrokiem, czkając co jakiś czas. Pokręciliśmy tylko głowami, wyprowadzając go na zewnątrz i zamykając za sobą drzwi.



Doszliśmy do jakiegoś supermarketu, który nadal był czynny, mimo nadchodzącego Sylwestra i dość późnej pory.  W końcu gdzieś trzeba było kupić alkohol, czyż nie?

Każde z nas rozdzieliło się między półkami. W sklepie nie było prawie nikogo, nie licząc kilku pojedynczych wyjątków. Jednak i oni szybko wybyli, zostawiając nas prawie samych. Udaliśmy się wszyscy do kasy, oprócz Liama, który chyba zamierzał nie płacić i bezceremonialnie ruszał do wyjścia z dwoma butelkami w rękach, które już były otwarte. Pociągał z każdej z nich na przemian łyka, co nas zamurowało. Czy to na pewno on? Sprzedawca jednak prawie natychmiast rzucił się w jego kierunku, chcąc go zatrzymać, lecz chybił i upadł na podłogę, a brunet, jakby nieświadomy tego, wyszedł przez automatyczne drzwi na zewnątrz. Harry posłał sprzedawcy przepraszający uśmiech, zostawił na ladzie pięćdziesiąt funtów i natychmiast wybyliśmy stamtąd, chcąc uniknąć nieprzyjemnych sytuacji.

Payne szedł po ulicy radosnym i tanecznym krokiem, popijając z obu butelek na raz, omal nie wpadając pod auto, kiedy chciał przejść przez przejście. Na szczęście, my nie wypiliśmy tak bardzo jak on, więc natychmiast dopadliśmy go, odciągając na bezpieczną odległość od jezdni.

- Wiecie co? – odezwał się Louis. – Wiem chyba, gdzie możemy pójść.



Po kilkudziesięciu minutach przedzierania się przez jakieś krzaki i busze, dotarliśmy na jakieś kompletne pustkowie. Wokół nie było nic, tylko jakieś tory, zapewne nieużywane od lat.

- Gdzie jesteśmy? – zadał pytanie Niall, które chyba każdemu z nas cisnęło się na usta.

- Wiem, gdzie jesteśmy – odezwał się loczek, wpatrując się dookoła, jakby z niedowierzaniem. – Zabrałeś mnie tutaj, kiedy znaliśmy się zaledwie kilka miesięcy.

Tomlinson z uśmiechem pokiwał głową.

- Wierzcie mi, że stąd widok na fajerwerki jest najlepszy, a z tego co wskazuje mój zegarek… - zrobił pauzę, zerkając na swój lewy nadgarstek. – Za trzydzieści minut już nowy rok.

Tak więc usiedliśmy pośrodku tej nicości, popijając to, co kupiliśmy, albo raczej to, czego omal nie ukradliśmy. Parsknąłem śmiechem przypominając sobie „akcję” Liama i machinalnie spojrzałem na niego. Nie odzywał się, zresztą żadne z nas nic nie mówiło, ale gdy złapał mój wzrok, uśmiechnął się tylko i położył głowę na moim ramieniu. Bez słowa objąłem go i pocałowałem w policzek. Chyba zaczęło mu oddawać, i zaczął znów stawać się sobą.

- Ej, a ja to już nie? – udał obrażonego Niall, marszcząc śmiesznie czółko. Zaśmiałem się, przyciągając go do siebie.

- No, chodź tu. – Zadowolony wtulił się w mój tors. W milczeniu oczekiwaliśmy na nowy rok, a po chwili już wspominaliśmy wszystko to, co zdarzyło się w minionym – 2012. Zauważyłem, że także Louis i Hary wtulili się w siebie. Louis leżał spokojnie między nogami Styles’a, opierając się o jego tors. Co chwila wybuchaliśmy głośnym i niepohamowanym śmiechem, starając się nie wspominać tych smutniejszych chwil. W końcu nadszedł czas wielkiego odliczania. Wstaliśmy, obserwując miasto z oddali i głośno wykrzykując:

- Cztery! Trzy! Dwa! Jeden!

Fajerwerki wybuchły istną eksplozją kolorów. Od czerwonego, zielonego do samego niebieskiego, białego, granatowego. Głośno klaskaliśmy, mimo iż i tak oprócz nas nie było tu nikogo. Składaliśmy sobie nawzajem życzenia, piliśmy, tańczyliśmy do piosenki Calvina Harrisa, którą puścił z telefonu Louis i…

Tak, to był zdecydowanie najlepszy Sylwester w moim życiu.
~by Julia