sobota, 13 kwietnia 2013

# 226. Lanielle.

<klik>

 Make love your goal

Lekko zachmurzone niebo. Z pomiędzy pojedynczych chmur wychylały się delikatne promienie zmierzającego ku zachodowi słońca. Danielle szła po trawie, niosąc w dłoni swoje sandałki. Jak co roku tego samego dnia uciekała z domu, by móc udać się do ulubionego miejsca swej zmarłej babci. Pokonywała właśnie ostatni pagórek, dzielący ją od zakątka, kiedy przystanęła zaskoczona, widząc tajemniczego chłopaka siedzącego w oddali.

-Przecież nikt tu nigdy nie przychodzi- wymamrotała pod nosem, zmniejszając dystans dzielący ją od młodzieńca.

-Przepraszam, ale nie powinno cię tu być- zagaił ów intruz, patrząc Dan prosto w oczy.

-To samo mogłabym powiedzieć o tobie- odrzekła dziewczyna, okrążając chłopaka i stając za jego plecami.

-Ach, gdzie moje maniery! Jestem Payne. Liam Payne.

Szatyn podniósł się, podając Danielle dłoń. Przez chwilę patrzyli sobie prosto w oczy, nie wypowiadając przy tym żadnego słowa. W końcu dziewczyna zamrugała kilkakrotnie rzęsami, otrząsając się z letargu. Uśmiechnęła się lekko, po czym odpowiedziała:

-Mów mi Dan.

-Dobrze- Liam odwzajemnił uśmiech.- Powiesz mi co cię tu sprowadza?

-To długa i nudna historia- Danielle wzruszyła ramionami, wzdychając.

-Nie sądzisz, że mamy czas?- chłopak usiadł pod drzewem, przyjaznym gestem przywołując do siebie nową znajomą. Dan jeszcze nie wiedziała, iż opowiadając Payne’owi o swoim dotychczasowym życiu, popełni błąd, za który przyjdzie jej zapłacić. Nie miała bowiem pojęcia, że w przyszłości obdarzy Liama najpiękniejszym uczuciem na świecie, ani o tym, że ich miłość z góry będzie skazana na potępienie.

~*~
Młodzi spędzali z sobą coraz więcej czasu. Wśród najbliższych znajomych i rodziny udawali, że nie łączy ich nic więcej poza przyjaźnią. Jednak z czasem coraz trudniej było im się ukrywać.

-Miłość to takie piękne uczucie, Liam- rzekła któregoś razu Danielle, gdy siedzieli przytuleni na powalonym drzewie w środku lasu.- Nikt nie powinien się wstydzić tego, że kocha. Nie ważne, czy to dziewczyna, czy chłopak. Nie można winić kogoś za to, że czuje coś do drugiego człowieka. To takie nielogiczne i niesprawiedliwe- obruszyła się, mocniej wtulając policzek w ramię ukochanego.

-Zgadzam się z tobą- mruknął Payne.- Ale tym światem rządzą inne prawa, to nie my je ustalamy.

-A kto? Nasi rodzice? Władca?- spytała podniesionym głosem Peazer.- Proszę cię, nie broń ich.

-Nawet nie zamierzam- westchnął szatyn, wstając. Chodził w tą i z powrotem, pocierając palcami kark.- Wiesz, że nasze zdanie się nie liczy. Danielle- ujął twarz swej dziewczyny w dłonie.- Kocham cię i…- głos mu się załamał.- Proszę, pamiętaj o tym.

-Liam, co planujesz?- przestraszona Dan chwyciła go za nadgarstki.

-Chcę zapewnić ci godne życie- na jego ustach pojawił się blady uśmiech, który po chwili zniknął.- Muszę wziąć udział w turnieju. Zapewne wiesz już od swojego ojca, że to ty będziesz główną nagrodą. Walczę o ciebie- złożył na jej wargach delikatny pocałunek.- Dla ciebie.

~*~
Danielle z przerażeniem przypatrywała się bijącym się na śmierć i życie mężczyznom. Nie potrafiła nawet nazwać każdej broni, której używali. Co chwilę odwracała wzrok- widok olbrzymich ran i cierpienia wymalowanego na twarzach ludzi była dla niej nie do zniesienia. Pisnęła, gdy ktoś zadał cios w lewy bok jej ukochanego. W duchu modliła o przychylność Bożą dla Liama.

-Widzę, że podoba ci się turniej- zauważył jej ojciec, kładąc dłoń na ręce Dan.

-Tak, ojcze- odparła, siląc się na pogodny ton.- Mam nadzieję, że wygra najlepszy.

Mimo uśmiechu na ustach, w środku drżała ze strachu. „Niech to się wreszcie skończy”- prosiła w myślach. Kiedy rozgrywki dobiegły końca, obserwatorzy wraz z ojcem Danielle wstali, bijąc brawo zwycięzcy. Dziewczyna podeszła do marmurowej barierki i odetchnęła z ulgą, gdy ujrzała na placu żywego Liama. Położyła dłoń na sercu, które prawie wyskoczyło jej z piersi.

-Dziękuję wszystkim za przybycie- ogłosił starszy mężczyzna, obejmując córkę ramieniem.- Ogłaszam, iż turniej wygrał Liam Payne, który w imieniu swego władcy walczył o rękę Danielle.

Szatyn opuścił bezwładnie ramiona wzdłuż ciała, wypuszczając z rąk topór, z którego ściekała krew nieżyjącego już przeciwnika. Doskonale zdawał sobie sprawę z sensu słów ojca jego ukochanej. „Dan będzie żoną mego władcy, który jest jednocześnie moim bliskim przyjacielem”- pomyślał z rozpaczą. Dziewczyna dopiero po chwili zrozumiała, o co chodzi w zaistniałej sytuacji. Zakryła oczy dłońmi, biegnąc do swojej komnaty. Szlochała całą noc.

~*~
Danielle została wydana za mąż, mimo iż nic nie czuła do mężczyzny, który stanął z nią na ślubnym kobiercu. W nowym miejscu czuła się dziwnie i obco, a grube mury zamku uświadamiały jej, jak bardzo czuła się samotna. Nie pozwalała, by przyjaciel Liama nawet ją dotknął.

-Wiem, że jesteś młoda i niedoświadczona, ale postaram się sprawić, byś czuła się lepiej. Zależy mi na tym, byś zaaklimatyzowała się w nowym otoczeniu- powiedział do niej, gdy leżeli w ogromnym łożu.

Dan wstała, strzepując z siebie ręce męża. Okryła się pelerynką i nic nie mówiąc wyszła z komnaty. Nie mogła znieść pustki, która zawładnęła jej sercem. Mimo iż codziennie widziała się z Liamem, bo przebywał w tym samym miejscu co ona, czuła się źle.

Payne wcale nie radził sobie lepiej. Widok swojej ukochanej i przyjaciela rozdzierał go od środka.

Bo nie da się oddychać, gdy zabraknie tlenu. Nie można funkcjonować, gdy nie ma się połowy serca. Są łzy, gdy prawdziwy powód uśmiechu odejdzie.

~*~
-Proszę, zatańczcie razem- zaśmiał się władca.- Moja żona i przyjaciel powinni się lubić. Poznajcie się bliżej, kochani.

Był to jeden z wielu bali wydanych przez męża Danielle, tych zakrapianych winem, gdzie stoły były suto zastawione, a gości bawili cyrkowcy i połykacze ognia.
Liam ujął dłoń dziewczyny, prowadząc ją między ludźmi. Popatrzyli sobie w oczy i każde z nich wyczytało to samo- przeogromne cierpienie.
A mimo to odtańczyli taniec, w którym co chwilę dotykali swych dłoni. Oboje tęsknili za swoim dotykiem, zapachem. Obecnością.

-Nie mogę- powiedział Liam, wychodząc z sali.

Dan ze smutkiem patrzyła za oddalającym się młodzieńcem. Kierowana nagłym impulsem podeszła do męża i rzekła, że idzie się przejść, bo trochę boli ją głowa. Nic nie podejrzewający mężczyzna, skinął z przyzwoleniem i wrócił do rozmowy z gośćmi. Dziewczyna popędziła na schody, a kiedy otworzyła ciemnobrązowe drzwi, chłodne powietrze rozwiało jej loki. Pisnęła, kiedy poczuła ciepłe palce zakrywające jej usta. Ktoś objął ją w talii. Doskonale znała to uczucie. Obróciła się, widząc szatyna, w którego oczach migotały iskierki.

-Tak bardzo za tobą tęsknię- wyznał, złączając ich usta w namiętnym pocałunku.

-Powinniśmy stąd iść. Co powiesz na chatkę w lesie?- zaproponowała Dan, po raz pierwszy od dawna czując się naprawdę szczęśliwym człowiekiem.

~*~
Młodzi kilka razy w tygodniu wymykali się pod różnymi pretekstami, a służka Danielle kryła ich. Wykorzystywali każdą spędzaną wspólnie minutę, która była przepełniona miłością i czułością. Jednak nic, co dobre, nie trwa wiecznie. Władca polecił śledzić swoją żonę i tak dowiedział się o jej zdradzie. Był zły, ale najpierw chciał porozmawiać z przyjacielem i zobaczyć, czy ten będzie potrafił mu skłamać w żywe oczy.

-Liam, poprosiłem byś przyszedł tu na most, bo to jedne z niewielu miejsc, gdzie możemy w spokoju porozmawiać. Bez świadków. Nie sądzisz, że to dobra okolica do robienia rzeczy niezgodnych z prawem? Mało kto się tu kręci, więc prawie żadnych ograniczeń, nie sądzisz?

-Masz rację- pokiwał głową Payne, próbując opanować drżenie głosu.

-Cieszę się, że się ze mną zgadzasz- starszy mężczyzna poklepał szatyna po ramieniu.- Jesteś jedną z niewielu osób, którym w pełni ufam. Wiesz o tym, prawda?

Liam przytaknął, przełykając głośno ślinę. Zacisnął palce na drewnianej poręczy tak mocno, że aż pobielały mu knykcie. Chłopak zdawał sobie sprawę, że władca wie o zdradzie żony.

-To naprawdę miłe, że są na tym świecie jeszcze porządne osoby. Dlatego chciałbym cię prosić, byś kontrolował to, z kim spotyka się moja żona. Ostatnio jest jakaś pobudzona, często nie wraca na noc do komnaty. Martwię się, że może mieć kogoś na boku- urwał, udając zamyślenie.- A może ty kogoś podejrzewasz?

-Nie sądzę, by Danielle mogłaby cię zdradzić. Owszem, jest młoda, ale powoli przyzwyczaja się do nowej roli w swoim życiu. Potrzebuje chyba tylko czasu- odparł Liam, prostując się.

-Tak myślisz?- zagadnął władca.

-Jestem tego pewien- odrzekł Payne, patrząc przyjacielowi prosto w oczy.

-Dziękuję. Możesz odejść.

Chłopak pożegnał się skinieniem głowy i ruszył w stronę tej części zamku, gdzie znajdywała się jadalnia. Oddychał niespokojnie, nie mógł zapanować nad myślami i bijącym coraz szybciej sercem. Wiedział, że Dan będzie miała wcześniej czy później kłopoty. Jego rozmyślania przerwał posłaniec od władcy.

-Władca przekazuje, że nazajutrz podczas pełni wyruszamy na kilkudniowe polowanie.

-Podziękuj i powiedz, że stawię się w umówionym miejscu na czas- mruknął Liam, patrząc na zachodzące słońce, które zwiastowało koniec jednego kolejnego koszmarnego dnia.
„Każdy wieczór jest obietnicą poranka”- pomyślał Payne, wchodząc po schodach.

~*~
Miesiąc później

Danielle stała przy oknie, opierając lewą dłoń na chłodnej szybie. Tęsknym wzrokiem wpatrywała się w dal. W głębi serca wciąż miała nadzieję, że jej ukochany wróci. Samotna łza potoczyła się po jej bladym policzku. Dziewczyna wzięła w swe delikatne palce świeczkę, osłaniając płomień, by nie zgasł. Wolnym krokiem ruszyła przez korytarz, starając się nie obudzić męża. Podwinęła poły granatowej sukni, gdy schodziła po schodach. Otworzyła drzwi, wpuszczając do środka mroźne powietrze. Zadrżała, a nikły ognik zgasł. Mimo panujących wokoło ciemności, Danielle udała się na dwór. Skierowała się do stajni, modląc się w duchu, by Liam czekał tam na nią. Ku jej rozczarowaniu okazało się, że chłopak nie przyszedł.

-Obiecał- wyszeptała ze łzami w oczach Dan, kuląc się w kącie.

Nie przejmowała się tym, że prawdopodobnie suknia będzie cała brudna, a włosy mokre i potargane. Czuła, jak pustka powoli wypełniała jej serce, myśli, duszę. Żal i smutek ustąpił miejsca rozgoryczeniu, złości na cały świat, a przede wszystkim na męża. To on mszcząc się za jej zdradę wygnał z kraju swego najlepszego przyjaciela. „Wiedział, że zabierając mi go, zrani mnie najbardziej”- pomyślała. Wierzchem dłoni otarła słone krople z twarzy. Dziewczyna podpierając się o drewnianą ścianę, podniosła się do pozycji stojącej. Odrzuciła ciemne włosy do tyłu, zagarniając pojedyncze kosmyki za uszy. Zatrzymała się w połowie drogi do zamku, z nadzieją spoglądając za siebie. Ujrzała jedynie czarne korony drzew i zarysy dachów budynków, bo pełnię księżyca przykryły ciemne chmury. Tak samo złowieszcze wydawały się jej myśli dotyczące przyszłości…

~*~
Wersja dla Dan była taka, że Liam został wypędzony z ojczyzny. Jednakże chłopak dobrowolnie opuścił kraj, nie chcąc, by jego miłość doprowadziła do wojny. Zdawał sobie sprawę z tego, że jego przyjaciel, podobnie jak ojciec Danielle, dowiadując się o zdradzie, mogli zerwać pakt i bitwa byłaby nieuchronna. Nie chciał, by niewinni ludzie ginęli przez to, że rozkochał w sobie niewłaściwą osobę.
Kiedy przebywał w sąsiednim państwie i sądził, że jego czyny zostały wybaczone, dowiedział się od wieśniaka, u którego mieszkał, że odwieczni wrogowie napadli na zamek jego władcy. Niewiele myśląc, wsiadł na konia i ruszył w tylko sobie znanym kierunku.

~*~
-Niech się panienka schowa!- krzyknęła służka Dan, wbiegając do jej komnaty. Dziewczyna stała przy oknie, przypatrując się ze smutkiem szykującym się do walki ludzi.- Proszę, niech panienka pójdzie ze mną.
-Wyjdę tam, do poddanych. Jako żona władcy chcę być z nimi- powiedziała oschłym tonem, nakładając na ramiona wierzchnie okrycie.

-Danielle, co się z panienką stało? Odkąd Payne wyjechał, stała się panienka zimna i niedostępna- zauważyła starsza kobieta.

-Może po prostu dorosłam?- odrzekła pytaniem na pytanie Dan i wyszła, zostawiając samą zdezorientowaną służkę.

~*~
Gdy Liam dotarł na miejsce, walka trwała już od dłuższego czasu. Wrogowie atakowali grube mury, ostrzeliwali strażników stojących na wieżach. Chłopak skręcił w leśną ścieżkę, starając się, by nikt go nie ujrzał. Przywiązał konia do pierwszego lepszego drzewa, obiecując sobie w duchu, że na pewno po niego wróci. „Jak przeżyję”- pomyślał, kierując się w stronę ukrytego wejścia na zamek. Otworzył drewnianą pokrywę i wślizgnął się do środka. Zwinnie upadł na ziemię, podpierając się prawą dłonią, by nie stracić równowagi. Trzymając się blisko ściany, pokonywał kolejne metry. Nagle ujrzał w pobliżu jakiś ludzi, którzy dosyć głośno rozmawiali. Przystanął, pozostając w cieniu.

-Pokazałem wam drogę na zamek. Oczekuję zapłaty i dotrzymania warunków naszej umowy- odezwał się mężczyzna. Liam rozpoznał w nim jednego z podwładnych władcy.

-Nie ma żadnej umowy- roześmiał się grubszy facet.- Zdradziłeś swego władcę, wydając go w nasze ręce. To koniec- mówiąc ostatnie słowa rozległ się huk i ktoś runął bezwładnie prosto w kałużę.

Payne mimowolnie zadrżał, nadal trwając w tym samym miejscu. Dopiero kiedy usłyszał oddalające się głosy wrogów, wyszedł z ukrycia. Podbiegł do rannego, łapiąc go za przedramiona.

-Louis?- zdziwił się, widząc dobrego kumpla.- Coś ty najlepszego zrobił?

-Przepraszam, Liam, ale przypominam ci, że sam dopuściłeś się zdrady. W dodatku z żoną naszego władcy- zakaszlał Lou, wypluwając krew.

-Och, wiesz, że to co innego- obruszył się szatyn, próbując podnieść Tomlinsona.- Pomógłbyś mi choć trochę, nie należysz do lekkich.

-Ratuj przyjaciół. Ratuj siebie- wycharczał Louis, przekręcając się na lewy bok. Palcami jednej dłoni uciskał krwawiące miejsce pośrodku klatki piersiowej.- Ratuj Danielle…

~*~
Liam biegł ciemnym korytarzem, starając się wyrzucić z pamięci obraz martwego przyjaciela. Pchnął ciemne drzwi, które zaskrzypiały pod wpływem siły chłopaka. Wpadł do pomieszczenia, gdzie przechowywali broń i inne narzędzia. Zabrał łuk i kołczan ze strzałami, a także jakiś ostry przedmiot i tarczę. Wybiegł na dziedziniec, po drodze przewracając kilku ludzi.

-Co ty tu robisz?- usłyszał za sobą zaskoczony głos władcy.- Dobrze wiesz, że pozwoliłem ci żyć tylko pod warunkiem, że opuścisz kraj.

-Owszem, pamiętam- stwierdził Payne, obracając się.- Jednak myślę, że jeszcze jeden wyszkolony wojownik przyda się twojej armii. Powalczę, jeśli przeżyję- odejdę na zawsze i nigdy mnie nie ujrzysz.
Liam nie czekał na odpowiedź. Ruszył przed siebie, odpierając atak wroga, od razu strzelając do kilku nieprzyjaciół. Spojrzał w zachmurzone niebo, które zwiastowało deszcz. „ostatni w mym życiu”- pomyślał.

~*~
Pierwsza bitwa była wygrana. Ale każdy kto przeżył, zdawał sobie sprawę z tego, że będą i kolejne, bo wrogowie nie poddadzą się tak szybko.
Kiedy szumy w armiach przeciwnika zostały doszczętnie stłumione, kraje zawarły traktat pokojowy. Liam powrócił na zamek, ożenił się z przyjaciółką Dan. Jednak ani on, ani Dan nie byli szczęśliwi w swoich małżeństwach. Nadal spędzali ze sobą czas, mimo to nie tak jak niegdyś, były to tylko towarzyskie spotkania, na których pojawiali się wraz z małżonkami. Ale miłość tych dwojga ludzi była silniejsza nade wszystko.

Gdy Liam zginął, Danielle postanowiła, że pochowa go w miejscu, gdzie spotkali się po raz pierwszy. Nadal rosły tam dwie wierzby, splecione z jednej strony koronami. Dziewczyna co wieczór chodziła na grób ukochanego. Któregoś razu zauważyła, że jedno z drzew usycha, aż w końcu całkiem zmarniało.
Kiedy Dan umarła ze starości, druga wierzba także straciła liście, a potem spłonęła w niewyjaśnionym pożarze.

Drzewa były symbolami ich uczucia. Wyrosły w dzień, kiedy ujrzeli się pierwszy raz, Rosły i kwitły tak samo jak pogłębiała się miłość Liama i Danielle. Ich splecione korony były oznaką nierozerwalności i wierności. A po śmierci zakochanych zniknęły tak samo, jak pamięć po dziewczynie i chłopaku, którzy pokazali innym, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko. 
________

Inspiracja: film "Tristan i Izolda".
~by Natalia

24 komentarze:

  1. Uwielbiam ten film i książkę, więc od razu mi się spodobał. Jak wszystkie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jezuuu... Piosenka boska tak jak imagin <3
    Aż mi się łezka w oku zakręciła ...

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże jakie to piękne *.*
    Ogromny talent
    Jeszcze o Lanielle <3
    Cudowne <3
    Róbcie więcej takich

    Liamkowa♥

    OdpowiedzUsuń
  4. Super <3
    Przez cały Imagin modliłam się aby nie byli ze sobą.xd I nie są .xd O tak <3

    OdpowiedzUsuń
  5. Smutna koncowka,ale jaki piekny xx. K.CL

    OdpowiedzUsuń
  6. Zostałaś nominowana do Libster Award.

    Więcej szczegółów u mnie na blogu : http://live-in-hope-of-a-beautiful-love.blogspot.com/ w zakładce : Libster Award.

    OdpowiedzUsuń
  7. Po prostu piękny...

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękny <3 na podstawie jakiej książki?

    OdpowiedzUsuń
  9. I blog frequently and I truly thank you for your information.
    The article has truly peaked my interest. I am going to book mark your website and keep checking for new information about once a week.

    I subscribed to your Feed as well.

    My web-site :: read more

    OdpowiedzUsuń
  10. Wzrusza;___;
    Piękne

    OdpowiedzUsuń
  11. Wzruszyłam się. Piękne.

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękny imagin ,jak każdy inny które napisałyście ,a tak w ogóle uwielbiam imaginy z Zerrie ,Louanor i Payzer *.*

    OdpowiedzUsuń
  13. Wspaniale się czyta, kocham ich :))
    Zapraszam też do mnie! Jestem zupełnie nowa w tym świecie, więc liczę na konstruktywną krytykę i wskazówki :))
    http://imagine-all-these-things.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  14. Jakie smutne. :'(

    OdpowiedzUsuń
  15. Jakie to piękne! Nie miałabyś nic przeciwko, jeśli wydrukowałabym go sobie? Chciałabym go mieć w swoich "zbiorach". ;D Buziaki, Nickie

    OdpowiedzUsuń
  16. Czytajac wiedzialam, ze gdzues juz cos podobnego bylo, tylko nie moglam sobie przypimniec xD Tristian i Izolda - piekny film;) czytajac twoj imagin trzymalas mnie caly czas w napieciu i mialam gesia skorke :o cos niesamowitego! Uwielbiam twoj styl pisania <3

    OdpowiedzUsuń
  17. aww piękne :) przerabiam właśnie "Tristana i Izolde" i od razu mi się z tym skojarzyło :)

    OdpowiedzUsuń
  18. mam pomysł na prompsta (lol, nie pamiętam jak to się pisze >.<) otóż, fajnie by było, gdybyście napisały o Zaynie wilkołaku :3
    - Alicja<#

    OdpowiedzUsuń
  19. Bardzo podoba mi się wasz Imagin i chciałabym prosić z całej siły o pozwolenie za skopiowanie go na mojego bloga. Jeśli to nie byłby problem bardzo chciałabym mieć treść tego Imagina na swoim blogu. Oczywiście podałabym link do orginału i zachowała wasze prawa autorskie. Proszę o kontakt na ten adres e-maila: paulinamucha1@op.pl
    Z góry bardzo dziękuję.
    Co do Imagina brak mi słów, najlepszy jaki kiedy kolwiek czytałam

    OdpowiedzUsuń