wtorek, 18 grudnia 2012

# 184. Louis.

Praca inna niż dotychczas, bo pisana w czasie teraźniejszym i zawiera coś, co może wydać Wam się nierealne :) Ale to rzecz gustu :)
Dla Loli i Kamili ;*
Piosenka: <klik>
________

Ostatnie święta.
To był zdecydowanie najlepszy czas w moim życiu. Pełen spokoju, radości i miłości, a także przyjaźni i zabawy. Pamiętam to wszystko, jakby miało miejsce wczoraj. Na środku pokoju stała duża, pięknie przystrojona choinka, a pod nią leżały najróżniejsze prezenty. Ociężale podnoszę się z kanapy, aby podejść do tego miejsca. Wyciągam dłoń i oczami wyobraźni przenoszę się w czasie.

Ostre igiełki klują mnie w palce, kiedy uparcie staram się wcisnąć na gałązkę ostatnią szklaną bombkę z abstrakcyjnym wzorkiem. Odsuwam się nieznacznie, odchylając głowę w tył, aby móc ocenić swoje dzieło. W pokoju jest ciemno, jedyne światło dają migocący sznur lampeczek na drzewku i firance. Słyszę szmer tuż za moimi plecami. Uśmiecham się szeroko i bez odwracania się, mówię:
-Harry, nie skradaj się. Umarłego byś z grobu podniósł takim hałasem.
Chłopak prycha, zabawnie kręcąc przy tym loczkami. Wielce obrażony podaje mi gwiazdkę. Pukam się z otwartej dłoni w czoło.
-I jak ja mam ją teraz wsadzić na czubek? Wiesz co?! Zrobiłeś to specjalnie!- marudzę- Liam!- krzyczę na cały dom- Gdzie jest drabina?
Odpowiedzią jest głośna wiązanka przekleństw i huk pękanych talerzy.
-Mówiłem żebyście mi nie przeszkadzali! Pytaj Zayn’a!- zirytowany Payne mocno trzaska drzwiami.
Harold chichocze, zakrywając usta dłonią. W jego oczach dostrzegam figlarne iskierki. Ach, cwaniak jeden.
-Pomożesz mi?- pytam, pocierając prawą dłonią kark.
-Wiedziałem, że przyjdzie czas, kiedy będziesz błagał mnie na kolanach- unosi z wyższością głowę.
Wzdycham, przewracając oczami. Czasem zachowanie przyjaciela jest dosyć dziwne i nieadekwatne do sytuacji. Wiem, że będę musiał spełnić każdą zachciankę kumpla.
-Mów, czego chcesz- jęczę zrezygnowany.
-Kup mi jako prezent kota.
-Wiesz, że Malik…- zaczynam, ale Loczek ucisza mnie gestem dłoni.
-Jakoś przeżyje- Styles uśmiecha się zadziornie- A teraz daj mi tę gwiazdę, bo za miesiąc jej nie wsadzisz na miejsce.
Lokers każe mi się pochylić, po to, by po chwili móc wspiąć mi się na plecy i barki.
-To jest ten twój genialny plan?- unoszę brwi ze zdziwienia- Przecież nie dosięgniesz.
W tym samym momencie Hazza umieszcza przedmiot na czubku drzewka. Gdy staje na podłodze, posyła mi triumfalne spojrzenie. Dumnie unosi kąciki ust, krzyżując ręce na klatce piersiowej. Odwzajemniam uśmiech i wyciągam ku niemu dłoń, by odgarnąć niesforny kosmyk, który opadł mu na oczy.

Mrugam energicznie. Ogarnia mnie smutek, kiedy uświadamiam sobie, że to tylko ulotne wspomnienie. Speszony cofam rękę i wsadzam ją do kieszeni znoszonych spodni. Wzdycham głośno, chcąc odpędzić falę obrazów z przeszłości. Wolnym krokiem idę do kuchni, potykając się po drodze o mop i wiadro. Patrzę jak woda rozprzestrzenia się po drewnianej podłodze, aż do drzwi wejściowych.

-LOUIS!!!!- moich uszu dobiega krzyk Niallera, potem tupot bosych nóg, plusk i przeciągłe jęknięcie.
Odwracam się na pięcie, przekrzywiając głowę w bok. Zdezorientowany Irlandczyk siedzi na mokrych deskach i rozgląda się dookoła. Wtem jego wzrok łączy się z moim.
-Z tego co mi wiadomo, to inaczej myje się podłogę, Loueh. Chciałeś zrobić mini basen czy wykombinowałeś, że lepiej łazienkę przenieść na dół?
-Za dużo rozumujesz, Niall- podaję mu rękę i podciągam go na równe nogi.
-Coście znowu zrobili?- Liam staje w progu ze ścierką przewieszoną przez ramię i w szarym fartuchu. Z szeroko otwartymi oczami patrzy to na mnie, na Horana, a potem znów na wodę- No jak z dziećmi. Chociaż z drugiej strony wyręczyliście mnie. Weźcie tylko szmaty ze schowka i posprzątajcie to.
Kiwam potulnie głową i ciągnę kumpla do piwnicy. Po drodze zakładamy kalosze, a blondyn wyciera ręcznikiem mokre włosy. Bierzemy potrzebne rzeczy i wracamy, by naprawić szkody. Klęcząc w chłodnej cieczy, dyskutuję z roześmianym Niallem.
-Zapomniałem spytać- zauważam po chwili- Wołałeś mnie w jakimś konkretnym celu?
-A tak- chłopak kończy wycierać swoją część podłogi- Chciałem spytać, czy wieczorem zrobisz te pyszne pierniczki- Horan rozmarzonym wzrokiem patrzy gdzieś w dal i się oblizuje.
-Jasne. Tylko kupię potrzebne składniki- zgadzam się.
Wstaję, otrzepując spodenki. Zwijam przemoczoną szmatkę i wyciskam z niej ostatnie krople wody.
-Pojedziesz ze mną?

Nie uzyskuję odpowiedzi. Pociągam nosem i wrzucam ścierkę do pustego wiadra. Odstawiam go w kąt i udaję się na górę do swojego pokoju. Cisza panująca w domu jest nie do zniesienia. Wnika w każdy skrawek mojej duszy, paraliżując mnie i strasząc. Chwytam się poręczy, by nie upaść. W kilka sekund dobiegam do sypialni. Szybko zamykam drzwi i opieram się o nie. Przylegając plecami do drewna, osuwam się na miękki dywan w kolorze oczu Harolda. Podkulam nogi i obejmuję je ramionami, zwijam się w kłębek. Nie chcę, aby wspomnienia dużej mnie prześladowały. Czego bym nie dotknął, gdzie bym nie poszedł, zawsze znajdzie się coś, co w jakiś sposób wiąże się z moją przeszłością i ludźmi, którzy w niej uczestniczyli. Z drugiej jednak strony chwytam się ich niczym tonący koła ratunkowego. Potrzebuję ich, by przetrwać. Nie mam przyszłości. Teraźniejszość też nie istnieje. Jest tylko to, co było. Coś, co odeszło. Bezpowrotnie.

-Jak myślisz? Danielle bardziej spodoba się naszyjnik z granatowym oczkiem czy ten ze srebrnym?- Liam siedzi na moim łóżku. Na jego kolanach spoczywa otwarty laptop. Chłopak pochyla się nad nim i uparcie przegląda kolejne strony poświęcone modzie i biżuterii dla kobiet.
Marszczę czoło, rozchylam wargi i chcę coś powiedzieć, gdy głos więźnie mi w gardle.

Ze świstem wypuszczam powietrze z płuc. Oddycham szybko i nierównomiernie. Po raz kolejny wydawało mi się, że rozmawiam z prawdziwymi przyjaciółmi, że przeżywam jeszcze raz te same chwile. „Nie, Louis, opanuj się. Zacznij normalnie żyć”- myślę, wstając. Podchodzę do biurka, otwieram szufladę i wyciągam z niej portfel. Zaglądam do środka, a następnie chowam pieniądze do tylnej kieszeni spodni. Z szafy wyjmuję suchy podkoszulek Zayn’a i rozciągnięty sweter Harry’ego. Zdejmuję mokre ubranie i zakładam czyste i świeże. Kiedy chcę wyjść z pokoju, moja dłoń zamiera na klamce.

-No powiedz mi, Loueh. Który jest ładniejszy?- Liam podsuwa mi pod nos otworzoną stronę internetową- Muszę dziś zamówić, aby na święta doszło.
-Eem- zastanawiam się- Ten jaśniejszy zdecydowanie bardziej przypadnie do gustu Dan. Podkreśli jej cerę i oczy.
-Och, dzięki- Payne ze śmiechem klepie mnie po ramieniu.

Wzdrygam się. Dotyk Liama jest tak prawdziwy, że aż zapiera mi dech w piesi. Chłód ogarnia moje ciało. Pośpiesznie zbiegam na dół, łapiąc po drodze kluczyki do samochodu. Zarzucam na ramiona grubą kurtkę, naciągam czarną czapkę aż na czoło. Siadam na taborecie i drżącymi palcami staram się zawiązać niesforne sznurówki, które ciągle wypadają mi z rąk. Po kilku minutach jestem gotowy do wyjścia. Staję przed domem i prawie spadam ze śliskich schodów. Całe pokryte są lodem. Spoglądam na ogródek- biały puch zakrył wszystko dookoła, począwszy od drzew i krzewów, na domach kończąc. Nawet słupy wysokiego napięcia są pod cienką kołderką śniegu. No tak, mój samochód również. Tak to się właśnie kończy, kiedy człowiek jest leniwy. Dzień wcześniej zapomniałem schować go do garażu. Z ledwością otwieram bagażnik i wyciągam z niego szczotkę i skrobaczkę do szyb.

-Ho ho ho! Nie wierzę własnym oczom!- Malik śmieje się gorzko- Chyba zrobię ci zdjęcie, Louis.
-Mógłbyś sobie nie drwić, tylko mi pomóc?- rzucam sarkastycznie, odśnieżając dach.
-Zero poczucia humoru- Zayn bierze ode mnie przedmiot i skrobie przednią szybę- Coś ty taki przewrażliwiony dzisiaj? Człowieku, święta są. Uśmiechnij się.
-Od kiedy to ty święta obchodzisz?- wołam zza zaspy śniegu.
-Pomyślałem, że skoro i tak zostaję z wami na ten czas, to nie zaszkodzi kupić komuś prezent.
Zrzucam puch z rękawiczek i czapki. Kątem oka patrzę na zadowolonego bruneta.
-Tym „kimś”- robię cudzysłów w powietrzu- jest Perrie, prawda?- pytam.
Policzki Zayn’a robią się jeszcze bardziej różowe, niż do tej pory. Gratuluję sobie w duchu, bo umieć  przejrzeć i odgadnąć uczucia Pakistańczyka to wcale nie takie proste.
-Zaproś ją- sugeruję, chowając szczotkę na swoje miejsce- Byłoby miło.
-Nie będziesz miał nic przeciwko?- uśmiecha się- Przecież to twój dom.
-Skądże. Lubię ją. A skoro jest dla ciebie ważną osobą, to dlaczego miałoby jej z nami nie być? Poza tym wpadnie też Eleanor i Danielle, więc nie powinna narzekać na męskie towarzystwo.
-Loueh, wiesz co?- Malik patrzy mi prosto w oczy- Jesteś naprawdę wspaniałym przyjacielem.

-Ty też- mówię i dopiero po chwili uświadamiam sobie, że chłopak i tak nie usłyszy moich słów. Wsiadam do auta i powoli wyjeżdżam z podwórka. Drogi są odgarnięte ze zbędnego śniegu, gdzieniegdzie ktoś posypał jezdnię piachem. Poprawiam lusterko, aby lepiej widzieć samochody jadące za mną. Kieruję się w stronę ogromnego centrum handlowego. Nie mam czasu jeździć do stu miejsc na raz, a tam przynajmniej wszystko co mi potrzebne, jest w jednym budynku. Parkuję w jedynym wolnym miejscu, obok znajomego mi pojazdu. Harry? Zdziwiony zaglądam do środka pojazdu, a kiedy zauważam na półeczce stosik płyt, jestem pewien, że auto należy do kumpla. Wzruszam ramionami i idę w stronę wejścia. Przechodzę przez obrotowe drzwi. Gdzieś w tłumie miga mi czupryna Styles’a. Zmierzam w przeciwnym kierunku. Wchodzę do kilku sklepów, ale nie znajduję tam niczego, co byłoby godne mojej uwagi.

-Obiecałeś, że kupisz mi kota, Lou- Hazza szepcze mi do ucha, a jego oddech ociepla nagą skórę mojej szyi.
-W galerii kupisz wszystko, ale przykro mi. Zwierząt nie- mówię.
-A kto powiedział, żebyś kupował mi go tutaj?- Loczek ciągnie mnie do wyjścia.
-Harry, dopiero co przyszedłem- lamentuję, starając się go zatrzymać.
Nic niewzruszony chłopak taranuje ludzi, którzy stoją mu na drodze, tylko po to, by wywlec mnie siłą z centrum handlowego.
-Dobra. Puść mnie. Sam pójdę- oznajmiam.
-Zawsze twierdziłem, że jesteś grzeczny- Lokers uśmiecha się szeroko, ukazując szereg białych zębów.

Wybudzam się z transu, kiedy lodowaty wiatr wdziera się pod moją kurtkę. Z niedowierzaniem spoglądam na zaśnieżoną okolicę. Jakim cudem się tu znalazłem? Przecież ledwo co przeglądałem stos krawatów i dodatków dla mężczyzn! Przykładam dłoń do dudniącego serca, starając się opanować. „Spokojnie, Loueh. To tylko takie złudzenie, nic się z tobą nie dzieje. Jesteś po prostu zmęczony i niewyspany.”-pocieszam się, choć marnie mi to wychodzi. Podchodzę do swojego samochodu i dopiero po kilku minutach zdaję sobie sprawę z tego, że pojazdu Harolda już nie ma. A wcześniej był. Przysięgam!
-Powinienem chyba iść do okulisty- mamroczę pod nosem, zapinając pasy- I gdzie ja mam tak w ogóle jechać?- pukam dłońmi w kierownicę.

-Zapomniałeś, gdzie jest pedał gazu? Mam cię zastąpić?- Styles wydyma wargi w geście frustracji- Louisie Williamie Tomlinson! Ocknij się, no! Kotek na mnie czeka!

Blednę. Pocieram oczy, gorączkowo myśląc nad udaniem się do specjalisty. Patrzę na siedzenie obok. Puste. Zacieram dłonie i chucham w nie.

-Jeśli ci zimno, to po prostu włącz ogrzewanie. W tej chwili jedź!- Harry wierci się zniecierpliwiony.

Otrząsam się. „Wspomnienia nie mogą zawładnąć moim racjonalnym myśleniem”- przebiega mi przez głowę. Wyjeżdżam z parkingu, a po chwili przemierzam kolejne kilometry po autostradzie. Nie wiem dokąd jadę. W innym kierunku niż do domu, po prostu czuję, że muszę.

-A teraz zjedź w tę drogę po lewej stronie. Nie, nie w tą, Loueh! To jest lewa?- Lokers kpi- Kto ci dał te prawo jazdy?
-Możesz się w końcu zamknąć?- warczę- Gdybym skręcił przejechałaby nas ciężarówka! Chcesz zginąć w tak młodym wieku?- prycham, wrzucając kierunkowskaz.
-Nie wiesz czego chcę- burczy Styles, odwracając się w stronę okna.

Wysiadam przed niewielkim budynkiem na uboczu. Przedzieram się przez zaspy, które sięgają mi za kolana. Swoją drogą, czemu nikt nie zadbał o to, by odśnieżyć dojście do sklepu? Zaciskam dłonie w pięści, gdy upadam w śnieg. Jestem zdenerwowany, ale dziwna siła pcha mnie do tego pomieszczenia. Po wielu trudach, docieram do drzwi. Pukam. Nikt nie odpowiada. Uchylam je i zaglądam do środka.
-Halo?- pytam cicho- Jest tu kto?
Stwierdzam, że i tak nic nie tracę, rozglądając się po domku. Wolnym krokiem podchodzę do kominka, w którym pali się brzozowe drewno. Kucam i wyciągam ku niemu zmarznięte dłonie. Czuję, jak przyjemne ciepło ogarnia moje ciało.
-Widzę, że dotarłeś- słyszę za plecami głos staruszki.
Podskakuję, przewracając przy okazji stojącą obok wieszaka parasolkę. Podnoszę ją, kiedy uświadamiam sobie, że identyczną miał Liam.
-Tak, dobrze myślisz- kobieta jakby czytała w moich myślach- Usiądź, porozmawiamy.
Posłusznie wykonuję jej polecenie. Siwowłosa wręcza mi kubek z parującą kawą. Dziękuję skinieniem głowy.
-Jak się czujesz, Louis?- pyta, bujając się w wiklinowym fotelu.
-Skąd pani zna moje imię?- krztuszę się napojem.
Kobieta uśmiecha się tajemniczo. Wyciąga zza kanapy pudełko, z którego wyjmuje kłębek włóczki i druty. Zaczyna robić szalik, jak gdyby nigdy nic.
-Nękają cię wspomnienia z przeszłości?- bardziej stwierdza niż pyta, po dłuższej chwili milczenia.
-Znała pani moich przyjaciół?
-Chyba nawet lepiej niż ty sam- stwierdza staruszka- Wiem, że strata tylu kumpli i ich dziewczyn jest straszna i bardzo boli. Dobrze, że chociaż ty nie jechałeś wtedy razem z nimi.
-Żałuję, wie pani? Wolałbym zginąć z nimi, niż żyć z tą świadomością. Co ja mówię! Przecież ja już nie żyję. Jestem wrakiem człowieka- śmieję się gorzko, a w kącikach moich oczu pojawiają się łzy- Od tamtego dnia minęły dwa miesiące, a rana jest nadal świeża.
-Musisz wiedzieć o czymś bardzo ważnym, Louis- kobieta odkłada robótkę i wstaje- Eleanor…- zacina się na moment.
-Była w ciąży- uzupełniam- Miała zaraz rodzić. Straciłem nie tylko żonę, ale i dziecko- samotna łza płynie po moim policzku. Zagryzam wargi i zaciskam palce na kubku.
Siwowłosa podchodzi do kominka i dorzuca drewna. Podnosi z niskiego, brązowego stolika ramkę ze zdjęciem. Jakiś mały, czarny kotek z białymi łapkami plącze się jej pod nogami.
-To Loueh- kobieta wskazuje na zwierzę- Kot Harolda.
-Nazwał kota moim imieniem?- wycieram oczy.
-Byłeś dla niego ważny. Spójrz- podsuwa mi pod nos.
Fotografia przedstawia naszą śmiejącą się piątkę wraz z dziewczynami w ubiegłe święta. Uśmiecham się mimowolnie, gdy przejeżdżam palcem po szklanej szybce.
-Louis, powinieneś kogoś poznać.- staruszka ciągnie mnie do innego pomieszczenia. Zapala w nim światło. Jasny, przestronny pokój, a w nim tylko ciemna komoda i dziecięce łóżeczko. Zaciekawiony zaglądam pod baldachim, a moim oczom ukazuje się piękna dziewczynka. Spogląda na mnie dużymi oczami. Jest tak podobna do Eleanor. Dotykam jej miękkich włosów. Biorę dziecko na ręce i delikatnie do siebie przytulam.
-To twoja córka, Lou. Byłam z twoimi przyjaciółmi w dniu wypadku. Udało mi się uratować tylko dziewczynkę- mówi, spuszczając wzrok.
-Jestem pani dozgonnie wdzięczny.
Moim ciałem wstrząsa szloch. Tym razem płaczę ze szczęścia. Tulę do siebie jedyną nadzieję, jaką mam na tym świecie. Kiedy podnoszę wzrok, kobiety już nie ma w pokoju.
Chcę wyjść, ale coś mnie zatrzymuje. Odwracam się i widzę przyjaciół.

-Dbaj o nią, Loueh- prosi Hazza, obejmując Eleanor. Dziewczyna ma łzy w oczach, ale uśmiecha się szczerze- Cieszę się, że w końcu ci się udało. Udało ci się, Louis. Słyszysz? Nie, nie oszalałeś. Po prostu twoja miłość jest silniejsza niż śmierć…

Ps Gdyby ktoś nie zrozumiał- części pisane pochyłą czcionką to wspomnienia, które dręczą Lou.

 ~by Natalia

47 komentarzy:

  1. Popłakałam się n końcu :*
    ale nie pisz aż tak trudnych następnym razem ;3

    OdpowiedzUsuń
  2. Cześć ;) Ten imagin mi się ogromnie podoba. ;)
    Jesli nie masz nic przeciwko, wstawiłabym go na oficjalnego bloga z imaginami o 1D.
    Strona: http://imagin1d.blogspot.com/
    Oczywiście podpiszę iż jest Twój.
    Jest on rewelacyjny, dlatego zależy mi aby ten imagin tam był.
    Laura

    OdpowiedzUsuń
  3. Jakie to piękne *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. Już się znalazł na stronce ;) Mam nadzieję, że się nie gniewasz. Po prostu tak ogromnie mi się spodobał że musiałam go tam wstawić. ;)
    Laura

    OdpowiedzUsuń
  5. Taki nietypowy, ale bardzo mi sie podoba :-) na serio przepiękny. Fajny pomysł. Dzięki temu ze inny sprawia ze ten imagin jest niepowtarzalny pomimo tego ze nie do końca szczęśliwy. :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wow... I znów łzy. Sprawiacie, że nie mogę ich powstrzymać. Ale dzięki, musiałam trochę popłakać. Ulżyło mi troszkę. (Tak jakby)
    DZIĘKI ~Your biggest fan Moni ;3x

    OdpowiedzUsuń
  7. Na początku nie mogłam ogarnąć o co chodzi, ale mądra Natalia w końcu ogarneła, że są dwa rodzaje czcionek xD
    Imagin przepiękny, niczym fragment wyrwany z jakiegoś filmu :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Aaaaa *O*
    Niesamowite <3. Te uczucia..opisy... Nie wiem co powiedzieć...

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakie ładnee... *.* Ale za trudne jak dla mnie ;D Musiałam chwilę myśleć, żeby rozkminić, o co chodzi...

    OdpowiedzUsuń
  10. Ten imagin jest po prostu piękny, wzruszyłam się...
    http://and-little-things-1d.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Omm mega <3
    Popłakałam się :')

    OdpowiedzUsuń
  12. To jest... hmmm... nie wiem co napisać... piękne, niesamowite, magiczne, wzruszające... to za mało :) PIĘKNE, NIESAMOWITE, MAGICZNE, WZRUSZAJĄCE - tak lepiej <3 popłakałam się na koniec

    OdpowiedzUsuń
  13. Wow...
    To jest naprawdę genialne.
    Po moich czerwonych z emocji policzkach mimowolnie płyną słone łzy...
    I weź tu człowieku zrozum moją logikę :')
    Love xoxo
    Niall's wife :)

    OdpowiedzUsuń
  14. genialne. Po prostu bardzo pomyslowe! podoba mi sie :) a szczegolnoe, ze z Lou :-*

    OdpowiedzUsuń
  15. Albo Ty skopiowałaś imagina albo ktoś od ciebie - http://imagin1d.blogspot.co.uk/2012_12_18_archive.html

    taki sam ..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przepraszam bardzo, ale po pierwsze; drogi Anonimie! Podpisuj się! Po drugie; ŻADNA Z REDAKTOREK NA TYM BLOGU NIE KOPIUJE ŻADNYCH PRAC!!! To są tylko i wyłącznie nasze starania!
      I proszę Cię- jak nie wiesz, to się nie wtrącaj. Albo czytaj wszystkie informacje. Bo to jest MÓJ imagin, a tamta dziewczyna ZA MOIM POZWOLENIEM opublikowała go u siebie. Takowa wiadomość jest u niej przed pracą!

      Usuń
  16. Poryczałam się. Piękny.

    OdpowiedzUsuń
  17. Przepiękny, łzy mi leciały jedna za drugą.. Naprawdę cudowny. <3 Czekam na next. :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Natala!
    Dzióbku to był jeden z twoich lepszych imaginów! Nadal nie mogę się otrząsnąć i mimo wplecionego wątku fantastycznego daje wiele do myślenia. Strasznie podoba mi się to co napisałaś. Kocham!

    Wszystkie autorki!
    Miśki patrząc na wasze prace od początku sądzę że się bardzo rozwinęłyście i dojrzałyście. Świadczą o tym wasze słowa zawarte w imaginach. Po prostu was uwielbiam!

    Wasz Śledzik <3

    OdpowiedzUsuń
  19. Super imagin. Jeżeli dedykujesz to jak będziesz pisała o Louise to zadedykujesz?

    OdpowiedzUsuń
  20. Codziennie zaglądam na tę stronę z myślą, że są jakieś nowe imaginy :) są świetne! czytam je z wielką przyjemnością. Ten imagin to po prostu cud, miód, malina :3
    PS:Zapraszam do siebie :) http://ourimaginationworldwithonedirection.blogspot.com/
    http://this-girl-is-unpredictable.blogspot.com/
    http://we-can-start-over-again.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  21. To nie Natalia go skopiowała bo ten został dodany o 6:40 a tamten o 16:20 :D

    OdpowiedzUsuń
  22. brak slow , jak zwykle genialnie Natali : * .Lola .

    OdpowiedzUsuń
  23. kurwa .... najlepszy jaki tu czytałam . :)

    OdpowiedzUsuń
  24. Boski po prostu płacze

    OdpowiedzUsuń
  25. OMG ... ten imagin jest ... jest po prostu piękny !!
    Płakałam jak głupia ...
    Boże ... świetny ... nie mam słów .
    Naprawdę cudowny ! ;*
    Czekam na więcej takich <3
    Jesteś świetna <3

    OdpowiedzUsuń
  26. Cudowny !
    Aż się popłakałam :c
    Czekam na następne!!! :3
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  27. Mas zrację, troche nierealny...tzn dziwny, ale bardzo mi się podoba ♥ pisz takie! kocham cos nad czym trzeba sie zastanowic, a tu mam w dodatku Lou! ♥

    OdpowiedzUsuń
  28. Imagin świetny! Płakałam przy końcu! <3!

    OdpowiedzUsuń
  29. nietypowy, ale jaki wspaniały :)
    po prostu fantastyczny !!!
    nigdy nie płaczę przy imaginach, ale ten doprowadził mnie do łez już od jakiejś połowy opowiadania !! fantastycznie piszesz <3

    OdpowiedzUsuń
  30. Cóż tu dużo mówić
    Cudo nad cuda

    OdpowiedzUsuń
  31. Śliczny *__* Aż zabrakło mi słów !!! Nie mam pojęcia, skąd bierzesz takie pomysły, ale wiec, że są boskie!!! I za żadne skarby nie przestawaj!!! :D

    OdpowiedzUsuń
  32. Bardzo smutny, ale pikny! *-*
    Płakałam i uśmiechałam się za jednym razem ;p

    OdpowiedzUsuń
  33. popłakałam się...

    OdpowiedzUsuń
  34. Popłakałam się..
    Brak mi słów ;')

    OdpowiedzUsuń
  35. MEGA ! :D
    Na poczotku nie wiadomoo co chodzi a potem się wszystko wyjaśnia. ;)
    Ty masz talent,dziewczyno i to wielki ! ♥

    OdpowiedzUsuń
  36. Najlepszy Imagin EVER!
    nie wiem czy mam płakać czy Sie cieszyć . jest cudzy!
    po prosi wow !
    nie wiem co dalej napisać.
    czytam następne !
    iwona :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. * cudny
      * po prostu

      sorki słownik

      iwona :*

      Usuń
  37. To jest cudowne, wzruszajce. Kurcze no , pieknie :)

    OdpowiedzUsuń
  38. Nie mam słów.. bo żadne nie oddadzą tego, co czuję, nie opiszą Twojego ogromnego talentu i uczuć, które zawarłaś w tej pracy...
    Jesteś moim mistrzem ♥
    Dawno nie czytałam czegoś równie rewelacyjnego *_*

    OdpowiedzUsuń
  39. Łał - tylko ye zdołam z siebie wykrzesać.

    OdpowiedzUsuń