wtorek, 4 grudnia 2012

# 178. Zarry.

Żeby nie było niedomówień- ten imagin NIE jest o chłopakach jako o zespole. Poza głównymi bohaterami pojawiają się tylko epizodyczne role Niall'a i Liam'a :)

Piosenka 1 <klik>


-Czyli spotkamy się wieczorem?- Harry zadał ostatnie pytanie podczas kilkunastominutowej rozmowy przez telefon z przyjacielem.
Zayn przygryzł wargę, przewracając się na łóżku. Przycisnął mocniej telefon do ucha, myśląc nad odpowiedzią. Spojrzał w sufit, jakby tam miała być napisana rada na jego zmartwienie. Naprawdę nie chciał zawieść kumpla i pragnął spędzić z nim ten wieczór, ale wielki motorowy wyścig, który odbywał się raz na rok w tej okolicy, był o wiele bardziej kuszący.
-Tylko jak mam mu to wytłumaczyć.- wyszeptał Zayn, zapominając, że Hazza nadal jest po drugiej stronie połączenia.
-Mówiłeś coś?- w słuchawce rozbrzmiał głos Styles’a.
-Nie, nic. To znaczy?- Malik wziął głęboki oddech- Nie będę mógł dziś przyjść na imprezę do Niall'a. Coś mi wypadło, przepraszam.
-Szkoda.- Loczek posmutniał i zakończył rozmowę.
Chwilę po tym Mulata zaczęły gryźć wyrzuty sumienia, bo kilka dni wcześniej obiecał przyjacielowi spotkanie po kilkutygodniowej rozłące. Jednakże pech chciał, że Zayn od dawna był pasjonatem nielegalnych wyścigów, więc wybór na dobrą sprawę był prosty. Chłopak odłożył uczucia na drugi plan i skupił się tylko na przygotowaniu do rywalizacji. Pościelił łóżko, przykrywając je ciemnozieloną narzutą. Otworzył ogromną szafę w poszukiwaniu odpowiedniego stroju na noc. Ubiór miał być wygodny, w ciemnych kolorach, ale przede wszystkim ogrzewający i przylegający do ciała. Malik bez większego zainteresowania przerzucał sterty koszulek i spodni z garderoby na szary dywan. W końcu znalazł to, czego szukał od dobrych dziesięciu minut. Na metalowym wieszaku, po prawej stronie szafy wisiał odpowiedni strój, spełniający wszystkie wymagania. Zayn z szerokim uśmiechem na ustach sięgnął po rzecz, zamknął szafę i udał się z ciuchami do łazienki. Zdjął z siebie dresy i bluzę, rzucając je niedbale gdzieś w kąt. Naciągnął przez głowę czarny podkoszulek, idealnie opinający jego dobrze zbudowane ciało. Kruczoczarne spodnie spoczęły na jego wąskich biodrach. Mulat przejrzał się w lustrze, krytycznie oceniając swój wygląd. Małym grzebieniem rozczesał włosy, pozostawiając je w artystycznym nieładzie. „Po co mam je układać, skoro i tak będę miał kask?”- pomyślał, wychodząc z toalety. Włożył do kieszeni telefon, chwycił skórzaną kurtkę, którą zarzucił na ramiona i szybko zbiegł po schodach. Nakładając buty, spojrzał tylko na zegarek i już go nie było. Nawet nie powiedział mamie, gdzie idzie i kiedy wróci. Mógł robić, co chciał. Taki wolny ptak, można by powiedzieć.
Wyprowadził z garażu swój ukochany pojazd, ciesząc się jak małe dziecko. Tyle miesięcy przygotowywał się do tegorocznego wyścigu, że za nic nie mógł zmarnować takiej szansy. Usiadł na siedzeniu i odjechał z piskiem opon, nawet nie fatygując się, by zamknąć bramę. Mknął opustoszałymi uliczkami, starając się zmylić kogoś, kto mógłby za nim podążyć. Takie przyzwyczajenie. Na miejsce dojechał kilka minut przed rozpoczęciem starcia. Zeskoczył z motoru, od razu witając się ze starymi kumplami.
-Zayn! Jak dobrze cię znów widzieć.- Damon poklepał go po ramieniu, uśmiechając się przy tym szeroko.
-Wygrasz ten turniej.- podsumował Matt, obchodząc dookoła skarb Malika- Z takim cackiem reszta nie ma szans.
-Miejmy nadzieję, że i dziś policja zaszczyci nas swoją obecnością.- zaśmiał się Stan, klaszcząc w ręce.
-Bez nich nie ma zabawy.- dodał Zayn, zaciskając dłonie w pięści, kiedy na horyzoncie pojawiła się sylwetka największego wroga chłopaka, z którym rywalizował od dłuższego czasu. Kumple solidarnie stanęli ramię w ramię z Mulatem, świdrując wzrokiem zbliżającego się blondyna.
-Och, proszę! Kogo my tu mamy?!- szydził Alex- Czyżbyś próbował zdobyć dziś pierwsze miejsce? Śmiała decyzja, podziwiam.- rzekł przesyconym fałszem głosem.
Mulat prychnął pod nosem, odwracając się do chłopaka plecami, wyrażając tym samym brak zainteresowania jego osobą. Matt, podobnie jak i reszta, uczyniła to samo.
-Powodzenia- powiedział Damon.
Brunet uniósł głowę do góry, spoglądając w rozgwieżdżone niebo. Zaciągnął się ciepłym powietrzem, po czym wolnym krokiem podszedł do swojego motoru. Ustawił się na linii startu, czując jak rosnąca adrenalina daje o sobie znać. Z lubością przesunął palcami po kierownicy. Ufał, że pojazd ani rozwaga go nie zawiodą. „Nie daj się sprowokować”- w jego uszach brzmiały słowa Stan’a. Wysoka blondynka ubrana w króciutkie, dżinsowe spodenki i czarny top, przeszła przed każdym uczestnikiem, zatrzymując się przy chorągiewce na białym patyku. Uniosła w górę pistolet, uśmiechając się przy tym zadziornie. Malik pokręcił z niedowierzaniem głową. Wiedział, że nastolatka zaleca się do niego, mimo że Mulat niejednokrotnie jej odmawiał. Nie chciał robić nadziei tej biednej dziewczynie, nie lubił łamać komuś serca. Westchnął, nakładając kask. Kiedy kula ze świstem wyleciała w powietrze, motory poderwały się do góry i ruszyły na przód. Malik bez problemu powyprzedzał innych uczestników, wychodząc tym samym na prowadzenie. Czuł jak wiatr podwiewa jego skórzaną kurtkę, a przyjemne dreszcze przechodzą przez jego ciało. Wydał z siebie krzyk radości i zwiększył prędkość. Kochał szybką jazdę i ryzyko. Będąc w swoim żywiole zapominał o całym świecie, o problemach, smutku. Wtedy liczył się tylko on. Bez problemu pierwszy dojechał na metę. Zeskoczył z motoru, drąc się ze szczęścia. Po tylu dniach starań w końcu mu się udało. Zakwalifikował się do dalszego etapu, w którym przyjdzie mu się zmierzyć z jego największym wrogiem.
-Byłeś niesamowity.- pochwalił go Matt, kiedy dotarł do punktu końcowego.
-Mknąłeś jak szalony, nikt nie mógł ci dorównać.- uzupełnił wypowiedź kolegi Stan.
Kumple podnieśli w górę śmiejącego się Malika, który zdążył już palić drugiego papierosa. Cieszyli się jego wygraną. To tak jakby oni sami stanęli razem z nim na podium. 
-Ostateczny wyścig też będzie należał do ciebie.- dorzucił podekscytowany Damon.
-Nie byłbym tego taki pewien.- parsknął Alex, obserwując cały wyścig z dachu budynku, na którym zgromadziła się reszta obserwatorów.
Zayn chciał zripostować, ale za plecami usłyszał pytający głos Harolda.
-Czyli to jest ta ważna sprawa?
Mulat przekręcił głowę w bok, spoglądając w danym kierunku. Przeprosił kumpli, rzucił na ziemię papierosa, po czym zdeptał go tylną częścią podeszwy. Z dłońmi w kieszeniach, podszedł do Harry’ego. Przystanął jakiś metr przed Loczkiem, uważnie lustrując złość pomieszaną ze smutkiem, malującą się na jego twarzy.
-Jak mnie tu znalazłeś?- spytał Malik, kiwając się w przód i tył.
Doskonale wiedział, że wszyscy są świadkami jego rozmowy z przyjacielem, która lada moment mogła się zmienić w poważną awanturę.
-Widzę, że masz nowych przyjaciół- prychnął Hazza, okrążając dookoła bruneta- Zawsze wiedziałem, że masz przede mną jakieś tajemnice, ale nie sądziłem, ze prowadzisz aż tak ciekawe życie.
Obojętny ton głosu Lokersa zupełnie zbił z tropu Zayn’a. Mulat spodziewał się kłótni, ostrych słów, krzyku. Był na to przygotowany, bo Harreh zawsze reagował właśnie w taki sposób na zachowanie Pakistańczyka. Obojętność w pewien sposób go wyniszczała od środka. Nie mógł znieść myśli, że jemu najlepszemu przyjacielowi ot tak przestało zależeć.
-Gniewasz się na mnie?- wyszeptał Malik, zbliżając się do Styles’a.
-Sam sobie odpowiedz.
Brunet przeczesał palcami swoje kruczoczarne włosy. Nie cierpiał, gdy Harry zamykał się w sobie i milczał, albo zamiast konkretnych odpowiedzi dostawał słowa dla niego niezrozumiałe i mające niekiedy głębsze znaczenie. Obrzucił przelotnym spojrzeniem motocyklistów stojących niedaleko, a w jego umyśle zakwitła wspaniała myśl. Przynajmniej tak mu się wtedy wydawało.
-Czy chciałbyś zobaczyć, jak wygląda moje drugie życie?- Malik uniósł pytająco brwi, czekając na reakcję Zielonookiego.
Hazza zawahał się. Nie chciał przysporzyć sobie, ani kumplowi nowych kłopotów. Nie po to szukał po całej okolicy chłopaka, by teraz zrobić coś, co nie leżało w jego naturze. Spojrzał w ciemne tęczówki Zayn’a, w których majaczyły iskierki zadowolenia. Westchnął, wyrzucając sobie naiwność. Nie raz uległ koledze, a potem tylko tego żałował. Pragnął odmówić i poprosić bruneta, by po prostu wrócili do domu i zapomnieli o całej sprawie. Zanim Loczek zdążył otworzyć usta, mówiąc o swoich obawach, chłopcy usłyszeli głośny gwizd i krzyk Matt’a:
-Mamy towarzystwo!
Damon klasnął w dłonie i usiadł na swoim motorze. W jego ślady poszła reszta uczestników wyścigu, a obserwatorzy zeszli z dachów i opuścili plac. Wszyscy śmiali się, jakby nie przejmowali się całkowicie zbliżającą się policją. Jedni palili papierosy, inni popijali piwo ze wspólnych butelek. Harold nie wierzył własnym oczom, kiedy do gromadki rozbawionych mężczyzn dołączył Malik. Nie mieściło mu się w głowie, że można łamać prawo i jeszcze się z tego cieszyć. Sam nie był chodzącym ideałem, ale nie rozumiał postępowania tych ludzi. Najbardziej sprawiała mu ból świadomość, że jednym z nich jest jego najlepszy przyjaciel. Skulił się na betonie, łapiąc się za głowę. Nucił piosenkę, którą kiedyś słuchał wraz z Zayn’em. Powoli się uspokajał, nie chciał nakrzyczeć na kolegę. Mimo wszystko nie pragnął go ranić, nawet jeśli Mulat robił to ciągle. 
-Idealne zakończenie dnia- rozmyślania Harolda przerwał donośny głos Stan’a, który zakładał kask.
-Wracamy tymi drogami, co zawsze?- spytał Damon, kryjąc dłonie w skórzanych rękawiczkach.
Chłopcy przytaknęli, zajmując swoje miejsca. Z każdą sekundą ryk syreny policyjnej było słychać coraz bliżej. Styles podniósł głowę, mrugając kilkakrotnie oczami. Latarnie oświetlające do tej pory plac pogasły, sprawiając, że ciemność ogarnęła wszystko dookoła. Ludzie poubierani byli od stóp do głów na czarno, tak że w mroku nie było ich wcale widać.
-Co robisz ze swoim chłopaczkiem?- zwrócił się Matt do Zayn’a- Przecież nie zostanie tutaj.
-Brunet spojrzał na zdezorientowanego, a zarazem wystraszonego Loczka.”Dlaczego akurat dzisiejszej nocy musiał mnie znaleźć?”- pomyślał Mulat, głośno wzdychając. Wiedział, że mocno zawiódł zaufanie Zielonookiego, Ne chciał tego jeszcze bardziej pogarszać.
-Chodź Harry.- rzekł, zachęcając go gestem ręki.
Młodszy kumpel nawet nie drgnął. Zastygł w bezruchu, świdrując wzrokiem Zayn’a. W głowie Lokersa kłębiły się najróżniejsze myśli, tysiące pytań, na które nie miał odpowiedzi. Chciał znać prawdę, ale nie sądził, że ona może być aż tak bolesna i przykra.
-Harry, proszę.- Malik wyciągnął dłoń, czekając na decyzję Styles’a.
Loczek posłał koledze pełne rozpaczy spojrzenie. Niepewnie zajął siedzenie za Mulatem.
-Załóż to.- Zayn zdjął kurtkę i podał ją Harry’emu.
Wyciągnął zapasowy kask, bez pytania zakładając go na głowę Lokersowi.
-Może być niebezpiecznie, a chcę byś wrócił do domu cały i zdrowy- rzekł, kładąc dłonie na kierownicy.
-Trzeba było o tym myśleć wcześniej.- burknął Hazza.
-Nie musiałeś tu przychodzić.- zauważył Pakistańczyk.
-Mogłeś mi od razu powiedzieć, a nie mieć przede mną jakieś tajemnice.- chłopak uniósł głos, odpychając kumpla.
Cały strach nagle zniknął, a jego miejsce zajęła złość i rozżalenie. Zaczął okładać pięściami plecy Malika, zarzucając mu bezmyślność.
-Nie zrozumiałbyś.- odrzekł Zayn.
-Gotowi?- zawołał Damon.
Odpowiedzią był warkot włączanych motorów. Malik dodał gazu, czując jak przyjemne ciepło rozchodziło się po jego ciele. W tym samym momencie na sporym placu pojawiły się wozy policyjne.
-Zasłoń tablicę rejestracyjną.- poprosił Zayn- Trzymaj się!
Wszyscy uczestnicy wyścigu jednocześnie opuścili osamotnioną dzielnicę miasta, sprawnie omijając funkcjonariuszy. Za starym bunkrem rozjechali się w różne strony. Brunet wyprzedził resztę, mknąc jak szalony po równym asfalcie. Dopiero, gdy poczuł obejmujące go w pasie chłodnie dłonie Hazzy, opamiętał się i trochę zwolnił. Zatrzymał się przy murowanym moście, nie chcąc dalej straszyć kumpla. Nie groziło im spotkanie z policją, gdyż ta została daleko w tyle. Styles niezdarnie zszedł  motoru, chwiejnym krokiem oddalając się od Malika. Upadł na ziemię, potykając się o kamień. Pospiesznie zdjął kask i kurtkę, rzucając je pod koła.
-Nie zbliżaj się nigdy więcej do mnie!- nakazał, kuląc się.
-Harry…- zaczął Zayn, ale młodszy chłopak mu przerwał.
-Nie chcę słuchać kolejnych kłamstw. Nasza przyjaźń też jest bzdurą? Myślę, że tak. Nie zaprzeczaj. Nie ufam ci, Zayn.- skończył szeptem, a w jego oczach zamajaczyły łzy.
Hazza oparł się o murek, krzyżując ręce na piersi. Żałował wypowiedzianych słów, ale nie mógł się powstrzymać. Ból godzący w jego serce, był nie do wytrzymania. Odchylił się do tyłu, zapominając, że nie ma tam żadnego oparcia. Poślizgnął się i z piskiem wpadł do dosyć głębokiej rzeki. To były ułamki sekund, każda mogła zadecydować o życiu lub śmierci. Wystraszony Zayn ściągnął koszulkę i buty, bez zastanowienia skacząc za kumplem. W tamtej chwili nie myślał nawet o tym, że bał się wody i niezbyt dobrze umiał pływać. Złapał wiotkie ciało Harry’ego, pospiesznie wyciągając je na brzeg. Odgarnął włosy, które przylepiły mu się do czoła, sprawdził tętno i już miał robić sztuczne oddychanie, kiedy Styles otworzył oczy. Hazza odepchnął Mulata, patrząc na niego ze zdziwieniem.
-Opanuj się, Zayn.- prychnął, wyciskając kropelki wody z bluzki.
Malik splótł rękami nogi i tępym wzrokiem spoglądał w dal. Nadal był w szoku po tym, co zrobił. Nie wiedział, czy miał się cieszyć z powodu przezwyciężenia swojego lęku, czy raczej smucić, bo Harold się od niego oddalał.
-Z wielkim trudem to mówię, ale dziękuję ci.- wyznał Harreh- A teraz możemy już wracać do domu? Mam dość wrażeń, jak na dzisiejszy dzień. A raczej noc.
Zayn pokiwał głową, przecierając mokre czoło. Podniósł leżącą koło motoru kurtkę i koszulkę. Popatrzył na ubrania, a potem przeniósł wzrok na drążącego Harry’ego. Usta chłopaka zsiniały, twarz pobladła, a drgające dłonie próbowały ogrzać zziębnięte ciało. Mimo że lipcowa noc była jedną z cieplejszych, wszystkie komórki Hazzy przeszywało zimno. Loczek pociągnął nosem, zakasłał i wstał. Malik zaniepokojony o zdrowie przyjaciela, podał mu paczkę chusteczek i swoje ciuchy.
-Przebierz się. Nie chcę byś się przeziębił.- powiedział Pakistańczyk.
-A ty w czym będziesz?
-Mną się nie przejmuj.
Mulat wyjął z bagażnika reklamówkę, w którą włożył przemoczone ubrania przyjaciela. Rozczesał włosy, po czym odwrócił się do kumpla. Hazza stał na trawie odziany jedynie w czarne bokserki, koszulkę i kurtkę Malika. Wtulił nos w kołnierz, zaciągając się zapachem perfum Mulata. Uśmiechnął się nieśmiało, opatulając się ciaśniej skórą. Zayn z uwielbieniem przyglądał się kruchemu ciału chłopaka. Wydawał się taki bezbronny i niewinny, w za dużych ciuchach, z loczkami opadającymi na oczy. Dręczyły go wyrzuty sumienia. Doskonale zdawał sobie sprawę, że Harreh zdradzi komuś jego sekret albo koniecznie będzie chciał się nauczyć jeździć. nawet jeżeli jeszcze trochę się tego bał. „Przecież tak było i ze mną”- pomyślał, wspominając dzień, w którym Damon zaraził go miłością do wyścigów.
-Tylko proszę nie jedź tak szybko.- zasugerował Styles, siadając za Malikiem.
-Dobrze.
W miarę sprawnie dotarli do domu, ani razu nie przekraczając prędkości, co było dla Pakistańczyka niebywałym sukcesem. Zajechali pod dom Nialla i Liama, starając się być cicho, aby nie zbudzić wścibskiej sąsiadki. Niestety, gdy zmierzali w stronę schodów, Hazza potknął się, a Zayn chcąc uchronić go od upadku, złapał za jego ramię, w efekcie czego obaj wylądowali na piachu, przy okazji przewracając taczkę z grabiami. Styles zakrył dłońmi uszy, kiedy na taras wybiegła kobieta, krzycząc w niebogłosy. Malik wziął na ręce Lokersa i czym prędzej podbiegł do drzwi. Otworzył je i zatrząsnął nogą. Chłopcy roześmiali się, kierując się w stronę salonu. Nie sądzili, że właściciele nie spali. Na kanapie siedział Liam, a obok niego leżał pałaszujący kanapki Niall. Irlandczyk uśmiechnął się na widok kumpli.
-Znów zdenerwowaliście panią Brown.- zauważył Horan, oblizując się po skończonym posiłku.
-Gdzie żeście tyle byli?- zapytał Payne- Dochodzi pierwsza!
-Na mieście.- mruknął Harry, rozkładając się wygodnie na fotelu.
-Twoja mama dzwoniła, Zayn. Martwiła się.- dodał Liam- Powiedziałem, że jesteś u mnie. Nie zamierzam cię więcej kryć, rozumiesz?
Mulat pokiwał głową, nawet nie biorąc sobie tych słów do serca. Zabrał Nialler’owi jedną z kanapek z szynką, kątem oka patrząc w telewizor. Styles odchrząknął, zwracając na siebie uwagę wszystkich zgromadzonych w pokoju. Uśmiechnął się szeroko, zatrzymując swoje spojrzenie na Zayn’ie.
-Chcę wam coś powiedzieć.- wyznał.
-Może najpierw dowiem się czego masz na sobie niekompletne ubranie, a w dodatku nienależące do ciebie?- zagadnął Liam, unosząc brew.
-Och, to długa historia. W skrócie…- Malik zamarł, bo nie miał pojęcia, jakie słowa padną z ust Styles’a- Byłem nad rzeką, a przez moją nieuwagę wpadłem do wody. Zayn akurat tamtędy przejeżdżał i na szczęście usłyszał mój wrzask. Uratował mnie. Wiecie, że on umie pływać?- Hazza pochwalił kumpla, kłamiąc jak z nut.
-Naprawdę?- Niall aż się podniósł.
-Widziałem to na własne oczy. A raczej czułem.- spostrzegł Lokers- Pójdę się przebrać.
Wyszedł z salonu, a za nim podążył zdziwiony brunet. Mulat zatrzymał kolegę, kiedy ten pokonywał ostatnie stopnie schodów.
-Skłamałeś.- zauważył zaskoczony Malik.
-Myślałeś, że tylko ty łżesz?- Hazza pokręcił głową- Każdy kłamie, Zayn. Każdy. Czasem to jedyna prawda.

~*~

-Harry, naprawdę tego chcesz?- spytał po raz setny tego dnia Mulat.- Nie musisz.
-Tak, jestem pewny, że tego chcę. Moje wyniki w nauce się nie pogorszą. Nadal będę spotykał się z przyjaciółmi. Będę tym samym Harry’m Styles’em.- powiedział Hazza, powtarzając się.
-A ja będę tego żałował.- mruknął Malik.
Chłopcy stali na pustej ulicy daleko poza miastem. Zachodzące słońce, które kryło się za horyzontem, oświetlało sylwetki przyjaciół. Loczek uparł się, że koniecznie pragnie nauczyć się jazdy na motorze. Wydawało mu się to niesamowitym przeżyciem, mimo że z początku unikał tego typu pojazdów jak ognia. Z biegiem czasu adrenalina i zawrotna szybkość fascynowała go jeszcze bardziej. Chłopak ukazał szereg białych zębów, zacierając przy tym z podekscytowania dłonie.
-Dobrze.- rzekł Malik- Usiądź. Nie, nie tak.- Pakistańczyk przewrócił oczami, kiedy ujrzał pozę, jaką przyjął jego kumpel- Połóż tu dłonie. Popatrz-.- tłumaczył Zayn- W tym miejscu masz gaz, a tam hamulec. Prowadź spokojnie i nie przyspieszaj raptownie, bo się przewrócisz.
-Jasne. Jasne. Mogę już?- oczy Lokersa rozbłysły, gdy Mulat pokiwał niemrawo czupryną.
-Uważaj tylko.- poprosił.
Stanął kilka metrów dalej, uważnie przyglądając się koledze. Nastawił się psychicznie, że w każdej chwili być może będzie musiał biec i go ratować, bo brak rozwagi i szałapuctwo charakteryzowały młodszego chłopaka. Zadowolony Styles przejechał w miarę sprawnie dosyć spory kawałek drogi, radząc sobie doskonale jak na początkującą osobę. Uśmiechnął się triumfalnie do bruneta, po czym dodał gazu, pędząc jak oszalały. Malik wybiegł na środek uliczki, krzycząc za nim i błagając, aby wrócił. Kiedy Hazza zniknął za zakrętem, a liściaste drzewa przysłoniły jego sylwetkę, Malik zatrzymał się, opuszczając ręce wzdłuż tułowia. Nie wiedział, co zrobić, sterczał i bezmyślnie patrzył przed siebie.
-Zabiję go!- wrzasnął.
-Chyba, że sam zrobiłbym to pierwszy.- usłyszał za sobą głos Harry’ego.
Mulat odwrócił się na pięcie, stając twarzą w twarz z rozpromienionym Styles’em. Za plecami Zielonookiego stal nienaruszony motor. Pakistańczyk w pierwszej chwili chciał nakrzyczeć na kumpla, wyrażając tym samym swoją złość, ale zamiast tego przyciągnął do siebie zdezorientowanego Loczka. Przytulił go z całej siły, zaciągając się jego zapachem.
-Nawet nie wiesz jak się potwornie bałem.- wyznał.

~*~
Piosenka 2 <klik>

-Gdzie się wybierasz?- w drzwiach pokoju Mulata stanął Hazza, zajadający się batonikiem.
Zayn nie przerywając zapinania paska, odparł:
-Poza miasto.
-Mogę z tobą?- Harold usiadł na łóżku, wcześniej wyrzucając papierek do śmietnika stojącego przy biurku.
-Ach, Harry.- westchnął Pakistańczyk, narzucając na ramiona bluzę- Nie chcę cię tam ciągnąć.
Już miał opuścić pokój, kiedy Lokers złapał go za ramiona i odkręcił twarzą w swoją stronę.
-To znaczy, że wybierasz się na wyścig- bardziej stwierdził niż zapytał, a w jego oczach pojawiły się iskierki.
-To za duże ryzyko.- stwierdził Zayn.
Nie zmieniłby zdania, nie ugiąłby się, ale niepotrzebnie spojrzał w zielone tęczówki przyjaciela. Zupełnie stracił kontakt ze światem, poczuł jak odpływa. Wzdrygnął się, wracając do rzeczywistości. Kazał przebrać się Lokersowi, a sam natomiast zszedł powoli na dół, myśląc nad swoją decyzją. „Umie dobrze jeździć, nic mu się nie będzie.”- pocieszał się w duchu, choć sam za bardzo nie wierzył w te słowa. Nigdy by sobie nie wybaczył, on ani Liam, czy Niall, gdyby młodszemu koledze stała się krzywda. Styles wyprowadził z garażu swój nowy nabytek, który zakupił wraz z Pakistańczykiem parę dni temu w jednym z lepszych salonów. Dumny, usiadł na motorze i wyjechał za bramę, czekając na Malika. Ten szybko do niego dołączył i razem ruszyli w stronę, gdzie miał odbyć się wyścig. Zayn’a gryzły wyrzuty sumienia, których za nic nie mógł się pozbyć. Zupełnie inne myśli błąkały się po głowie Zielonookiego. Chłopak czuł rosnącą z każdą chwilą ekscytację, która zawładnęła każdą komórkę jego ciała. Nie założył kasku, bo kochał czuć wiatr we włosach, miał wtedy wrażenie, że na świecie jest tylko on i ta chwila, która zdawała się trwać wiecznie. W ekspresowym tempie dotarli na miejsce, gdzie zgromadziła się duża grupka obserwatorów. Tym razem mrok rozświetlały porozstawiane gdzieniegdzie pochodnie, a pod jednym ze starych budynków został rozstawiony kramik z alkoholem i jakimś tanim jedzeniem, przy którym stała większość ludzi.
-Jesteście!- ucieszył się Matt, witając się z kumplami.
-Młody też bierze udział?- zwrócił się Stan do Zayn’a.
-Oczywiście, że...
-Tak.- wtrącił uśmiechnięty Hazza- W innym wypadku nie byłoby mnie tutaj.
Malik posłał Styles’owi zdziwione spojrzenie, na co ten drugi odpowiedział wzruszeniem ramion. Mulat odciągnął przyjaciela na bok.
-Co ty wyprawiasz?- warknął- Nie zabierałem cię tutaj, abyś ryzykował życie!
-Wyluzuj, Zayn. Weź to i zapal, dobrze ci zrobi.- to mówiąc Loczek wyciągnął z kieszeni skręta- Nie przesadzaj, co?
Chciał odejść, ale silne dłonie Pakistańczyka mu to uniemożliwiły.
-Oszalałeś? Po pierwsze jesteś na to za młody i niedoświadczony! Po drugie ćpałeś i zamierzasz prowadzić? Zgłupiałeś?- rzekł ostro, zwracając na siebie uwagę wszystkich przybyłych- A po trzecie…
-Po trzecie mógłbyś dać mi święty spokój? Od kiedy to ty taki przyzwoity się zrobiłeś?- Hazza wyrwał się z uścisku, podnosząc głos- Nie jesteś moją matką, żebyś mówił mi co mam robić! Jesteś…- przerwał na moment, śląc Mulatowi jadowite spojrzenie- Jesteś nikim, Zayn.
Brunet otworzył szerzej oczy, nie mogąc zrozumieć zachowania Harolda. Jeszcze parę minut temu trzymali się razem, a teraz stanęli na wojennej ścieżce, tylko dlatego, że Malik starał się powstrzymać Styles’a przed zrobieniem kompletnej głupoty. Chłopak wyminął zadowolonego z siebie Lokersa, wsiadł na swój motor i odjechał, nie zważając na krzyki innych uczestników wyścigu. Nie chciał brać udziału w tej zabawie, przez którą stracił tak wiele, a dopiero teraz to sobie uświadomił. „Bezpowrotnie utraciłem zaufanie rodziców, rodzeństwa, przyjaciół. A co było najważniejsze? Adrenalina i pogoń za wygraną.”- pomyślał, przyspieszając. Przemierzał z oszałamiającą prędkością kolejne uliczki, a lasy, łąki, budynki i ludzie tylko migali mu przed oczami. Nie sądził, że przez swoją łatwowierność i naiwność „pomoże” Harry’emu stoczyć się na samo dno. Narkotyki, alkohol, papierosy, nielegalne wyścigi, kłopoty z policją, problemy w domu i szkole.
„Będę tym samym Harry’m Styles’em.”
„Nie zmienię się.”
„Nie odwrócę się od przyjaciół.”
Malik przemierzając kolejne kilometry, przypominał sobie słowa, które niegdyś padły z ust Lokersa. Wtem zatrzymał się raptownie na środku drogi, uświadamiając sobie bardzo ważną rzecz.
-Skoro ja jestem tutaj, a on tam został, to znaczy, że… Wziął udział w wyścigu!- powiedział na głos, zakrywając z przerażenia usta dłonią.
Niewiele myśląc, zawrócił się, gnając przed siebie jak wariat. Jeszcze nigdy nie jechał tak prędko, wskazówka prędkościomierza drgała przy maksymalnej liczbie oznaczającej możliwą do uzyskania szybkość. Kiedy zbliżał się do celu, usłyszał straszliwy huk i brzdęk przewracanych blaszanych baniek. Jego serce na moment przestało bić, a dłoń sama powędrowała by dodać gazu. Chłopak nie myślał, działał jak robot napędzany przez baterie. Zeskoczył z motoru, przeciskając się przez ludzi. Podbiegł do przyjaciela leżącego w dziwnej pozycji na ziemi, tuż obok nadal pracującego pojazdu. Mulat wyciągnął kluczyki, odepchnął motor na bok i ukląkł przy Harry’m.
-Co wyście zrobili?- wrzasnął nie zwracając się do nikogo konkretnego.
-Przykro mi, Zayn.- rzekł cicho Matt.
-Przykro?- rozwścieczony Malik zerwał się na równe nogi, wymachując rękami- Jesteście nienormalni, by pozwolić takiemu bachorowi wziąć udział! Czy wy w ogóle myślicie? Damon- zwrócił się do kumpla- Pozwoliłbyś Benowi ścigać się?
Chłopak pokręcił przecząco głową, spoglądając w dół. Nikt nie śmiał się odezwać, niektórzy tylko szeptali między sobą. Ktoś z grupki obserwatorów zadzwonił na pogotowie, reszta gapiów i uczestników wyścigu czym prędzej się ulotniła, uciekając przed zbliżającą się policją.
-Wypadek to nie przelewki, Zayn. Sam rozumiesz. Nie chcemy wpaść.- powiedział Stan, klepiąc Malika po ramieniu.
Zdenerwowany, a zarazem rozżalony Mulat, zamachnął się, wymierzając siarczysty cios w policzek blondyna. Nie czekając na reakcję zaskoczonego, upadł na kolana przed wiotkim ciałem Styles’a. Loczek nieprzytomnym wzrokiem spoglądał na Zayn’a. Rozchylił usta, jakby chciał coś rzec, ale, zamiast jego głosu, z gardła wydobył się tylko cichy jęk. Po dolnej wardze Harry’ego spłynęła pojedyncza stróżka krwi, która zaznaczyła swoją rdzawo- brązową drogę wzdłuż brody, szyi i obojczyka, znikając w białym podkoszulku chłopaka. W ciemnych oczach Pakistańczyka zamajaczyły łzy, kiedy dotarło do niego, że przez głupotę możliwe, iż straci raz na zawsze najlepszego kumpla. Na ogromnym placu, który oświetlały już tylko trzy pochodnie, pozostała dwójka chłopaków, czekających na ratunek. W tamtej chwili Zayn nie dbał o to, że najprawdopodobniej zostanie surowo ukarany za wielokrotnie łamanie prawa i branie udziału w nielegalnych wyścigach. Zależało mu tylko i wyłącznie na zdrowiu i życiu Lokersa. Hazza zaczął mamrotać pod nosem jakieś niezrozumiałe słowa, które zlewały się w całość, tworząc bełkot, a jego powieki stały się dziwnie ociężałe. Mulat złapał kolegę za policzki, delikatnie nim potrząsając.
-Harry, patrz na mnie! Słyszysz? Nie odchodź! Harry! Tu jestem!- brunet machał dłonią przed twarzą kolegi- Boże! Nie rób mi tego! Ukarz mnie, ale nie jego!- krzyczał Zayn, a spod jego powiek popłynęły pojedyncze słone krople.
Przyłożył ucho do ledwo unoszącej się klatki piersiowej Styles’a. Jego serce pracowało coraz słabiej, oddech stawał się płytszy. Malik nie miał pojęcia co robić, bał się przenosić gdziekolwiek młodszego przyjaciela, bo nie wiedział, czy ten przypadkiem nie miał złamanego kręgosłupa. W duchu przeklinał dzień, kiedy po raz pierwszy pozwolił Haroldowi poprowadzić swój motor. Odwrócił się raptownie, gdy nadjechała karetka. Ratownicy wyciągnęli nosze, na które w miarę delikatnie położyli nieprzytomnego już Harry’ego. Jeden z facetów w czerwonym ubraniu spytał Mulata, czy chce jechać z nimi. Zayn pokręcił niemrawo głową , odwracając się plecami i zaciskając dłonie w pięści. Odszedł kilka kroków na przód, gdy specjalistyczny pojazd zniknął za zakrętem, wydając przeraźliwe dźwięki. Malik podszedł do blaszanych beczek, kopiąc je zaciekle. Wyżywał się na wszystkim, co napotkał na swojej drodze, krzycząc przy tym w niebogłosy. Ból rozrywający jego serce był nie do wytrzymania. Pospiesznie wsiadł na swój motor, kiedy jego uszu dobiegł charakterystyczny ryk syreny policyjnej. Dodał gazu i odjechał z piskiem opon, ostro zakręcając. Tego dnia los dla chłopaka też nie był łaskawy. Pomimo bezchmurnej i przejrzystej nocy, gdzie widoczność była niesamowita, Zayn nierozważnie wyjechał na szeroką ulicę prosto pod koła ogromnej ciężarówki. Zanim ogarnęła go ciemność, spostrzegł tylko błysk zbliżających się świateł, potworny trzask i ból przeszywający jego ciało. Potem nie było już nic.

~*~
Następnego dnia we wszystkich lokalnych, jak i światowych gazetach, a także w Internecie, telewizji czy innych środkach masowego przekazu, ukazały się informacje dotyczące tragicznego wypadku z dnia poprzedniego. Ludzie wysyłali do rodziny Malika masę kondolencji i wyrazów współczucia.
Kiedy o zaistniałej sytuacji dowiedział się Harry, sparaliżowany od pasa w dół, poruszający się na wózku inwalidzkim, poczuł wyrzuty sumienia. Poprosił swoją mamę, aby pomogła mu dostać się na pogrzeb przyjaciela. Gdy Harold został sam na sam z grobem bruneta, rozpłakał się jak małe dziecko. Żałował swojego postępowania, najbardziej czego pragnął to tego, aby cofnąć czas i naprawić swoje błędy. Zacisnął dłonie w pięści, a spod jego wywiniętych rzęs wypłynęły dwie duże krople łez. Rozchylił drżące wargi i wychrypiał:
-Słyszałem twoje słowa przed tym jak straciłem przytomność. Przepraszam za wszystko.
Stojący niedaleko Liam, podszedł do kumpla i położył dłonie na rączkach, pchając wózek przed siebie. Hazza rzucił ostatnie spojrzenie w kierunku nagrobku i wyszeptał tak cicho, że nie można go było zrozumieć.
-Wybaczyłem ci, Zayn. Teraz czas byś ty wybaczył sobie. I mi… 

 Marzenia są jak anioły
Trzymają zło w odseparowaniu...


~by Natalia

29 komentarzy:

  1. Nie ma tu Lou?

    OdpowiedzUsuń
  2. Popłakałam się. !
    Cudnie jest. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Niesamowite *.*

    OdpowiedzUsuń
  4. O matko.. Ten imagin jest..przepiękny. *,*
    Wzruszyłam się.

    OdpowiedzUsuń
  5. ;( <-- I znów ryk. Czemu w tak pięknie piszecie? O rany! Czekajcie ogarnę się... Ok, chyba ok. Rany imagin na prawdę świetny. Czytałam jednym tchem. Ku**a, gdyby lektury były tak ciekawe to bym była chyba molem książkowym!
    świetny, cudowny, wspaniały! ~You're princess Moni ;) x

    OdpowiedzUsuń
  6. strasznie fajny. Taki prawdziwy. Oby więcej takich imaginów :D

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeju , jaki cudowny *.*
    Rozpłakałam się ...

    OdpowiedzUsuń
  8. Piękne *.*


    Mam pytanie, czy ten imagin był zainspirowany filmem "Trzy metry nad niebem" , bo kooooooooooooocham ten film ♥

    OdpowiedzUsuń
  9. super, cudowny. czekam na nastepny. rycze..

    OdpowiedzUsuń
  10. to jak historia z ''3 metry nad niebem '' ;3

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziwny. Taki... Nieogarniety. Nie podoba mi się.

    OdpowiedzUsuń
  12. Hej, zostałaś nominowana przez http://pretty-beutiful.blogspot.com/ do Liebster Award:)

    OdpowiedzUsuń
  13. Och... Jak ja nienawidze takich imaginów. Nienawidze a zarazem kocham. Nie powinnam tego czytać bo jestem za słaba psychicznie... To niewiarygodne jaki wy talent macie. Może i nie znam się na pisaniu ale wiem co czuje, a przy waszych imaginach zawsze sięutożsamiam z bohaterami. To na prawde coś cudownego. Kocham ten blog i was! :*

    OdpowiedzUsuń
  14. Od początku czyłam że to zakończy się czująś śmiercią. nie sądziłam że aż tak dramatycznie !

    OdpowiedzUsuń
  15. jejku ten imagin jest genialny ♥
    wzruszyłam się no i popłakałam ;pp
    strasznie smutno się zakończyło, ale nie zawsze wszystko musi się kończyć happy endem ;/
    niestety ;((

    OdpowiedzUsuń
  16. Widzę, że nie tylko ja zauważyłam, że ten imagin strasznie przypomina film "3 metry na niebem". Ale .. bardziej mi się to jeszcze podoba :) Imagin cudowny, ostatnio imaginy ,zwłaszcza te smutne wywołują u mnie mega płacz... ten był jednym z nich. przepiękne...

    OdpowiedzUsuń
  17. Nie kurwa ... Nie jestem silna psychicznie . Mój przyjaciel zginął tak jak Zayn ... Więc teraz będę płakać i jutro wory pod oczami ... :'(

    OdpowiedzUsuń
  18. Jejciu juz dawno nie czytalam tak realnego imagina poprostu juz nie wyrabiam w takim stopniu ze nie potrafie powstrzymac lez. Poprostu czuje sie jakby to mialo miejsce w realu.

    OdpowiedzUsuń
  19. I inspiracja z filmu: trzy metry nad niebem?

    OdpowiedzUsuń
  20. o rany !!!!
    popłakałam się, a zwykle nie płaczę kiedy czytam imaginy :P
    jesteś fantastyczna, wszystkie jesteście fantastyczne, uwielbiam Was <3

    OdpowiedzUsuń
  21. Piękny ! <3 Rycze ;*

    OdpowiedzUsuń
  22. O matko, rycze :o Jesteś cudowna!

    OdpowiedzUsuń
  23. popłakała się to jest cudowne!
    o mój Boże. ;c

    OdpowiedzUsuń
  24. To...jest...idealne... Ryczę jak małe dziecko... Dziewczyno, dziękuję Ci za wszystko...

    OdpowiedzUsuń