czwartek, 25 października 2012

# 165. Louis.

Dla Martyny, Agaty i Karoliny Tomlinson <3.

Piosenka:<klik>
__________________
Jesień. Piękna pora roku, nieprawdaż? Taka różnokolorowa, niekiedy nawet i bardzo słoneczna, uboga w obfitsze opady deszczu czy śniegu. Nie zaprzeczę, lubię ten okres najbardziej ze wszystkich. Niemniej jednak jest coś, co mnie w niej mocno denerwuje. A mianowicie miliony zadań do wykonania, typu uprzątnięcie ze zbędnych liści z ogródka. Choć może to takim właśnie pracom powinnam dziękować, bo dzięki nim zbliżyłam się do osoby, która była, jest i pewnie nadal będzie najważniejsza w moim życiu….

Był ciepły, październikowy wtorek. Z torbą zawieszoną na ramieniu przekroczyłam bramę szkoły. Szybkim krokiem weszłam do budynku. Przywitałam się całusem w policzek z koleżankami. Stałyśmy w grupce na środku korytarza, plotkując i śmiejąc się. Nauczyciele, przyzwyczajeni do naszych zachowań, przymykali oko na zachowanie moich przyjaciółek, omijając nas jak gdyby nigdy nic. Z zainteresowaniem przysłuchiwałam się najnowszym wiadomościom z życia szkoły, przy okazji rozglądając się po holu. Wtem mój rozbawiony wzrok zatrzymał się na wyższym ode mnie chłopaku o głowę, stojącym kilka metrów dalej. Szatyn posłał mi nieśmiały uśmiech, który mimowolnie odwzajemniłam. Nie uszło to jednak uwadze moich psiapsiółek. Wzięły mnie pod boki, ciągnąc pod klasę, w której zaraz miała odbyć się pierwsza lekcja.
-Znasz go?- spytała Ann, zerkając na mnie uważnie spod wachlarza pomalowanych na fioletowo rzęs.
-Między wami coś jest?- Dan skrzyżowała ręce na piersi.
Dziewczyny zasypały mnie gradem dziwnym pytań, na które nie miałam ochoty odpowiadać. Kiedy jedna z nich stwierdziła, że coś przed nimi ukrywam i im nie ufam, wybuchnęłam.
-Tak, znam go. Nie, między nami nic nie ma. Od niedawna jest moim sąsiadem!- wykrzyczałam, machając dłońmi.
Po chwili umilkłam, przypominając sobie, co właśnie zrobiłam. Zarumieniłam się, po czym zniknęłam w klasie, zajęłam ostatnie miejsce i do końca dnia unikałam kontaktu z kimkolwiek. „No i po co się darłam?”-pomyślałam, wzdychając. Nikt nie miał mi za złe mojego zachowania, oprócz mnie samej. Tak, wiem, byłam dziwną osobą. Zawsze, kiedy podnosiłam głos, przeklinałam czy – według mnie- robiłam coś nieadekwatnego do sytuacji, czułam potworne wyrzuty sumienia.

-Jak w szkole?- tata wyjrzał z kuchni- Pomożesz mi w ogrodzie?
-Jasne- mruknęłam, odkładając torbę.
Umyłam dłonie, rozczesałam włosy i bez słowa usiadłam przy stole. Skinęłam głową, kiedy ojciec postawił przed moim nosem talerz zupy pieczarkowej. Nachyliłam się, wciągając zapach. Przejechałam językiem po dolnej wardze i szybko zjadłam swoją porcję. Podziękowałam. Nieśpiesznie zmyłam naczynia, wytarłam je i poustawiałam na swoje miejsce. Poszłam do swojego pokoju, wcześniej zabierając ze schodów plecak. Rzuciłam torbę z książkami w kąt, później związałam loki w kucyka z tyłu głowy. Nałożyłam powycierane spodnie, duży, czarny podkoszulek, a na to zieloną koszulę z podwiniętymi rękawami. Tata czekał już na mnie przed domem.
-Zajmiesz się tylną częścią podwórka?- spytał, nawet nie oczekując mojej odpowiedzi.
Wzięłam grabie i ciągnąc je po ziemi za sobą, ruszyłam za dom. Kucnęłam przy niskich krzaczkach, wzięłam do ręki sekator i poprzycinałam je tak, by miały równe kształty. Nuciłam pod nosem piosenkę, którą wcześniej usłyszałam w radio.
-Ładnie śpiewasz- usłyszałam czyjś głos.
Podskoczyłam, prawie raniąc się w palec. Złapałam się za serce, upuszczając na trawnik ostry przedmiot. No tak, wspomniałam już, że mój sąsiad miał niesamowite wyczucie czasu? To nie był pierwszy raz, kiedy widział mnie rozczochraną, w pobrudzonych trawą ubraniach. Wybierał sobie pory odwiedzania zawsze wtedy, gdy jak nie pracowałam w ogrodzie, to pomagałam tacie naprawiać samochód, czy wykonywałam inne bardziej męskie obowiązki.
-Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć- uśmiechnął się szeroko.
-Nie no coś ty. To nic takiego- machnęłam lekceważąco dłonią- W końcu każdego dnia ktoś straszy mnie tak, że prawie ląduję w szpitalu na nagły zwał- rzekłam poważnym tonem.
Louis zmarszczył brwi, a usta złożył w dzióbek. Wyglądało to tak, jakby nad czymś się mocno zastanawiał. Zachichotałam.
-Coś nie tak?- spytał Tomlinson.
-Słodko wyglądasz jak się nad czym kontemplujesz. – odparłam, powracając do przycinania krzaków.
-Od kiedy to znasz takie trudne słowa?- parsknął śmiechem.
Wstałam, wytarłam dłonie w spodnie i zmierzyłam go nieprzyjaznym spojrzeniem.
-Drwisz sobie ze mnie?
-Ja?- uniósł ręce w obronnym geście.
Odszedł kawałek i stanął za drzewem. „Co on wyprawia?”- przebiegło mi przez głowę. Westchnęłam, wznosząc oczy ku niebu. Nagle Lou wyłonił się z prawej strony dębu. Ukazał szereg równych zębów, po czym szybko schował się za pniem. Powtarzał tę czynność wiele razy, co chwilę powtarzając:
-Widzę cię.
Nie wiedziałam, czy miał na celu rozbawienie mnie, ale mu się to udało. W końcu który normalny człowiek krzyczał na pół okolicy, gdy kogoś zobaczył? I to jeszcze kryjąc się za drzewem? Zaśmiałam się serdecznie, kręcąc z niedowierzaniem rozpadającym się kucykiem. Wtem Louis złapał grabie i zaczął zgarniać liście na jedną stertę.
-Pomogę ci- zaproponował.
Chętnie przyjęłam pomoc chłopaka, poza tym coraz bardziej lubiłam jego towarzystwo. Szybko uporaliśmy się z „oczyszczeniem” większej części podwórka. Szatyn co chwilę rozśmieszał mnie do łez swoimi żartami i wygłupami. Oparłam się na grabiach, ocierając palcami lewej ręki załzawione oczy.
-Yeaaaaaaah!- usłyszałam wrzask Lou.
Podniosłam głowę, kierując wzrok na sąsiada. Tomlinson skoczył w górkę liści, rozsypując je dookoła. Sam siedział pośrodku tego, co przed chwilą było stosem, otoczony dookoła kolorowymi listkami. Nie byłam na niego zła, wręcz przeciwnie. Byłam mu wdzięczna, że choć trochę ubarwił mój dzień. Uklękłam przed nim, zdmuchnęłam z jego włosów pojedynczy liść, a następnie uśmiechnęłam się do niego. Na chwilę zatraciłam się w jego tęczówkach, w których tańczyły pojedyncze ogniki. Spryciarz, wykorzystał chwilę mojej nieuwagi. Wziął garść liści i rzucił mi nimi w twarz. Oszołomiona, zerwałam się na równe nogi, wydając z siebie bliżej nieokreślony dźwięk.
-No i z czego się śmiejesz?- prychnęłam.
-Z tego samego co ty- odpowiedział, rozkładając się na trawie.
Poruszył rękami, robiąc tak zwanego aniołka. Jedynie w tym przypadku nie był on na śniegu, tylko w liściach. Pokręciłam z niedowierzaniem głową, a po chwili sama do niego dołączyłam. Słońce zaczęło odbywać swoją powolną wędrówkę ku zachodowi. Postanowiliśmy, że najpierw posprzątamy, a potem posiedzimy jeszcze na dworze i porozmawiamy. Uśmiechnięta, wróciłam do domu.
-Szybko się uporałaś. Myślałem, że jeszcze jutro będę musiał kończyć porządki- pochwalił mnie ojciec.
-Miałam wspaniałego pomocnika- odrzekłam, wyciągając z szafy koc.
-Widziałem właśnie- tata przerwał oglądanie telewizji, posyłając mi niemrawy półuśmiech- Louis to dobry chłopak.
Pokiwałam głową, nie wiedząc co odrzec. Udałam się do kuchni, zrobiłam dwie gorące czekolady. Wsadziłam koc pod pachę, złapałam zębami paczkę herbatników, wzięłam kubki i wyszłam do ogródka. Tata wyręczył mnie, zapalając na podwórku pojedyncze lampeczki. Usadowiłam się wygodnie na huśtawce, a resztę rzeczy odłożyłam na niski stolik. Po kilku minutach dołączył do mnie Louis, ubrany w cieplejszy sweter. Bujaliśmy się, gawędziliśmy, popijając co jakiś czas czekoladowe przysmaki. Słońce już całkiem schowało się za horyzontem. Popatrzyłam w niebo, po którym snuły się leniwie szare chmury.
-Nie powinnaś się pouczyć?- spytał znienacka Lou.
-Musisz mi w tak cudownym momencie zawracać głowę jakąś nauką?- zirytowałam się- Nie, w  tej chwili nic nie jest ważniejsze. A poza tym to jutro jest szkolna wycieczka, zapomniałeś?
-Cudowny moment?- powtórzył, patrząc mi głęboko w oczy.
Skinęłam głową, opierając się o jego ramię. Trwaliśmy tak w ciszy przez dłuższy czas. Czułam się tak bezpiecznie, a mą duszę ogarną przyjemny spokój. Nie myślałam o jutrze, nie wspomniałam przeszłości. Liczyło się tylko tu i teraz. Chłopak szeptem poprosił mnie, bym coś mu zaśpiewała. Nie widząc przeszkód, odtworzyłam w myślach swoją ulubioną piosenkę, otworzyłam delikatnie usta i zaczęłam nucić:

Miłości życia, moja bratnia duszo.
Jesteś moim prawdziwym przyjacielem.
 (…)
Pogrążasz mnie w smutku, zatraciłam się w Tobie.
Nie wiem, czemu wciąż czekam.
Wiele księżyców przybyło i odeszło.
Nie wiem, czemu wciąż szukam.
Nie wiem w ogóle nic.
Kim jestem, żeby powiedzieć, że mnie kochasz?
Nie wiem w ogóle nic.
A kim ja jestem, żeby powiedzieć, że mnie potrzebujesz?

Zakończyłam cicho, bo głos uwiązł mi w gardle. „O czym ja zaśpiewałam?”- pomyślałam, nawilżając gardło- „Czy właśnie przyznałam się do własnych uczuć?”. Prychnęłam pod nosem. Wstałam, zrzucając z siebie koc. Przeciągnęłam się, chcąc rozprostować kości. Louis objął mnie od tyłu, położył mi brodę na ramieniu i powiedział:
-Mówiłem już, ale się powtórzę- masz niesamowity głos. Aż dziw, że nie rozwijasz się dalej w tym kierunku.
Nie wiedziałam co zrobić, a Lou mi wcale tego nie ułatwiał, przytulając mnie. Choć gdyby nie on, pewnie bym zamarzła.
-Wszystkim- wymruczał.
-Słucham?- obróciłam się przodem do niego.
-Odpowiadam na twoje pytania.- uśmiechnął się.- Naprawdę nie zauważyłaś, że jesteś dla mnie ważna?
Położył mi jedną dłoń w dole pleców, a drugą złapał mój policzek, nie pozwalając mi bym się odsunęła. Zresztą i tak bym tego nie zrobiła. Przymknęłam powieki, kiedy złożył na mych ustach czuły pocałunek. Stłumiłam chichot, nie chcąc przerywać niesamowitego przeżycia. Zagryzłam wargę Louis’ego. Zaśmiałam się, odsuwając się od niego. Szatyn spojrzał na mnie zdezorientowany.
-Stało się coś?- zapytał.
-Nie tylko…- znów się roześmiałam- Łaskoczesz mnie- wydukałam.
Tomlinson przytulił mnie mocno i rzekł:
-Wiedziałem, że będę miał z tobą ciekawe życie, ale nie przypuszczałem, że aż tak barwne i interesujące.

Teraz jesteś piosenką, którą kocham śpiewać
Nigdy nie pomyślałabym, że czuję się tak wolna…


~by Natalia

18 komentarzy:

  1. Po co w ogóle te kwadraciki z numerkami? Znaczy, mam na myśli te do oceny zdaje się? Po co wam kwadraciki do oceny?! Wybór jest taki prosty! 6 <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no niektorzy (znajde adresy poprosze o pomoc samare (z tv)) i dajom 1
      ale mowie znajde ich -WEW

      Usuń
  2. Taki budujący, ze na jesieni tez moze stać sie cos dobrego i wspaniałego:-). Bardzo mi sie podobal :-*

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo lubię czytać wasze imaginy. Każdy jest zawsze magiczny i wciągający. Świetnie dobrana piosenka. Uważam, że powinniście w przyszłości napisać książkę czy cokolwiek takiego. Genialne! I z zniecierpliwieniem czekam na następne ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Bajecznie, cudownie, ekstra, fajnie, kapitalnie, nadzwyczajnie, niewymownie, pięknie, rewelacyjnie, setnie, super, świetnie, wspaniale, fantastycznie... Musiałam, aż sprawdzić do słownika synonimów, żeby to opisać. :D
    Tak samo uważam jak Anonim "Uważam, że w powinniście napisać książkęcz cokolwiek takiego" Już sama to wcześniej mówiłam :D
    Wasza wierna czytelniczka. @Real_Monika. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jejku, cudowny imagin. Mam łzy w oczach, ale to chyba ze szczęścia. Boże, jak sobie pomyślę, że naprawdę mogłabym byc tą dziewczyną to ... Och, za daleko wybiegłam marzeniami. Wspaniały. Boski. Piszcie więcej o Lou, proszę.
    ~Agnieszka

    OdpowiedzUsuń
  6. To jest piękne!! można się wczuć w rolę ( w moim przypadku to trochę za bardzo :P)
    Kinga :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudowny ! Ten imagin nie zasługuje na ocenę poniżej 6 ! <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Who am I to say, tak ? Uwielbiam tą piosenkę. Imagin jest świetny. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Następny z Harrym . ! Długi , strasznie długi . ! plisss . ! ♥♥♥ Super . !

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetnyyy <3 ;***
    Kocham tą piosenkę <3
    Pomyślałam sobie przez chwilkę jakby to Tomlinson był moim sąsiadem .... O MATKO *.* |
    Czekam na więcej i informuj mnie dalej ;** ;)
    Dziekuje <3

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękny imagin chciałabym kiedyś sama taką historię przeżyć.. I za to właśnie kocham te wszystkie imaginy, za to, że chodź na chwilę mogę się przenieś do innego świata i wyobrazić sobie,że to właśnie mi się przydarza.. Przyznam, iż dość rzadko komentuje jednak zawsze wszystkie imaginy czytam a ten był tak niesamowity że nie mogłam się powstrzymać od dodania komentarza :)) Pozdrawiam Ada.

    OdpowiedzUsuń
  12. wspaniały <3 kocham wasze imaginy :) dziękuję za dedykację :)
    Karolina Tomlinson :D

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie będę pisać wiele, bo słowa są tu zbędne.
    Po prostu umarłam.
    Jestem w niebie.

    Ell Tomlinsonowa

    OdpowiedzUsuń
  14. boskie <3 jesteś moim bogiem ;) co ja gadam imagin zajebisty , cudny... no nie ma określeń oddających jego pięikno ;)

    OdpowiedzUsuń