wtorek, 9 października 2012

# 155. Zayn. Część 3.

Ostatnia część… Muszę przyznać, że bardzo zżyłam się z tą historią, włożyłam w nią naprawdę dużo serca i uczuć. Mam nadzieję, że nie zepsułam końcówki i że Wam się spodoba. :D

__________
Piosenka 1  <klik>
 
-Nie szukaj- wyszeptała łamiącym się głosem.
Złapałem ją za ramiona, odciągając na bok. Po jej policzkach potoczyły się łzy, gdy powiedziała:
-Lou jest na liście ofiar.

Moje serce na chwilę przestało bić. Otworzyłem usta, by coś powiedzieć, ale dźwięk zamarł mi w gardle, wargi ledwo zadrżały. Kolana się pode mną ugięły, miałem wrażenie, że za moment zemdleję. Byłem w szoku. Informacja podana przez dziewczynę nie dotarła z początku do mojego mózgu, dlatego starannie analizowałem każde z tych pięciu strasznych słów. Tępo wpatrywałem się w jej załzawione oczy, nie mogąc uwierzyć w to, co usłyszałem. Wtedy poczułem okropny ucisk w klatce piersiowej, a słone krople strumieniami spłynęły po mojej twarzy. Niczym małe dziecko, opuszczone przez rodziców, przytuliłem się do [T.I.], chowając buzię w jej jasnych włosach. Blondynka odwzajemniła uścisk, delikatnie głaszcząc mnie po plecach. Byłem wdzięczny, że nie starała się podnieść mnie na duchu. Nic by to nie pomogło, sprawiłoby tylko, że czułbym się jeszcze bardziej podle. Po kilku minutach, które zdawały się być wiecznością, odsunęliśmy się od siebie i bez słowa ruszyliśmy po Harry’ego. „I jak ja stanę z nim twarzą w twarz? Przecież obiecałem mu, że spotka Tomlinsona.”- pomyślałem, ocierając powieki mokrą już chusteczką. Na nasz widok Styles cały się rozpromienił, ale jego radosny uśmiech zniknął tak szybko, jak się pojawił, gdy tylko chłopak ujrzał moje zaczerwienione oczy. Wyczytał z nich wszystko. Momentalnie cały pobladł, a jego chude ciało zaczęło drżeć. Po chwili zorientowałem się, że to szloch wstrząsa całym loczkiem. Odłożyłem na bok własne uczucia i pragnienia, podszedłem do przyjaciela i zamknąłem go w żelaznym uścisku. [T.I.] stała obok i smutna, przyglądała się nam. Nie miałem pojęcia o czym myślała, ale mogłem się jedynie domyśleć, że o niczym przyjemnym, bo w pewnym momencie wybuchnęła tak głośnym płaczem, że wszyscy dookoła się na nas obejrzeli. Harry ukrył twarz w moim lewym boku, robiąc miejsce dziewczynie, która z chęcią przytuliła się do mojego drugiego boku. „Bądź silny, Malik. Oni cię potrzebują.”- przebiegło mi przez głowę. Mimo targających mną wyrzutów sumienia i ogromnego żalu do losu, nie mogłem pokazać przyjaciołom jak bardzo cierpię.
~*~
Następnego dnia nasz „ochroniarz” zawiózł nas do pobliskiej miejscowości, która na szczęście nie ucierpiała , byśmy mogli wrócić do Anglii. Na stacji benzynowej znalazłem budkę telefoniczną, do której od razu pobiegłem. Wrzuciłem kilka monet, wykręciłem odpowiedni numer i przyłożyłem słuchawkę do ucha. Jeden sygnał. Drugi. Trzeci.
-Słucham?- po drugiej stronie połączenia usłyszałem głos Horana.
-Niall. Jak to dobrze cię znowu słyszeć- odetchnąłem z ulgą.
-Boże, Zayn. Żyjesz!- Irlandczyk pisnął z radości- Kiedy wracacie?
-Dziś wieczorem powinniśmy być. Zamówisz nam trzy bilety?- spytałem cicho, starając się powstrzymać cisnące się do oczu łzy.
-Jasne- chłopak czymś szurnął, a potem moich uszu dobiegł charakterystyczny dźwięk klikania w klawiaturę- Ale jak to trzy?- zdziwił się.
Nie odezwałem się. Rosnąca gula w gardle uniemożliwiała mi normalnie odzywanie się. Do moich oczu znów napłynęły łzy, a kilka z nich popłynęło po moich policzkach. Pociągnąłem nosem, kciukiem ocierając powieki.
-Niall- zacząłem szeptem- Louis zginął.
-To niemożliwe- odezwał się Horan po kilku minutach milczenia- Jak.. jak się trzyma Harry?
-Ledwo. Od wczoraj nie tknął ani picia, ani jedzenia, nie rozmawia z nikim. Zamknął się w sobie. Boję się o niego- odwróciłem się twarzą do samochodu, gdzie barczysty mężczyzna tankował samochód.
Styles siedział na tylnym siedzeniu i nieprzytomnym wzorkiem patrzył w dal. Nie miał kontaktu ze światem, tak jakby jakaś część jego umarła, odeszła bezpowrotnie. [T.I.] mówiła coś do niego, prosiła, na siłę wciskała mu kanapkę w dłoń. Wszystko na nic. Spuściłem głowę, wlepiając wzrok w swoje lekko podniszczone buty. Szczerze powiedziawszy przydałyby się nam nowe ubrania, te były przepocone, brudne i w niektórych miejscach poprzecierane.
-Malik, jesteś tam?-  moje rozmyślania przerwał głos Niallera.
-Tak, tak. Co mówiłeś?
-A ty jak się czujesz?- powtórzył swoje pytanie, na które wcześniej nie uzyskał odpowiedzi.
-Marnie.- odparłem zgodnie z prawdą- Trzymaj się, Niall. Powtórz to Liamowi, dobrze?- głos mi się załamał- Cześć.
Nie czekałem nawet, czy coś powie, po prostu przerwałem rozmowę. Oparłem dłoń o budkę i głęboko wciągnąłem powietrze. Serce mi się krajało, gdy słyszałem smutny ton Irlandczyka. Wróciłem szybkim krokiem do pojazdu, usiadłem obok Stylesa, zamieniając się na miejsca z dziewczyną.
-Tak mi przykro, Zayn- wyszeptała, po czym złożyła na moich wargach delikatny pocałunek- Nie znałam go długo, ale był dla mnie kimś bliskim.
Przyłożyłem dłonie do ust, zakrywając je i nos, byleby tylko w jakiś sposób powstrzymać te cholerne łzy.
Prędko dotarliśmy na lotnisko. Zanim wsiedliśmy do samolotu, otrzymaliśmy od „ochroniarza”, który postanowił, że zostanie na miejscu i osobiście dopilnuje odnalezienia ciała Lou, świeże ubrania i przybory do mycia. Skinąłem głową, na znak, że dziękuję, objąłem słabego Hazzę i pociągnąłem go w stronę łazienki. [T.I.] stwierdziła, że sam sobie dam radę i poszła się przebrać.
-Harry, słyszysz mnie?- spytałem przyjaciela, przysuwając twarz do jego.
Gdy już myślałem, że znów nie uzyskam od kumpla żadnego znaku życia, jego pełne bólu, zielone oczy skierowały się na mnie.
-Kochałem go- wyznał ledwo dosłyszalnym, zachrypniętym głosem.
-Wiem, Harry.- pogłaskałem go po bladym policzku- Dla niego też byłeś ważny. I zapewniam cię, że nadal jesteś. Śmierć nie stanie na drodze do prawdziwej miłości czy przyjaźni, Haz. Louis nadal żyje. W twoim sercu i myślach, dopóki o nim nie zapomnisz- w oczach stanęły mi łzy, gdy dodałem- Wszyscy go kochaliśmy.
Loczek przytulił się do mnie z wdzięcznością.
Wszedł do jednej z kabin, szybko się przebierając. Uczyniłem to samo, choć szło mi to o wiele trudniej, bo dłonie ciągle mi drżały. Lecąc już samolotem do domu, Styles zgodził się nawet zjeść jedną kanapkę z szynką, co zdziwiło bardzo [T.I.]. Posłałem jej spojrzenie, w którym poprosiłem, by o nic nie pytała. O dziwo, zrozumiała. Pokiwała tylko głową i nieśmiało się uśmiechnęła, chcąc dodać mi otuchy.
~*~
Piosenki: 
Wejście do naszego wspólnego domu okazało się jeszcze trudniejsze niż przypuszczałem. Gdy tylko przekroczyłem próg mieszkania, do moich nozdrzy wdarł się zapach jajecznicy i świeżych bułeczek, uwielbianych przez Louis’ego w każdy sobotni poranek. Z kuchni wyłoniła się czupryna Horana. Przez ułamek sekundy dostrzegłem w jego oczach potworny ból, a na jego twarzy malował się taki smutek i przygnębienie, że człowiekowi serce się łamało, gdy widział taką osóbkę. Chłopak szybko jednak przybrał odpowiednią maskę, byleby tylko jeszcze bardziej nie dołować Harry’ego. Każdy z nas wiedział, że to on najbardziej cierpiał po stracie Tomlinsona, gdyż  między nim a Lou była jakaś magiczna więź, sprawiająca, że oni sami w sobie byli bardzo wyjątkowi i zżyci. Liam stanął przede mną, chwilę patrząc mi głęboko w oczy, jakby chciał się czegoś w nich doszukać. „Oczy nigdy nie kłamią”- przypomniały mi się słowa Louis’ego.
-Dobrze, że jesteście- powiedział, mocno mnie przytulając.

Uczynił to samo z [T.I.] i Styles’em. Poszliśmy wszyscy do kuchni, by coś zjeść. Hazza zawahał się chwilę, kiedy ujrzał niedokończoną kawę, stojącą koło lodówki w tym samym miejscu, w którym zostawił ją Lou w dniu wyjazdu do LA. Cierpienie chłopaka jakby przechodziło na mnie, bo za każdym razem, gdy jego mina zmieniała się w podkówkę, przez moje ciało przelatywały miliony dreszczy, a w oczach miałem łzy. W milczeniu zjedliśmy posiłek. Chwilę rozmawiałem z Niallem, który jako jedyny starał się choć trochę nas pocieszać. Paul zawitał do domu jakąś godzinę po naszym przylocie. Nie miałem siły z nim rozmawiać, ani opowiadać o tym co się wydarzyło. Na szczęście [T.I.] postanowiła, że mnie wyręczy. Poszedłem na górę, wolno stąpając po dosyć stromych schodach. Zatrzymałem się na jednym ze stopni, bo mój wzrok przykuło zdjęcie oprawione w brązową ramkę, wiszące po mojej lewej stronie. Przedstawiało ono naszą śmiejącą się w niebogłosy piątkę podczas nagrywania „What makes you beautiful”. Opuszkiem palca przejechałem po rozpromienionej twarzy Lou. Nie mogłem uwierzyć, że tego wspaniałego człowieka nie było już z nami na świecie. Na tym świecie. Żałowałem, że nie pogodziłem się z nim w tym felernym dniu, gdy on i Hazza poszli do klubu. W dniu, w którym wszystko się popsuło.
-On naprawdę cię lubił, Zayn- usłyszałem za plecami cichy głos loczka.
Obróciłem się twarzą ku niemu. Usiadłem na schodku, podciągając nogi pod brodę.
-Ja też go lubiłem- odparłem- Ale to już bez znaczenia. Nigdy mu tego nie powiem.
Styles przysiadł obok mnie, obejmując mnie w pasie ramieniem. Trwaliśmy tak dłuższy czas, a każdy z nas był pogrążony we własnych myślach, każdy we własnym świecie, z własnymi problemami i dylematami. Ale i on, jak i ja, myślami ciągle krążyliśmy wokół Lou…
~*~
Na pogrzeb Tomlinsona przyszło wiele ludzi. Bardzo wiele. Rodzina, przyjaciele, znajomi z dawnych lat, sąsiedzi, rzesze fanów, tłumnie napływający przez bramy cmentarza. Tyle osób przyszło pożegnać Louis’ego. Odbierałem masy kondolencji, piękne wieńce żywych, jak i sztucznych kwiatów. W pewnym momencie poprosiłem Liama o zastąpienie mnie, bo miałem już dosyć, nie mogłem tego wszystkiego słuchać i powstrzymywać łez. Poprawiłem marynarkę, po czym podszedłem do stojącego na uboczu Harry’ego. Chłopak ponownie się w sobie zamknął, teraz wpatrując się w tablicę nagrobną i uśmiechniętego Lou na zdjęciu. Po jego policzku co chwilę płynęły nowe, pojedyncze łzy. Byłem zły na Paula, że nie pozwolił nam zobaczyć Louis’ego, pożegnać się z nim. Ten stwierdził, że jego ciało było tak zmasakrowane, że nie dało się nawet poznać, że ów mężczyzna był niegdyś członkiem wspaniałego boysbandu, który swoją drogą miał już przestać istnieć. Bo nie dość, że odszedł Tomlinson, to jeszcze także i Harry. Biedak, nie mógł się pozbierać, nie podniósł się tak szybko jak Liam czy Niall, oni mimo rozdzierającego ich od środka bólu i nieprzespanych, przepłakanych nocy, starali się żyć normalnie. „Dla Lou”- twierdzili. Jednakże lokers nie potrafił tego tak łatwo przyswoić, za dużo go to wszystko kosztowało. Ksiądz wygłosił swoje kwestie, rodzice zmarłego łamiącym się głosem podziękowali wszystkim przybyłym, Payne w imieniu nas wszystkich pożegnał Lou. Trumna została złożona do grobu, każdy sypnął garść piasku. Harry wtulił nos w szalik Louis’ego, na sobie miał także jego szelki i koszulkę pod białą koszulą. Nikt mu tego nie zabronił, ale zdawało mi się, że tylko ja wiedziałem o co tak naprawdę chodziło Hazzie, co chciał tym pokazać innym. Pragnął dać do zrozumienia ludziom, że Lou żyje i będzie żył, bo Harry ma jego cząstkę w sobie, bo kiedyś przyrzekli sobie, że nigdy o sobie nie zapomną. Wszyscy rozeszli się do swoich domów. Rodzina Lou pożegnała się z nami, a jego siostry każda po kolei, przytuliły się do loczka.
~*~
Na każdej stronie w Internecie huczały wiadomości o śmierci Louis’ego, prasa jakby nie miała o niczym innym pisać, ciągle krążyła wokół tego samego, nawet w telewizji nadawali co chwile o tym samym. Śmierć. Śmierć. Śmierć. Widziałem jak przygnębiało to Harry’ego. Chłopak chyba zupełnie stracił wiarę w siebie, w sens życia, w ludzi… Odtrącał każdego, nawet mnie. Od wczoraj, czyli dnia pogrzebu, nie wychodził z pokoju Lou. Zamknął się tam na klucz, nie odpowiadał na żadne prośby i błagania. Czasem tylko dobiegał mnie jego zduszony szloch.

These wounds won't seem to heal / Rany zdają się nie goić
This pain is just too real / Ból jest zbyt prawdziwy
There's just too much that time cannot erase / Tego jest tak wiele, że czas nie może wszystkiego wymazać*


W końcu lokers ustąpił i otworzył mi drzwi. Serce mi ściskał widok, gdy Niall nie chciał jeść, Liam siedział bez celu na kanapie, a Paul patrzył ciągle w okno i wypijał następne butelki wina. Ale zapłakany, zwinięty w kłębek i pocierający dłoń o dłoń, jakby się modlił, Harry, tak mnie rozczulił, że za nic w świecie nie powstrzymałbym się od nie dotknięcia go. Położyłem się obok przyjaciela, przyciągając go do siebie. Opuszkiem kciuka głaskałem jego kostki i szeptałem mu na ucho, żeby się nie poddawał. Kiedy któryś z moich kumpli płakał, miałem ochotę podejść do niego i otrzeć jego słone łzy; kiedy krzyczeli, pragnąłem jakoś ich pogodzić; kiedy czegoś się bali, nie myślałem o niczym innym jak o przegonieniu ich lęków. To dlaczego tego nie robiłem? Bo to takie nie w stylu Bad boya, prawda? Spędziłem przy Harrym wiele godzin, nie rozmawialiśmy, po prostu potrzebowaliśmy czyjeś obecności, bliskości drugiego człowieka. Loczek w pewnym momencie podniósł niemrawo głowę, zamrugał kilkakrotnie powiekami i spytał, wcześniej odchrząkując:
-Zayn, czy ja umarłem?
Spojrzałem w jego zielone oczy, chcąc sprawdzić, czy on czegoś przypadkiem nie ćpał. Westchnąłem, opadając z powrotem na poduszki.
-Skądże, Harry. Skąd ci w ogóle coś takiego do głowy przyszło?
-Bo… bo ja widzę Lou- wyszeptał.
Zerwałem się na równe nogi, stanąłem przed chłopakiem, złapałem go za ramiona i kilkakrotnie nim potrząsnąłem.
-Majaczyć zaczynasz, Haz. Boję się o ciebie- wymruczałem mu we włosy, tuląc go do siebie.
-Ależ puść mnie, no! Przecież widzę, że to Louis. Wszędzie poznam te piękne oczy- wargi loczka rozciągnęły się w szerokim uśmiechu- Lou, ty żyjesz!- krzyknął, wyrywając mi się.
-A dlaczego miałbym nie żyć?- usłyszałem zdziwiony głos.
Ten głos. Ten melodyjny, dźwięczny głos. Otworzyłem szerzej oczy, obracając się w stronę drzwi. Przysiadłem na łóżku, by nie upaść. To przechodziło wszelkie granice. W progu stał trochę umorusany Tomlinson, przytulający z całej siły młodszego przyjaciela. Jakim cudem? Nie obchodziło mnie w tamtej chwili to, że dzień wcześniej odbył się jego pochówek. Choćby to był tylko sen, pragnąłem skorzystać z nadarzającej się okazji i powiedzieć o czymś, co od dawna leżało mi na sercu.
-Błagam, jeśli to sen, nie budźcie mnie- wymamrotałem.
Podszedłem do Lou i mocno go objąłem. Ten zachichotał i spytał:
-Co się takiego stało, że nagle teraz się do mnie tulisz? Pokłóćmy się o coś, brakowało mi tego przez te kilka dni, wiesz?
-Oj Louis, nie żartuj sobie. Nigdy więcej o nic się z tobą nie posprzeczam, obiecuję. I przepraszam za wszystkie krzywdy jakie ci wyrządziłem, żałuję tego. Gdy uświadomiłem sobie, że bezpowrotnie cię straciłem, poczułem, jak część mnie umarła. Ja… naprawdę cię lubię, Lou- skończyłem szeptem.
-Straciłeś?- uniósł pytająco brew- Chcesz mi powiedzieć, że nie zdążyłem na swój własny pogrzeb?- roześmiał się tak serdecznie, że i ja i Harry mimo powagi sytuacji, nie mogliśmy powstrzymać cisnących się na usta uśmiechów.
-Co się tu dzie…- do pokoju wszedł Niall i Liam, ale Payne urwał swoje pytanie, gdy tylko nas ujrzał.
Irlandczyk uszczypnął się kilkakrotnie w dłoń, nawet wymierzył sobie siarczysty policzek, po czym rzucił się Tomlinsonowi w objęcia.
-Wiedziałem, że się ucieszycie, ale że aż tak? Chłopaki, ja żyję- Lou uniósł ręce w obronnym geście, akcentując ostanie słowo.
Stanęliśmy w kółku, każdy mierzył drugiego wzrokiem. Odzyskaliśmy się. Nareszcie. One Direction dalej istniało, ale dla nas ta nazwa znaczyła coś więcej niż tylko sława i wierni fani, była to dla nas oznaka prawdziwej przyjaźni i braterskiej miłości, wzajemnego wsparcia i szacunku.
~*~
Sprawa się wyjaśniła, pomylono się przy identyfikacji ciał, w wyniku czego pochowaliśmy nie tego człowieka, co myśleliśmy. Jakież było pozytywne zaskoczenie fanów i mediów, gdy dowiedzieli się, że PRAWDZIWY Lou żyje i ma się dobrze.
Tomlinson na jednym z koncertów, zadedykował ostatnią piosenkę Harry’emu. W oczach Stylesa pojawiły się łzy, gdy usłyszał tekst. Podszedł do przyjaciela, splótł ich palce i posłał mu czarujący uśmiech. Tak, Larry Stylinson to prawda. Prawdziwi przyjaciele, bracia. Na zawsze. 

Obiecaj mi, że kiedyś odnajdziemy szczęście,
a wszystkie złe wspomnienia zamienimy w lepsze.
Choć wiele się zdarzyło, wiem, że stać nas na więcej.
Ja, wciąż mam nadzieję i czekam.**


Incydent z tornadem w moim życiu wiele zmienił; przede wszystkim sprawił, że stałem się o niebo lepszym człowiekiem. Bardziej pomocnym i ceniącym sobie daną chwilę i to, co przyniósł mi los. Codziennie dziękowałem za wspaniałych przyjaciół i cudowną [T.I.], która została moją żoną, a ja szczęśliwym ojcem, bo pokochałem May, jak własne, rodzone dziecko.
I pamiętajcie: zawsze trzeba mieć nadzieję, bez względu na to jak życie potrafi być przewrotne. I doceniajcie to co macie, bo nigdy nie wiecie, kiedy przyjdzie wam to stracić



*Evanescence – My immortal
** Kasia Gomoła- Czekam 

~by Natalia

71 komentarzy:

  1. omomomomomo
    dziewczyno masz talent *__*

    OdpowiedzUsuń
  2. Poryczałam się ;_;
    Najlepszy imagin ever! <3
    Dziękuję za ocalenie Lou <333

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczny, taki wzruszający i dający wiele do myślenia. Masz ogromny talent <3

    OdpowiedzUsuń
  4. płacze .. kurde wżyciu tak bnie ryczałam ! dziękuję ci za to co tu napisałaś dosłownie dziękuję

    OdpowiedzUsuń
  5. popłakałam się .. dziękuje Tobie za tak wspaniałego imagina , nie wiem co powiedzieć .. dziękuję! Pisz takich więcej :*

    OdpowiedzUsuń
  6. LOU ŻYJEEEEEEEEEEEEEEEEEE!!!!!!!!!!!!!!! KOCHAM TO!!!!!!!!! CZYTAŁAM TO Z PRZYJACIÓŁKĄ-ŻAŁUJCIE,ŻE NIE WIDZIELIŚCIE JEJ REAKCJI!!!!!!!!!!!!! ;D

    OdpowiedzUsuń
  7. Znów się rozryczałam :( śliczne po prostu mega !

    OdpowiedzUsuń
  8. Boze boski, nigdy nie czytalam tak cudownego imagina!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Boże... nie sądziłam że tak bardzo się ucieszę, że Lou żyje, ale wcześniej nieźle popłaczę.. <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Cudowny ! cudowny ! i jeszcze raz cudowny ! :D / Zapraszam do mnie - http://love1d-imaginy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. Omg! na serio mało się nie popłakałam na początku , choć miałam 'szklane' oczy. nie wiedziałam że aż tak się ucieszę że to nie był lou wogóle super blog




    jeśli czytasz opowiadania o 1D to zapraszam do siebie
    http://one-direction-stor.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Świetny <33
    Zapraszam do mnie dopiero co zaczęłam ale mam nadzieje że sie spodoba http://doyoulovehim057.blogspot.co.uk/

    OdpowiedzUsuń
  13. Swietny koniec <3 Płaczę. To było piekne :D

    OdpowiedzUsuń
  14. O boże! To jest niesamowite! W sumie to od początku przeczuwałam,że Louie przeżyje! Tenk ju! Kocham was dziewczyny! <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Piękny, taki wzruszający. Płakałam trzy razy,nie mogłam opanować emocji. Niesamowity! <3

    OdpowiedzUsuń
  16. To jest piękne. Wiedziałam ,że Lou żyje ;D
    KOcham cię ;****

    OdpowiedzUsuń
  17. ja też wiedziałam że żyję po płakałam się noooo ale nastepny ma być wesoły;D

    OdpowiedzUsuń
  18. cudny, cudny, cudny ja normalnie płakałam

    OdpowiedzUsuń
  19. Zaczełam płakać przy końcówce O Boże!Zajebisty!
    ChampionGirl

    OdpowiedzUsuń
  20. O WOW ! CZEGOŚ TAK CUDOWNEGO NIGDY W ŻYCIU NIE CZYTAŁAM *_*

    OdpowiedzUsuń
  21. To jest boskie... Popłakałam się co mi się rzadko zdarza

    OdpowiedzUsuń
  22. rób dalej to co robisz. to było naprawdę wzruszające i ciekawe. zupełnie inne od tego co dotąd czytałam . jesteś świetna ! :)

    OdpowiedzUsuń
  23. najpiękniejszy jaki czytałam w całym życiu ! beczałam od samego początku cz.3 :)dziękuję Ci za tą historię <3

    OdpowiedzUsuń
  24. popłakałam się *______* to jest boskie *__*

    a tak wgl. macie tt ? ;)

    OdpowiedzUsuń
  25. Jej... ryczę... to TAKIE piękne! To właśnie cenię w imaginach - to że trzymają w napięciu, nie potrafisz się od nich oderwać, cały czas wierzysz, że na końcu jednak wszystko będzie dobrze... Natalia, uwielbiam cię za ten imagin. Naprawdę. "naprawdę cię lubię" :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Boze jakie to piekne :) łzy mam dalej ale teraz ze szczescia ;] nauczyłas mnie przez ten imagin ze zycie jest kruche jak szkoło.... osobe ktora tak kochamy mozna stracicw jednej chwili..... :* wiecej takich imaginow !! :*

    OdpowiedzUsuń
  27. Rycze... Normalnie łzy ciekną mi po policzkach. Dziewczyno nie wiem skąd miałaś pomysł na tego imagina ale jest genialny. Więcej takich proszę.

    OdpowiedzUsuń
  28. ALE się ciecham :33 !!!!. BOŻE! Aaaaaaaaaaa!!!!!!!!1 ONE ŻYJE! LOU ŻYJE! Kocham Cię <33. Dziękuję że tak zakończyłaś boże kocham ;**.

    OdpowiedzUsuń
  29. Jezu Nata to jest NAJBARDZIEJ WZRUSZAJĄCY I ZASKAKUJĄCY IMAGIN jaki czytałam EVER!!!! A naprawdę czytałam ich już spoooorooo i czytam codziennie! Kocham Cię za to, jeszcze w życiu nie płakałam tak czytając cokolwiek. Zawsze to wiedziałam ale teraz naprawdę uświadomiłam sobie jak bardzo kocham całe 1D, jak bardzo bolałaby mnie ich strata i jak oni bardzo ważni są dla siebie nawzajem. Genialne. Dziękuję <3<3<3<3 ~Laura

    OdpowiedzUsuń
  30. Ryczę......Piękny imagin Chce więcej!!! Proszę o kolejnego Zayn'a z dedykacją dla mnie!!! :****
    Marta ;)

    OdpowiedzUsuń
  31. dziękuję , że jesteś i piszesz dla nas ! <3 :* dusia :D

    OdpowiedzUsuń
  32. Przepiękny cały imagin płakałam dziękuje że przywruciłaś lou do życia kocham

    OdpowiedzUsuń
  33. Jejku jak się ciesze że szczęśliwe zakończenie ! Kocham wasze imaginy są piękne !

    OdpowiedzUsuń
  34. Och jak dobrze że zakończenie było szczęśliwe!:D

    OdpowiedzUsuń
  35. NAJLEPSZY IMAGIN EVER!!!!!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  36. Ten imagin jest świetny. Cały czas nie mogę uwierzyć w tą historię i chce mi się płakać. Piszcie więcej, bo to jest to, co robicie wspaniale.

    OdpowiedzUsuń
  37. Siedzę sobie ... I po poprost ksztusze się własnymi łzami . Tak się wyczuła w to że mama musi robić mi Melisse ... Tak bardzo to przeżyłam . Jest to piękne na prawdę . Nigdy czegoś takiego nie czytałam . To jest piękne .. A gdy tak czytałam i doszłam do momentu gdzie Lou żyje wpadłam w histerie i już nie płakałam ze smutku tylko ze szczęścia . Smutny z szczęśliwym zakończeniem ;c

    OdpowiedzUsuń
  38. No, moja Córo! Gratuluję Ci serdecznie! Zawsze wierzyłam w Ciebie i wiedziałam, że masz ogromny talent! Mam nadzieję, iż będziesz go rozwijać, bym mogła w przyszłości przeczytać Twoją książkę...

    OdpowiedzUsuń
  39. O My God...
    Płacisz za chusteczki!
    Tak się poryczałam, że masakra!
    Ale ten imagin ma bardzo ważny przekaz.
    I będę się nim kierować :)
    Kocham ♥
    Niall's wife :)

    OdpowiedzUsuń
  40. świetny, piękny, cudowny, genialny i wiele wiele więcej! To niesamowite , że masz tak wielki talent, którego potrzeba aby coś takiego stworzyć. Podziwiam cię a tego imagina kocham <33
    Kinga :)

    OdpowiedzUsuń
  41. śliczny *__* najpierw płakałam, potem się roześmiałam <3 KOCHAM TWOJE IMAGINY :3 - Paula xx

    OdpowiedzUsuń
  42. To było piękne. Umiesz doprowadzić człowieka do łez tylko dzięki napisanym twoim słowom. Będę częściej tutaj bywać i czytać twoje prace :)

    OdpowiedzUsuń
  43. O mój boże myślałam że nie przeczytam ale... nie mogłam się oprzec i przeczytałam!! JEJKU ŚWIETNY!!!!! Co do imaginu to zabrakło mi tam w pewnym momencie wątku z tą dziewczyna ale jakby sie zastanowić to wiem że trudno by było to tam wpleść... :D
    Mam pytanie. Czy nie dało rady by się jak wiecie że to już ostatni (część) imagin to tam napisac ze ta część jest ostatnia?? Ja czytam tak że dopiero całość bo nie lubie tak mieszac różnych i czasem nie wiem kiedy w koncu mogę go przeczytać bo nie wiem czy to ostatnia część czy jeszcze coś będzie... :D
    A tak na marginesie... KOCHAM TEGO BLOGA!!! xdd

    OdpowiedzUsuń
  44. Dziękuję CI że ocaliłaś Lou!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Na początku imagina płakałam, ale jak przeczytałam,że Lou żyje rozryczałam się na dobre:D
    Najlepszy imagin naświecie.!!!

    OdpowiedzUsuń
  45. jejciu... jak nigdy na imaginach nie płacze to ten to normalnie wyciskacz łez ... ;p kocham ten imagin <3

    OdpowiedzUsuń
  46. Dzięki. Wielkie dziękuje. Rany jednak żyje. Cały czas myśłałam o tym imaginie. Łzy leciały same nie mogłam ich opanować... Ale potem tylko szybkie bicie sierca i uśmiech na twarzy. Dzięki <3

    OdpowiedzUsuń
  47. taki tam... płacz po tym. nie mogę się ogarnąć.

    OdpowiedzUsuń
  48. Dreszcze na całym ciele. Takiego talentu jak ty masz to ja jeszcze nie widziałam. Naprawdę gratuluję Ci z całego serca .- Weronika.

    OdpowiedzUsuń
  49. To takie piękne, że aż zebrałam dupę i napisałam to z komputera przyjaciółki *-* I dobry soundtrack wybrałaś, taki zamulający :3 Gratuluję talentu piśmienniczego. Imagin doskonały* :*

    *między innymi dlatego bo z Zaynem :p

    OdpowiedzUsuń
  50. popłakałam się jak małe dziecko to jest piękne :(

    OdpowiedzUsuń
  51. Ja ... Ja ... Boże, ryczę po prostu ; <

    OdpowiedzUsuń
  52. Pisz książki... Błagam ! ! ! Piękne, niesmaowite, melodyjne, zaskaujące... NO brak mi słów ! To wjaki spsób opoiwadasz em,ocje Zayna ( tym przpadku) jest takie, jakyś sama tam była, jakbnyś czuła to co on, chciaż właściwe go nie znamy, tak samo jak ty... NO ... i zgodze się z resztą komentarzy... ja też płaczę. Przez (a raczej dzięki... : D) imaginy poczułam sie jak... no jakbymtam była, jakbym to ja była tym Zaynem... Prszoę cię, napisz książkę, masz taki talent, ze 1D pobijesz... ; )
    / Fankaa : *

    OdpowiedzUsuń
  53. dżizas, dżizas, dżizas... ;(((

    boże.. dziewczyno ty jesteś..
    ty jesteś.. poprostu.. no cudowna, no ! ♥

    chyba pierwszy imagin przy którym płakałam..
    a jeśli nie pierwszy to i tak najlepszy ! <3

    _____________
    cudowne *.*

    ;(( . ;* ! ♥

    OdpowiedzUsuń
  54. Super...przez chwilę nawet się bałam o Lou....:)

    OdpowiedzUsuń
  55. takiego obtotu spraw się nie spodziewałam. masz naprawde wspaniały dar pisania ;**

    OdpowiedzUsuń
  56. Płacze .... ;( Cudowny imagin ; *

    OdpowiedzUsuń
  57. CUUUDOWNY :> KOCHAM GO< STRASZNIE SMUTNY, ALE Z SENSEM.

    OdpowiedzUsuń
  58. O matko jakie cudowne. Mam łzy w oczach:))

    OdpowiedzUsuń
  59. Brak mi po prostu słów no ! Masz talent i to ogromny ; )

    OdpowiedzUsuń
  60. Piękne, prawie się popłakałam! No po prostu kocham, więcej proszę takich imaginów! Do samego końca wierzyłam że Lou żyje...

    OdpowiedzUsuń
  61. Boże , nigdy przy żadnym imaginie tak nie płakałam , Piękny...

    OdpowiedzUsuń
  62. Ryczalam ostatnio pisałam że nigdy tak nie płakałam przy imaginue o wszystkich ale jednak to pobilam . nie wierzylam w śmierć lou a i tak płakałam co wy że mną robicie ?
    czytam dalej !
    iwona :*

    OdpowiedzUsuń
  63. Jak mogłaś mnie tak zastrachać :( przeczuwałam że Louis przeżyje ale i tak się popłakałam KOCHAM WAS

    OdpowiedzUsuń
  64. nienawidzę imaginów na tej stronie, zawsze przy nich albo się zachodzę śmiechem albo uśmiecham do komputera albo płaczę -.-

    OdpowiedzUsuń
  65. nie wiem sama jak to skomentować... powiem tylko, że to co wasze imaginy robią z moją psychiką, to magia. jesteście wspaniałe! <3

    OdpowiedzUsuń
  66. :'( Jezu jak ryczałam :'( A potem to już ze szczęścia. :')

    OdpowiedzUsuń
  67. Niesamowity... aż brak mi słów poryczałam się. Jesteś cudowna. Przewidziałam że będzie szczęśliwe zakończenie ale i tak nie mogłam przestać płakać, masz wielki talent <3

    OdpowiedzUsuń
  68. Nigdy ...... nigdy w życiu nie nie czytałam nic lepszego , to naprawdę talent . Po raz pierwszy popłakałam się . Myślę , że wiesz już jaki będzie twój zawód w przyszłości ..... powinnaś zostać PISARKĄ !

    OdpowiedzUsuń