czwartek, 4 października 2012

# 152. Zayn. Część 2.

Ostatni i definitywny koniec tegoż imagina we wtorek :) Potrzymam Was trochę w niepewności, a co :D Tak, jestem zła :) I nie proście by był on wcześniej, bo i tak nie będzie. Najpierw musi powstać w mojej głowie !

Dla Wiktorii, mojej Loli :* i wszystkich tych, którzy są fanami 1D ^^
Piosenka:<klik>
_____________________ 

Słowa dziennikarzy i to, co zobaczyłem na dworze, zmroziło krew w moich żyłach. Niebo pociemniało, w oddali majaczyły błyskawice, a w dodatku wzmógł się wiatr.
-Jesteśmy na środku drogi, którą za kilkanaście minut pokona tornado. Zginiemy.- wyszeptałem.

-Nie, Zayn, to nie może się tak skończyć- [T.I.] pobiegła do łazienki, wcześniej zabierając czyste, ciepłe ubrania.
Gdy ona się przebierała i pakowała żywność, leki i inne potrzebne do przeżycia rzeczy, ja stałem jak cielę i patrzyłem na tworzący się wir powietrza. Przyłożyłem prawą dłoń do chłodnej szyby, na skutek czego, po moim ciele przeszły miliony dreszczy. Wzdrygnąłem się.
-Malik, rusz się. Nie mamy czasu. Musimy znaleźć chłopaków.- dziewczyna krzątała się po pokoju, zbierając różne przedmioty.
Chciałem się rozpłakać niczym małe dziecko, ale moje oczy były wyschnięte na wiór. Pogodziłem się z tym co miało zaraz nastąpić, po prostu poddałem się bez walki, co nie było w moim zwyczaju. Najzwyczajniej w świecie stwierdziłem, że nie dam rady przeciwstawić się klęsce żywiołowej, no bo niby jakim cudem? Co ja jakimś supermanem byłem? Zrezygnowany głośno westchnąłem, po czym odwróciłem się tyłem do tworzącego się tornada.
-Prosimy wszystkich o zabranie ze sobą dokumentów i kocy oraz o zejście do schronu. Prosimy nie panikować!- spokojny głos mężczyzny rozległ się po całym hotelu; swoją kwestię powtarzał trzy razy.
Na korytarzu rozległy się szmery, krzyki, płacze przerażonych dzieci, lamenty starszych osób i prośby pracowników o pospieszenie się.
-Zayn, proszę, chodźmy już- [T.I.] stanęła przede mną, dzierżąc w dłoni podręczną torbę, w drugiej natomiast miała apteczkę.
Skinąłem niemrawo głową. Narzuciłem pospiesznie spodnie i koszulkę, zapiąłem bluzę, zarzuciłem kaptur na głowę i, nawet nie spoglądając na blondynkę, wyszedłem z pokoju. Dziewczyna dogoniła mnie, splotła nasze palce i przyspieszyła kroku. Przy wyjściu z hotelu zastaliśmy przestraszonego Harry’ego.
-Gdzie jest Louis?- zapytałem, rozglądając się dookoła.
-Nie mam pojęcia. Zadzwonił do niego Niall, a potem Lou powiedział, że musi was ostrzec. Byliśmy na drugim końcu miasta, gdzie niby miało być bezpieczniej. On kazał mi tam zostać, ale ile mogłem czekać?- dłonie Styles’a zaczęły drżeć, a po jego policzkach potoczyły się pojedyncze łzy.
-Uspokój się- [T.I.] pogłaskała go po ramieniu- Jest dorosłym i mądrym człowiekiem, da sobie radę.
-Tu jesteście!- usłyszałem donośny, męski głos dobiegający zza moich pleców.
Obróciłem się i stanąłem twarzą w twarz z barczystym mężczyzną. A raczej z jego klatką piersiową, bo był ode mnie sporo wyższy. Zsunął z oczu ciemne okulary i przyjrzał mi się uważnie.
-Mam za zadanie odprowadzić członków zespołu i ich towarzyszkę do bezpiecznego miejsca. Proszę za mną.
-Jest problem. Nie ma Tomlinsona- odparłem, krzyżując dłonie na piersi.
-Znajdziemy go. Pospieszcie się.
~*~
Wiatr się wzmógł, ledwo doszliśmy do samochodu. Wszędzie latały gazety, nawet wielkie reklamy zerwane z billboardów fruwały w powietrzu. Sygnalizacja świetlna była popsuta, linie telefoniczne nieczynne, a drzewa uginały się pod wpływem ogromnych podmuchów. Ludzie wybiegali na ulicę, panikowali, krzyczeli. W jedną kobietę z mikrofonem, zapowiadającą pewnie wiadomości, uderzyła ciężka, metalowa blacha, zerwana z pobliskiego domu. Syknąłem, jakby to mi został zadany śmiertelny cios. Mknęliśmy ulicami, starając się jak najszybciej pokonać duże odległości. Tak, uciekaliśmy przed tornadem. Dziwnie brzmi, ale jednak. Nie było mi jednakże do śmiechu, byłem cholernie przerażony. Harry cały czas kiwał się w przód i tył, ze złożonymi do modlitwy dłońmi, mamrotał pod nosem, by Louis’emu nic się nie stało. Chłopak był bardzo zżyty ze starszym o trzy lata kolegą. Powiem szczerze, że i mnie gryzły wyrzuty sumienia. Nie darowałbym sobie nigdy, gdyby Tomlinsonowi się coś stało. Nie wybaczyłbym sobie, że on odszedłby, zanim byśmy się pogodzili. „Błagam. Niech on przeżyje. Gdziekolwiek teraz jest, niech przeżyje tę katastrofę. Muszę mu powiedzieć, że go lubię. I przeprosić za wszystkie kłótnie. Oby nie było za późno”- myślałem gorączkowo, wbijając paznokcie w skórę.
~*~
Dotarliśmy do jakiegoś schronu, umieszczonego głęboko pod ziemią. Wielu ludzi czekało na swoją kolej na hulającym wietrze, który był już tak silny, że sam ledwo mogłem stać na nogach, zwłaszcza, kiedy moja kostka nie była do końca sprawna.
-Szybciej, szybciej!- facet w średnim wieku, ubrany w ciemny mundur, poganiał wszystkich dookoła.
Wtem rozległ się potężny grzmot, a błyskawica przecięła z hukiem niebo, rozświetlając mrok. Osłoniłem twarz, przyciągnąłem do siebie [T.I.], tak by nikt nas nie rozdzielił, a wolną dłonią chwyciłem zimne palce Harolda. Pociągnąłem ich, idąc w ślad za naszym „ochroniarzem”.
-Potrzebny lekarz! Jest tu gdzieś lekarz?! Proszę, moja żona rodzi!- młody chłopak biegał w tę i z powrotem, machając rękami.- Proszę!
-Jestem!- [T.I.] odkrzyknęła.
-Z nieba mi pani spadła. Ona leży tam, pod drzewem. Trzeba by ją przenieść w bezpieczne miejsce.- zielonooki szatyn niemal płakał.
-Zayn, oni mnie potrzebują- pocałowała mnie delikatnie w usta, po czym wyszeptała- Znajdźcie Louis'ego, opiekuj się Harry’m. I przeżyj. Słyszysz mnie Malik? Przeżyj. Gdyby mi się nie udało, przygarnij  May. Polubiła cię.
Nie mogłem nawet zaprzeczyć ani nic dodać. Złożyła na moich wargach przelotny, aczkolwiek bardzo czuły pocałunek, po czym udała się biegiem z mężem ciężarnej kobiety. Przez chwilę trawiłem jej słowa, tępo patrząc na oddalającą się sylwetkę [T.I.]. Oprzytomniałem, otoczyłem ramieniem jeszcze bardziej przerażonego loczka i wszedłem z nim do schronu. Usiedliśmy w kącie, obok starszego państwa, trzymającego na swoich kolanach dwa pieski. Kolejny grzmot, kolejna błyskawica, której mimo iż nie mogłem, ujrzeć to i tak usłyszałem. Metalowe drzwi zadrżały, gdy zostały zatrzaśnięte za ostatnimi osobami. Ludzie w pomarańczowych, odblaskowych kamizelkach rozdawali wodę mineralną, konserwy i chleb, a także przymocowywali na sznurkach latarki do sufitu. Podziękowałem, kiedy otrzymałem swoją porcję, a także dwa koce.
-Harry, wszystko w porządku?- spytałem szeptem loczka.
-Louis. Louis. Louis. Louis.- powtarzał jak mantrę, patrząc nieprzytomnym wzrokiem przed siebie.
Rozczulony zachowaniem przyjaciela, pozwoliłem mu, by wtulił się w moją koszulkę, która po kilku minutach była mokra od szlochu Hazzy. Nuciłem mu kołysankę, tuląc go jak najmocniej, dopóki nie zasnął. Matki innych dzieci posyłały mi wdzięczne spojrzenia, bo jak widać, mój kojący, spokojny głos uśpił także i ich pociechy. Posłałem im niemrawy uśmiech, ukryłem twarz we włosach kumpla i sam zacząłem płakać. Odebrano mi już Louisa. Nawet jeżeli nie zawsze, albo raczej prawie nigdy się z nim nie dogadywałem, to jednak był mi bliską osobą, spędzałem z nim więcej czasu niż ze swoimi siostrami czy rodzicami. Najpierw on, a teraz [T.I.]. Dlaczego? Czy aż tak źle postępowałem, że trzeba było karać mnie stratą najbliższych? Nie, nie myśl tak. Oni żyją. Żyją. Muszą żyć.
~*~
To, co zobaczyłem po kilku godzinach, przerastało ludzkie pojęcie. Zostaliśmy wypuszczeni ze schronu, wcześniej kazali nam założyć ochronne maski na usta i nos, by chronić drogi oddechowe. W powietrzu unosił się dym, piach, smród. Przytuliłem Harry’ego mocno do swojego ciała i ruszyłem przed siebie, uprzednio wpisując nas na listę żyjących. Przez sam środek miasta przeszło ogromne tornado, pustosząc i rujnując wszystko, co miało nieszczęście znaleźć się na jego drodze, w tym nasz hotel. Były hotel. Ludzie powychodzili na zaśmiecone ulice, dziękując zapewne w duchu Bogu, że przeżyli. Połamane drzewa leżały na domach, z których pozrywane były dachy, śmietniki- opróżnione ze swojej zawartości, samochody poprzewracane w najróżniejsze strony, linie energetyczne pozrywane. Istne pobojowisko, wyjęte niczym z najstraszniejszych koszmarów.
-Zayn- moich uszu dobiegł cichy szept Styles’a.
-Tak?- przerwałem swoje rozmyślania, przenosząc wzrok na przyjaciela.
-On zginął, prawda?- jego głos się łamał, a oczy chłopaka wypełniły się łzami.
-Nie, Hazza, nawet tak nie myśl. Znajdziemy go, obiecuję ci- ucałowałem go w czoło.
„Brawo, Malik. Właśnie obiecałeś mu rzecz prawie niemożliwą. Złamane obietnice bolą jeszcze bardziej niż cokolwiek innego”- pogratulowałem sobie sarkastycznie w duchu.
~*~
Zaprowadziłem loczka do szpitala polowego, chcąc upewnić się, ze wszystko z nim w porządku. Uważałem, że przydałaby mu się rozmowa z psychologiem. Doktor przy okazji obejrzał moją kostkę, zmienił mi opatrunek i przypomniał, że nie powinienem forsować nogi. Przytaknąłem, prosząc go by zajął się Harry’m.
-Wie pan, czy była tu taka wysoka blondynka z niebieskimi oczami, ubrana w beżowy płacz i ciemne spodnie. Z apteczką, też lekarka- spytałem z nadzieją w sercu.
-Przykro mi- brunet spuścił głowę.
Wziąłem głęboki oddech, próbując powstrzymać napad smutku. Podszedłem do kumpla, delikatnie go uścisnąłem i rzekłem:
-Zajmą się tobą. Idę poszukać [T.I.] i Louis’ego.
-Nie zostawiaj mnie- poprosił.
-Pamiętaj, że zawsze byłeś, jesteś i będziesz dla mnie jak brat- dodałem łamiącym się głosem, wychodząc z pomieszczenia.
Przyłożyłem dłoń do oczu, biegnąc przed siebie na oślep. Czułem się podle ze świadomością, iż właśnie po raz kolejny odciąłem się od bliskiej osoby.
~*~
Przedstawiciele rządu zjawili się w LA, od razu zbierając się na naradę z tutejszymi władzami. Wysłali oddział wojska, by pomógł w uprzątaniu zniszczeń, ocenianiu w stratach ludzi i infrastruktury. Każdy wyciągał pomocną dłoń; jedni przygarniali bezdomnych do własnych mieszkań, właściciele ocalałych sklepów rozdawali żywność i ciepłe ubrania, wolontariusze spieszyli z apteczkami do poszkodowanych, pomagali przenosić ich do szpitali. Wcześniejsza nienawiść czy niechęć do sąsiada, przeradzała się w bezinteresowne wsparcie; nikt nie patrzył, czy dawał oparcie białemu czy czarnemu, młodemu czy staremu, choremu czy zdrowemu, ładnemu czy brzydkiemu; wszyscy byli na równi. Sam niejednokrotnie zbaczałem z drogi, tylko po to, by napoić chromego czy odsunąć blachę tarasującą wyjście z domu biednej kobiecie. Wtedy nie byłem tym znanym Zaynem Malikiem, opływającym w miliony piszczących i zakochanych fanek, pieniądze, popularność i sławę. Byłem zwykłym, poszkodowanym człowiekiem, który znalazł się w niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie. „Ale gdyby nie to tragiczne wydarzenie nigdy nie doceniłbym tego co miałem. Przeżyłem. Przeżyłem!!!”- pomyślałem.
-Przepraszam- mruknąłem pod nosem, kiedy niechcący wpadłem na jakąś dziewczynę.
-Zayn?- podniosłem na nią wzrok, gdy tylko usłyszałem ten piękny, dobrze mi znany głos.
-[T.I.]! Ty żyjesz- kamień spadł mi z serca, kiedy poczułem ciepło jej ciała.
-Tak się martwiłam, czy udało wam się przeżyć- odetchnęła z ulgą, ściągając z ust maseczkę ochronną.
-Załóż to z powrotem, mnóstwo zanieczyszczeń w powietrzu jest. Przecież…- nie dokończyłem, bo zamknęła mi wargi pocałunkiem, wcześniej zdejmując i moje zabezpieczenie.
Zadowolony przymknąłem powieki, przyciągając ją bliżej siebie. Naprawdę, przez chwilę myślałem, że nigdy więcej nie będę mógł tego zrobić. Trwaliśmy tak w bezruchu, delektując się niesamowitą miłością, która nas otaczała.
-Kocham cię- w końcu rzekłem te dwa słowa, które od dawna chciałem jej powiedzieć.
-Też cię kocham, Zayn- odparła, głaszcząc mnie po policzku.- Gdzie zgubiłeś Harry’ego?- spytała, rozglądając się dookoła.
-Jest w szpitalu polowym, dwie ulice dalej. Nic mu nie jest.
Splotłem swoje palce z jej, gdy szliśmy w dół chodnikiem, mijając porozrzucane rzeczy. [T.I.] wielokrotnie próbowała dodzwonić się do Nialla, Paula czy Liama, bez skutku; linie nadal nie działały. Nie mogliśmy nawet dać im do zrozumienia, że żyjemy. Domyślałem się, co musiał przeżywać Payne, nasz „tatuś”, albo Niall. Przypomniałem sobie jego pełne smutku spojrzenie, kiedy żegnaliśmy się na lotnisku i wymóg Irlandczyka, bym zapewnił go, że na pewno wrócę. Pociągnąłem nosem, zamrugałem kilkakrotnie oczami i ponownie spojrzałem na listę poszukiwanych osób. Justin Mahone, Lily Orsted, Miley Malark, Ben Barner, Stella Stewart. Nie. Nie. Nie. Już chciałem dopisać Louis’ego, gdy poczułem czyjąś dłoń na ramieniu. Momentalnie się wyprostowałem i odwróciłem się twarzą do [T.I.].
-Nie szukaj- wyszeptała łamiącym się głosem.
Złapałem ją za ramiona, odciągając na bok. Po jej policzkach potoczyły się łzy, gdy powiedziała:
-Lou jest na liście ofiar.

~by Natalia

43 komentarze:

  1. Zajebisty ! Pisz kolejną część ! :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Ryczę .!
    Da się tak jakoś zrobić żebyś jutro dodała kolejną część ..? Albo dziś..?
    No wiesz taka niespodzianka dla nas.! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. zgadzam się ;) to jest super a moje pierwsze zdanie po ptrzeczytaniu tego to Japier**** ale to jest zajebis**

      Usuń
    2. Dokładnie, dałoby się wcześniej? ;)
      Świetny ten imagin!
      Poryczałam się! ;c
      Że Loui nie żyje ?! NIEEEE to nie może być prawda!
      teraz określę innym słowem ten imagin: GENIALNY!
      czekam na kolejną część! <3

      Usuń
  3. Jaki świenty <3 prosze napisz koleją część :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Cudowny! ;* I ta piosenka.. Doskonale dobrana <33 Aż się popłakałam ;( Proszę dodaj jak najszybciej kolejną część ;]

    OdpowiedzUsuń
  5. BOZE JAKI SPANIAŁY :') postrzymywałam łzy pod koeniec :( aby on zył....... dowaj szybko kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  6. Jezusie popłkałam sie na koniec . Jeja to jest boskie . Daj koejną część !! Kocham tego bloga <3 :D To zakończenie mnie zdołowało xD czekam na kolejną częsć

    OdpowiedzUsuń
  7. Kufaa i już... Znów łzy! Pisz szybko następną cześć! Nie mogę si kurna już doczekać!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dlaczego uśmierciłaś Tomlinsona? :o
    Czekam na następną część, ale proszę NAPISZ, ZE NA LIŚCIE OFIAR BYŁ JAKIŚ BŁĄD I LOUIS ŻYJE!!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jest świetny ! *.*
    siedzę i rycze ;(

    OdpowiedzUsuń
  10. Boze! Nie! On nie zyje! Ja ... rycze no poprostu... Mogla bys zrobic kolejna czesc? Boze kocham ten imagin :(((

    OdpowiedzUsuń
  11. Kocham tego imagina ! :D
    Mam nadzieję, że Lou jednak żyje...
    Kina ;p

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak możesz jesteś straszna was jachce trzecia część cudowny niech lou zyje<3

    OdpowiedzUsuń
  13. na prawde to jest zajebiste i tak wciaga ...
    http://blackjacket.blog.pl/ ZAPRASZAM ♥

    OdpowiedzUsuń
  14. o matko aż płaczę <33 nie no niech Lou żyję;(
    Kinga :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Piekne.
    Cudowne.
    Zajebiste.
    Nieziemakie.
    Wzruszajace.
    Wywolujace placz i syndromy smouszkodzenia.
    Swietne.
    Niedoopisania.
    Wysmienite.
    Wspaniale.
    Kochane.
    Ale Louis musi ZYC !!!!! *-*
    Czekam do wtorku, pozdrawiam. xD

    OdpowiedzUsuń
  16. boski tylko tyle mogę powiedzieć ;>

    OdpowiedzUsuń
  17. Ta piosenka...
    Ta historia...

    coś wspaniałego! Daaawno nie czytałam tak dobrego imaginu. Naprawdę jesteś wielka <3

    OdpowiedzUsuń
  18. Ekstra. Normalnie jestem fanką smutnych zakończeń, ale zrób coś żeby przeżył. Proszę.

    OdpowiedzUsuń
  19. WTF!? zrób coś żeby np się pomylili i lou przeżył ;( super

    OdpowiedzUsuń
  20. Świetny. Na końcu chciało mi się płakać :< Zapraszam na bloga --> http://polska-imaginy-one-direction.blogspot.com/ :)

    OdpowiedzUsuń
  21. Najwspanialszy imagin na stronie, gratuluję weny : ) x

    OdpowiedzUsuń
  22. fantastyczny imagin !
    rany, nieeeeeeeeeeeee :( Lou musi żyć
    niech to się dobrze skończy... :(

    OdpowiedzUsuń
  23. Nie nie i NIEEEEE.!!!
    To nie może się tak skończyć!!!
    Niech to będzie pomyłka czy coś!!!!!!!!!!!!!!!!!
    Lou musi żyć!!!! Popłakałam się :(((((((((((
    A imagin super:)

    OdpowiedzUsuń
  24. Nie no wiesz co dobiłaś mnie!!!
    Nie dość że dziś zerwał ze mna chłopak to teraz to???
    Co ja takiego zrobiła co???
    Ale błagam niech LOUIS ŻYJE PLISSSSSSSSSS.!!!!
    A imagin Super:)
    Jula

    OdpowiedzUsuń
  25. Jeju kobieto jesteś świetna!!! :) Nareszcie coś nowego i interesującego. I zgadzam się z komentarzami wyżej to nie może sie tak skończyć! Lou musi żyć!!! Imagin cudny *__*

    OdpowiedzUsuń
  26. Odpowiedzi
    1. zgadzam się. zakochałam się <3

      Usuń
  27. Nie wiem jak to zrobisz , ale Lou musi zyć. Ja płaczę ;**
    Jesteście świetne ;D

    OdpowiedzUsuń
  28. Imagin świetny wiesz zę cię podziwiam na prawdę! Szkoda tylko że Lou nie żyje ! Nie mogę się doczekać 3 części !

    OdpowiedzUsuń
  29. Błagam dodaj następną i błagam niech lou ożyję jest boski a popłakałam się jak głupia

    OdpowiedzUsuń
  30. Proszę Cię abyś napisała 3 część tego imagina . Jest Best ! Dziękuję xoxo .

    OdpowiedzUsuń
  31. Jesteś okrutna! Jak ty możesz nam coś takiego robić? ;o Ale i tak was kocham x :D Mam nadzieję, że Lou jednak przeżyję ... :/

    P.S. Będzie coś jeszcze najbliższym z Joshem ? :D Tylko raz się pojawił, ale chyba jakoś nie bardzo się ludzie palą do imaginów z nim :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam go w planach, ale na razie nie mam pojęcia, kiedy go napiszę.

      Usuń
  32. Och, nie. Nie możesz mi, nam i Harry'emu tego zrobić. Louis nie jest na żadnej liście ofiar, on żyje i ja w to wierzę z całego serca.
    Czekam z n i e c ie r p l i w o ś c i ą na ostatnią część.

    www.trzynasty-dzien-milosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  33. Louis nie żyję ? Może to jakiś inny Tomlinson ? błagam........nie mogę się doczekać następnej częście. ON PRZEŻYJĘ ! BŁAGAAM !

    OdpowiedzUsuń
  34. O.M.G.! Wspaniały imagin. Mam nadzieję że będzie 3 część .:)))

    OdpowiedzUsuń
  35. Powiem raz, a porządnie.
    O Kurwa!
    Ale to jest zajebiste!
    On musi żyć!
    To pomyłka!
    Jedna wielka pomyłka!
    Niall's wife :)

    OdpowiedzUsuń
  36. boze, pisz kolejna czesc bo ja tu placze! on musi zyc ! ;cc

    OdpowiedzUsuń
  37. boze cudowne! jak przeczytałam ostatnie zdanie to mnie zmroziło! ;o ale on nie umarł, prawda?! ;o

    OdpowiedzUsuń
  38. o dżizys... ;((((((((((

    OdpowiedzUsuń