poniedziałek, 1 października 2012

# 149. Zayn. część 1.


Witam Was w poniedziałkowe popołudnie, wraz z moją nową opowieścią o Maliku. Rzecz może wydawać Wam się nieprawdopodobna, jednak coraz częściej słyszy się o takich wydarzeniach w telewizji, więc uznałam, że może Wam się spodobać :D Imagin został podzielony na dwie lub nawet trzy części, gdyż trochę się rozpisałam. Druga pojawi się we czwartek :D

+ Miałabym do wszystkich Czytelniczek ogromną prośbę- jeżeli chcecie polecać swoje blogi, to proszę róbcie to w zakładce „Wasze Blogi”, a nie w komentarzach! Ja, podobnie jak i pozostałe dwie redaktorki, chcemy znać Waszą opinię na temat naszych prac, a nie czytać w komentarzach, że zapraszacie na swoje blogi. Wydaje mi się, że to sprawiedliwe, bo zapewne Wy także, gdy piszecie własne opowiadania, to chcecie by inni oceniali Wasze prace.
To tyle.
Piosenka:<klik>
____________________________________________________________________
-Let’s go crazy, crazy, crazy…
-Ałć!- krzyknąłem, przerywając śpiew, gdy rozpędzony Louis pchnął mnie na podłogę.
Rzuciłem Tomlinsonowi wrogie spojrzenie, prychnąłem pod nosem, po czym spróbowałem wstać. Nie mogłem nawet ustać na nogach, bo ból rozdzierający kostkę był nie do wytrzymania. Uderzyłem dłonią zwiniętą w pięść o własne kolana. Niall wybiegł z sali, zapewne dzwoniąc po karetkę. Wywnioskowałem to po jego zdenerwowanym głosie. Liam przyniósł lód i obłożył bolące miejsce, choć trochę minimalizując cierpienie.
-Mieliście robić próbę, a nie się wygłupiać- Paul westchnął głośno, klękając przy mnie- Nie wydaje mi się żeby była złamana.
-Pogotowie już jedzie- Irlandczyk usiadł obok.
-Spokojnie, nic mi nie jest. Tylko trochę spuchła. Źle stanąłem i tyle- przewróciłem oczami.
-Zayn, Zayn- zaczął poważnym, tak jakby wszechwiedzącym głosem, Lou- Jak zwykle odrzucasz czyjąkolwiek pomoc.
-Masz szczęście, że nie mogę biegać, inaczej twoja piękna buźka, nie byłaby już taka ładna- warknąłem.
-Chłopaki, uspokójcie się! Co was napadło?- Paul pacnął mnie w głowę- Ostatnio zachowujecie się bardzo dziwnie.
Zmrużyłem oczy, próbując opanować kłębiące się w moim mózgu myśli. Sam nie miałem pojęcia, co takiego zrobił marchewkowy potwór, że ciągle działał mi na nerwy. Po prostu od dłuższego czasu nie mogliśmy znaleźć wspólnego języka, bez przerwy o coś się sprzeczaliśmy. I bynajmniej nie poszło nam o kobietę czy miłość, co to, to nie. On miał swoją śliczną Eleanor, a ja mimo wszystko wciąż byłem singlem, nie ma co kochałem ten stan, wolność i zabawa, to jest to. Więc dlaczego, kiedy tylko na horyzoncie, w promieniu 2 kilometrów pojawiał się On, mną aż trzęsło? Miałem ochotę ciągle się z nim kłócić, nie ważne o co. Moje wewnętrzne rozważania przerwał melodyjny głos jakiejś dziewczyny. Podniosłem głowę, rozglądając się dookoła, gdy nagle zatrzymałem swoje spojrzenie na zgrabnej blondynce, w białym fartuchu.
-Przepraszam, że dopiero teraz, ale były małe komplikacje- uśmiechnęła się promiennie- Który z was potrzebuje mojej pomocy?
-Ja! Ja!- Styles teatralnym gestem przejechał dłonią po czole i opadł na stos materaców, a kiedy lekarka położyła mu dłoń na sercu, on chwycił ją w swoje palce i szepnął- Ono bije tylko dla ciebie. Harry jestem.
Liam pokręcił z niedowierzaniem głową, składając dłonie jak do modlitwy, a Horan już konsumował kolejnego batonika z czekoladą. Swoją drogą skąd on je tak szybko brał? Ma zapas pod koszulką? Czy potrafił czarować? Dziewczyna na słowa loczka, zachichotała cicho, odpowiadając mu krótkim:
-Z pewnością.
Payne pociągnął za kaptur Irlandczyka, a drugą ręką złapał za pasek Hazzę, wyprowadzając ich z pomieszczenia.
-Przerwa!- oznajmił Liam.- Louis, na co czekasz? No chodź!
Tomlinson obrzucił mnie przelotnym spojrzeniem, poruszył wargami, z których wyczytałem „przepraszam”, po czym wyszedł za przyjaciółmi. Jego zachowanie zdziwiło mnie tak samo, jak i Paula, ale ten nic nie dodał, skinął tylko głową i podążył za moimi przyjaciółmi.
Lekarka bez słowa, kucnęła przede mną, zakasała rękawy, a następnie powoli podciągnęła lewą nogawkę moich beżowych spodni, zsunęła ciemną skarpetkę, uważnie przyglądając się mojej kostce. Nie marnując czasu i wykorzystując dobrą okazję, dokładnie się jej przypatrzyłem. Miała duże, niebiesko- zielone oczy, otoczone wachlarzem długich, czarnych rzęs. Jej usta bez przerwy były ułożone w delikatny uśmiech, który dodawał jej uroku osobistego.
-Nie jest złamana, najwyżej skręcona. Dam ci skierowanie na prześwietlenie.- wyciągnęła z podręcznej torby opatrunek, który przymocowała do mojej nogi.
-Dziękuję- odparłem.
-To moja praca- rzekła radośnie- Zresztą nie jestem jeszcze bardzo doświadczonym lekarzem. Dopiero kilka lat w zawodzie, są ode mnie lepsi.
Objęła mnie ramieniem w pasie, pomagając mi wstać. Jakoś dokuśtykałem się do miejsca, w którym przebywała reszta zespołu.
-Nawet nie wiem, jak masz na imię- zorientowałem się po chwili.
-[T.I.]- podała mi dłoń, którą uścisnąłem.
Zapomniałem jednak, że to dzięki dziewczynie mogłem stać. W momencie, gdy ją puściłem, opadłem, na szczęście, na sofę. Lekarka, chciała postawić mnie znów na nogi, ale pociągnąłem ją ze sobą. W efekcie czego leżała na mnie, a jej twarz była niebezpiecznie blisko mojej. [T.I.] zarumieniła się lekko, speszona odwracając wzrok. Ktoś chrząknął, jak się domyśliłem, tym kimś był nie kto inny, jak sam Louis.
-Nie będę wam przeszkadzać- rzekł, odwracając się do nas plecami.
Blondynka stanęła, po czym pożegnała się skinieniem głowy i wyszła. Słyszałem jak na korytarzu rozmawia jeszcze z Paulem na temat mojej wizyty w szpitalu. Westchnąłem, przeczesując włosy palcami.
-Wpadłeś po uszy, Malik- Lou patrzył mi prosto w oczy.
-Słucham?- miałem wrażenie, że się przesłyszałem.
-Nie rań kolejnej osoby, tylko o to cię proszę- wyszeptał.
~*~
 Prześwietlenie potwierdziły słowa [T.I]. Z moją nogą było wszystko w porządku, przynajmniej dla mnie. Nie złamana, czyli dobrze tak?
-Nie, nie jest dobrze, Zayn. Nie rozumiesz? Jak będziesz tańczył?- Paul trzasnął teczką z papierami o biurko- Masz opatrunek! Będę musiał poprzesuwać koncerty!
-Ale czy to moja wina?- krzyknąłem, bo nie mogłem powstrzymać rosnącego gniewu- Najlepiej mnie zwolnij, wyrzuć z zespołu!
-Wiesz, że nie mogę- prychnął mężczyzna, odchylając głowę do tyłu i przymykając powieki.
-Właśnie, nie możesz. Ale chciałbyś- kopnąłem zdrową nogą mebel.
-Nie Zayn, to nie tak. Pojedziecie na wczasy, dawno nie mieliście wolnego czasu. Możesz jechać gdzie chcesz i z kim chcesz. Tylko błagam, panuj nad emocjami, dobrze?
-Jasne- mruknąłem, zamykając cicho drzwi.
~*~
-Gdzie się wybieracie?- spytał podekscytowany Harry, przeglądając mapę świata.
-Do Irlandii- uśmiechnął się Niall, nawet nie odrywając wzroku od telewizora.
-A ja z Danielle do Włoch- dodał Liam, pisząc smsa, zapewnie do swojej dziewczyny.
-Lou, jedziesz z El?- Hazza spojrzał na przyjaciela- Bo wiesz… moglibyśmy razem pojechać.
-Miałem zamiar zabrać ją ponownie do Paryża, ale nie będzie mogła się wyrwać z pracy, tak więc, dobrze Harry. Jedziemy razem.
Wyjąłem słuchawkę z ucha, gdy Horan zaczął machać mi przed nosem pilotem, przy okazji wciskając różne guziki.
-Do Los Angeles- odparłem od niechcenia.
-Naprawdę?- oczy loczka rozbłysły- W takim razie będziemy tam w trójkę!
-Że co?- wyprostowałem się na fotelu.
-Jadę tam z Louis’m- Styles wydał okrzyk radości, po czym klasnął w dłonie.
Wymruczałem pod nosem przekleństwo. Dwa tygodnie z dwoma wariatami? W tym z jednym, za którym najzwyczajniej w świecie nie przepadam? Boże, za jakie grzechy?
~*~
-Tylko bądźcie grzeczni. Louis, pilnuj, żeby nie przesadzali z dyskotekami i piciem. Macie wypocząć, a nie narobić sobie i mi nowych kłopotów. I żebym nie musiał tam do was lecieć, bo naprawdę, nie uśmiecha mi się poświęcać wolnych chwil na tłumaczeniu się policji, czy komuś tam dlaczego zrobiliście coś, czego nie powinniście. Czy wyrażam się jasno? Będzie tam na was czekać ochrona i jakiś ochroniarz ciągle, powtarzam ciągle- zaakcentował ostatnie słowo- będzie przy was, nawet jeżeli nie będziecie tego świadomi. A no i przede wszystkim, udanego wypoczynku- Paul na koniec nawet lekko się uśmiechnął, żegnając się z nami zwykłym klepnięciem po ramieniu.
-Cześć- Niall wtulił się w koszulkę każdego z nas, a we mnie najmocniej.
-Nialler, przecież wrócę. Aż tak będziesz tęsknić?- zaśmiałem się, czochrając włosy farbowanego blondynka.
Horan tylko skinął głową i odsłonił swój aparat, wykrzywiając usta w szerokim uśmiechu. Liam życzył nam spokojnych wakacji.
-Ach, zapomniałbym!- Paul trzepnął się z otwartej dłoni w czoło- [T.I.] zaraz powinna tu być. Co się tak patrzycie? Zayn potrzebuje dobrej opieki- dodał mężczyzna, widząc nasze zdziwione miny.
-Tak. Tak.- zachichotał Hazza, ciągnąc swój bagaż.
-Przepraszam za spóźnienie. Mogłeś mi wcześniej powiedzieć Paul, że mam z nimi lecieć. Weź człowieku spakuj wszystko na ostatnią chwilę. I jeszcze znajdź opiekunkę do dziecka- dziewczyna mimo oburzenia w głosie, promiennie się uśmiechała.
-Dziecka?- powtórzyłem głupio.
[T.I.] skinęła głową. Podszedł do nas wysoki szatyn, z dziewczynką na rękach. Malutka miała krótkie, jasne włosy i duże oczy, takiego samego koloru co jej mama.
-Dziękuję, ze zgodziłeś się nią zająć. Wynagrodzę ci to jakoś. May, chodź kochanie, pożegnaj się z mamą- kobieta kucnęła, rozkładając na boki ręce.
Trzylatka wpadła w objęcia swojej rodzicielki.
-Wrócisz?- spytała mała ze łzami w oczach.
-Oczywiście, że twoja mamusia wróci- wtrąciłem, głaszcząc dziecko po miękkich włoskach.
-Tatuś?- zapytała, uważnie mi się przyglądając.
Na moment zaniemówiłem, ale gdy ujrzałem pełne błagania spojrzenie [T.I.], odparłem:
-Nie, May. Nie znam twojego ojca. Ale możesz do mnie mówić po imieniu, Zayn.
-Ziejn- zachichotała, ściskając mój palec- Pa, Ziejn.
-Pa, May- odwzajemniłem uśmiech.
Nigdy nie pomyślałbym, ze małe dziecko jest tak mądre, a w dodatku, że będzie potrafiło mnie rozczulić. Pomachałem jej jeszcze, gdy wchodziliśmy na pokład samolotu. Urocza dziewczynka.
~*~
-Dziękuję- rzekła [T.I.], gdy tylko zajęliśmy swoje miejsca.
Lou i Harry siedzieli dwa rzędy foteli przed nami. Przeniosłem wzrok z loczków Harolda, na oczy blondynki.
-Wiem, że znamy się raptem od ponad tygodnia, ale jestem ci dozgonnie wdzięczna, za to co zrobiłeś na lotnisku- kontynuowała- Biologiczny ojciec May zostawił mnie, gdy miała ona raptem miesiąc. Jestem dla niej wszystkim, jedyną rodziną. Bo jestem jedynaczką, mój tata nie żyje od kilku lat, a mama mieszka na drugim końcu świata, w Chinach i widzę się z nią najwyżej dwa razy do roku, na święta. Nie wiem po co ci to mówię, zapewnie uznasz mnie za nachalną- westchnęła, machając lekceważąco dłonią.
-Nie, skądże. Wcale tak nie pomyślałem- zaprzeczyłem szybko-Wręcz przeciwnie, ciekawi mnie twoje życie. Opowiadaj, długa droga przed nami.
~*~
Pierwsze kilka dni w USA minęły mi bardzo szybko. Czas spędzony z [T.I.] płynął nieubłagalnie, aż by chciało się go zatrzymać na wieki. Każda minuta była przepełniona śmiechem i zabawą. Wszędzie chodziliśmy razem, od czasu do czasu zabierając ze sobą Louis’ego i Harry’ego. Mimo że nadal miałem ochotę sprzeczać się z Tomlinsonem o najmniejszą błahostkę, chociażby kto z nas ma pierwszy iść się kąpać, to jednak byłem dla niego miły, bo nie chciałem dokładać zmartwień [T.I.]. Widziałem, że przejmuje się naszymi relacjami i nawet jeśli się nie wtrącała, potrafiliśmy się opanować. Jej mina mówiła wszystko.
-Idę z Lou na dyskotekę. A wy?- zapytał któregoś razu Harry, nakładając jasne rurki.
Jak zwykle chłopak nie krępował się, nawet przy kobiecie. Wyciągnąłem się na łóżku, po czym otarłem krople potu.
-Czy ten hotel ma coś z klimatyzacją?- mruknąłem pod nosem.
-Nie, ja dziękuję. Nie skorzystam z twojej propozycji, Hazza. Pogoda coś się psuje, wolę zostać tutaj.
-Jak chcesz- Styles poprawił przed lustrem włosy- Lou, gotowy?- krzyknął.
-Idę!- Tomlinson stanął w drzwiach- Wrócimy pewnie nad ranem, zależy czy będę musiał ciągnąć go za sobą, gdy nie będzie w stanie iść- zaśmiał się.
-Pilnuj go, Louis- posłałem mu proszące spojrzenie.
-Ej nie jestem dzieckiem, jasne?- oburzył się loczek.
-Zależy mi na nim, tak samo jak tobie, Malik. Oczywiście, że go dopilnuję- chłopak wyszedł, a zaraz po nim lokers.
~*~
Noc była piękna, księżyc oświetlał wszystko dookoła. Miasto mimo późnej pory tętniło życiem. Tu mknące samochody, tam dzieciaki grające w piłkę nożną; starsi śmiejący się w niebogłosy, siedzący przy kieliszku wina. Stałem na balkonie, opierając dłonie na barierce. Podziwiałem widok, rozciągający się przede mną.
-Czemu nie śpisz?- usłyszałem ciche pytanie [T.I.].
-Tu się nie da spać. Dopiero teraz zaczyna się prawdziwe życie i jak widać, Harry i Louis o tym wiedzą.
Odwróciłem się do niej przodem. Stała na bosaka, owinięta szczelnie krótkim, niebieskim szlafrokiem, który idealnie podkreślał jej szczupłą sylwetkę. Przypatrywała mi się przez chwilę, po czym niepewnym krokiem podeszła bliżej, wychylając się i spoglądając w dół. Położyłem dłonie na jej biodrach, kładąc swój podbródek na jej ramieniu.
-Tu jest tak pięknie- wyszeptała z nutą zachwytu  w głosie.
-Z wyjątkową osobą, każde miejsce na świecie będzie niesamowite- odparłem zgodnie ze swoim sumieniem.
-Dlaczego taki przystojny chłopak jak ty nadal jest sam?- zapytała, przerywając przyjemną ciszę.
-Bo jeszcze nie trafił na odpowiednią dziewczynę- odrzekłem po chwili.
[T.I.] przechyliła głowę w bok, a nasze nosy się styknęły. Uśmiechnąłem się delikatnie, odgarniając kosmyki włosów, opadające na jej czoło. Nachyliłem się i musnąłem wargami jej usta. Poczułem się jak w raju, po raz pierwszy przy całowaniu dziewczyny doznałem tak wspaniałego porażenia prądem. Moje serce zaczęło bić jak szalone, a uczucie szczęścia wzbiło się na najwyższy poziom.
-Zayn- blondynka odsunęła się, głaszcząc mnie po policzku.
-Tylko mi nie mów, że jesteś ode mnie starsza- poprosiłem.
-Bo jestem- odpowiedziała- Ale nie to chciałam powiedzieć.
-A co?- spuściłem wzrok.
Otworzyłem szerzej oczy, gdy poczułem jej usta na moich. Zaśmiałem się przez pocałunek, po czym go odwzajemniłem ze zdwojoną siłą, mocno tuląc do siebie [T.I.].
Leżeliśmy przykryci cienką kołderką, wtuleni w siebie, z uśmiechami na ustach. Ucałowałem jej czoło, a następnie odpłynąłem do krainy snu. Obudził mnie dźwięk komórki. Powoli wyswobodziłem się z uścisku dziewczyny, szukając dzwoniącego coraz głośnej telefonu.
-Tak?- ziewnąłem- Niall, wiesz która jest godzina? Środek nocy!
-Przepraszam Zayn, ale błagam cię powiedz mi gdzie jesteś?- zapytał zdenerwowany Irlandczyk.
-W hotelu, razem z [T.I.]- odparłem zdziwiony.
-A gdzie Harry i Lou?- powtórzył pytanie Paula, które usłyszałem gdzieś w oddali po drugiej stronie połączenia.
-Poszli do klubu. Co jest?- wkurzyłem się.
-Włącz telewizję. Szybko!- poinstruował mnie Nialler.
Wykonałem jego prośbę. Przeskoczyłem kilka kanałów, aż trafiłem na prognozę pogody. Zaniemówiłem.
-Zayn… Uciekajcie!...- rozmowa została przerwana.
Przerażony, upuściłem telefon na podłogę. Hałas obudził [T.I.].
-Co się dzieje?- spytała zaspana.
Podszedłem do okna, odsłaniając żaluzje. Blondynka w dwie sekundy znalazła się przy mnie, tuląc się do mnie. Słowa dziennikarzy i to, co zobaczyłem na dworze, zmroziło krew w moich żyłach. Niebo pociemniało, w oddali majaczyły błyskawice, a w dodatku wzmógł się wiatr.
-Jesteśmy na środku drogi, którą za kilkanaście minut pokona tornado. Zginiemy.- wyszeptałem.


~by Natalia

33 komentarze:

  1. Ależ emocje! :) właśnie spodziewałam się tornada :D
    ej, ej :D świetnie piszecie, wszystkie trzy! :)
    wiem, że często nie komentuje waszych postów, ale nie mam jak, bo czytam na telefonie, a nie lubie tak dodawać komentarzy ;D ale dzisiaj robię wyjątek - dla Was ;*
    Pozdrawiam :):*

    OdpowiedzUsuń
  2. Aaaa... Teraz płacze... Płacze jak dziecko, któremu ktoś zabierze zabawkę... Tak chciałam aby ta historii skończyła się szczęśliwie... A tu nagle tornado... Tak bardzo chce mi się płakać... ;** Tao jest tak megaaa wzruszające... Kocham Cię i twoje imaginy... Bardzo bardzo bardzo... ;**

    OdpowiedzUsuń
  3. fajny ten imagin... no ,ale to tornado ?! no cóż mimo wszystko jestem ciekawa :)

    OdpowiedzUsuń
  4. No i ryczę ale za to emocje nieziemskie.
    Nie mogę się doczekać następnego i Uwielbiam Was wszystkie, jesteście wielkie.

    i-believe-in-yeasterday.blogspot.com <--- Zapraszam: W katastrofie zginęło ponad dwieście pięćdziesiąt osób, nikt nie przeżył. Królowa lada moment powinna pojawić się na miejscu tragedii.

    OdpowiedzUsuń
  5. musza oni przeżyc musza ! xx
    a najlepszy fragmnt to: -Ja! Ja!- Styles teatralnym gestem przejechał dłonią po czole i opadł na stos materaców, a kiedy lekarka położyła mu dłoń na sercu, on chwycił ją w swoje palce i szepnął- Ono bije tylko dla ciebie. Harry jestem.
    D:D:D:D:D:D:D:D dobre ! xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Szybko nastepny rozdział !!!!!

    OdpowiedzUsuń
  7. To nie może się tak skończyć ! Błagam nie dodawaj w czwartek tylko wcześniej Pozdrawiam
    ChampionGirl

    OdpowiedzUsuń
  8. swietna część i kompletnie zaskakujący koniec! czekam na nast. :) Buziaki :*

    OdpowiedzUsuń
  9. Oh My God *___*
    Rewelacja, kochana:D Końcówka spowodowała miliony dreszczy na moich plecach i nagły przypływ chłodu. Gratulacje :D Cóż, pozostaje mi czekać cierpliwie te kilka dni, ale uważam że warto :)
    Sonia xx

    OdpowiedzUsuń
  10. Niesamowity!!! Czekam na drugą część! :)x

    OdpowiedzUsuń
  11. MEGA *_____* zajebisty az mi sie gorąco zrobiło jak czytałam ze tornado idzie na nich i jeszcze hazzusia i lousia nie nie było :'( mam nadzije ze sie dragenia to nie skończy :) dawaj szybko kolejny :*

    OdpowiedzUsuń
  12. Super : ******* Mam teraz do czwartku czekać..? :D O Bożeeeeeee :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Bozeee.
    Zawal....
    To. Jest. Niesamowite.
    Czekam z niecierpilowscia na nastepny.
    Sama prowadze bloi (jeden z imaginami) ale na taki pomysl nie wpadlam!
    amaZAYN <3

    OdpowiedzUsuń
  14. tornado O.O
    omg biedy Zay :<
    wez go nie zabijaj, plsss xd

    OdpowiedzUsuń
  15. OMG juz 1 część doprowadziła mnie do łez KOCHAM CIE(WAS)<3

    OdpowiedzUsuń
  16. łał, jeszcze nigdy nie czytałam tak wspanialego imagina. jest tak pieknie napisany i nareszcie trafilam na jakiegos zwiazanego z pogoda, ktora przeciez wlasnie tyle osob zranila, albo zabila. po prostu brak slow i pisz tak dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  17. o masakra, ale emocje !!!
    wspaniały imagin :D

    OdpowiedzUsuń
  18. JEZU ILE UCZUĆ I EMOCJI *_*
    KOCHAM SPOSÓB W JAKI PISZESZ, UWIELBIAM GO <3333

    OdpowiedzUsuń
  19. najbardziej szkoda mi Nialla xd

    OdpowiedzUsuń
  20. to się nazywa zwrot akcji!!! ;D Podziwiam waszą wyobraźnię!!!<3 ;D

    OdpowiedzUsuń
  21. Ooo matkoo ;ddd <3
    Kocham to <3
    Boże ... moja mina pod koniec *O* xD
    Świetne czekam na wiecej ;d

    OdpowiedzUsuń
  22. WOW, to jedyne co od razu rzuca mi się na usta, po przeczytaniu pierwszej części, a dokładniej końcówki. Jestem strasznie ciekawa, jak wszystko dalej się potoczy. I przede wszystkim, co wymyśliłaś dalej z tornadem. :) Poza tym, fragment z małą May, bardzo mnie rozczulił. :)

    www.trzynasty-dzien-milosci.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  23. czekam na 2 część .! : )
    mega : ))

    D.

    OdpowiedzUsuń
  24. Wow dodajcie szybko następnego boski jest

    OdpowiedzUsuń
  25. o wow co za emocje ! Czekam na kolejną część;)
    Kinga :)

    OdpowiedzUsuń
  26. Emocje sięgają zenitu! Co dalej...A..!

    OdpowiedzUsuń
  27. Genialnie piszesz masz dar, zajebisty czekam na dalszą część

    OdpowiedzUsuń
  28. co !? koniec ?! : (.. xd

    OdpowiedzUsuń