poniedziałek, 24 września 2012

# 146. Liam.


Piosenka<kilk>

I don't know where I'm at 
I'm standing at the back
and I'm tired of waiting
-Mamo, tylko proszę cię. Nie mów chłopakom- poprosiłam, gdy siadłyśmy do czarnego pojazdu.
Moja rodzicielka zacisnęła dłonie na kierownicy, tępo patrząc się w przestrzeń. Pokiwała niemrawo głową, po czym odpaliła silnik i powoli wyjechała ze szpitalnego parkingu. Patrzyłam na mijane domy, lasy, pola, łąki. Byłam bardzo zmęczona, ale ostatkami sił odpychałam od siebie niechciany sen. W ciągu tygodnia przeszłam w laboratorium szereg potrzebnych badań, dzięki którym lekarze byli w stanie ustalić jakie lekarstwa choć trochę mi pomogą. Cierpiałam na rzadką chorobę, która objawiała się niekontrolowanymi napadami snu. Myślami sięgnęłam do wspomnień z dzieciństwa- już wtedy jako kilkuletnie dziecko, wcześnie chodziłam spać i przysypiałam podczas mszy w kościele. Ale wydawało się mi, jak i moim rodzicom, że to nic dziwnego, w końcu dzieci mają większe zapotrzebowanie na drzemki. O tym, że moja choroba była nieuleczalna, dowiedziałam się raptem dwa tygodnie temu. Od tamtej pory uważałam na to co robiłam, ograniczałam kontakty ze znajomymi. Ale co można ukryć przed prawdziwymi przyjaciółmi?
~*~
-[T.I.] wróciła!- zanim zdążyłam wyjść z samochodu, usłyszałam radosny krzyk Nialla.
Po chwili zostałam siłą wyciągnięta z auta i przygnieciona ciałami kumpli.
-Udusicie mnie- uśmiechnęłam się lekko.
-Jesteś cała i zdrowa. A już się martwiliśmy, że to coś poważnego- Liam objął mnie ramieniem i pocałował w policzek, na co reszta zaczęła gwizdać.
Lekko speszona, wpuściłam przyjaciół do domu, wcześniej rzucając mamie proszące spojrzenie. Kobieta przesunęła dwoma palcami po ustach, na znak, że będzie milczała. W jej oczach dostrzegłam troskę i ból. Posłałam jej szeroki uśmiech, chcąc choć trochę jej ulżyć. Przygotowałam przekąski- koreczki, nasypałam chipsy do miski, wzięłam butelkę coli i szklanki, ustawiłam to na tacy, a następnie zaniosłam do salonu, gdzie rozbrykani chłopcy urządzali bitwę na poduszki. Uspokoili się nieco na mój widok, a Irlandczyk od razu sięgnął po garść chrupek. Usadowiłam się obok Harry’ego, bawiącego się palcami Lou.
-To co robimy?- zapytał Malik, kładąc nogi na pufie.
-Dajcie jej odpocząć, jest pewnie zmęczona- Payne pogłaskał mnie po wierzchniej stronie dłoni.
-Czuję się świetnie. Może basen?- zaproponowałam.
-Tylko czekałem, aż to powiesz- Styles już ściągał spodnie.
-Spokojnie, Hazza. Idziemy w ubraniach, tylko wyjmijcie z kieszeni dokumenty, pieniądze i komórki- zaśmiał się Louis, czochrając włosy kumpla.
Chłopcy udali się do ogrodu, wcześniej zabierając ze sobą stos ręczników. Poszłam do kuchni, wyciągnęłam z szafki odpowiednie witaminy i magnez przeciw skurczom, nalałam wody do szklanki i popiłam lekarstwa. Podążyłam za kolegami. Zayn już stał cały mokry na środku basenu, loczek śmiał się w niebogłosy, gdy Horanowi wpadła do kąpieliska kanapka, a Payne leżał na leżaku z przymkniętymi oczyma. Podniósł się, gdy obok niego usiadłam. Ukazał szereg białych zębów, wziął mnie za rękę i pociągnął w stronę wody. Od razu zostałam ochlapana przez Louis’ego . Zapominając o chorobie, wskoczyłam do basenu. Śmiałam się jak głupia, kiedy Liam przewrócił się i wylądował na Zaynie. Nagle poczułam, że twarz mi drętwieje, a nogi i ramiona wiotczeją. Osunęłam się i z głośnym pluskiem uderzyłam głową o dno.
~*~
Waiting here in line
hoping that I'll find
what I've been chasing
-Co jej się stało?- usłyszałam zaniepokojony głos Niallera- Zachowywała się całkiem normalnie.
-A potem upadła- dodał Malik.
-Myślałem, że to jakiś żart- wtrącił cicho Harold.
-Dobrze, że nic jej się nie stało. Chłopcy, wiem, że wam na niej zależy, ale ona chce żyć normalnie. I taka właśnie jest. Traktujcie ją tak samo jak kiedyś.- moja mama mówiła drżącym głosem, zapewne próbując powstrzymać łzy.
-[T.I.] jest na coś chora?- spytał Liam.
W pokoju zapanowała niezręczna cisza.
-Kochajcie ją. Dziękuję, że jej pomogliście. Gdyby nie wy…- mojej rodzicielce głos się załamał, a po chwili moich uszu dobiegł charakterystyczny dźwięk zamykania drzwi.
Chciałam coś dodać, wstać, uśmiechnąć się, powiedzieć, ze wszystko ze mną w porządku, ale nie miałam na to siły. Pozwoliłam, by zmorzył mnie sen.
~*~
Siedziałam na werandzie, bujając się na dwuosobowej huśtawce. Chwytałam ostatnie promienie wrześniowego słońca. Poczułam, ze nadciąga kolejny napad senności. Zaczęłam bawić się bransoletką, szarpałam ją, przekładałam z dłoni na dłoń. To jakoś opóźniało kolejną zapaść.
-Cześć- odwróciłam się i ujrzałam stojącego kilka kroków dalej Liama.
-Hej- poklepałam miejsce obok siebie.
Chłopak bez chwili wahania usiadł, bacznie mi się przyglądając.
-Proszę, powiedz mi co się z tobą dzieje.- rzekł błagalnym głosem.
-Nic mi nie jest. Jestem tą samą dziewczyną co kiedyś. Uwielbiam wypady na zakupy, słuchać muzyki czy bawić się z psem. Gram w drużynie piłki siatkowej, jeżdżę na rowerze czy rolkach, piszę opowiadania…- wyliczałam.
Chciałam kontynuować, ale Payne zamknął mi usta całusem. Zamrugałam kilkakrotnie, nie mogąc uwierzyć, że to się dzieje naprawdę. Oprzytomniałam i oddałam pocałunek. Szatyn przysunął się bliżej, oplatając mnie dłońmi w pasie. W brzuchu szalały mi tak zwane motyle, czułam wszechogarniające szczęście.  Chłopak lekko zagryzł moją dolną wargę, po czym odsunął się, nie dalej niż na kilka centymetrów. Popatrzyłam w jego przepełnione miłością oczy.
-Nie okłamuj mnie- wyszeptał.
-Nic mi nie jest- powtórzyłam.
-[T.I.]- pogłaskał mnie po policzku- Czy zechciałabyś być moją…- nie dokończył, bo weszłam mu w słowo.
-Nie mogę, Liam- po raz kolejny skłamałam.
-Nie czujesz tego samego co ja, prawda?- spuścił głowę.
I shot for the sky
I'm stuck on the ground
so why do I try
I know I'm gonna fall down
Serce mi się krajało, gdy widziałam ból rozdzierający przyjaciela. Oczywiście, że go kochałam. Od dawna. Ale nie mogłam mu tego powiedzieć. Ani o tym, ani o chorobie. On miał swoje życie, nie chciałam dokładać mu zmartwień. Nie pragnęłam też niczyjej litości.Bo litość to najgorsze co może człowieka spotkać, zwłaszcza ta nieszczera chęć pomocy.
-Przepraszam- wyszeptałam, wbijając paznokcie w skórę, by powstrzymać napad snu.- Jesteś wspaniałym człowiekiem, o złotym sercu. Ale nie potrafię być z tobą, Liam.
Wstałam, podeszłam do drzwi, po czym ostatni raz odwróciłam się do kumpla.
-Przepraszam- szepnęłam.
Zatrzasnęłam drzwi, zamknęłam je na klucz. Złapałam się za głowę. Zaczęłam krzyczeć, walić pięściami w ścianę. Osunęłam się wzdłuż drzwi, prosto na szorstką, ciemną wycieraczkę. Ukryłam twarz w dłoniach, zanosząc się spazmatycznym płaczem. Nie chciałam tego. Nie chciałam ranić tak cudownego chłopaka. Nie chciałam mówić mu tego wszystkiego. Ale było już za późno. Łzy strumieniami kreśliły podłużne linie na moich policzkach, powoli skapując na czyste ubranie. Zrobiłam coś głupiego, prawdopodobnie popełniłam najgorszy błąd w swoim życiu. Odepchnęłam tak wspaniałego chłopaka, tylko dlatego, że bałam mu się powiedzieć o swojej chorobie. Dlaczego? Może dlatego, że była nie do pokonania?
~*~
-Słuchasz mnie?- Malik potrząsnął mną, sprowadzając mnie na ziemię z krainy snu.
Przetarłam dłonią oczy, uśmiechnęłam się niemrawo i pokiwałam głową, na znak potwierdzenia jego słów.
-Dzieje się z tobą ostatnio coś niedobrego- wpatrywał się we mnie swoim intensywnym spojrzeniem, które przeszywało mnie na wskroś, jakby zaglądał we wszystkie zakamarki mojej duszy i umysłu.
Odsunęłam się od niego. Dłonie zaczęły mi dygotać, powodując drżenie na całym moim ciele.
-Jestem narkoleptyczką. – postanowiłam, że powinnam w końcu o tym komuś powiedzieć.
Opowiedziałam Zaynowi o co chodzi w tej chorobie, jakie są skutki, cały przebieg, to na co muszę uważać, jakie leki przyjmować.
-Wtedy na basenie…- zaczął, ale mu przerwałam.
-Tak, miałam katapleksję.
I thought I could fly
so why did I drown
I'll never know why it's coming down down down
Przesiedzieliśmy tak kilka godzin, rozmawiając, cicho się śmiejąc (uważałam by nie przesadzić i nie dostać kolejnej zapaści). Oparłam głowę o oparcie fotela, przymykając oczy. Wciągnęłam powietrze, zaciągając się męskim zapachem perfum przyjaciela. Wtem poczułam jego usta na moich. Nawet nie zdążyłam zarejestrować w pamięci tego wydarzenia, kiedy usłyszałam przepełniony gniewem głos Liama:
-To dlatego mi odmówiłaś, tak? Jego kochasz?
Zayn odsunął się zmieszany, rzucając mi przepraszające spojrzenie.
-Myślałem, że straciłaś przytomność, nie oddychałaś- wytłumaczył cicho mulat, bawiąc się swoimi palcami.
-Dlaczego ona miałaby niby mdleć? Jest zdrów jak ryba- Payne nie krył oburzenia.
-Mógłbyś zostawić nas samych?- poprosiłam bruneta, który od razu spełnił moją prośbę.
Wstałam. Przez dłuższą chwilę toczyłam walkę na wzrok razem z szatynem. Żadne z nas nie zamierzało odwrócić wzroku. W jego oczach krył się jeszcze większy ból i smutek, niż kilka dni temu, gdy mu odmówiłam. Rzuciłam mu się w ramiona, a on bez słowa jakiegokolwiek sprzeciwu mocno mnie przytulił. Powtórzyłam mu to samo, co przed kilkunastoma minutami Malikowi. O dziwo, uwierzył i nie gniewał się za całusa.
- I ty myślałaś, że jakaś choroba będzie w stanie nas rozdzielić, poróżnić?- uniósł pytająco brwi.
Przyłożyłam dłoń do jego policzka i wyszeptałam mu jak bardzo go kocham. Mimo narkolepsji, nauczyłam się na nowo żyć; starałam się, śmiałam, wygłupiałam, pomimo tego, że wiedziałam, czym to grozi. Ale wraz z wspaniałymi przyjaciółmi, za których codziennie dziękowałam Bogu, i kochającym chłopakiem potrafiłam przezwyciężyć trudności, jakie los stawiał mi na swojej drodze.
Not ready to let go
Cause then I'd never know
What I could be missing



~by Natalia

22 komentarze:

  1. o Boże!
    płaczee ;-;
    świetne :3
    chcę więcej takich ^^
    W.

    OdpowiedzUsuń
  2. wiedziałam, że pojawi się ten gif z nowego teledysku ! :D
    a co do imaginu... takie to śliczne ♥

    OdpowiedzUsuń
  3. Śliczny i bardzoo wzruszający .
    Kiedy następna część Louisa?

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest taki... no nie wiem jak to ująć... cudowny, magiczny, wzruszający... Odlot *.*

    OdpowiedzUsuń
  5. słodkie, a za razem wzruszające. *.*

    OdpowiedzUsuń
  6. Wzruszający, a zarazem pouczający : )
    : P Zapraszam do mnie : DD
    Liczę na komcie/obserwowanie : ) Pod komentarzami zostawiajcie też swoje linki: D z chęcią poczytam : * : DD

    http://fans-fans-blog-o-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  7. Czytałam otej chorobie w fan clubie ztąd to wzięłaś ale imaginy fajny

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak? O to fajnie, ale ja nie kupuję akurat tej gazety. Słyszałam o tej chorobie z innego źródła. Ale cieszę sie,że Tobie jak i innym czytelniczkom sie podoba :)

      Usuń
  8. świetny, wspaniały, cudowny!! Kocham tego imagina;**
    Kinga :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czyżbyś czytała Bravo girl ? xD
    Imagin super ! <3
    Pisz szybko nn ;)
    Mwahh ;** <3

    OdpowiedzUsuń
  10. Świetny imagin naprawdę

    OdpowiedzUsuń
  11. Ktoś wreszcie pokazał coś innego. Nie którzy są chorzy na takie choroby, jak ta czy inna. Dziękuje ci za to, że nie tylko radosne, zdrowe postacie są w tych imaginach. Nie które, osoby, które to czytały, a może są chore, lepiej to sobie wyobraziły i może między innymi dzięki tobie nawet zrozumiały , że mogą normalnie żyć . Dziękuje , a tak ogl, to pisz tak dalej : *

    OdpowiedzUsuń
  12. Jeju, genialny... Wzruszyłam się..

    Zapraszam:
    http://my-imagines-one-direction.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  13. wzruszający, wspaniały imagin :)
    uwielbiam Was <3

    OdpowiedzUsuń
  14. cudo.
    Elisabeth.
    P.S. Czekam na kolejną cz. Lou. :P

    OdpowiedzUsuń
  15. supcio mozna drugą część Lou z dedykacją dla mnie <3
    KINGA:)

    OdpowiedzUsuń